piątek, 17 stycznia 2014

11. KRÓLOWA BALU




  Hermiona siedziała właśnie w bibliotece z przyglądającym się jej
Krumem. Nie mogła znieść tej niekomfortowej ciszy, dlatego też po kilku chwilach spytała sportowca co go sprowadza w te strony, na co chłopak odpowiedział jej znacznie płynniejszym angielskim niż cztery lata temu:
- Usłyszałem, że Hogwart organizuje jakieś zawody, w których startuje moja Hermijonina dlatego przyjechałem dopingować. - Gryfonka mimowolnie się zarumieniła i zaczęła dalej wertować kartki.
Po pewnym czasie zaczęli rozmawiać o karierze sportowej Wiktora, gdy nagle ten przerwał i przyjrzał się Hermionie jeszcze uważniej niż dotychczas.Gdy dziewczyna podniosła wzrok znad jakieś starej księgi zaciekawiona z jakiego powodu przestał mówić, ten nagle spytał z nadzieją, kompletnie ignorując chichoty jakiś uczennic spowodowane jego obecnością:
- Hermijonina, czy będziesz mi towarzyszyć na nadchodzącym balu? - Hermionę to zbytnio nie zdziwiło. Wiedziała, że to wkrótce nastąpi. W końcu to podkochujący się w niej Wiktor Krum,
a skoro jej marne oczekiwania na to, że Malfoy chce mieć ją jako towarzyszkę na zabawie legły w gruzach, po krótkiej chwili namysłu odparła z lekkim uśmiechem:
- Oczywiście Wiktorze. - Uradowany chłopak ucałował ją delikatnie w policzek i już po chwili wychodzili z biblioteki kierując się w stronę Wielkiej Sali na kolację.

Draco cały dzień spędził w Pokoju Wspólnym myśląc jak zaprosić Granger na bal. Z żadną inną tak nie postępował, po prostu podchodził i pytał, a po chwili już miał partnerkę. Teraz bał się, że to nie wystarczy, a nie chciał psuć ich aktualnej zgody.
Siedząc sam na kanapie, wpatrywał się w obraz Severusa Snape'a tupiąc nerwowo stopą o podłogę. Po chwili wstał energicznie i zaczął kręcić się w kółko po pokoju rwąc sobie włosy z głowy.
- Co mam robić do cholery! - Podniósł głos sam na siebie, gdy nagle za nim odezwał się pomruk znany mu nad zwyczaj dobrze:
- Ja bym się jedynie zastanawiał co się stało z Draconem, którego znałem tak dobrze. - Chłopak niepewnie obejrzał się i od razu przybrał pokorny wyraz twarzy. Obraz byłego Dyrektora ciągnął:
- Proponuję po prostu podejść do Panny Granger i ją zaprosić. Co w tym takiego trudnego? - Draco przewrócił oczami i syknął odwracając się w przeciwnym kierunku:
- Ten cały Krum się pojawił. Ona nie widzi teraz świata po za nim. - Snape westchnął.
- Chłopcze, jesteś o stokroć lepszy od tego sportowca. Panna Granger zapewne także tak uważa, tylko jeszcze o tym nie wie.
Draco zastanawiając się, chwycił marynarkę i ruszył w kierunku drzwi mrucząc pod nosem:
- Dziękuję Profesorze. - I już go nie było.

Korytarze były zapełnione uczniami kierującymi się na kolację.
Draco przepychając się, co chwilę stawał na palcach szukając zgrabnych brązowych loków, gdy nagle je ujrzał. Oczywiście w towarzystwie Kruma. Poczuł jak krew go zalewa. Nie wiedział do końca czemu, mogła spotykać się z takimi chłopakami jakimi chciała, ale i tak czuł się tylko spokojny gdy facetem przy niej był on sam. Żadnemu innemu nie ufał.
Odpychając jakiegoś trzecioklasistę krzyknął:
- Granger czekaj! - Dziewczyna w mgnieniu oka zaczęła szukać wzrokiem wołającej ją osoby. Gdy spostrzegła nadbiegającego Dracona, uśmiechnęła się promiennie pokazując wszystkie zęby. Chłopak odwdzięczył się tym samym, ale mina mu zrzedła gdy ujrzał wzrok Kruma spoczywający na biuście Hermiony. W końcu stanął przed nią i spojrzał wyczekująco na bruneta, po czym Hermiona zrobiła to samo tylko mniej narzucając się.
- Mógłbyś nas w końcu zostawić samych jeśli pozwolisz? - Rzekł Draco na skraju wytrzymałości.
- Hermiono...
- Zaraz przyjdę Wiktor. - Odparła lekko podminowana nadopiekuńczością chłopaka.
Ślizgon uśmiechnął się tryumfalnie odprowadzając wzrokiem odchodzącego Kruma.
Po chwili bezowocnego wpatrywania się w drzwi do Wielkiej Sali w których przed chwilą zniknął Wiktor, Hermiona zaczęła, od razu się rumieniąc:
- Zatem o co chodzi? - Mówiąc to, założyła ręce na piersi i uśmiechnęła się grzecznie.
Draco westchnął powoli i przysunął się trochę bliżej dziewczyny, na co tą od razu przeszedł zimny dreszcz, ale nie ruszyła się z miejsca udając że to na nią nie działa.
- Granger, tak się zastanawiałem.. Skoro mamy rozejm i tak dalej, to chyba możemy iść razem na bal.. - Hermionie ze zdziwienia szczęka opadła, zaprosił ją! Draco Malfoy zaprosił ją na bal!... Ale ona idzie na niego z Wiktorem Krumem. 
Czuła się teraz okropne, naprawdę chciała iść z Malfoy'em. W końcu pomijając jego listę wad, pojawia się to coś. 
Nagle chłopak ujął jej podbródek i złączył go z górną wargą.
- Wiem Granger, że jestem niesamowity. I cieszę się że przyjęłaś moje zaproszenie biorąc pod uwagę twoją reakcję. - Tu uśmiechnął się będąc z siebie cholernie zadowolonym. Hermiona przez chwilę miała ochotę się zgodzić, ale szybko chlasnęła się w głowie w twarz. Słowa przychodziły jej z ogromnym trudem. Żeby doszło do tego, że musi odmawiać na zaproszenie najatrakcyjniejszego czarodzieja w Hogwarcie.
- Malfoy..Ja..naprawdę mi przykro, ale ktoś mnie już zaprosił.. A ja się zgodziłam.
Na Draco spadło wiadro zimnej wody. Podminowany zapytał:
- Kto? - Hermiona posłała niepewne spojrzenie w kierunku Wielkiej Sali. Blondyn widząc gdzie ląduje wzrok dziewczyny, automatycznie poczuł jak jego krew zaczyna wrzeć, ale postarał się opanować, dlatego tylko westchnął:
- Nie wierzę....
- Malfoy poczekaj! Mówię do ciebie! - Krzyczała Hermiona, ale bezowocnie. Draco ruszył już w przeciwnym kierunku z lekko uniesioną głową, jakby go nic nie obchodziło.

* * *

Draco stwierdził, że skoro Granger nie będzie mu towarzyszyć na balu, nikogo innego nie zaprosi. To tylko popsułoby mu do końca wieczór.
Teraz patrząc na wszystkie inne dziewczyny,  wydawały mu się takie proste. Nie trzeba było walczyć o ich zaufanie. Z kolei Gryfonka nie dawała sobą pomiatać, jednak zauważył, że i tak trochę zmieniła do niego podejście.

Hermiona była zdruzgotana. Okropnie chciała by na balu towarzyszył jej Malfoy. Co prawda kłócili się i obrażali na siebie co chwilę, ale pomijając oblicze aroganckiego dupka, można ujrzeć wspaniałego zabawnego młodego mężczyznę. 
Ale pora o tym zapomnieć, za trzy dni Krum będzie obejmować ją w talii, dotykając za sukienkę która tak bardzo podobała się Draconowi. 
Najbardziej miała ochotę ruszyć w stronę lochów i oznajmić Ślizgonowi, że w sobotę ma po nią przyjść pod Pokój Wspólny, ale nie mogła tego uczynić Wiktorowi.
Hermiona opowiedziała całą sytuację Ginny, a gdy zakończyła wątek, wzięła głęboki oddech i wyjawiła także ukryty ostatnim razem temat pocałunku. Ruda słuchała ze zmarszczonymi brwiami, a gdy Hermiona skończyła historię, rzuciła w nią z całej siły poduszką.
- Herm, wszystko zepsułaś! Po co się zgodziłaś na zaproszenie tego skomercjalizowanego kretyna! - Ginny rwała sobie włosy z głowy, ale Hermiona nie dawała się. Cisnęła poduszkę z powrotem na łóżko i odparła podminowana:
- Pewnie dlatego, że chciałam! - Ale obydwie wiedziały, że to nieprawda. 
Ruda nagle przystanęła, zamknęła oczy i westchnęła.
Po chwili dyskomfortu spowodowanego małą sprzeczką, obydwie przyjaciółki przeprosiły się nawzajem za podniesione głosy i już do końca wieczora o tym nie rozmawiały.
  
W piątek nauczyciele tak się zlitowali nad podnieconymi uczniami, że wszystkie zajęcia trwały połowę krócej.
Ostatnią lekcją zawsze były eliksiry, ale skoro mieli niecałe pół godziny na stworzenie jakiekolwiek mikstury, profesor Slughorn zadał im wypracowanie na temat dowolnej trucizny i jak ją zneutralizować, ale przed zaczęciem zapisywania pergaminu staruszek podpytał swoich najstarszych uczniów:
- No i jak droga młodzieży, smokingi i kreacje damskie już gotowe?-Pocierając ręce usiadł za biurkiem. Uczniowie beznamiętnie pokiwali głowami, ale Horacy dalej chciał podtrzymać tą jałową konwersację:
- Każdy z was ma już osobę towarzyszącą? - Hermiona z prędkością światła obróciła głowę w stronę Malfoy'a by zobaczyć czy potwierdza. W tej samej chwili Ślizgon podniósł lekceważąco wzrok na Gryfonkę, na co ona posłała mu przepraszające spojrzenie, ale Draco niewzruszony westchnął i pochylił się nad swoim pergaminem. Dziewczyna z lekkim ukłuciem w klatce piersiowej także wróciła do swojego wypracowania, po czym zgniotła je w kulkę widząc ogromną plamę atramentu dzięki niekontrolowaniu pióra. ' Dziękuję Malfoy ' mruknęła cicho do siebie wrzucając papier do śmietnika. Siadając z powrotem w ławce usłyszała pełne rozbawienia, pytanie Blaise'a:
- A pan profesor się z kimś wybiera? - Na pewno. - Dodał widząc ogromny malinowy rumieniec na pomarszczonej twarzy Slughorna. Klasa nie chcą jeszcze bardziej pogrążyć nauczyciela, zdecydowała się tylko na wymuszony kaszel kamuflujący śmiech.
- Niech się pan nie wstydzi, jestem pewien że więcej niż połowa chłopaków w klasie nie zapytała w porę upodobanych sobie partnerek nie wiedząc jak się do tego zabrać, dlatego idą na bal sami jak palec. - Rzucił niedbale wodząc wzrokiem po klasie zatrzymując się podczas wypowiedzi trochę dłużej na wizerunku Hermiony, ale po chwili wrócił do profesora uśmiechając się perfidnie.
- Profesor Sybilla Trelawney zgodziła się mi towarzyszyć. - Odrzekł Slughorn z twarzą koloru dojrzałego pomidora. Całą klasa ponownie zaniosła się chichotem, szczególnie Blaise, ale Draco nie było do śmiechu. Pomarszczony nauczyciel miał odwagę wcześniej spytać kogoś i teraz miał partnerkę. Przewrócił oczami i podszedł do biurka oddając swoje kulawe wypracowanie. Gdy tylko położył kartkę na stole rozbrzmiał dzwonek i wyszedł z klasy będąc odprowadzanym wzrokiem przez Gryfonkę.

Hermiona siedziała z Krumem w bibliotece, tak jak co dzień od czasu jego przyjazdu. Trochę zaczynało ją denerwować jego brak wychodzenia z inicjatywą. Cały czas chodzili tam gdzie ona chciała - czyli wiadomo gdzie. Do tego Wiktor praktycznie nic nie mówił tylko wpatrywał się w mozolną pracę Hermiony.
Dziewczynie prawie wyleciała z głowy cała sytuacja z Draconem, ale gdy tylko Wiktor coś wystękał o balu, od razu pojawił się w jej głowie obraz Ślizgona. 
Nie potrafiła opisać słowami jak bardzo była na niego zła że nie spytał wcześniej, jak i smutna z tego samego powodu.
Nagle, ku zdziwieniu Hermiony rozmowa zaczęła im się kleić. 
A po kilku chwilach, Krum zaczął się do niej zbliżać na niebezpieczną odległość, graniczącą ze zniszczeniem ich przyjaźni.
Hermionie ani się śniło zbliżyć  ustami do Kruma, ale ten nie dawał za wygraną, przytrzymał  ją trochę wbrew jej woli uniemożliwiając ucieczkę, jakby chciał uświadomić, że obydwoje zasługują na szansę. Gryfonka wiedziała, że już nie ma odwrotu, czekała tylko na pozbawione uczuć z jej strony zetknięcie się warg, gdy nagle rozbłysło jasnoniebieskie światło rozświetlające cały regał z książkami i przed nimi zmaterializował się białoszary lis. Hermiona błyskawicznie odepchnęła sportowca, odrobinę brutalnie po czym z zaciekawieniem spojrzała w stronę patronusa. Nagle lis zwrócił się głosem do zdezorientowanego Kruma głosem, którego Hermiona jeszcze nigdy nie słyszała. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego, i nie myliła się:
- Obowiązkowe spotkanie w Ministerstwie Magii w Sofii, dotyczące dwu-tygodniowego wyjazdu kapitana drużyny do San Francisco w sprawach wzmocnienia pozycji zespołu. Oczekuję Pana za 15 minut pod gmachem budynku. - Krum wpatrywał się w zwierzę z potępieniem. Wziął pobliską książkę i rzucił nią w lisa warcząc:
- Miało być odwołane! - Ale patronus już zniknął i księga poleciała w czystą przestrzeń.
Nie miał odwagi spojrzeć teraz w oczy Hermionie, wiedział że mu tego nie wybaczy. Jutro odbędzie się jedna z ostatnich przygód w jej szkole, a on to zepsuł swoim niedoszłym pocałunkiem, który miał być wbrew jej woli i wyjazdem.
Ale Hermiona nie miała przyjacielowi za złe jego nagłej potrzeby opuszczenia kraju. Bardziej bolało ją to, że chciał ją pocałować pomimo tego że dała mu wyraźnie do zrozumienia że sobie tego nie życzy. A najbardziej z tego wszystkiego przejmowała się tym, że na jej ostatnim balu w Hogwarcie pojawi się bez jakiegokolwiek towarzysza.
Siedzieli w ciszy wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą stał lis, gdy nagle Krum wstał.
- Hermiono błagam, nie zraź się do mnie po tym co chciałem zrobić.. - Zaczął drżącym głosem. - Nie mam pojęcia jak cię mam przepraszać za to że zepsułem twój jutrzejszy wieczór. Mogłem w ogóle się nie pojawiać, tylko namieszałem. - Zwiesił głowę ponuro, na co Hermiona od razu zareagowała uściskiem. 
- Rozumiem, że to nagła i ważna sytuacja, dlatego leć żebyś nie miał kłopotów. - Rzekła spokojnie.
Krum puścił Hermionę i szepnął jej do ucha:
- Tylko przyjaciele. - Na co Gryfonka od razu się uśmiechnęła i chłopak teleportował się z charakterystycznym pyknięciem zostawiając ją samą pośród milionów książek.

Hermiona szła pośpiesznie w stronę wieży Gryffindoru w celu zostawienia wszystkich książek i wrócenia  z powrotem do Wielkiej Sali na kolację. Niespecjalnie chciało się jej jeść, ale musiała opowiedzieć Ginny o tym nieszczęśliwym incydencie. Już się bała jej reakcji na wzmiankę o tym, że Hermiona zaszczyci swoją obecnością jutrzejszy bal w samotności. Nie mówiąc już o tym, że Draco Malfoy także ją zaprosił, ale go spławiła.
Westchnęła zrezygnowanie i ruszyła szybciej szukając swojej różdżki, mając wrażenie że z wrażenia zostawiła ją w bibliotece. 
Przeczesując wypchaną po brzegi torbę, nie zauważyła niewielkiej grupki uczniów stojących na jej drodze. Prując korytarzem z głową w torbie boleśnie wpakowała się w czyjeś szczupłe ale umięśnione ramię. Natychmiast poderwała głowę gu górze masując czoło i od razu ją zamurowało. Największa szczęściara, Hermiona Granger wpadła w grupkę Ślizgonów w której oczywiście stał Malfoy.
Pomimo tego, że Draco był ogólnie szczupły, mięśnie miał, i to nie byle jakie. Gryfonka z chęcią zapadnięcia się pod ziemię bąknęła tylko ledwo słyszalne ' przepraszam ' w stronę rozbawionego Ślizgona, po czym ze zwieszoną głową ruszyła dalej. Przeszła może kilka metrów i zatrzymała się gwałtownie. Obróciła się by ujrzeć Dracona śmiejącego się z Blaise'm i Pansy. Po krótkim biciu się z myślami ruszyła z powrotem w kierunku Ślizgonów, tym razem z podniesioną głowę.
- Emm.. Mogłabym cię na chwilę przeprosić.. to znaczy poprosić? - Spytała wpatrując się w szare tęczówki koślawo dobierając słowa. Draco uniósł brwi ze zdziwienia, spojrzał porozumiewawczo na przyjaciół, na co ci szybko zaczęli kręcić, że mając coś do zrobienia i już po chwili Hermiona miała wolną rękę. Jednak niechlujnie poluźniony krawat i rozpięte trzy pierwsze guziki koszuli dekoncentrowały ją.
- Malfoy, ja chciałam cię przeprosić... to znaczy nie. Po prostu.. Wiem że okropnie cię potraktowałam, no i dlatego... - Draco spijał każe słowo, jednak dalej był rozbawiony i jednocześnie zadowolony że jego osoba wprawia ją w takie zakłopotanie. - Chciałam tylko powiedzieć, że Wiktora nie będzie na balu. - Wyrzuciła w końcu na jednym wdechu przestając owijać w bawełnę. Oczy Draco od razu rozbłysły.
- Jak to nie będzie? - Spytał akcentując przedostatnie słowa, będąc pewnym że to jakiś żart uknuty przez Kruma. 
- Ma jakieś ważne spotkanie za granicą. - Hermiona mówiła z nieukrywanym zawodem, na co Draco niepewnie przymrużył oczy.
- Nie oczekuj ode mnie, że będę mówić jak bardzo mi przykro, bo tak nie jest. - Dziewczyna czuła się jakby dostała kufel zimnej wody na głowę. Ponownie gryzła się w myślach. Zrobić to czy nie? 
- Słuchaj Granger, idę na kolację, do zobaczenia. - Odparł posyłając jej mały uśmiech i już odchodził, gdy nagle Hermiona odstawiła rozum na półkę, a sprawę w swoje ręce wzięło serce.
- Malfoy czekaj! - Krzyknęła zatrzymując Ślizgona. - Ja... Dlatego pomyślałam, że no właśnie może poszedłbyś, albo nie nie... Czy może powtórzyłbyś to co.. - Draco nie mógł się powstrzymać i roześmiał się przerywając Hermionie jej nic niewartą litanię:
- Granger, czy ty właśnie zapraszasz mnie na bal? - Spytał przestając się śmiać, ale nadal uśmiechając się perfidnie. 
A więc wyśmiał ją.. Wspaniale.
- Nieważne. - Burknęła odwracając się próbując nie okazywać tego jak jej zależało, gdy nagle poczuła mocny uścisk na prawym nadgarstku odwracający ją w stronę sprawcy.
- Oczywiście, że z tobą pójdę Granger. - Draco uśmiechnął się szczerze, co Hermiona błyskawicznie odwzajemniła.
Brakowało słów by opisać jak bardzo obydwoje cieszyli się, że idą na bal w swoim towarzystwie, a po chwili Hermiona pędziła w stronę Ginny, zapominając o ciężarze torby, a Draco podzielić się nowinami z Blaise'm.

* * *

  W końcu nadszedł ten wyczekiwany wieczór.
Ostatnie przygotowania szły pełną parą. Każda uczennica siedziała właśnie przed lustrem, coraz  bardziej zakrywając swoje ' prawdziwe ja ' pod grubą warstwą pudru i tuszu do rzęs. Hermiona wraz z Ginny także robiły sobie makijaż, ale z umiarem. Ruda podkreśliła swoje oczy kocią kreską, a Hermiona nałożyła tusz sprawiający, że jej rzęsy były tak wspaniale długie i gęste, że przy mrugnięciach sprawiały wrażenie jakby motyl trzepotał swoimi skrzydłami, oaz na powieki położyła małą ilość cienia koloru pudrowego różu. Gdy robiła ostatnie poprawki błyszczykiem, gdy Ginny pisnęła ze szczęścia:
- Miona tak się cieszę! Idziesz z Malfoy'em zamiast z tym... - Urwała widząc minę Hermiony. - Wiktorem.. Co prawda dalej nie ufam temu Ślizgonowi. To niepodobne żeby tak się zachowywał w stosunku do ciebie.. - Hermiona rzuciła błyszczyk w kąt i wrzasnęła:
- Ginny przestań cały czas krytykować wszystkich chłopaków, z którymi coś mnie łączy!
- Hermiona, nie o to mi chodziło, czekaj! - Ale drzwi łazienki zamknęły się z hukiem i Ruda została sama przeklinając samą siebie za to, że za często mów to co myśli. Hermiona nie była oburzona na przyjaciółkę, ale zabolała ją możliwość prawdy jej słów. Co jeżeli Malfoy robi sobie z niej jakiś przebrzydły żart?
Ponownie straciła ochotę na bal. Dlaczego Ginny ma zdolność gwałtownego trafiania do sedna sprawy! Czuła się okropnie, że na nią nawrzeszczała, ale nie chciała wyjść na łatwowierną dziewczynkę potrzebującą pomocy. Myśląc intensywnie idąc przez Pokój Wspólny, jakiś piątoklasista zacmokał donośnie i zagwizdał na widok Hermiony, ale ona tylko przymrużyła oczy i warknęła w jego stronę:
- Zamknij się. - I ruszyła dalej.
Otworzyła drzwi i wszelkie wątpliwości rozwiały się na wszystkie strony widząc smukłego Dracona w jak zwykle perfekcyjnie dopasowanym, hebanowym garniturze trzymającego ręce w kieszeniach, opierającego się o ścianę. Był taki uroczy w swojej muszce. 
Nie mógł przecież jej wykorzystywać w tak podły sposób. Chociaż to i tak pozostanie podejrzliwa Granger, mająca w każdym calu wątpliwości.
  Nigdy nie dała się zwieść tak szybko. Przy jej ostatnim związku trwało to aż siedem lat, więc była pewna że po tak krótkim czasie Malfoy ze swoją przystojną buźką niewiele zdziała.
- Zobaczymy.-  Pisnęło jej serce na widok czarującego uśmiechu chłopaka.


Draco był wgnieciony wyglądem swojej towarzyszki. Wyglądała perfekcyjnie, sukienka uwydatniająca kobiece atuty leżała na niej jeszcze lepiej niż ostatnim razem. Jej trochę opadnięte ciemne loki, prosiły się o wplecenie w nie rąk. - Natychmiast skarcił się za myślenie o Granger w takich kategoriach.
Jednak dziewczyna stojąca przed nim przyprawiała go o ogromny uśmiech.
  Starał się nie myśleć teraz o zakładzie, na razie chciał tylko dobrze się bawić, i sprawić by dziewczyna przed nim także miała upojny wieczór.
- Wyglądasz przepięknie. - Rzekł całkowicie szczerze. Hermiona starała się sprawiać wrażenie, że to na nią nie działa, ale i tak okrągły rumieniec wypełzł na jej twarz.
Stali wpatrując się w siebie, gdy nagle Hermiona spytała tępo, trochę z pretensją:
- Nie chwycisz mnie pod ramię? Tak by wypadało na balu. - Draco nie ukrywając rozbawienia odrzekł:
- Tylko jeżeli mnie o to poprosisz. Nic w brew twej woli. - Dziewczynie od razu przemknął przed oczami obraz Kruma. Westchnęła z rezygnacją:
- Proszę Malfoy, zrób to. Tak jak na prawdziwym balu.
- Zrobić co? - Droczył się z nią mając wspaniały ubaw, ale dostał lekko pięścią w ramię.
- Chodźmy już. - Warknęła Gryfonka.
- Uważaj, nie tak mocno! Mam w tym miejscu ogromnego sińca po tym jak jakaś kulka z burzą na głowie którą okazałaś się ty, przywaliła mi z czoła. - Śmiał się Draco, ale widząc przewracającą oczami z ukrywanym rozbawieniem Hermionę, podbiegł do niej oplatając jej rękę wokół swojego ramienia tak jak tego chciała, i już kierowali się w kierunku parteru, oboje cholernie z siebie zadowoleni. 

Wielka Sala ponownie zrzucała z nóg.
 Stół nauczycielski był przyozdobiony złotym obrusem, ale nie to zwracało uwagę uczniów. Każdy stół, a raczej kilka mniejszych, z jednego domu były ułożone blisko siebie w każdym z czterech rogów sali, ozdobione scenografią charakterystyczną dla poszczególnych zwierzęcych symboli.
Róg Hufflepuff'u miał charakter lasu mieszanego, z brzozami dookoła oraz innymi nieodłącznymi częściami środowiska borsuków. Miejsce Gryfonów to było królestwo lwa - sawanna. Szorstka i wysoka trawa łaskotała nogi uczniów zasiadających na ławkach mających motyw skóry żyrafy. 
Ravenclaw sprawiało wrażenie nieba, wokół ich przestrzeni unosiły się chmury i niebieska poświata, a z ławek zwisały sztuczne krucze pióra.
A gdy spojrzało się w stronę strefy Ślizgonów, widać było las tropikalny - miejsce najbardziej sprzyjające wężom, oraz ich skóra na miejscach do siedzenia.
Parkiet pozostał nietknięty, ale i tak tego wieczoru Wielka Sala nadawała magicznego, i to dosłownie - nastroju.

Na początek, McGonagal poprosiła wszystkich o zajęcie miejsc przy ich ' kątach ' , by wznieść toast za odbywające się rozgrywki, zjeść kolację, a potem wejść na parkiet i bawić się do białego rana.
-Ponadto, dzisiaj wybierzecie Królową i Króla balu! - Tymi słowami zakończyła swoje przemówienie, będąc nagrodzoną tysiącami oklasków, a po chwili sala zaniosła się szczękiem sztućców.

Minęło sporo czasu zanim muzyka zaczęła grać, ale w końcu ten czas nastąpił.
Trzy czwarte uczniów wstało od stołu i pobiegło na parkiet.
Hermiona poczuła narastający trzepot skrzydeł motylków w jej brzuchu gdy spostrzegła, że Draco także rusza w jej stronę.
- Mam nadzieję, że nie będę musiał długo prosić o taniec?-Uśmiechnął się szarmancko wyciągając rękę w stronę Gryfonki.
Hermiona nie odpowiedziała tylko zmierzyła go nieufnym spojrzeniem. Draco nie czekał dłużej, ale złapał rękę dziewczyny i już miał ją przy sobie.
- Mowę ci odbieram? - Spytał ironicznie nadal się uśmiechając. z Jakiegoś powodu nie mógł zmyć tego wyrazu twarzy.
- Błagam cię, bardziej byłam skupiona na twoich tlenionych włosach. - Odrzekła także się uśmiechając, tyle że bezczelnie.
- Auć, zabolało Granger. - Powiedział sarkastycznie, niedobrze dobierając ton głosu do wagi słów. Hermiona zgrabnie kołysząc się do rytmu prychnęła pogardliwie:
- To ty masz jakieś uczucia? - Ale blondyn nie zdążył odpowiedzieć, bo już w połowie pierwszej piosenki, jego partnerkę odebrał mu jakiś Puchon, a do niego dotarła Pansy.
- Wiedziałam jak....
- Nic nie mów proszę. - Uciszył ją Draco szukając wzrokiem Hermiony w oszalałym tłumie. Ślizgonka tylko przewróciła szmaragdowymi oczami, ale do końca tego tańca nie odezwała się słowem.

Hermiona usiadła przy stole, zasapana po kilku tańcach z cholernymi wyrzutami sumienia. Nie powinna tak nagadać Malfoy'owi. Chciała, by ten wieczór był cudowny dla ich obojga, ale teraz to zrujnowała.
Przecież nie chciała tego mówić.
Chyba do końca życia nie nauczy się być do końca dla niego życzliwa i miła... Ale zaraz, nauka to jej najlepsza strona, czyli musi być w stanie! Nie zastanawiając się, pobiegła potykając się przez wysokie obcasy do Dracona rozmawiającego z Blaisem z ożywieniem przy ogromnej kuli z głosami na parę królewską.

- Nie rozśmieszaj mnie, głosy już czytałem i Hermiona bez twoich przekrętów zostanie Królową Balu. Po tej całej wojnie popularność znacznie jej wzrosła. - Blaise urwał na moment. - Oczywiście, że spróbuję przełamać zaklęcia i poprzekręcać głosy. Dla ciebie wszystko Smoku. Twoje szczęście, że Emma poszła napić się ponczu. - Spojrzał na wielką kulę i ciągnął. - Ślizgońska osobowość na pierwszym miejscu. - Draco przybił piątkę przyjacielowi.
- Chociaż nie chciałbym żyć w kraju, w którym wasza dwójka sprawowałaby władzę. - Roześmiał się Blaise. Blondyn także nie omieszkał się uśmiechnąć.

- Malfoy! Słuchaj, ja nie chciałam cię tak urazić tym ostatnim.. Chciałam by ten bal był bez żadnych kłótni, ale ja zawsze.. - Ale Hermiona nie skończyła, bo Draco położył jej palec na ustach i uśmiechnął się wesoło.
- Spokojnie Granger. Niewiele rzeczy biorę sobie do serca. - Oczywiście nie było w tym ani grama prawdy. Potwornie zabolało go to że ktoś taki jak Granger, uznał że nie ma żadnych uczuć. Za to perfekcyjnie je chował, dlatego za złe jej tego nie miał.
Mrugnął porozumiewawczo do Blaise'a i już znaleźli się na parkiecie, tańcząc do bardzo szybkiej piosenki.
Po jakimś czasie muzyka ucichła, a wszystkie pary oczu zwróciły się w kierunku McGonagall rozmawiającej o czymś szeptem z czarnoskórym Ślizgonem. Momentalnie każda dziewczyna przysunęła się bliżej swoich partnerów oczekując w napięciu nazwisk pary wieczoru.
- A więc zadecydowaliście, że tej nocy główną władzę będzie sprawował Król... Dracon Malfoy! Zapraszam cię do siebie Draco.
Ślizgon udając ogromne zdziwienie, zadowolony i wyprostowany zmierzwił swoje blond włosy, na co Hermiona przewróciła oczami, i ruszył w kierunku Dyrektorki, będąc przewiercanym wzrokiem na wylot przez wszystkich zgromadzonych.

Po chwili Draco stał już w złotej koronie, i z berłem w prawej ręce. Wyglądał jak prawdziwy władca.  Nadaje się do tego. - Pomyślała Hermiona uśmiechając się, ale szybko zwróciła swoją uwagę z powrotem na McGonagall bo teraz miała ogłosić Królową.
- A Królową naszego Króla zostaje kto, Blaise? Może pan to oficjalnie ogłosi. - Ślizgon ochoczo kiwnął głową, skierował wzrok na Króla Balu, co młoda Gryfonka od razu zauważyła i już znała nazwisko.
- Hermiono Granger, zostajesz Królową naszego Dracona! - Dziewczyna nie omieszkała uśmiechnąć się ironicznie na tę wieść, i nawet nie wiedząc kiedy ruszyła pewnym krokiem w stronę swego Króla.

Po chwili światła przygasły, a w sali zapanował półmrok. Reszta uczniów rozsunęła się na boki robiąc miejsce parze królewskiej. Hermiona przystrojona w piękny, majestatyczny diadem, Draco we wspaniałą koronę zaczęli swój taniec przy niezwykle romantycznej i wolnej melodii.
- To wasza sprawka. - Szepnęła cicho do ucha partnerowi, kiedy ten tylko przewrócił nieziemskimi oczami przyprawiającymi Gryfonkę o zawrót głowy i także szepnął:
- Po części. Nie psuj chwili Granger. - Mrugnął do niej na koniec tańca i pochylił się nad nią przy charakterystycznym, końcowym uchyleniu partnerki ku dołowi na odległość kilku centymetrów tonąc w jej czekoladowych tęczówkach.
Nagle ktoś z tłumu, dokładnie Blaise, zagwizdał donośnie. 
Gdy  połowa uczniów poszła w jego ślady, rzucił szkarłatną różę w stronę Dracona, który momentalnie ją chwycił i odwrócił się w stronę Gryfonki.
- A czy tę różyczkę przyjmiesz? - Uśmiechnął się czarująco, oraz wręczył ją ledwo trzymającej się na nogach przez jego postawę  Hermionie. Ta niemalże rozpłynęła się nad trwającym ułamek sekundy dotykiem jego zimnych palców.
- No i co Hermiono. wpadłaś w jego sidła, cholernie wpadłaś. -  Odezwało się cichutko serce.

----------------------------------------------------------------------------------

No i witam Was po tygodniowej przerwie! Jak widać rozdziały coraz dłuższe a wena nadal można powiedzieć, że dopisuje. Muszę powiedzieć, że jestem niesamowicie zadowolona z tego rozdziału, ale bardziej interesuje mnie Wasza opinia, okropnie mi na niej zależy! Ostatnio udało Wam się uzbierać 10 komentarzy jak prosiłam, czy teraz uda się uzbierać 15? Obiecuję, że w takiej sytuacji następna część pojawi się w przyszłym tygodniu - Zero próżnowania!:3
Zatem do roboty! Zapraszam do czytania i obiektywnego komentowania.
Pozdrawiam Was cieplutko - MoonSeer:) 

czwartek, 9 stycznia 2014

10. NIESPODZIANKA






   Gdyby nie to, że grupa Hermiony przegrała pierwsze zadanie, Gryfonkę zastanawiałyby ciągłe spojrzenia Draco kierowane w jej stronę, ale nie przejmowała się tym specjalnie. Jeżeli Ślizgon nie może zaakceptować tego jaka jest gdy zachowuje się jak prawdziwa Hermiona, niech zerwie ich kontakt, którego praktycznie nie mają.
    Ale Draco złość minęła prawie tak szybko jak się pojawiła, ledwo gdy doszedł do zamku po przegranej, od razu zaczęło do niego docierać jaka jest naprawdę Granger - całkowicie inna niż on.
 Pomimo tego, że jeszcze tydzień temu był święcie przekonany że chociażby w paru drobnych kwestiach nawet w takich jak pragnienie zgniecenia przeciwnika jak mrówki mogliby być do siebie podobni, teraz wiedział, że ona nawet taką drobnostkę odgrywa inaczej. On mógłby bez problemu oszukiwać i użyć swojej wiedzy, byleby tylko WYGRAĆ, a Hermiona nie zepsuła wszystkim całego wydarzenia wiedzą.
  Do Dracona dotarło także, że nie ważne ile będą się starać, ich cała znajomość czy tego chcą czy nie, będzie opierała się na kłótniach i wojnach, których on nie zamierza przegrać.
Dlatego też z czystej ciekawości Draco wpatrywał się w Gryfonkę kiedy tylko miał okazję. Uwielbiał wpatrywać się, we wręcz emanujące od niej cechy prawdziwego lwa.
Chrzanić układ z Blaise'm - Pomyślał na razie.
Oczywiście przepraszać jej nie zamierzał, niespecjalnie ślizgońska duma mu na to pozwalała, ale sprawę postara się jakoś załagodzić, nawet nie w ramach zakładu, tak zwyczajnie. W końcu sojusz pomiędzy nimi będzie konieczny w następnych zadaniach.


Kilka dni po wygranej grupy Harry'ego Potter'a, na tablicy ogłoszeń w każdym domu pojawiły się aż trzy nowe informacje!
Hermiona wchodząc przez dziurę w Portrecie Grubej Damy do Pokoju Wspólnego bardzo się zniechęciła widząc ogólne podniecenie panujące przy tablicy korkowej. 
Uważała, że to na ogromną niekorzyść nauczycieli, teraz uczniowie nie będą mieli w głowie niczego innego niż informacje tam zamieszczone.
Nagle jakaś dziewczynka, chyba pierwszoklasistka pisnęła:
- Wstęp dla wszystkich, nawet dla najmłodszych uczniów! - Tu Hermiona zmarszczyła brwi, podniosła wzrok z nad jakieś grubej księgi i podeszła do tablicy nie ukrywając zaciekawienia. Powoli przesuwała wzrokiem po wszystkich nagłówkach i po kilku chwilach znalazła notki wzbudzające emocje. Mianowicie w przyszłym tygodniu odbędzie się wypad do Hogsmeade, o i pojawiła się informacja o drugim zadaniu, które odbędzie się szóstego grudnia i zawodnicy mają się stawić u Dyrektor McGonagall dzień wcześniej. Dziwne, że nie będą mieli w ogóle czasu na naukę. No i ostatnia notatka.... Zaraz co?!
Hermiona wyrecytowała w myślach szybko:

Dnia 24 listopada o godzinie 18:00 w Wielkiej Sali, odbędzie się bal dla wszystkich uczniów Hogwartu, mający na celu uczczenie pierwszego, zorganizowanego Turnieju w zamku.

Hermionę wbiło. Jej ostatni bal nie był szczególnie zadowalający, jako że pokłóciła się z Ronem. Dlatego też nie była pewna czy pojawi się na zabawie, o ile ktoś ją w ogóle zaprosi. Boże nawet nie ma się w co ubrać. - Zmartwiła się, gdy nagle znikąd pojawiła się przed nią Ginny, mówiąc do niej wesoło:
- Nie martw się Hermi! W przyszły weekend teleportujemy się do Madame Malkin po kiecki!
- Tyle że ja nie jestem pewna czy chcę tam iść.- Odparła cicho Hermiona.
- Błagam cię, nie masz pojęcia jak będzie wspaniale! - Egzaltowała się Ginny, na co jej przyjaciółka uśmiechnęła się słabo, dając zaciągnąć się do dormitorium by pogadać o krojach, kolorach, ozdobach oraz innych rzeczach związanych z kreacjami.

Draco wchodząc do Pokoju Wspólnego od razu zauważył wszystkich Ślizgonów skupionych w jednej kupie przy tablicy ogłoszeń, rozmawiających o czymś z ożywieniem.
Chwilę później dogonił go Blaise, klnąc na fałszywe stopnie ,ale widząc panujący zgiełk od razu się uciszył i ruszył za wołającym go Draco.
Blondyn tylko rzucił okiem na kartkę dotyczącą drugiego zadania, ale nad Hogsmeade się zatrzymał od razu mając w głowie obraz Granger. Teraz musi poważnie zabrać się za ten cholerny zakład, bo inaczej zamieni się na oczach Gryfonki w białą fretkę, a takiego poniżenia by nie zniósł.
No i na koniec zostawił informację, która według podnieconej Pansy była najciekawsza.
 Wraz z Blaise'm, na jednym wdechu przeczytał pod nosem całą treść, po czym spojrzeli po sobie uśmiechając się porozumiewawczo. W obydwóch parach oczu było widać wyraźny, mocny błysk. Gdy nagle Blaise oświadczył:
- Cho na górę, poznałem kogoś. - Draco od razu zadowolony z kumpla, ruszył za nim w stronę dormitorium chłopców.
Kiedy Diabeł skończył dokładny opis wyglądu i okoliczności poznania pięknej Emmy, Draco był okropnie dumny z Blaise'a, teraz obydwaj będą musieli uporać się z nieugiętymi Gryfonkami.
- Tak, tylko że jemu na niej cholernie zależy. - Odezwał się cichutki głosik w jego głowie, na co wzdrygnął się dziwnie bo coś w środku go ukuło, ale starał się to szybko wyrzucić. Przecież nie jest  maszyną bez żadnych uczuć!
- A jednak. -  Pisnęła jego podświadomość.
Draco udając, że nic go nie trapi, poklepał przyjaciela po ramieniu, gratulując tak wspaniałej - wnioskując po opisie - dziewczyny, po czym udał się do łazienki a potem do łóżka życząc Blaise'owi dobranoc.
Wskakując pod kołdrę w podłym nastroju, przez jego podświadomość, nagle poczuł zbierającą się pod oczami wilgoć. Podniósł szybko rękę ocierając mozolnie małą łzę i nie mogąc oderwać wzroku, zaczął obserwować  pojedynczą kropelkę spływającą nieśpiesznie po nadgarstku.
- Taki bez uczuć. - Odezwał się głosik. Dracon nie mogąc tego dalej słuchać, wytarł łzę w prześcieradło czując do siebie odrazę, że jest taki słaby. Odwrócił się na plecy patrząc tępo w sufit.
Przecież nie jest robotem bez jakiegokolwiek serca, czy tak? 

* * *

Hermiona właśnie siedziała na eliksirach wraz z Harry'm i Ronem próbując uwarzyć Eliksir Rozdymający oraz Wywar Dekompresyjny, gdy nagle Ron zaczął:
- Hermiono, mam pytanie...
- Jasne, mów. - Tu Harry udawał, że jest czymś strasznie zajęty i ich nie słucha, dlatego Hermiona zaczęła mieć pewne podejrzenia, ale dalej słuchała uważnie.
- Może zechciałabyś wybrać się ze mną na bal? - Spytał niepewnie, widząc jej minę dodał szybko. - Jako przyjaciele oczywiście. - Gryfonka miała ochotę ukryć twarz w dłoniach i nic nie odpowiadać. Co prawda nikt jej jeszcze nie zaprosił, ale nie chciała by towarzyszył jej Ron, nawet jako przyjaciel. 
Wtem przypomniała sobie swoje własne słowa z czwartej klasy kierowane do Rudzielca na balu.. " (..) Przed następnym balem, znajdź trochę odwagi i zaproś mnie zanim zrobi to ktoś inny i nie w ostatniej chwili! ". 
- Ron z przyjemnością bym z tobą poszła... - Tu urwała na chwilę - Gdyby nikt mnie wcześniej nie zaprosił. - Dodała szybko nie wiedząc czemu go kłamie. Ron uśmiechnął się słabo i tylko odparł grzecznie:
- Jasne rozumiem, o eliksir już zmienił barwę zajmijmy się tym.
Hermiona czuła ogromne wyrzuty sumienia, ale po chwili wróciła do dodawania składników.
Draco przyglądał się tej scenie bardzo uważnie, czując jak krew go zalewa. Był prawie pewny że Rudzielec właśnie poprosił Granger o wyjście z nim na bal, a to była JEGO przyszła towarzyszka na zabawie. Jeszcze nie miał pojęcia jak się do tego zabrać, tak żeby nie miała żadnych wątpliwości, ale wiedział że się zgodzi. Myśląc nad Zaproszeniem nie zauważył, że źle pododawał ingrediencje, przez co jego wywar uzyskał barwę zgniłego jabłka zamiast czystej żółci. Zaklął cicho widząc wnętrze swojego kociołka i minę Blaise'a, więc machnął niedbale różdżką i oczyścił naczynie, zgłosił to wszystko Profesorowi Horacemu oraz spojrzał na Granger z łobuzerskim uśmiechem na co ona także niepewnie podniosła kąciki ust.

Draco bawił się z Blaise'm obrzucając go ukradkiem różnymi obrzydliwymi składnikami eliksirów, ukrywając śmiech, gdy nagle drzwi lochów powoli otworzyły się i stanęła w nich brązowowłosa dziewczyna, którą Diabeł poznał od razu. Wskazując na nią palcem tak żeby nic nie zauważyła powiedział coś Draconowi na ucho, na co ten rozwarł oczy i szybko spojrzał w jej stronę i z powrotem na przyjaciela pokazując swoją mimiką twarzy Niezła jest .
- Przepraszam profesorze, nie została tu jakaś książka od eliksirów?- Spytała z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, dziecko kochane. Blaise podaj dziewczynie jej własność, położyłem ją na półce koło ciebie. - Odparł szybko Profesor Slughorn. Blaise w ułamku sekundy ściągnął książkę, podszedł do Emmy i powoli podał jej podręcznik. Gdy dziewczyna również go chwyciła, Ślizgon pociągnął ją trochę mocniej w swoją stronę, przez co zdezorientowana dziewczyna dała zaciągnąć się bliżej w stronę chłopaka.
- Jutro w południe będę czekał pod portretem Grubej Damy, tak? - Spytał szeptem z łobuzerskim uśmiechem, na co Emma zaśmiała się cichutko nie przejmując się uczniami dookoła:
- Oczywiście. - Puściła do niego oczko, po czym szybko podziękowała profesorowi i wyszła z lochu. Blaise usiadł w ławce cały w skowronkach, a gdy dzwonek ogłosił koniec piątkowych lekcji, pierwszy wyleciał z sali nie czekając na Draco. Ale ten się nie przejął, musiał coś załatwić. Poczekał aż wszyscy opuszczą salę udając, że sprząta swój pusty kociołek, a gdy zostali sami, cicho podszedł do Gryfonki sprzątającej cały bałagan sama, i spytał delikatnie:
- Pomóc ci w czymś? - Hermiona nie miała pojęcia, że ktoś jeszcze jest z nią w sali dlatego nie na żarty przestraszyła się głosu Ślizgona i nie patrząc co robi, zepchnęła ręką swój opróżniony kociołek, który Draco natychmiast złapał i oddał go właścicielce oraz dodał przeczesując palcami swoje niesforne włosy:
- Zgaduję, że tak. - Na co Hermiona uśmiechnęła się, delikatnie pokazując zęby, ale szybko odwróciła się w drugą stronę, udając że chowa coś do ledwo trzymającej ciężar torby. 
Draco czuł się tak swobodnie przy tej dziewczynie, uwielbiał patrzeć na jej zagadkowe zachowanie.
Wbijając wzrok w głębokie czekoladowe oczy i usta koloru dojrzałej maliny, głęboko zastanawiał się, czy nie zostawić tak delikatnej dziewczyny w spokoju..Realizując zakład z Blaise'm będzie zmuszony złamać jej serce, a widząc ją teraz, ledwo radzącą sobie z tym całym szkolnym ekwipunkiem nie był do końca pewny czy to właściwe wyjście. A do tego chce ją zaprosić na bal...
Czuł jak jego ręce w kieszeniach zaczynają się pocić, gdy nagle Hermiona odezwała się patrząc w jego zimne oczy:
- Wydawało mi się, że jesteś nam nie okropnie obrażony.
- Po prostu myślałem, że wygrana jest dla ciebie najważniejsza, nie ważne w jaki sposób uzyskana. - Odparł nie tracąc głowy, ale gdy zobaczył przymrużone oczy Gryfonki, mówiące że właśnie została paskudnie obrażona, dodał szybko, przysuwając się do niej niepewnie:
- Nie, nie nie obrażaj się, przepraszam, nie to miałem na myśli. - Hermiona od razu zmieniła wyraz twarzy.
- Co ty powiedziałeś? - Draco poczuł uścisk w gardle, przeprosił ją... jakim cudem.
- Że nie to miałem na myśli. - Rzekł z ogromną gulą w okolicach przełyku.
- Wcześniej. - Naciskała z irytującym uśmieszkiem Hermiona. Ślizgon nie mógł już tak dłużej, wciągnął głęboko powietrze i odrzekł czując, że nagle na sercu robi mu się lżej:
- Przeprosiłem cię, jasne? Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić znowu. - Syknął.
Hermiona zachichotała, i zaczęła iść wolno w kierunku wyjścia, kiedy po chwili obróciła się i spytała:
- Czyli mamy oficjalnie rozejm, tak? - Draco tylko potaknął, a gdy zobaczył Gryfonkę zmierzającą w kierunku drzwi, powiedział sobie że drugiej szansy może nie mieć, dlatego podbiegł do niej i zatrzymał łapiąc za prawy nadgarstek jednocześnie odwracając w jego stronę, po czym spojrzał w zwężone źrenice i spytał z czarującym uśmiechem:
- Może wybrałabyś się ze mną jutro do Hogsmeade? - Hermiona w duchu cieszyła się, że Malfoy ją zaprosił na wyjście. Co prawda wiedziała, że może tego dobrze nie wspominać, ale stwierdziła że drugiej szansy może nie mieć. Już wciągała powietrze by odpowiedzieć, gdy nagle przypomniała sobie, że jutro wybiera się z Ginny na ulicę Pokątną po sukienkę. To było jak bolesny strzał w serce, dlatego ze szczerym zawodem odparła:
- Jutro Ginny zabiera mnie do Madame Malkin po suknię na bal. - Widząc wyraz twarzy Ślizgona dodała: - Naprawdę szkoda Malfoy- Hmmm.. A więc Granger wybiera się na bal... Nie sądził żeby ktoś ją już zaprosił oprócz Weasley'a, ale widział że odmówiła tak więc miał duże szanse. Ale teraz gdy nie mógł zaprosić jej w Hogsmeade, będzie musiał wymyślić jakiś inny sposób.
Po chwili odrzekł jakby prawie się tym nie przejął:
- Jasne, rozumiem.
Hermiona zostawiła Ślizgona sam na sam w sali, ale gdy ledwo opuściła loch, odwróciła się z prędkością światła nie wiedząc co wyprawia i zaproponowała głośno:
- Ale myślę, że możesz nam towarzyszyć na Pokątnej! - Nie miała pojęcia w jakim celu to właśnie powiedziała, ale odwrotu nie było a ona nie żałowała.
Draco słysząc propozycję, od razu podniósł zwieszoną lekko głowę, a oczy mu rozbłysły.
- No to widzimy się jutro. -  Odparł puszczając do niej oczko i już namawiał Hermionę do odprowadzenia pod Pokój Wspólny Gryfonów.


* * *

Dwie Gryfonki właśnie szły próbując przedostać się przez lawinę czarodziei kotłujących się na ulicy Pokątnej.
Ginny była okropnie zadowolona z przyjaciółki, że w końcu spędza czas z kimś innym niż książki, jednak nie mogła uwierzyć, że tą osobą był Malfoy, osoba która nie toleruje nieczystej krwi. Dlatego miała ogromną nadzieję że Ślizgon w końcu używa własnego mózgu, bo jeżeli on skrzywdzi Hermionę, to pożałuje swojego marnego istnienia.
Gdy dobijała godzina na którą umówiły się z Draconem pod Madame Malkin, rzuciły na stół kilka drobnych płacąc za desery lodowe i zaczęły iść w kierunku sklepu. Hermionę co jakiś czas przechodziły dziwne dreszcze i niechciane motylki w brzuchu. Przecież nie mógł tak na nią działać, jeszcze nie teraz.
Kiedy doszły na miejsce, Draco już tam stał, po czym przywitał się z Ginny a Hermionę ucałował w knykcie uśmiechając sie uwodzicielsko. Tą przeszedł kolejny dreszcz, ale uśmiechnęła się i przewróciła oczami, po czym weszła pewnym krokiem do pomieszczenia, a za nią Dracon.

- Myślę, że w tej wyglądasz wspaniale. - Rzekł Draco wkładając ręce do kieszeni swojego idealnie dopasowanego garnituru.
Ginny od razu mu przytaknęła.
- Nieźle się znasz na tego typu kreacjach. - Ślizgon tylko posłał Rudej mały uśmiech i znowu wbił wzrok w przeglądającą się w lustrze i rozmawiającą z Panią Malkin Hermionę. Wyglądała na prawdę przecudnie. Sukienka idealnie do niej pasowała, uwydatniała jej biust, oraz optycznie wyszczuplała.
 Nie żeby Hermiona była gruba, nic z tych rzeczy broń Boże!

Gryfonka także uważała, że kreacja jest niesamowita, ale była prawie pewna, że ją na nią nie stać, ale i tak cichutko spytała pulchnej kobiety gładząc materiał: 
- Proszę pani, ile ta sukienka w ogóle kosztuje? Jest zdumiewająco piękna, wręcz idealna! - Tu urwała na moment, ale po chwili ciągnęła dalej - jestem zmuszona myśleć, że w życiu nie będzie mnie na nią stać! - Ale Madame Malkin tylko uśmiechnęła się ciepło do Hermiony i odrzekła ze spokojem:
- Dla takiej uroczej bohaterki, dzięki której mamy teraz pokój na świecie, będzie ona prezentem ode mnie.
Dziewczyna osłupiała, teraz odczuła ogromną chęć pojawieniu się na balu. Uścisnęła mocno Panią Malkin i już po chwili wychodziła wraz z przyjaciółką i Malfoy'em ze sklepu wysłuchując ich niedorzecznej kłótni na temat sukienek wieczorowych. Logiczne, że Draco się na tym znał, pochodząc z takiej rodziny jak jego, wytworne przyjęcia i damskie kreacje na każdym kroku to normalka.

Blaise i Emma właśnie przechadzali się po ulicach Hogsmeade, wyśmiewając się z Dracona który teraz towarzyszy Hermionie i Ginny w wybieraniu sukienek.
Kiedy powolnym krokiem i okrężnymi drogami doszli w końcu do wrót zamku, obydwoje czuli, że spędzili wspaniały dzień. Byli pokrewnymi duszami, nie było co ukrywać, rozumieli się bez słów.
Obydwoje powinni się czuć dość niekomfortowo jak na razie, przecież dopiero co się poznali, jednak tak nie było. Blaise był maksymalnie wyluzowany a Emma nie była spięta.
Stojąc u stóp Hogwartu, rozmawiali właśnie o nadchodzącym balu. Wtedy dopiero zaczęli czuć dyskomfort. Emma była przekonana, że Blaise zaprosi ją podczas ich spotkania, a Ślizgon był myśli, że nowo poznana Gryfonka w życiu nie zgodzi się na pójście na bal z chłopakiem, którego kilka dni temu poznała.
Dlatego też po chwili urwali ten temat, a dziewczyna oznajmiła niepewnie, że będzie się zbierać. 
Już szła podbuzowana korytarzem, że Blaise nie ma odwagi zaprosić dziewczyny na głupi bal, gdy za sobą usłyszała wrzask z drugiego końca korytarza:
- W takim razie może poszłabyś ze mną na bal? - Emma od razu się rozpromieniła. Odetchnęła z ulgą i także krzyknęła:
- Myślałam, że już nie spytasz! - Po czym pobiegła wzdłuż korytarza i rzuciła się w objęcia Ślizgona.

* * *

Minęło kolejne pięć dni nauki, a 24 listopad zbliżał się z każdym dniem wielkimi krokami. Hermiona pomimo pięknej sukienki, znowu przestała chcieć iść na bal. Nikt jej nie zaprosił, został zaledwie tydzień, a ona nie ma partnera! Już wolałaby zostać w dormitorium, niż iść sama - taki wstyd. 
Swoją drogą zastanawiała się z kim idzie Draco. Nie chciała tego głośno mówić, ale miała cichą nadzieję, że podczas wybierania sukienki zaprosi ją, lecz szybko wyrzuciła z głowy tę możliwość karcąc się w myślach. Przecież to niedorzeczne. Jak Draco Malfoy mógłby zaprosić ją, Hermionę Granger, Królową Szlam na bal. Boże na co ona liczyła!
No ale trzeba być dobrej myśli, na razie musi się skupić na uzyskaniu kilku punktów dla swojego domu. Z resztą co ma być to będzie. Dlatego też wkładała całe swoje serce w przygotowania eliksiru na dzisiejszych zajęciach, nie zwracając uwagi na opary, które powodowały jeszcze większe loki i podniesienie się jej włosów. Jej mikstura musiała być najlepsza.
Dodawała właśnie sproszkowaną korę Nocnego Dębu, gdy do sali weszła Emma. Znowu.
- Mam deja vu. - Mruknęła beznamiętnie.

- Dyrektor McGonagall prosi na chwilę do siebie Hermionę Granger. Najlepiej niech już weźmie swój dobytek. - Klasa popatrzyła na Hermionę ze zdziwieniem, szczególnie Draco, ale szybko spojrzał na ciągnącą dalej Gryfonkę. - Ktoś cię oczekuje Hermiono. - Dodała posyłając jej szczery uśmiech.
Ta z podniesioną głową, przeprosiła Profesora Slughorna, spakowała się i ruszyła za Emmą w stronę sali od Transmutacji.
Przez całą drogę myślała, kto też może na nią czekać w środku roku szkolnego, zaczęła się poważnie obawiać.
- Nie spinaj się tak. - Rzekła Emma klepiąc ją delikatnie po ramieniu, na co Herm odpowiedziała tylko niepewnym uśmiechem.
Po chwili dotarły do sali. Młodsza Gryfonka otworzyła z hukiem drzwi, a Hermiona z zaskoczenia upuściła torbę przez chwilę nie wiedząc jak zareagować, po czym krzyknęła zdziwiona i jednocześnie ogromnie uradowana: 
- Wiktor!
-----------------------------------------------------------------------------------

Witajcie!:) 10 komentarzy udało się uzbierać, tak więc zgodnie z obietnicą udostępniam jeszcze w tym tygodniu rozdział gotowy do czytania i komentowania.
A Wam jak się wydaje, Draco ma jakieś serce, chociaż najmniejsze, czy w ogóle go nie posiada? Czy Wiktor Krum tutaj namiesza? co z ciągłym uczuciem Rona?
Jak potoczą się dalsze losy Blaise'a i Emmy?
I w ogóle jak oceniacie ten rozdział? 
Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii, dlatego baaaardzo proszę o zostawienie swojego komentarza!
(Czy uda się znowu uzbierać 10, a może nawet więcej?)
Pozdrawiam Was ciepło - MoonSeer c:


poniedziałek, 6 stycznia 2014

9. LWICA


------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie! Wena niby dopisuje dlatego publikuję kolejny rozdział, który miał się ukazać we wtorek bądź środę, ale po co Was przetrzymywać!:D Ta część jest szczególnie ważna dla pewnego Ślizgona, którym nie jest Draco, a więc dla kogo?:) Zapraszam ciepło do czytania i komentowania, a gdyby udało się uzbierać ponad 10 komentarzy obiecuję, że następna część pojawi się jeszcze w tym tygodniu, a więc do czytania! c:
Pozdrawiam Was słonecznie - MoonSeer 



- Witamy w drużynie Granger. 
Hermionie chciało się wymiotować, dlaczego co chwilę musi być w towarzystwie tego Ślizgona? Już nie chodzi o siedzenie razem, czy wspólne lekcje, ale los co chwilę każe im się spotykać i wymaga od obydwu stron poświęcenia. Tym razem będą musieli połączyć swoje siły by pokonać drugą drużynę, w tym swoich najlepszych przyjaciół. Hermiona pragnęła końca zabawy zanim na dobre się zacznie tylko przez to, że została wybrana. 
W myślach szybko spoliczkowała się za to, zachowuje się jak egoistka bez honoru. Przyjaciele wybrali ją do tego zadania, więc musi im pokazać, że była tego warta, dlatego wygra ten turniej dla Gryffindoru, nawet jeśli oznacza to współpracę ze Ślizgonem.
  Uniosła dumnie głowę i zaczęła kroczyć przez komnatę w stronę Puchonki, będąc odprowadza wzrokiem przez Draco.
- Hej, tu jestem! - Odezwała się Pansy machając dłonią przed nosem przyjaciela. Chłopak z trudem oderwał wzrok od Hermiony rozmawiającej z Hanną Abbott.
- Przepraszam, zamyśliłem się. - Mruknął beznamiętnie. Pansy podniosła brwi ze zdziwienia i uśmiechnęła się delikatnie.
- Oh na pewno. Cieszysz  się, że masz ją u siebie co nie?
Draco wzruszył ramionami.
- Jej inteligencja z pewnością się tu przyda.
 Dostał kuksańca w bark.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi! - Powiedziała z irytacją, na co chłopak tylko zmarszczył niepewnie brwi bo do komnaty właśnie weszła p. McGonagall z pozostałymi opiekunami domów.

- Dobra, szybko zwięźle i na temat. Zostaliście wybrani do Turnieju, będą cztery rundy, w każdej trzeba będzie wybrać coś jakby lidera.
 - Przerwała na moment. - Nie patrzcie na mnie jakbyście oczekiwali jakiegoś Rogogona Węgierskiego - Tu uśmiechnęła się w stronę Harry'ego. - To tylko szkolna zabawa. Tak więc pierwszym zadaniem, które odbędzie się za tydzień o godzinie jedenastej, będzie wypracowanie, ale nie byle jakie. Tutaj przyda się odrobina inteligencji i szczypta dedukcji, sprowadzimy do szkoły dwoje zwierząt tego samego gatunku, dla każdej grupy po jednym. Postaramy się wybrać takie, o których wcześniej nie mieliście pojęcia, chociaż wiem że to będzie nie lada problem. - Tu spojrzała wesoło w stronę Hermiony, która spłonęła rumieńcem.
Draco widząc tą scenę delikatnie podniósł kąciki ust. Lubił taką postawę u dziewczyny. Ale McGonagall ciągnęła:
- Gdy będziecie mieli przed sobą zwierzę, waszym zadaniem będzie: dostrzec po jego częściach ciała albo czymś innym, gdzie zamieszkuje czy może jakieś inne dane i sporządzić wypracowanie.. Powiedziałam wam wystarczająco, a nawet za dużo.
 Jest przed przed godziną osiemnastą, już teraz proponuję wam iść do biblioteki i zacząć przyswajać sobie różne gatunki. A teraz niech los wam sprzyja! - Zakończyła z uśmiechem.
Dwie drużyny od razu zaniosły się rozmową:
- Chodźmy do pokoi i przestań się tym przejmować, mamy na to tydzień. - Zasugerował Draco, na co Hanna i Terry mu zawtórowali, ale Hermiona tylko prychnęła niedbale:
- Ja pójdę do biblioteki w tej właśnie chwili, bo nie wiem jak wy ale ja chcę zgnieść ich w proch i wygrać. - Oczy Draco na te słowa rozbłysły. W niektórych kwestiach są tacy podobni do siebie.
Zobaczył jak Puchonka i Krukon stoją jak wryci, jakby czekali na rozkaz Draco, co go bardzo rozśmieszyło ale wspaniale to ukrył:
- To na co tu jeszcze czekacie? - Spytał przymrużając oczy, na co dójka od razu wymaszerowała z komnaty. Nim się obejrzał w komnacie został sam na sam z Granger.
Dziewczyna odsunęła się od niego by być w bezpiecznej odległości i trochę zmieszana zaczęła mówić nie mogąc się oprzeć tym grafitowym, zimnym oczom:
- Pójdziesz ze mną do biblioteki? - Wyrecytowała szybko jakby całe spotkanie uczyła się jak to powiedzieć gdy szybko zasłoniła usta rękami, niestety kilka chwil za późno, wyczekując szybkiej odmowy.
- Nie sądzę... - Zaczął niedbale Draco. Nie chciał nigdzie iść, szczególnie z osobą która w życiu mu się nie podporządkuje, gdy nagle przypomniał sobie o zakładzie Blaise'm. - Nie sądzę, by były jakiekolwiek przeszkody.- Odparł z szarmanckim uśmiechem.
Na twarzy Hermiony uśmiech także się pojawił nie wiadomo skąd, i już Draco wyprowadzał ją przodem przez drzwi w kierunku Wielkiej Sali, a potem biblioteki.
Idąc korytarzami rozmawiali o wszystkim i o niczym. Draco chwycił Hermionę w pasie, mówiąc by nie przerywała swojego potoku słów, na co ona niewzruszenie ściągnęła dłoń i mówiła dalej.
Po krótkiej chwili chłopak oznajmił, że musi zawiązać buta i że nie ma na niego czekać, ale gdy tylko się zatrzymał zaczął wyczarowywać ogromną białą różę, a gdy już był za nią i chciał ją wręczyć, oznajmiła oschle nie patrząc w jego stronę:
- Jedna różę już mam, Daruj sobie Malfoy.
Draco już czuł się w ciele fretki, jest tak cholernie trudno czymkolwiek ją zainteresować, Boże. Ale gdy doszli do biblioteki od razu go olśniło, musi jej zaimponować wiedzą, przynajmniej. Nie żeby był głupi i tępy, ale uczyć się zbytnio nie musiał, dzięki swojemu nazwisku miał nawet zapewnione dobre oceny z egzaminów.

Po dwóch godzinach w bibliotece, po raz pierwszy mógł powiedzieć, że świetnie się bawił i do tego z Granger. Nie tylko miło spędził czas, ale także wykonywał zadanie powierzone mu przez Blaise'a.
Jego plan skutkował, książki - to był klucz do serca Gryfonki ale nie mógł ograniczać się tylko do ksiąg, w końcu musi się złamać. - pomyślał w drodze do dormitorium.

Hermiona miała wspaniały wieczór. Była całkowicie zaskoczona zachowaniem Malfoya, kolejny raz. Nie chciała się tym zbytnio absorbować, bo dawała się jego urokowi zdecydowanie za szybko, ale przychodziło jej to z wielkim trudem. Jego szare oczy, niesforne blond włosy i usta przyprawiały ją o niechciane dreszcze.
Boże o czym ona myśli, przecież to cały Malfoy, wszystko na zewnątrz a pustka w środku.
Powoli zaczęła go wyrzucać z głowy, teraz musiała się skupić na magicznych istotach.
Kiedy weszła do dormitorium, Ginny już tam była i od razu zaczęła gratulować przyjaciółce wybrania na zawodnika. Na kolejnych rozmowach zleciały dwie godziny, kiedy dołączyła się Parvati.
   Gdy Hermiona zobaczyła swojego Krzywołapa układającego się do snu, oznajmiła że ona także idzie spać, więc po chwili każda Gryfonka była pod kołdrą usiłując zasnąć.

Tydzień poprzedzający pierwsze zadanie leciał tak szybko, że nim uczniowie się obejrzeli był szósty listopad.
Hermiona spędzała każdy wieczór w bibliotece poznając nowe gatunki, więc kiedy się obudziła, była pewna że mają szansę na wygraną.
Ubrała się nieśpiesznie i zeszła krętymi schodami do Pokoju Wspólnego by potem ruszyć dziarskim krokiem w kierunku Wielkiej Sali, gdzie aż huczało z podniecenia.


* * *

Pierwsza runda miała się odbyć na boisku Quidditcha, cała szkoła zbierała się właśnie na trybunach oczekując nie wiadomo czego jak to Draco nazwał rozbawiony tym całym podnieceniem, które obserwował z szatni. Troszkę się zdziwią gdy okaże się że będą przyglądać się jakże dostarczającemu emocji, pisaniu wypracowań.
Po chwili podeszła Pansy życząc mu szczęścia i całując w policzek, Hermiona obserwowała dwójkę Ślizgonów z przymrużonymi oczami, gdy Draco delikatnie odepchnął Pansy i ruszył w stronę Gryfonki.
- No to powodzenia Granger, stresujesz się? - Spytał grzecznie całując ją w policzek. Hermionę przeszły okropne dreszcze ale głowy nie zamierzała stracić, przynajmniej nie teraz. - Po Twojej postawie widzę, że tak. - Rzekł, żartując z jej dreszczy.
- Co ty robisz, mogę wiedzieć? - Odparła odpychając go delikatnie płonąc czerwonym rumieńcem.
Draco mimowolnie się uśmiechnął, nawet nie znał powodu dla którego to uczynił, ale po chwili roześmiał się krótko:
- Miałaś wypisane na twarzy, że chcesz zamordować Pansy za to co zrobiła. - Odrzekł, dotykając znacząco swojego ucałowanego przed chwilą policzka, czujnie obserwując reakcję dziewczyny.
- Jesteś taki głupi. - Hermiona zamknęła swoją szafkę i ruszyła w stronę boiska.
- Głupi? Czemu? - Spytał sam siebie, ale McGonagall kazała już wychodzić na murawę, dlatego też przewrócił tylko oczyma i pobiegł za resztą uczniów.
      Na trawie stały dwa okrągłe stoły na których leżały dwie rolki pergaminu oraz przy każdym po cztery krzesła.
Meble były od siebie oddalone na kilka dobrych metrów, by zawodnicy nie mieli możliwości przeszkadzania sobie.
Kiedy ośmioro uczniów zajęło swoje miejsca, trybuny zaniosły się brawami i okrzykami radości. Draco nadal rozbawiony nadchodzącym rozczarowaniem z powodu gwarantowanych emocji, zajął miejsce przy jednym ze stołów wraz ze swoją ekipą i czekał w ciszy na przyprowadzenie zwierząt.
Po pewnym czasie McGonagall oficjalnie zaczęła objaśniać zadanie, widzowie gwałtownie zamilkli. 
Ślizgoński blondyn okazał oznaki rozbawienia na co Terry Bott mruknął:
- Śmieszy cię coś? - Automatycznie został zgromiony wzrokiem bezlitosnych oczu Malfoya.
- Nic co by mogło cię interesować. - Wycedził przez zęby, gdy Hagrid wprowadzał właśnie dwa, z pozoru zwyczajne psy, a McGonagall ogłosiła czas jaki przysługiwał uczniom na sporządzenie pracy pisemnej, i w mgnieniu oka ośmioro nastolatków zaczęło debatować nad wyglądem zwierząt i wyborem  osoby przewodzącej.
- Proponuję Granger na lidera. - Zaczął Draco z uśmieszkiem, ale dziewczyna tylko przewierciła go pełnym nieufności wzrokiem. Po chwili spierania się ustalili, że liderem w tej rundzie zostanie Terry jak że jest Krukonem i jego zdolność wyciągania szybkich wniosków najbardziej się tu przyda, i już zaczęli pracować.

Blaise rozglądał się nerwowo po trybunach szukając kogoś ze Slytherinu, z kim mógłby usiąść ale gdy w końcu znalazł znajomych, załamał się. Dojście tam zajęłoby mu pół dnia, a nie mógł przecież sam dopingować dwójki swoich najlepszych przyjaciół.
W końcu usiadł zrezygnowany przyglądając się nerwowo murawie tupiąc stopą w podłoże.
Nie minęło kilka minut i wstał ruszając w stronę Ślizgonów. Nie ważne ile to zajmie, nie będzie tu osiwał w towarzystwie jakiś drewniaków. Ruszył pewnym krokiem, nie dostrzegając pewnej stopy i nadepnął na nią całym swoim ciężarem.
- Ała! Patrz jak łazisz. - Syknęła przez zęby jakaś dziewczyna.
- Sorry bardzo. - Odpowiedział kierując wzrok w stronę właścicielki stopy, ale szybko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku chcąc dalej iść, lecz gdy tylko w myślach odtworzył sobie wygląd dziewczyny, z powrotem się odwrócił. Cała ta sytuacja działa się w przeciągu sekundy.
- Blaise jestem. - Powiedział Ślizgon wyciągając z promiennym uśmiechem swoją ciepłą dłoń wpatrując się w piękne, lazurowe, pełne głębi tęczówki, przykrywane co chwilę długimi, gęstymi rzęsami. Z trudem łapał oddech na widok twarzy dziewczyny. Wokół małego zadartego nosa widniało kilka jasnych piegów, które dodawały niewinnego uroku.
Jej uśmiech był zniewalający: Dołeczek po lewej stronie twarzy i usta aktualnie koloru pudrowego różu, które były idealne, nie grube jak u ryby ani cienkie jak nitka, obnażały proste, białe zęby z małą, ledwo widoczną szparką pomiędzy jedynkami. Usteczka aż się prosiły o złożenie na nim pocałunku, przez co Diabeł z trudem się powstrzymywał, wciąż ściskając jej rękę.
   Tym razem wpatrywał się w gęste, jasno czekoladowe loki, zgrabnie opadające trochę dalej niż ramię po lewej stronie. Zjechał niżej wzrokiem, wbijając wzrok w wystające obojczyki, nadające właścicielce atrakcyjności.
  Dziewczyna była bardzo szczupła, niska, około 165 cm wzrostu i krucha. Nogi miała smukłe i długie, jakby sięgały nieba.
Ręce i palce były takiej samej budowy, chodź jej dłoń z pozoru wydawała się bardzo mała.
Diabeł patrząc na tą kruszynę przez chwilę się zląkł, że swoim nadepnięciem mógł stratować jej drobną stopę.

Dla Blaise'a ta chwila trwała wieczność, coś jakby czas na chwilę przestał lecieć, ale w rzeczywistości minęła krótka chwila i dziewczyna w mgnieniu oka odpowiedziała próbując się uśmiechnąć, ale ból stopy to utrudniał. 
- Tak tak, wiem kim jesteś. Ja nazywam się Emma.
- Poznaliśmy się już wcześniej? - Spytał absorbując się.
- Wydaje mi się, że chodzimy do tej samej szkoły. - Odpowiedziała udając jakby się czegoś głęboko domyślała, po czym roześmiała się cicho. 
Blaise był urzeczony tą dziewczyną, jeszcze żadna tak na niego nie zadziałała. Musiał pokazać się z jak najlepszej strony.
- Hmm.. Odważna Gryfonka, czy tak? - Rzekł wskazując na przyszytą naszywkę lwa przy jej narzucie.
- Jak lwica. - Odparła tajemniczo chwilę później śmiejąc się sama z siebie. - Wybacz, nie mam pojęcia co gadam.
Blaise szybko zapomniał o swoich kolegach ze Slytherinu, usiadł z powrotem na stare miejsce i przez całą rundę rozmawiał z nowo poznaną, młodszą o rok Gryfonką.
  Była taka sama jak on, humorzasta. bardzo szybko denerwowała się o byle co, by po chwili o tym zapomnieć.
Często śmiała się z żartów Blaise'a a on z jej, potrafiła się doskonale bawić w każdej chwili.
   Może to nieodpowiednia cecha dla Gryfonki, bardziej podpadająca pod Slytherin ( Dlatego Blaise był pewny, że Tiara Przydziału miała dylemat gdzie ją przydzielić ) ale lubiła robić kabaret z innych ludzi, choć zawsze miała umiar. Do wszystkiego podchodziła z dystansem, szczególnie do siebie wyśmiewając swoje wady, których chłopak nie był w stanie zauważyć, na przykład za bardzo wystająca kość przy nadgarstku, czy za duże ' siano ' na głowie.
  
 Ślizgon w duchu dziękował, że miał szczęście spotkać tak wspaniałą osóbkę. Obiecał sobie, że Emma w najbliższym czasie spokoju nie zazna.
  Gdy McGonagall ogłaszała zwycięzcę rundy, a wszyscy podnosili się z miejsc, Blaise szybko spytał małej Gryfonki.
- Czy dostojna lwica zechciałaby wybrać się ze mną w najbliższym czasie do Hogsmeade? - Spytał wyrafinowanie, łapiąc Emmę za rękę i kłaniając się w pasie jak paź.
- Tylko jeżeli Spryt Węża zapewni mi wtedy rozrywkę. - Odparła zachowując się jak wytworna księżniczka, na co Blaise ucałował delikatnie jej knykcie po czym rzekł:
- Nie mogę się zatem doczekać. - Mrugnął do niej porozumiewawczo i oboje zanieśli się śmiechem, oraz zaczęli wracać, Blaise w kierunku szatni do Dracona, a Emma tłumaczyć się swojej przyjaciółce z rzadką prostą grzywką, jakim cudem udało się jej rozmawiać z jednym z najbardziej atrakcyjnych chłopaków w Hogwarcie, do tego Ślizgonem starszym od niej, i przyjacielem Dracona Malfoya.

- Miał dwa ogony. - Rzekł z dumą Terry wskazując palcem na psa, na co Draco go wyśmiał:
- No i pięć łap.
- Spójrz uważniej na ogon, nie jest centralnie na środku, ana boku jest mała wypustka pokryta mniejszą ilością sierści, co oznacza że pod spodem jest blizna, a co mogłoby się tam znajdować jak nie ogon? - Nieugięcie brnął dalej - Biorąc pod uwagę jego ostre zęby, - Tu podniósł delikatnie wargę psa - i kawałek czegoś co wygląda jak skrawek opony, oraz jego długie i ostre pazury, podejrzewam że zjadł to nie dlatego że jest bezdomny i je wszystko co napotka, bo nauczyciele by do tego nie dopuścili, ale dlatego że jest to jego nieodłączny składnik jadłospisu, to jest poszlaka.
- Powiedz mi, dlaczego dopiero teraz się obudziłeś? - Warknął Dracon gdy Hermiona pośpiesznie zaczęła tworzyć wypracowanie.
- Bo czekałem aż przestaniesz się kłócić z Hermioną na temat jakieś bzdurnej strategii. - Syknął podkreślając przedostatnie słowo. Tu Draco prędko otworzył usta, by po chwili je zamknąć. 
- Terry, proszę mów dalej. - Poprosiła Gryfonka.

Około minuty przed końcem, skończyli wyszukiwanie potrzebnych wskazówek, tym samym kończąc wypracowanie, gdy Hermiona się odezwała:
- To był Psidwak. - Mruknęła cicho, na co Draco od razu się zerwał.
- Od początku to wiedziałaś i siedziałaś cicho nic nie mówiąc? Mogliśmy mieć pewność uzyskania maksymalnej liczby punktów i objęcia prowadzenia!
- Nie chciałam psuć zabawy, ja w przeciwieństwie do Ciebie mam jakiś honor i chcę wygrać zawody uczciwie. - Warknęła, powoli tracąc nerwy.
- Oh, odnalazła się prawdziwa Gryfonka,w tym Turnieju już nigdy ci nie zaufam Granger . - Wycedził.
- To chyba raczej cechy Ślizgona. - Odpowiedziała z nutką ironii, jej słowa były pełne jadu, dlatego Draco już nic nie odpowiedział bo zbliżała się profesor McGonagall z przeczytanymi i poprawionymi wypracowaniami.
Po krótkiej chwili wyczekiwania na tę przeklętą liczbę punktów, Dyrektorka oznajmiła donośnym tonem:
-  Wypracowania dużo się od siebie nie różniły, fakty były bardzo starannie dobrane i prawie wszystkie były zgodne z prawdą, jednak z przewagą trzech punktów - Tu lekko zawiesiła głos - Wygrała drużyna o numerze JEDEN, tym samym obejmując prowadzenie: DZIEWIĘĆ DO SZEŚCIU.
Hermiona, Terry i Hanna przyjęli przegraną z uniesioną głową, ale Draco zgromił Gryfonkę swoim pełnym urazy wzorkiem, oraz syknął sam do siebie:
- Nienawidzę jej.

sobota, 4 stycznia 2014

8. WITAMY W DRUŻYNIE




    Hermiona odwinęła zwitek i zaczęła czytać z zaciekawieniem.
Przewróciła oczami i zaczęła rozpakowywać paczuszkę. Na chwilę przed całkowitym otworzeniem rozejrzała się po pokoju i już się domyślała co znajduje się w pudełku, i nie myliła się. Na dnie pudełka leżała wspaniała róża od Malfoya, jej zapach od razy rozniósł się po sypialni, zwabiając Ginny.
Po kilku chwilach wpatrywania się w kwiat, Ruda spoglądnęła dziwnie na Hermionę.
- No nie odpiszesz mu nic?
- Nie. - Odparła krótko. Wyjęła różę, wsadziła do wyczarowanego wazonu a resztę wywaliła do stojącego nieopodal śmietnika. Ginny patrzyła na to wszystko z niedowierzaniem, ale nic nie powiedziała.
Hermiona także nie była do końca pewna czy dobrze robi, ale nie chciała dawać Ślizgonowi satysfakcji, że absorbuje się wszystkim z nim związanym.
     Po pewnym czasie do dormitorium wróciła Parvati i wszystkie zaniosły się głębokim, choć Hermiona trochę niespokojnym, snem.


Draco ruszył korytarzem ściskając w kieszeni różę. Właśnie, różę. Zapomniał oddać ją Hermionie po tym jak zostawiła to w kafejce.
Idąc ciemnymi korytarzami klął na siebie w duchu za swoje poprzednie myśli. Zmienić się? dla kogo, dla szlamy Granger? Nie może, zszargałby wtedy swoje imię i powszechną opinię.
A jednak ona nie daje się tak łatwo uwieść jak reszta prostych dziewczyn, opiera się jego wszystkim wdziękom, a to dla niego nowość.
E tam - Pomyślał wzruszając ramionami. Stwierdził, że powinien szybko przestać się nią przejmować bo ona zwyczajnie na to nie zasługuje, z resztą po co ma zgrywać kogoś kim nie jest?
Po kilku minutach bicia się z myślami doszedł do ślizgońskiego dormitorium, gdzie powitały go jakże ciepłe słowa Blaise'a zagłębionego w lekturze.
- Po twojej paszczy i kwiatuszku widzę, że wszystko poszło jak po maśle. - Rzekł z nutką sarkazmu i rozbawienia.
- Zamknij się Blaise. - Syknął Draco i rzucił się na swoje łóżko poluźniając krawat.
- Tym razem garnitur nie podziałał? - Blaise wybuchł śmiechem i poszedł w stronę łazienki.
Ale Draco nie odpowiedział, tylko w czasie kąpieli przyjaciela wyczarował paczuszkę do której włożył delikatnie różę, oraz zgarnął kawałek pergaminu, na którym napisał zgrabnym, pochyłym pismem:

Przyczepił paczkę do nóżki swojej krówkowo-białej sowy oznajmiając:
- Nieś ostrożnie, to nie dla byle k.. - Gdy nagle urwał gryząc się w język, właśnie dochodziło do niego co miał zamiar powiedzieć. - Nie ważne, po prostu jej to zanieś. - Puścił niedbale puchacza, który z gracją poleciał do magicznego kominka.

Blaise po paru chwilach wyszedł z łazienki, wpuszczając do pokoju ciepłe powietrze, gdy zobaczył swojego przyjaciela, pogrążonego w jakieś lekturze, Zaraz jakiej?!
- Świetna książeczka Romeo. - Zaczął Draco, mówiąc słodkim głosikiem, trzepocząc rzęsami ledwo powstrzymując śmiech.
- Dawaj to Malfoy! - Krzyknął Blaise z rządzą mordu w oczach.
Dracon uśmiechnął się złośliwie i rzucił przyjacielowi książkę, dodając:
- Nie za stary jesteś na uczenie się jak zdobywać laski?
- Ty nawet głupiej Granger, nie umiesz uwieść. - Warknął.
Na te słowa w Draco coś się zagotowało, jeszcze mu udowodni!
- Zakład? - Odparł po chwili z uśmieszkiem.
- Zakład. - Dwaj Ślizgoni uścisnęli sobie ręce jakby chcieli je sobie połamać.
- Kiedy ja wygram, powiesz każdej dziewczynie za którą się weźmiesz, że czytałeś o tym poradnik.- Roześmiał się Draco patrząc w kominek wypatrując swojego puchacza. Niby nie zależało mi na tej szlamie a jednak...
- A jak ja wygram to pozwolisz mi cię zamienić w fikuśną tchórzofretkę na lekcji z Gryfonami. - Odparł Zabini z mściwym uśmieszkiem.
- Załatwione przyjacielu. - Blondyn udawał, że nic sobie z tego nie robi, jednak dużo go kosztowało by to ukryć.
- Zrobisz wszystko, by wygrać każdy zakład nawet jeżeli w grę wchodzą uczucia jakieś osoby co nie Draco? - Powiedział kręcąc głową i wzdychając.
- Tak mi się wydaje. - Odparł niewzruszony i już po chwili dwaj ślizgońscy przyjaciele zaczęli normalnie rozmawiać, gdy nagle Daco usłyszał znajome pohukiwanie.
- Bovem! - Krzyknął uradowany i natychmiast zerwał się z łóżka, potykając się o kufer Blaise'a, a kiedy sowa wleciała prosto w ramiona właściciela, ten szybko spojrzał na nóżki ptaka, ale nic tam nie zobaczył.
Zrezygnowany włożył zwierzaka do klatki, nalał wody, nasypał trochę sowich przysmaków i wrócił z powrotem pod kołdrę. Spojrzał na przyjaciela uśmiechającego się perfidnie i warknął:
- Co się szczerzysz.
- Napisałeś do niej, nie wierzę!. - Odparł wciąż się uśmiechając.
Po wyrazie twarzy Dracona szybko dodał:
- Do żadnej jeszcze nie pisałeś! Biedny Dracuś, Gryfonka nie odwzajemnia jego uczuć. - Tu pogłaskał go ' czule ' po policzkach walcząc z pokusą wybuchnięcia śmiechem.
Blondyn szybko strzepnął dłoń kolegi i syknął przez zęby:
- nie obchodzi mnie ona. - Odwrócił się i zaczął zasypiać gdy jeszcze usłyszał jakby z daleka głos kumpla:
- Właśnie widzę Draco. - Ale już się tym nie przejął, odpłynął w głęboki, pełen spokoju sen.


* * *

Dni i tygodnie leciały jak szalone, nauczyciele byli jeszcze bardziej wymagający ale Hermiona całkowicie dawała temu radę. Malfoy trochę się uspokoił, jednak co jakiś czas znowu zaczynał jakoś ją zagadywać na lekcjach, czy dokuczać, ale temu także dawała radę. Czasami była nawet skłonna powiedzieć, że zachują się jak normalni przyjaciele, jednak Gryfonka zbytnio nie zamierzała pielęgnować tej znajomości. 
   Od niezapowiedzianego spotkania z platynowym Ślizgonem minęła już prawie dwa miesiące, dziś wypadał 31 października, dzień losowania ośmiu siódmoklasistów do owego Turnieju, o którym aż w huczało ostatnimi czasy w zamku.
Hermiona nie mogła pojąć dlaczego wszyscy tak się tym absorbują, to ma być przede wszystkim zabawa. Nienawidziła   konkurowania z innymi uczniami,no jedynie tymi ze Slytherinu.

Draco obudził się i rozejrzał po pokoju. Blaise jeszcze spał. Nie budząc przyjaciela udał się szybko do łazienki.
Po kilku minutach wyszedł w swojej szacie Slytherinu, upchnął ręce do kieszeni , podszedł do ' okna ' i zaczął wpatrywać się w ogromną kałamarnicę, która właśnie się wynurzyła. Patrząc na toń wodną pomyślał o dzisiejszym rozpoczęciu Turnieju. Na to poczuł motylki w brzuchu, musi zostać wybrany. musi wygrać. Wiedział, że wygra jeżeli będzie zawodnikiem, był tego pewien.
Ze swoich wyobrażeń, gdzie ściska dłoń Profesorowi Slughornowi za wspaniałą wygraną wyrwało go chrapnięcie Blaise'a. Nie zastanawiając się ani trochę, chwycił poduszkę i cisnął nią w przyjaciela.
- Wstawaj, zaraz się spóźnimy jeżeli się nie ruszysz.
- Dobrze mamo... - Odrzekł chłopak zwlekając się z łóżka i już szedł w kierunku łazienki odprowadzany przez wzrok kumpla.

- Myślisz, że zostaniesz wybrany dziś wieczorem? - Zagadnął Blaise, ale odpowiedzi nie uzyskał. Spojrzał na Dracona wpatrującego się ciągle w jakiś punkt więc spojrzał w tym samym kierunku i roześmiał się cicho. Jego przyjaciel nie gapił się na nikogo innego niż na słodką Granger.
- Rozmyślasz nad naszym wspaniałym zakładem? - Spytał akcentując nienaturalnie przedostatnie słowo.
- Żebyś wiedział mój przyjacielu, ale nic nie przychodzi mi do głowy. - Odpowiedział, nie patrząc w jego stronę.
-  Bo jesteś cienki. - Odparł zadowolony z siebie Blaise.
- Chodźmy już lepiej na lekcje. - Draco uśmiechnął się ironicznie, odsunął od stołu wraz z kolegą i wyszli w kierunku wieży, na której za moment odbędą się zajęcia z wróżbiarstwa, w pełni szczęśliwi, że będą mogli robić swój własny kabaret na całej lekcji.

Zajęcia dłużyły się niemiłosiernie każdemu siódmoklasiście jak i nauczycielom. Nie mogli normalnie prowadzić zajęć przez ciągłe podniecone szepty ciągnące się po klasie, co irytowało Hermionę którą w przeciwieństwie do większości osób - tematy interesowały.
Gdy rozbrzmiał dzwonek oznajmiający koniec dzisiejszych lekcji, wszyscy wybiegli z klas jak stada bizonów, pędząc do dormitoriów by przygotować się na wykwintną ucztę w Noc Duchów.

* * *

   Wielka Sala rzucała swoim wyglądem na kolana, soczyście pomarańczowe dynie Hagrida z wyrzeźbionymi twarzami, które mroziły krew w żyłach, najprawdziwsze nietoperze wzbudzające odrazę zwisały głową w dół przy jakiejkolwiek nadającej się do tego rzeczy. Wszędzie unosiły się duchy poszczególnych domów, a z sufitu zwisały atrapy - Przynajmniej taką nadzieję miała Hermiona - kościotrupów.
Wszystkie cztery długie stoły miały na sobie krwistoczerwony obrus, którego opadający na ziemię materiał wyglądał jak cieknąca krew. Gryfonkę przeszły dreszcze, w tym roku szczególnie postarali się z wystrojem Wielkiej Sali.
Po chwili dołączyła do niej Ginny i obie zajęły miejsca przy stole Gryfonów.

Gdy szczęk sztućców i talerzy ucichł, a trwało to nad wyraz długo, bo potrawy były nieziemskie, Dyrektor McGonagall stuknęła kilka razy łyżeczką o kielich prosząc o ciszę, a gdy ją uzyskała zaczęła oznajmiać:
- Minęło już sporo czasu i mam nadzieję, że każdy wrzucił karteczkę z nazwiskiem osoby, którą najbardziej widzi w roli reprezentanta swojego domu. A teraz - tu wskazała na cztery ogromne kryształowe kule - wylosuję członków pierwszej drużyny.
Większość uczniów wstrzymało oddech, ale Hermiona była tylko zaciekawiona. Głosowała na Harry'ego, jak pewnie większość Gryfonów.
McGonagall machnęła delikatnie różdżką, zwitek pergaminu wpadł jej do ręki i powiedziała donośnie:
- Reprezentantem Hufflepuffu zostaje Zachariasz Smith! - Stół Puchonów zaniósł się brawami, a Zachariasz pełen szczęścia ruszył w stronę stołu nauczycielskiego i po chwili szedł w kierunki bocznej komnaty.
Dyrektora powtórzyła swój gest wyłaniając reprezentanta Ravenclaw, którym okazał się  Marcus Belby.
Teraz został już tylko Slytherin i Gryffindor. W tej chwili Hermiona jednak zaczęła się denerwować.
- Reprezentantką Ślizgonów zostaje Pansy Parkinson! - Stół Slytherina wiwatował i gratulował Pansy, która wyglądała na bardzo zmieszaną ale uśmiechnęła się słabo i wkrótce zniknęła za Marcusem.
W tej chwili było widać, że p. McGonagall także się denerwuje. Chwyciła delikatnie nadlatującą karteczkę, spojrzała na nią chwilę po czym spokojnie odetchnęła i wrzasnęła:
- Harry Potter zostaje reprezentantem Gryffindoru! - Gryfoni ogłupieli najbardziej ze wszystkich uczniów odprowadzając Wybrańca wzrokiem do drzwi.
- Teraz proszę ochłońmy i zjedzmy deser. - oznajmiła Dyrektorka, jakby ją też sporo stresu kosztowało losowanie uczniów, ci jednak burzyli się ale widząc desery szybko zapomnieli, i szczęk sztućców powrócił na nowo.

* * *

- Jeszcze mam szansę. - Oznajmił Draco bez emocji kończąc deser lodowy.
- Trzymam kciuki Smoku jeżeli ci przez to ulży. - Odparł Blaise zajadając się słodkościami.
Draco z niecierpliwością wpatrywał się w stół nauczycieli, a gdy odwrócił głowę, ujrzał Granger przyglądającą mu się sztywnie, ale gdy tylko spostrzegła że on także wlepia w nią oczy zwróciła głowę w stronę Rudej. Ślizgon uśmiechnął się pod nosem, gdy nagle McGonagall zaczęła cały prces od nowa. Zaczynało mu się nudzić, czekał tylko na swój dom i Gryffindor.
W drugiej drużynie reprezentantem Puchonów została Hanna Abbott, a Krukonów Terry Bott.
I wtedy, czekając na swój kluczowy moment, zacisnął ręce pod stołem wyczekując nazwiska.
- Ślizgonem reprezentującym swój domu w drugiej grupie zostaje Dracon Malfoy. - Mięsnie mu się rozluźniły, oddech zelżał a na twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia. Gdy wstawał od stołu, Blaise powiedział cicho:
- Mógłbyś się wreszcie zabrać za realizację naszego zakładu, Smoku. - Ale ten tylko uśmiechnął się zawadiacko, pościskał kilka dłoni i ruszył w kierunki komnaty.

Draco rozmawiał właśnie z Pansy o Turnieju i o zadaniach. Obydwoje byli z siebie cholernie zadowoleni, że zostali wybrani przez swoich kolegów i koleżanki.
Właśnie obgadywali swoje drużyny, Kiedy zagłuszył ich ryk i oklaski Gryfonów. Chłopak z zaciekawieniem odwrócił się w stronę sali, gdy nagle w drzwiach stanęła blada jak papier Gryfonka. Pansy zmarszczyła brwi, a Draco tylko zacmokał cicho, uśmiechnął się irytująco i rzekł:
- Witamy w drużynie Granger.
-------------------------------------------------------------------------------------
Witam c: Jestem strasznie zaskoczona swoją postawą, bo zazwyczaj piszę dość rzadko jak widzicie a teraz w tak krótkim odstępie czasu udało mi się coś wypocić.
Mi osobiście rozdział się podoba, ale jedyne co mnie obchodzi to Wasza opinia, dlatego zachęcam do komentowania.
Jeżeli chodzi o jakieś informacje czy pytania zapraszam na aska: 
http://ask.fm/AvadaKedavrabicz
Pozdrawiam Was słonecznie:----))

piątek, 27 grudnia 2013

7. RÓŻA, WINO I CO JESZCZE?





            Hermiona osłupiała.
Wpatrywała się tępo w swojego byłego chłopaka, jakby widziała go pierwszy raz na oczy.
- Zaprosiłem cię tutaj, więc się zjawiam. - I zaczął swój monolog na temat tego jak się cieszy, że Hermiona  pojawiła się na jego zaproszenie. Ale ona  nie słuchała, myślała tylko o tym co zrobi kiedy lada moment Draco pojawi się, z myślą, że spędzi sobotę jedynie z nią, a tymczasem zobaczy jak stoi ze swoim byłym chłopakiem, który na nowo wyznaje jej swoje uczucia.
- ... No i oczywiście chciałem cię z całego serca przep..- Skończył Ron, kiedy zobaczył że dziewczyna jego marzeń odwraca i spogląda na nadchodzącego z krwistoczerwoną różą, Malfoya.

Hermionie coś podskoczyło w gardle na jego widok i uśmiechnęła się słabo,czekając na reakcję obydwóch chłopaków.
- Przyszłaś tu dla niego...nie mogę uwierzyć. - Oznajmił Rudzielec chwiejnym głosem.
- Gotowa? - Tu Draco posłał słoneczny uśmiech Hermionie. - On też będzie nam towarzyszył? - Ciągnął dalej, śląc Ronowi wzrok pełen pogardy. Za wszelką cenę starał się nie pokazywać wściekłości, że Gryfonka sterczy tu z tym kretynem. Ale zaraz niby czemu, z jakiej racji? ona nic do niego nie czuje, idzie z nim tylko jako przyjaciółka. Pora ochłonąć . Pomyślał i od razu sztucznie się uśmiechnął.
- Em, to znaczy to trochę skomplikowane, bo ja, wtedy wczoraj.. - Zaczęła Hermiona.
- Ona jest tu ze mną Malfoy. - Przerwał śpiesznie Ron, unosząc głowę dumnie jak paw.
Na te słowa Draco poczuł się jakby ktoś wylał na niego wiadro lodowatej wody, jak to z nim. Natychmiast odpowiedział nie tracąc głowy:
- Jednak myślę, że przejdzie się ze mną. - Tu przyciągnął Hermionę trzymając dłoń na jej talii, uśmiechając się złowieszczo. Ta nie protestowała na ten gest, ale także nie była nim zachwycona, coś jednak tknęło ją gdy zobaczyła Rona. Taki bezbronny, jakby nie dawał sobie rady w życiu bez Hermiony u swojego boku.

Z jej twarzy nie można było nic wyczytać, siedziała cicho jakby czekała kiedy tylko to się skończy, nie kontaktowała. W oddali, jakby przez mgłę słyszała jak chłopcy się kłócą,ale ona jakby była w transie, kiedy powoli zaczęły do niej dochodzić słowa.
- Hermiono! cholera Hermiona! - Ktoś krzyczał mocnym barytonowym głosem potrząsając ją jak szmacianą lalką. Na to szybko wyplątała się z objęć mężczyzny, wspięła się na palcach, nie do końca wiedząc co robi i złożyła delikatny ale pełen uczuć pocałunek na gorących ustach Ślizgona. Gdy otworzyła oczy i zajrzała w pełne wyrazu źrenice Draco od razu się uśmiechnęła, gdy nagle przypomniało jej się, że za nimi stoi wściekły Ron. Na tą myśl coś ją w środku ukuło. Wiedziała, że to było niepoprawne, nie chciała tego uczynić, jedyne co chciała to, to żeby kłótnia się zakończyła. I podziałało, Ron jakby skulił się w sobie, spuścił głowę, na co Draco uśmiechnął się tryumfalnie, gdy nagle odwrócił się, podbiegł do Hermiony, ujął jej twarz w swoich dłoniach i szepnął jej do ucha:
- kocham cię, i nie pozwól by ten kretyn skrzywdził cię bardziej niż ja to zrobiłem. Zamierzam naprawić to co zepsułem, i nie spocznę dopóki ty i ja nie będziemy znowu razem. A teraz zostawiam cię z nim. - I odszedł. Hermionie od razu naszły słone łzy do oczu, jak mogła stracić tak wspaniałego chłopaka, dla tego - Tu spojrzała na Malfoya - podłego zmiecha. Ale zaraz, co on jej ostatnio takiego zrobił, że tak go w myśli nazywała? Od początku roku zmienił się i to nie tylko wizualnie. Szybko wymazała Dracona z głowy, teraz liczył się tylko Ron, wyplątała się z jego ręki na jej pasie i już miała biec za Rudzielcem i krzyczeć żeby na nią zaczekał, gdy wtedy Draco chwycił ją mocno za nadgarstki i obrócił w jego stronę.
- Chociaż raz..... - Oznajmił z westchnieniem.
Hermiona spojrzała tęsknie w stronę Zamku, ale nie zaprotestowała.


***

- Jest cudowna. - Powiedziała rozmarzonym głosem Hermiona, zaciągając się po raz setny zapachem róży. - Ale nadal jesteś okropny, zadufany w sobie, podły i do tego zrujnowałeś moją szansę na odnowienie relacji z Ronem. - Dodała, bawiąc się liśćmi.
- Ja również cieszę się, że cię widzę, Granger. Ładnie wyglądasz - Odparł rozbawiony. 
Hermiona przymrużyła oczy na tę wieść,gdy nagle wypaliła, przykuwając wzrok do jego ubioru:
- Gdzie kupujesz garnitury? - Tu Malfoy uśmiechnął się figlarnie, podchodząc bliżej do Hermiony odpowiedział:
- Podoba ci się?
Dzieliło ich kilka centymetrów, Gryfonka czuła się jakby cały grunt się pod nią rozstąpił.
- Nie najgorszy. - Odparła chwiejnym głosem, unikając wzroku Ślizgona.
Draco widząc jej postawę, natychmiast się cofnął.
- Matka sprowadza jakiegoś Włocha, który szyje mi je na miarę. - Dodał szybko odwracając wzrok i gładząc swój grafitowy rękaw. Na tę informację Hermiona prychnęła z pogardą.
- No jesteśmy.
Dziewczynę wbiło. Stała na przeciwko Herbaciarni u pani Puddifoot. Herbaciarni powszechnie prowadzonej dla zakochanych par, gdzie unosił się zawsze jakiś dziwny, duszący zapach, gdzie przeważnie nikogo nie było, gdzie latały wszędzie te przeklęte kupidy. Hermionę przeszedł dreszcz, ona z Malfoyem tutaj.. błe..
Stała cały czas jak spetryfikowana, wpatrując się w szyld.
Kiedy Draco patrzył to na Hermionę, to na szyld, odezwał się:
- Litości, przecież nie wezmę cię na kufel kremowego piwa.- To rzekłszy, objął dziewczynę i wprowadził do środka. Zajęli ostatni widoczny stolik, tak żeby żaden uczeń z Hogwartu ich nie zobaczył i od razu zajęli się rozmową. Z początku Hermiona była nadal zła, że zatrzymał ją przed rozmową z jej byłym, ale potem zaczęła co raz mniej tego żałować, potok słów nie miał końca, co skończyli jakiś wątek, automatycznie pojawiał się następny.
Po kilkunastu minutach Madame Puddifoot przyniosła im po kieliszku grzańca z odrobiną soku pomarańczowego, jako że w świecie czarodziejów, obydwoje byli już dorośli i mogli pić co im się podoba. Po odrobinie wina ich konwersacja była jeszcze bardziej biegła. Śmiali się nawzajem, żartowali.
Draco bardzo się zdziwił taką postawą najlepszej uczennicy w szkole, wydawała się normalną dziewczyną. Nie mówiła prawie nic o uczeniu się, czy też o tym, że denerwuje się już przed egzaminami, które są pod koniec roku. Była normalna. 

Hermionę także zaskoczyło zachowanie Malfoya. Jego uśmiech był zniewalający, a każde jego słowo było jak muzyka dla uszu. Miał tak wspaniały głos, że nie można było mu się oprzeć.
Cały czas wpatrywała się w jego usta, były również cudowne, idealnie pasowały do jej.
Nagle Draco zaczął:
- Słuchaj,chciałem cię przeprosić za to co wydarzyło się wtedy przy jeziorze. Posunąłem się za daleko i do tego za szybko. Nie powinienem się tak egzaltować. Dlatego - Tu westchnął z niepewnym uśmiechem - obiecuję, że dotknę cię wtedy, i tylko wtedy, kiedy mnie o to poprosisz. - Skończył dopijając wino.
Hermiona podniosła ze zdziwienia brwi. Zatkało ją. Co jak co, ale jest to akt uszanowania dla kobiety.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha, dopiła swoje wino i powiedziała wstając:
- Gdybyś to nie był ty, powiedziałabym że to bardzo urocze z twojej strony. - Powiedziała uśmiechając się w stronę szarych oczu.
- Wyobraź sobie, że to nie ja. - Odparł z błyskiem w oku.
- ... To było urocze. - Odpowiedziała niepewnie,oblewając się rumieńcem.
 Wyszli z lokalu pozostawiając spory napiwek.

Uśmiech nie schodził z jej twarzy do końca drogi do zamku, przed wejściem oznajmiła, kryjąc uśmiech:
- Muszę przyznać, że naprawdę miło spędziłam popołudnie, pomimo że byłam tam z tobą.
- Mi się bardzo podobała ta pierwsza część. - Odrzekł nonszalancko, puszczając jej oczko.
Hermiona powróciła myślami do początku spotkania, i nagle jej oczy szeroko się otworzyły.
- Malfoy, to nie miało mieć miejsca. I nie miało tak? - Naciskała Hermiona, poruszając znacząco rękami.
Chłopak wzruszył ramionami, trzymając ręce w kieszeni, jakby go to w ogóle nie obchodziło, bo pewnie tak było. On, najprzystojniejszy czarodziej w Hogwarcie, pewnie ma takie pocałunki codziennie z dziewczynami których nie zna nawet imion. 
Draco nigdy nie chciał się ustatkować, mieć trwałego związku, nie chciał małżeństwa, to go obrzydzało. Miał pełno dziewczyn, które rzucał po krótkim czasie, nie obchodziły go uczucia innych. Był egoistą. Ale patrząc na dziewczynę przed nim, ukuło go coś w środku na myśl, że robi z nią to samo co z resztą, takie rzeczy jak róże, słodkie obietnice, to klasyk, musi się zmienić. Musi pokazać sam sobie, że jest w stanie zmienić swoje podejście, dla tej kruchej Gryfonki, ale nie może także stracić swojej godności. To chyba będzie najtrudniejsza rzecz w jego życiu.
Kończąc rozmyślania, odrzekł:
- Jak sobie życzysz. - Uśmiechnął się wyniośle, i zniknął za wrotami Hogwartu pozostawiając Hermionę przy drzwiach.
Nie ukrywając, dziewczynę zatkało, zachowuje się jakby był popiepszony na 50 różnych sposobów*.
Czuła się trochę przybita tym 'pożegnaniem', ale szybko uśmiechnęła się, w końcu i tak spędziła dość miło ten dzień. Ale wtedy w jej głowie pojawił się wizerunek rudego Gryfona, jak ona mu teraz spojrzy w oczy po tym co się wydarzyło kilka godzin wcześniej?
Pomyślała, że jedyną osobą, którą może poprosić o radę jest Ginny, więc ruszyła biegiem po schodach do Wieży Gryffindoru, z hukiem wpadła do Pokoju Wspólnego i szybko poszła nie oglądając się do dormitorium dziewcząt, czekając za przyjaciółką.
Ron widząc Hermionę prującą przez pokój szybko wstał z ochotą podbiegnięcia do niej, ale Harry szybko go przytrzymał, mówiąc cicho, że ta pewnie sobie tego nie życzy. Ron także zdołał już podzielić się ze swoim przyjacielem relacjami z jakże 'udanego' spotkania.
Potter także spostrzegł już dawno, że coś się dzieje pomiędzy jego przyjaciółką, a tym cynicznym Ślizgonem, ale nie miał serca mówić tego ani Hermionie ani Ronowi.

***

Hermiona siedziała na swoim łóżku, czytając książkę od numerologii, gdy nagle drzwi od sypialni otworzyły się z hukiem, i do środka wpadła Ginny z błyskiem w oczach.
- Połowę już wiem, teraz ty możesz poopowiadać. - Krzyknęła, siadając na rogu łóżka.
Mionie po części spadł kamień z serca, gdy opowiadała o tym wszystkim swojej jedynej przyjaciółce.
Ginny słuchała z otwartą buzią, a kiedy historia się skończyła, od razu zaczęła świergotać.
- Zachował się wspaniale, nie powinnaś się denerwować, ma pewnie pełno wątpliwości. Człowiek nie może się zmienić całkowicie pod wpływem jednych wakacji, ale i tak uważam, że jak na takiego dupka jakim był, to jest naprawdę wysoki poziom. Nie mówmy już nawet o jego wyglądzie, Hermiono ocknij się! - Tu szturchnęła lekko przyjaciółkę w ramię i zaczęła dalej - Chociaż w sumie jeżeli by się tak zastanowić, to jest Ślizgon i do tego Malfoy więc także musisz być uważna. Bo przecież.. - Ale Hermiona jej nie słuchała, myślała jedynie nad tym, że ominęła najważniejszą część, to że go pocałowała, i w duchu dziękowała Ronowi, który jej o tym powiedział, że on także przemilczał ten akt. Powiem jej ale jeszcze nie teraz, nie dałaby mi dziś w nocy spać pomyślała.
Gdy Ginny skończyła swój wykład, zaczęły rozmawiać normalnie, o nadchodzącym Turnieju, o innych dziewczynach, gdy nagle usłyszały donośne pukanie w szybę. Hermiona szybko podbiegła, i zobaczyła wspaniałą, majestatyczną sowę puchacza. Jej maść była nad wyraz dziwna, jej pióra były koloru toffi z białymi plamkami, jak jeden z gatunków krów.
Hermiona natychmiast wzięła paczkę i karteczkę przyczepioną do nóżki sowy, odłożyła na stolik nocny i nalała wody do miseczki dla ' listonosza '.
Ginny przyglądała się temu wszystkiemu z zaciekawieniem Otwórz to szybko do cholery Hermiona! - Klęła w myślach.
Dziewczyna chwyciła w swoje zgrabne ręce przesyłkę, podniosła wyżej zwitek papieru i powiedziała wesoło:
- O nie, żadnych karteczek.. - I obie zaniosły się śmiechem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

* To odniesienie do książki 50 twarzy Grey'a jeżeli ktoś by pytał c: . Nie jestem specjalnie zadowolona z tego rozdziału, opuszcza mnie z lekka wena a kiedy mam ochotę pisać nie mam do końca pomysłu, nie mówiąc już o tym że prawie wcale nie mam czasu przez szkołę.
No ale udało się, kolejny rozdział na blogu, mam ogromną nadzieję, że po przeczytaniu, zostawicie swój komentarz, nawet ten negatywny. Najbardziej zależy mi na obiektywnych opiniach.
Może trzeba coś zmienić? Piszcie! c: Gdyby były jakiekolwiek pytania na temat treści czy czegokolwiek innego związanego z blogiem, zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/AvadaKedavrabicz
Miłego czytania!:----))