piątek, 6 czerwca 2014

24. TEN OSTATNI RAZ cz. II

- Powodzenia! - Rozległ się pełen entuzjazmu głos McGonagall, a po sali potoczył się równy dźwięk skrobania piórem po pergaminie. Każdy starał się napisać własny 'bilet do przyszłości' najlepiej w miarę możliwości, a nim każdy się obejrzał, zaznaczał już ostatnią odpowiedź pierwszego pisemnego egzaminu. Jedni przygnębieni, bo nie pamiętali cech odróżniających wilkołaka od zwykłego wilka, a inny zadowoleni, bo pojawiły się błahostki taki jak wymienienie i definicje Zaklęć Niewybaczalnych.
 - Myślałam, że będzie gorzej. - Stwierdziła pogodnie Hermiona, zasiadając wraz z Ginny po lewej i Harry'm po prawej, przy obiedzie. - ...Ale z drugiej strony, nie jestem pewna, czy ta jędza Cartney zaliczy mi tą wypowiedź z zadania ósmego... ' Co możesz powiedzieć o Lidze Obrony przed Czarną Magią?', pamiętacie? Napisałam, że Gilderoy Lockhart dołączył do niej OKOŁO 1985 roku, bo nie byłam pewna konkretu... - Jęknęła, nakładając sobie na talerz odrobinę tłuczonych ziemniaków, gdy Harry wytrzeszczył oczy.
 - Lockhart był członkiem LOpCM?! 
 - Honorowym, Harry. - Granger odpowiedziała karcąco, zajadając. Ginny rozmawiała akurat z Parvati, porównując swoje odpowiedzi do jej.
 - Josh! - Hermiona odwróciła się od swojego talerza, gdy usłyszała uradowany głos Potter'a i dźwięk przybijania męskiej 'piątki'. Posunęła się niezgrabnie, popchnąwszy Ginny w lewą stronę, robiąc Ślizgonowi miejsce. Następnie nerwowo i ukradkiem spojrzała w kierunku stołu wychowanków Węża, jednak nikt nie zdawał się przejmować tym, że kogoś brakuje - nadal wszyscy byli ogarnięci przejęciem egzaminacyjnym. 
 - Wy...? - Zapytała niepewnie, nie do końca wiedząc, jak dobrać słowa. 
 - Nie każdy Ślizgon musi być...Nie do przełknięcia, Hermiono. -Odparł Harry, przeszywając nienawistnym spojrzeniem siedzącą kilka metrów dalej, blond czuprynę. - Niektórzy wręcz przeciwnie. - Dodał, gdy Joshua uśmiechnął się delikatnie, następnie przerywając krótką ciszę, w której Potter zdążył zająć się swoim posiłkiem. 
 - Egzaminy ledwo się zaczęły, ale ja i tak wiem, że napiszesz je najlepiej, Hermiono. - Rzekł cicho, niemal szeptem. -...Bo ty jesteś najlepsza. - Dodał, po niedługim czasie głosem, który sugerował, że chłopak nie jest pewien, czy powinien wypowiadać to na głos. 
 Rozumiejąc sens swej wypowiedzi, zamrugał szybko, odwracając się sztucznie, nie chcąc by dziewczyna zauważyła jego wstyd i zakłopotanie malujące się na twarzy. Jednak ona tylko uśmiechnęła się dobrodusznie, opierając swą zmęczoną nauką głowę na jego ramieniu. 
 - Nieprawda, Josh. - Westchnęła. 
 Nie dawała po sobie tego poznać, ale w głębi duszy cieszyła się, bo Josh został jej nowym, oddanym i zawsze wiernym przyjacielem. Był Ślizgonem, ale innym... Był taki opiekuńczy i skromny. Wiedziała, że może czuć się przy nim tak samo swobodnie jak przy Harry'm czy Ginny. A Czas, w którym zdążyli się poznać, czyli zdecydowanie krótki, nie miał znaczenia. Była pewna, że Josh nigdy się od niej nie odwróci i będzie przy niej wtedy, kiedy dookoła nie będzie nikogo. 


 *** 


 Wraz z końcem przyjemności związanej z odpoczynkiem na obiedzie, nastać miała kolejna chwila grozy, czyli egzamin praktyczny z Obrony przed Czarną Magią oraz znajomości zaklęć. Siódmoklasiści w ciszy przemaszerowali do największej sali lekcyjnej w Hogwarcie - transmutacji. Tam mieli już na nich czekać starzy i pomarszczeni egzaminatorzy. 
 Ogólny przebieg praktyki Obrony przed Czarną Magią miał polegać na tym, że uczniowie alfabetycznie zostają podzieleni na pojedynkowe pary i gotowe!
 Nagle drzwi od sali rozwarły się z hukiem, a w nich stanęła... 
 - ...Cartney? - Pisnęła drżącym głosem Hermiona, czując jak stres posiadada ją w całości. 
 - Witajcie, kochani. Gotowi? - Zapytała idiotycznie, jakby mieli jakieś inne wyjście, spoglądając na swą podkładkę. - No to zapraszam do środka pannę Granger wraz z Finnigan'em, Pana Longbottom'a z panią Lovegood i..- Wróciła wzrokiem do środka sali. - Starczy jeszcze miejsca dla pana Malfoy'a i kolegi Nott'a...No dalej, żwawo! Ja też mam ciekawsze rzeczy do robienia niż oglądanie waszych kolorowych iskierek. 
 Po chwili szóstka uczniów ruszyła powolnym krokiem za Eowin, niczym na ścięcie, a za nimi ciężkie, mosiężne drzwi zatrzasnęły się z głuchym łoskotem, jakby zapadł wyrok. 
 Każda pojedynkowa para miała swojego egzaminatora, który oceniał ich indywidualnie. Hermionie i Seamus'owi trafił się przemiły, niziutki staruszek, którego Gryfonka powitała z niebywałą ulgą, dziękując Merlinowi za łaskawość. Mina dopiero jej zrzedła, gdy spostrzegła, że Cartney oceniała parę Ślizgonów. Nie zadowalał ją także fakt, że Draco ewidentnie, grzecznie i życzliwie prowadzi konwersację z wyraźnie ucieszoną, zaledwie trzy lata starszą, nauczycielką. Gdy Eowin odwróciła się, posmutniała, gdyż musiała zająć swe miejsce oceniania, a Malfoy momentalnie zmył swój szeroki i zniewalający uśmiech z twarzy, zastępując go obrzydzeniem, grymasem i wywróceniem oczyma w kierunku rozbawionego Nott'a 
 - Gotowi? - Zaćwierkała egzaminatorka Neville'a i Luny w podeszłym wieku, przewiercając całą salę wzrokiem swych przenikających niczym rentgen, tęczówek. - Skłon. - Uczniowie posłusznie wykonali nieodłączny ruch przed pojedynkowy. - Różdżki w górę...- Tak też się stało. -...Teraz! - A wtedy rozległy się donośne trzaski rzucanych i odbijanych zaklęć, których echo mieszało się z poprzednimi wrzaskami kobiety.

Gdy pierwsza grupa uczniów zakończyła swe pojedynki, do sali wpełzła następna, będąc pokrzepiająco poklepywana po plecach przez poprzednią. A między nimi znajdowała się para, która walczyła najwścieklej ze wszystkich; kiedy tylko Cartney rozpoczęła ostatnie słowo, po pomieszczeniu potoczyły się trzaski zaklęć. Pansy uśmiechała się tryumfująco i drwiąco, gdy broniła każde zaklęcie Harry'ego i niemal od razu kontratakowała, a Potter odwdzięczał się tym samym. Zdawało się, że niemal chcą podciąć sobie gardła, szczególnie politująco uśmiechnięta Pansy.
Jednak wystarczył jeden ułamek sekundy, by przerwać ciągnący się schemat, gdy czarnowłosa na krótki moment rzuciła okiem w kierunku Blaise'a walczącego z Rudą Weasley'ówną, co uczynił także Harry, choć obudził się zdecydowanie szybciej.
Wykorzystując moment nieuwagi, uśmiechnął się kpiąco, wrzasnąwszy: Incarcerous!
Sekundę później, szczupłą Pansy otoczyło spaghetti długich sznurów, uniemożliwiających jakikolwiek, najmniejszy ruch.
- Accio liny! - Dokończył Potter, natychmiastowo przyciągając do siebie Pansy niczym na lasso. Ślizgonka niemal od razu znalazła się w objęciach chłopaka, gdyż nie zdołała złapać równowagi. Wlepiła swe zdziwione, szmaragdowozielone oczy w prawie taki sam odcień tęczówek Gryfona, gdy ten uśmiechnął się łobuzersko, mrucząc wesoło, jakby właśnie znalazł osobę schowaną w chowanego. 
- Mam cię!
Pansy delikatnie uśmiechnęła się, rumieniąc.
A wtedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie; rozległ się dzwonek symbolizujący koniec czasu pojedynkowania się, a Potter'a jakaś nieznana siła wyrzuciła z prędkością światła w kierunku ściany, w którą boleśnie gruchnął. Następnie grube liny krępujące ciało Parkinson rozpłynęły się w powietrzu, a  ta wyniośle zarzuciła długimi włosami, szczycąc się, że to ona pomyślała o zaklęciach niewerbalnych.
- Jeden - jeden, kochasiu. - Rzuciła szorstko w kierunku leżącego pod ścianą chłopaka, a następnie wyszła, nie oglądając się.


***

 Kolacja ma na celu dostarczenie jedzenia i gorącej herbaty z cytrynką na noc, prawda? Oczywiście, że tak, jednak nie po pierwszym dniu egzaminów, gdzie pomimo wyśmienitych tostów i płatków z mlekiem czekających na stołach, jedyną rzeczą jaką się robiło, to dzieliło się swymi emocjami podczas Owutemów, które wzbogaciły się o sprawdzenie umiejętności z zaklęć.
Niedługo trzeba było czekać, by sala zaczęła się wyludniać. Połowę uczniów zaczynała boleć głowa od ciągłych " Zapomniałem tej formułki!", " Mój orzeł zamiast zmienić kolor na różowy, kompletnie stracił pióra...". 
Opuścić owy gwar zdecydowała się pewna Gryfonka, będąc przekonana, że jeszcze jedna wzmianka o Owutemach wpełznie do jej uszu, to przejdzie z jej strony do rękoczynów. Owutemy to był temat dla niej tak bolesny, choć nie w tym roku miała je pisać, że za każdym raz serce pękało jej na miliard małych kawałeczków. Od pewnej ważnej chwili odpychała od siebie tą myśl, uciekała od niej sprintem, tracąc dech. 
Przecież po Owutemach zostaje jeden nędzny miesiąc, mijający jak z bicza trzasł.. A potem? Potem...
- Coś zgubiłaś. - Zauważył zmartwiony Blaise, dogoniwszy Emmę wychodzącą z sali ze zwieszoną głową.
W odpowiedzi ściągnęła niepewnie brwi i obróciła się wokół własnej osi, szukając rzeczy, którą mogłaby upuścić. Lecz Blaise tylko uśmiechnął się dobrodusznie i swoimi dwoma palcami delikatnie przycisnął kąciki ust Gryfonki, a następnie podciągnął ku górze. 
- Tak lepiej. - Stwierdził, dumnie wydymając usta, gdy Emma zostawiła na swej twarzy wspaniały, lekki uśmiech.
Ślizgon objął niziutką dziewczynę w pasie i razem z nią zaczął kroczyć ku wyjściu z sali. - Zgaduję, że masz mi coś do powiedzenia. - Podsumował, gdy po krótkiej chwili, Emma z powrotem przywdziała zmartwiony wyraz twarzy, a jej ciało spięło się nerwowo.

- Blaise, nigdy nie mówiłeś co chcesz robić po skończeniu szkoły... - Emma zaczęła, siląc się na swobodny ton, jak gdyby nigdy nic.
Blaise zrobił oczy ogromne jak dwa wieczka od kociołka, przyglądając się Gryfonce jak Marsjance.
- Jest tyle pięknych rzeczy, które można robić z ustami, a my będziemy je marnować na rozmawianie o tym, co będę robił kiedy wyrośnie mi garb, zęby wypadną, a na nosie będę nosił okulary grubsze niż płyta betonowa? - Zabini uśmiechnął się, jakby rozbawił sam siebie, po czym momentalnie zmarszczył czoło, przeszywając dziewczynę niepewnym spojrzeniem. - ...Dlaczego pytasz?
Emma ruchliwie potrząsnęła głową, przeczesując palcami swe gładkie loki.
- Nie, nie, nic...Tak tylko, to normalne, no przecież egzaminy, nowe życie... Nowi ludzie... - Ostatni przykład przeszedł jej przez gardło niczym drut kolczasty.
Zaczęła tworzyć zdania całkowicie ze sobą niewspółgrające, udając swe usprawiedliwienie spokojnym, choć drżącym głosem, a Blaise, nie odzywając się, co chwilę szybko mrugał, by sprawdzić czy wzrok nie płata mu figli. - ... BO NIE CHCĘ ŻEBYŚ WYJEŻDŻAŁ! - Zawołała płaczliwie na jednym wdechu, zrywając ich połączone ze sobą dłonie, by swobodnie, z głuchym puknięciem uderzyć o zimną ścianę zamku, a następnie osunąć się w dół i w siadzie zakryć chudymi rękami oblepioną już łzami twarz. - Owutemy, czerwiec, może lato... I koniec. A we wrześniu wrócę tu sama... - Chciała ciągnąć dalej, choć Blaise szybko jej  przeszkodził, po sekundzie znajdując się w tym samym miejscu co dziewczyna.
- Spokojnie - Rzucił kojąco i pokrzepiająco, nie tracąc szczęśliwej barwy głosu. - W przyszłym roku, Nott na pewno będzie miał tu praktyki, to jak cząstka mnie... - Urwał na moment. - W wersji light, oczywiście. - Dodał po chwili, uśmiechając się, a na twarzy Emmy pojawił się delikatny rozbłysk jej białych zębów, spowodowany żartem Ślizgona.
- Ale...Ale kim jest Nott? - Zapytała po czasie, pierwszy raz słysząc takie nazwisko.
Blaise zachichotał drwiąco, teatralnie przewracając oczami.
- Kiedyś się poznacie. - Odpowiedział pogodnie, ckliwie głaszcząc kruche lewe ramię Gryonki, której wybuch emocji, powoli przemijał, gdy znowu odwróciła się w jego stronę z szybkością pocisku z procy.
- ... Co będzie potem? - Spytała, nadal pociągając nosem.
Ślizgon bezradnie uderzył tyłem głowy o mur, wzdychając ciężko. Żołądek Emmy skręcił się w ciasny supeł.
- To miała być niespodzianka - Rzekł powolnie, uśmiechając się tajemniczo, gdy kątem oka spostrzegł pożerający go wzrok Emmy, Ale on tylko objął dziewczynę mocniej, a ta ułożyła głową na jego umięśnionej klatce piersiowej, bojąc się, co zaraz usłyszy. 
Czy Blaise zaczyna swój Kurs za granicą?
- ...Od przyszłego roku mam w Hogwarcie praktyki z trenowania zawodników Quidditch'a. - Oznajmił dumnie, gdy poczuł jak delikatna dłoń z ulgą zaciska się na jego.


***

 - Pytam po raz ostatni - Dracon odezwał się, dostojnym, spokojnym tonem. - GDZIE ON KURWA JEST!? - Teraz wydarł się niczym kibic na finale Mistrzostw Świata w Quidditch'u, zaglądając pod łóżko. - Byłeś tu sam przez cały dzień!
Josh stał wyprostowany, obserwując tępym wzrokiem poszukiwania zguby Malfoy'a.
- Mogłem nie domknąć drzwi... - Zaczął cichym głosem, mając nadzieję, że ostudzi gniew blondyna. W rzeczywistości, ten jeszcze mocniej się wściekł, prostując się sztywno i badawczym wzrokiem obrzucając Lambrena.
- Domknąć? - Spytał retorycznie. - Powiedz mi, czy ludzie w XIX wieku żyli w kamiennych jaskiniach bez zamknięć? - Dokończył, udając zainteresowanie.
- Draconie, wybacz. Wiem, że to nie było do końca odpowiedzialne...
- MÓJ KOT LATA PO CAŁYM ZAMKU... Powiedz mi, jak mam go znaleźć, skoro wepchnie się w każdy, najmniejszy kąt? Proszę bardzo, wykaż się. - Dodał, rozpościerając ramiona.
Joshua po chwili otworzył usta, ale Draco mu je szybko zamknął.
- Jednak nie chcę tego słuchać. - Rzucił pogardliwie, zrywając z krzesła granatową marynarkę, by po chwili zostawić osłupiałego, pełnego wyrzutów sumienia, Josh'a, stojącego na środku pokoju i z ogromnym trzaskiem zamknąć drzwi.
     Jakiś czas później, Hermiona otwierała wejście do swej gryfońskiej sypialni, ciesząc się, że jest pusta. W spokoju mogła zasiąść nad transmutacją, z której następnego dnia czekał ciężki egzamin. Jednakże, zrzucając z ramienia ciężką, wypełnioną po brzegi pergaminami i książkami torbę, ujrzała iż pod nogami masywnego i dużego, rudego Krzywołapa, kręci się niewielka, śnieżnobiała kuleczka. Ściągnęła niepewnie brwi, zaciekawiona, podchodząc bliżej. Wtedy Krzywołap spostrzegł właścicielkę i podreptał w kierunku jej szczupłych nóg, w celu małej porcji ocierania się o nie. Robiąc to, odsłonił w pełni znalezisko.
Gryfonka powoli wyciągnęła ręce, a kociątko z tym samym nastawieniem dało się złapać.
- Ktoś tu się zgubił. - Odezwała się troskliwie, gładząc delikatny grzbiet Gotfryda. - Zdaje się, że transmutacja będzie musiała zaczekać. - Podsumowała, wzdychając z uśmiechem, kierując się z powrotem do drzwi.
      Draco chodził po korytarzach, nerwowo rozglądając się po każdym kącie, co chwilę łapiąc się jedną dłonią za głowę. Zleciało mu tak dość sporo czasu, a na swoim tropie nie napotkał nawet kłębka białej sierści.
Poddając się, usiadł na schodach drugiego piętra, bezradnie przytrzymując twarz obydwoma rękami. Oddychał ciężko i wolno, myśląc co odpowie Granger, kiedy zapyta co słychać u Gotfryda, co ma w zwyczaju. " Oh świetnie, od trzech dni nie wiem co się z nim dzieje! " pomyślał w duchu po czym jęknął, zdając sobie sprawę, że nie tylko opinia Hermiony go obchodzi... Myśl, że zaginął jego mleczny kompan napawała go denną rozpaczą. 
- Szukasz kogoś? - Z zadumy wyrwał go pogodny i aksamitny głos, dochodzący z odległości kilku metrów.
Malfoy odwrócił się z prędkością światła, od razu wstając.
- Gotfryd! - Krzyknął uradowany i rozluźniony, a jego wnętrzności powoli zaczęły wracać do pierwotnego stanu. Wyciągnął ręce, a pers zgrabnie wskoczył w jego objęcia, pędząc w kierunku ramienia.
Hermiona zachichotała wdzięcznie, a jej serce zaczęło się radować, gdy stała, będąc świadkiem tego jak Draco opadł kamień z serca, gdy dowiedział się, że Gotfryd jest cały i zdrowy.
Chłopak uspokoił swój ciężki oddech.
- Ja... - Zaczął, ale poczuł jak odpowiednie słowa nie chcą zostać wypowiedziane na głos. - ... Bałem się, że będziesz na mnie zła. - Wyparował, na jednym wydechu, głośno przełykając ślinę. Od razu odwrócił wstydliwy wzrok, a Hermionie oczy ze szczęścia rozbłysły.
- Nie, Malfoy, bałeś się o niego. - Poprawiła go wyrafinowanie, drapiąc za uszkiem mruczącego Gotfryda.
Przestudiowała wiele książek na temat magicznych domowych zwierząt i śmiało mogła powiedzieć, że to temat rzeka i tak samo bardzo interesujący! Zwierzęta czasami są równie inteligentne co ludzie, a gdy prawdziwie zwiążą się ze swymi właścicielami, mogą wyczytać ich myśli, emocje, pragnienia,a wieź pomiędzy nimi jest nieprzerwana, silna i wieczna.
Trwali w ciszy.
Jednak to nie był ten rodzaj ciszy, w którym nie wiadomo o czym rozmawiać, czy normalnie się wstydzi, boi. 
Hermiona i Draco nie odzywali się do siebie, delektując się swą prostą obecnością.
Dziewczyna nadal rozczulała się nad spragnionym pieszczot kotem, urzędującym na ramieniu Malfoy'a, a ten po prostu na nią patrzył. Patrzył na jej długie rzęsy, przykrywające niesamowite oczy, jakby wypełnione miodem. Patrzył na jej loki, które teraz tak bardzo zapragnął gładzić swymi dłońmi. Patrzył na jej pełną radości twarz, promieniejącą niczym słońce o południu. Nie mając o tym pojęcia, uśmiechnął się szelmowsko w jej kierunku, nie widząc niczego poza nią.
- Dzięki, Granger. - Powiedział w końcu, cichym i czułym głosem, choć sądzę, i Wy pewnie także, że jeżeli miał użyć najbardziej suchego zwrotu w historii świata, lepiej by usta nadal miał zamknięte.
A wtedy Gotfryd miauknął głośno i błagalnie, a następnie wszystko potoczyło się w czasie kilku krótkich sekund; pers niezgrabnie zeskoczył z ramienia właściciela, mocno zakleszczył się w koszuli chłopaka i z całej siły uwiesił się na niej. 
Żadne z uczniów się tego nie spodziewało, a szczególnie Draco, który pod wpływem ciężaru, znacznie nachylił się, natrafiając na najlepsze co dziś mogło go spotkać: zdezorientowaną Hermionę i jej ciepłe usta, w których zatopił się z największą ochotą, delektując się ich cudownym smakiem.
Gdy kot dopiął swego, delikatnie i z gracją zsunął się z koszuli Dracona, by następnie cichutko podreptać w kierunku swego cichego kąta, mieszczącego się w ślizgońskim dormitorium.
Gotfryd najlepiej wiedział czego potrzeba swemu właścicielowi.
Gdy był już na końcu korytarza, miauknął wyniośle, unosząc swój puszysty i krótki ogonek ku górze.
Dwójka uczniów oderwała się i będąc od siebie oddalona o kilka milimetrów, zwróciła swe głowy w bok, z którego echem potoczył się głos. Wtedy pers odwrócił się w przeciwnym kierunku, i kołysząc swym małym zadkiem na krótkich nóżkach, zaczął dreptać ku dołowi, ku lochom.
- A to spryciarz! - Skwitowała zadziwiona, choć niesamowicie spełniona, Hermiona, z powrotem spoglądając na magnetycznie uśmiechniętego Dracona.
   
Tymczasem w pokoju wspólnym wychowanków Węża (jak nie tylko tam) panował okropny gwar i harmider, gdyż ogłoszono, że dnia 06.06.1998r. (sobota) w Hogwarcie odbędzie się ogromna projekcja różnych pamiątkowych zdjęć siódmoklasistów, a magiczne zdjęcia można przekazywać dyrektor McGonagall do soboty rana. Ona wcześniej ich nie oglądając, by także mieć ruchomą niespodziankę, dołączy do pokazu.
Jednak w ten czas Pansy nie była specjalnie zainteresowana tą sprawą. Wtedy najważniejsze było odnalezienie Blaise'a i Notta. A gdy znalazła ich siedzących na kanapie w przeciwległym kącie sali, czym prędzej puściła się biegiem.
W końcu, dość zasapana, rzuciła się na siedzenie pomiędzy dwoma Ślizgonami, a następnie ponownie nerwowo rozejrzała się po pokoju, jakby przed kimś uciekała.
- Wszystko super - Zaczęła, zgarniając pobliskie pióro i pergamin na kolana, gotowa by zacząć notować. - ale zbliżają się urodziny Draco!


------------

W końcu zakończyliśmy rozdział!
Co sądzicie o wątkach z Blaise'm&Emmą oraz Draco&Hermioną?
Jak dla mnie 'fabuła' spotkania Dramione była urocza, ale to pozostawiam Waszej opinii:)
Drugą połowę rozdziału udało mi się napisać i przepisać w ciągu jednego tygodnia, chociaż na pewno następnego rozdziału nie uda mi się w tak krótkim czasie...Tam dzieje się dość sporo i muszę do tego podejść z głową c:

Jeżeli ktoś nie zauważył, w STRONACH dodałam nową zakładkę ZACHCIANKI. Tam możecie w komentarzach umieszczać swoje życzenia typu " więcej kogoś tam ", a jeżeli one nie będą kolidowały z moimi pomysłami i fabułą, postaram się ich użyć.
PONADTO!
Może zwróciliście na to uwagę, a może nie, ale wyświetlenia zbliżają się do liczby 20 000 i z tej okazji, mam dla Was coś w rodzaju konkursu/akcji. Mianowicie:

W komentarzach oprócz Waszej opinii na temat notki umieszczacie także krótką fabułę one-shota (miniaturka, krótkie opowiadanie) związanego z HP, pairingami z tym związanymi (obojętnie jakimi - do Waszej dyspozycji), zdarzenia i tak dalej, co chcecie by tam się znalazło.
Gdy ujrzymy 20 000 wyświetleń na blogu, zapiszę na karteczkach wszystkie fabuły i na filmiku, który wstawię na bloga, wylosuję dany temat opowiadania (bez oszustwa - mój ślizgoński honor ucierpiałby) i od tego czasu zaczynam całkiem odrębną pracę, na którą mam równo miesiąc. (Blog dalej będzie działał)
Gdy skończę, także wstawię ją na bloga i oczywiście napiszę, kto jest jej "reżyserem" i dla tej osoby będzie dedykacja. Dlatego proszę, że jeżeli nie komentujecie z kont, napiszcie jakiś swój pseudonim, żebym wiedziała, kto to wymyślił.
Cała ta akcja jest dla chętnych, jednak bardzo Was do niej zachęcam!
Opinie wraz z pomysłami pod tym oto rozdziałem!:)

*Następny rozdział najpewniej 20.06.2014*

Mam nadzieję, że teraz Wam dopisze wena i wymyślicie jakieś cudowne fabuły.
Powodzenia - Czekająca MoonSeer c:

piątek, 30 maja 2014

24. TEN OSTATNI RAZ cz. I

Draco chodził po całym pokoju wspólnym z nerwowo splątanymi z tyłu rękoma.
Dał radę tydzień. Tydzień kosztujący go niezliczonych wyrzeczeń i niepokoju.
Myślał, że wytrzyma, że przyzwyczai się do tego, a może nawet uda mu się to zatuszować, zakryć, zapomnieć. Jednak wiedział, iż nic już nie zdoła się zmienić, a jedynym ratunkiem była rozmowa, nie byle jaka.

Po sali poniósł się dźwięk pukania o ciężkie, mosiężne drzwi.

Chłopak wyprostował się, następnie sztywno odwrócił i podszedł do wejścia jak na szczudłach, oddychając głęboko.
- GRANGER! - Wrzasnął na powitanie, jednak to nie był ton, którego Hermiona się spodziewała. Wręcz przeciwnie; wyczuwała w nim obrzucanie jej winą, wściekłość i parszywą urazę. - Co ty zrobiłaś!?
Gryfonka stała jak wryta, nie spuszczając oczu z furii Malfoy'a. O co chodzi? 
- Myślałem, że dam radę, o tak - Zaczął wykrzykiwać w powietrze, choć słowa kierowane były do dziewczyny. - Sądziłem, że wszystko może być jak dawniej, sielanka, swawola - Wymachiwał rękami, udając beztroski ton. Hermiona niepewnie wkroczyła do środka, delikatnie zatrzaskując drzwi. - Ale widzisz, Granger - Zmienił ton na gorzki. - nadeszła kłębiasta i na pozór niegroźna chmurka, jakby miała pójść dalej, bez deszczu. - Ponownie, zmienił głos, udając jakby obwieszczał niedzielną pogodę. - I nagle! - Podniósł ton, a ona aż podskoczyła. Chyba zaczynała rozumieć, co Draco próbuje jej przekazać, choć nadal siedziała w ciszy, pozwalając mu skończyć. - Ściana deszczu, leje jak z cebra, urwanie chmury, nie wiem jak to jeszcze nazwać... I wszystko wywołałaś ty, Granger. - Rzekł spokojniej, przejeżdżając po twarzy ręką. - Mały Grangerulomnibus. - Gryfonka uśmiechnęła się słabo, siadając obok Ślizgona na ciemnej, skórzanej kanapie.
- Malfoy... - Szepnęła, chcąc dotknąć dłonią jego ramienia, choć ten ją odtrącił.
- Kurwa, Granger, nie mogę! - Wybuchł, wstając, a jego szyjne żyły pokazały się na skórze. - Ja nie mogę spać, Granger - Zaczął wyliczać na palcach. - nie mogę w spokoju pogadać z kumplami, nie wspominając już o przyjaciółce, która niedługo wyczaruje dla niego kiczowate bransoletki przyjaźni. Nie mogę nawet usiąść i pomyśleć nad własnym życiem w ciszy i spokoju, bo wieczorami cały pokój podnieca się bożyszczem Slytherinu. - Jęknął, a Hermiona niepokojąco zmarszczyła brwi. - ...Granger, ja nie mogę nawet patrzeć, kiedy chodzi za tobą jak cień. Powiedz mi, czy on ci pozwala oddychać?
Gryfonka poczuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł lodowatej wody, kiedy Draco z powrotem usiadł, przeczesując palcami swe platynowe włosy, oddychając ciężko
- Ty mówisz cały czas o Josh'u?! - Krzyknęła, a chłopak spojrzał na nią wyczekująco. - Jak możesz być aż takim egoistą, Malfoy? Mógłbyś choć na chwilę postawić się w jego ciężkiej sytuacji!
- Dlaczego miałbym to robić? - Warknął, niczym rozwydrzone dziecko. - To nie ja biegam po szkole w damskich kieckach.
Hermiona otworzyła usta, ale szybko je zamknęła, natomiast Ślizgon prychnął tryumfalnie, wiedząc, że uderzył w czuły punkt.
- Granger, zrujnowałaś życie wszystkim Ślizgonom.
Teraz Gryfonka zaśmiała się drwiąco.
- Wydawało mi się, że raczej wszyscy prócz ciebie i twoich przyjaciół bardzo go adorują.
Role się odwróciły; Draco zapowietrzył się, nie wiedząc co odpowiedzieć. Właśnie powiedział coś, co kompletnie nie zgadzało się z jego wcześniejszym wypowiedzeniem. Uderzył się w czoło całą dłonią, tworząc głośny plask, a Hermiona szczerze zaśmiała się na reakcję chłopaka, pomimo tego, iż nie miała pojęcia, że od początku chodziło o Joshua'ę.
- No i nie rozumiesz, Granger. - Rzekł, siląc się na zrezygnowanie, jednak demony szalejące w jego wnętrzu, nadal trwały śmiertelnie rozjuszone, gotowe wybuchnąć.
- To mi wytłumacz. - Odpowiedziała, równie spokojnie. Rozpięta pod szyją koszula, Dracona zabierała jej całą uwagę.
- Tłumaczę, do cholery, Granger, obudź się! - Potrząsnął nią, jednak to nie było najmilsze przeżycie. - Nie opuszcza cię na krok jak jakiś syjam... Niedługo założy czerwono-złoty krawat. - Warknął, z obrzydzeniem.
- W czym masz problem, że lubię spędzać czas z Josh'em? On ma na prawdę sporo fascynujących rzeczy do powiedzenia. Na przykład żył w czasach, kiedy skrzaty domowe... - Rozmarzyła się, a Draco przewrócił oczami i chwycił ją za ramiona, zmuszając do tego, by na niego spojrzała. Dlaczego ona nie może pojąć, co przemawia przez zazdrość Dracona?
- Granger, przecież to wszystko dlatego, że... - Zaczął, dając za wygraną uczuciom gromadzącym się w jego sercu już od dawna, choć głos zatrzymał głośny i rozjuszony, jakby po raz setny musiał przemawiać małemu dziecku do rozsądku. Zawahał się tylko na sekundę, lecz tylko tyle wystarczyło, by dosłyszeć zatrzaskujące się drzwi.
- Witaj, Granger. - Nott przywitał się, podjeżdżając brwiami do góry na widok dwójki uczniów oddalonych od siebie o kilka marnych centymetrów. Na sobie miał tylko czarne dresy, a w prawej ręce dzierżył niewielkiego hantla, którego co chwilę opuszczał ku dołowi, to z powrotem podnosił, ćwicząc w ten sposób bicepsy i tricepsy.
Speszona Hermiona odwróciła wzrok, a Draco obrzucił Nott'a wściekłym, znaczącym spojrzeniem, głośno wciągając powietrze.
- Nie, spoko. - Teodor rzucił, pogodnie. - Nie przeszkadzajcie sobie. - Odwrócił się w kierunku korytarza prowadzącego do chłopięcych dormitoriów, z którego przywędrował. - Zaraz nadejdzie widownia. - Dodał, chichocząc, gdy pojawił się Josh.
- Hermiono. - Skinął dostojnie głową, a Gryfonka tylko uśmiechnęła się ciepło, nie śmiąc się ruszyć.
Draco schował twarz w dłoni, kiedy usłyszał kolejny trzask drzwi.
To Blaise biegł ku górze schodami, odziany tylko w biały ręcznik obwiązany w pasie. Na głowie miejscami mieniła się piana, a całe ciało było oblepione strużkami skapującej na podłogę wody.
- Myślałem, że nie wyjdą. - Rzucił, zasapany.
Nott wybuchł podłym śmiechem, a Joshua nie zwrócił na to większej uwagi, czytając jakąś książkę w rogu pokoju.
Blondyn nie mając już sił, uniósł swe kąciki ust, patrząc na obraz składający się z półnagiego, wyrwanego z kąpieli przyjaciela, stojącego obok nadal ćwiczącego ręce, bosego Nott'a w samych dresach, następnie przyglądając się odludkowi, aktualnie żyjącemu w ścisłym związku z książką, kończąc na ich dwójce, stojących w odległości niemal niewidocznej, której przerwano esencję ich spotkania. Po prostu nie mógł się nie uśmiechnąć, co także uczyniła Hermiona, jednak nadal niepewnie.
Wszyscy trwali w jakieś dziwacznej ciszy, nie zmieniając pozycji, w której Malfoy obrzucał Granger karcącym spojrzeniem, pokazując, że to wszystko nadal jest jej winą, choć jednocześnie miała odczytać to jako dobroduszne politowanie, jakby zaraz miał ją poklepać po głowie, mówiąc, że już wszystko gra tylko ma nie robić więcej takich numerów. Czyż to nie jest pogmatwane?
- Słyszałam krzyki. - W drzwiach prowadzących do sypialni dziewcząt, pojawiła się Pansy z ogromnym turbanem na głowie, zbudowanym z beżowego ręcznika, zaraz po umyciu swych włosów. W jej głosie można było dosłyszeć ogromne zaciekawienie i podekscytowanie.
- To ta dwójka! - Fuknął oskarżycielsko Nott, wskazując wolną ręką na stojących obok siebie Dracona i Hermionę. Druga dłoń nadal była zajęta ciężarkiem.
Pansy łapiąc sprośną aluzję Teodora, zaśmiała się, pokazując dwa małe dołeczki w policzkach. Chłopak odwzajemnił to dumnym uśmiechem, gdy wszyscy oprócz Josh'a, uśmiechnęli się, rozbawieni.
Ślizgonka dopiero teraz zwróciła uwagę, że dziewczyna stojąca obok jej przyjaciela to Granger. A nie można powiedzieć, że te dwie uczennice łączyło coś więcej niż czysta niechęć do siebie.
- Co ona tu robi? - Spytała wojowniczo, przeszywając Gryfonkę wzrokiem swych szmaragdowych tęczówek.
- Stoi. - Odrzekł sucho, Dracon, broniąc Hermiony. On także miał typowe i chwilowe, przyjacielskie spięcie z Parkinson, która tylko kpiąco podjechała do góry brwiami.
- To niech sobie usiądzie. - Syknęła, na pozór miło i troskliwie, a Nott uśmiechnął się pod nosem. Po chwili opuścił salę dormitorium z niezbywalnym uśmiechem na ustach. Nawet nie wiedział, że był odprowadzany wzrokiem Pansy, dopóki nie znikł za zimnymi murami.


***


Maj jest taką wspaniałą porą roku; ptaki urządzają swe nieziemskie, ćwierkające recitale, drzewa i krzewy zielenią się. Temperatura sprawia uśmiech na Twojej twarzy, a lekki, ciepły wiaterek zaprasza do życia. W maju powinno się radować, zaciągać orzeźwiającym powietrzem, wsłuchiwać w radosną serenadę słowika, rozciągając się na miękkiej, świeżo pachnącej trawie... Powiedzcie to Pansy, dzień przed Owutemami.

- Gdzie tu logika! - Warknęła w powietrze, odrzucając pióro ze wstrętem. Założyła ręce na piersi, obrażając się na cały świat Czarnej Magii.
- A o co pani chodzi? - Zapytał Nott, przypadkiem przechodzący obok stolika Pansy w pokoju wspólnym.
Nachylił się nieznacznie w kierunku rozłożonych na całym biurku pergaminach i księgach, kiedy dziewczyna szybko, jakby się przestraszyła, przeniosła na niego wzrok.
- Nott, powiedz mi, czy ty nie masz żadnych koszulek? - Spytała przeszywając oczyma jego idealnie wyrzeźbiony kaloryfer. Każdej normalnej dziewczynie ręka by świerzbiła, aby dotknąć takiej muskulatury i z taką samą pokusą właśnie walczyła czarnowłosa, pytając o coś, co wcale nie chciała by nastąpiło.
- Przestań. - Odparł łobuzersko uśmiechnięty, Nott, nie patrząc w jej stronę, tylko przewracając kartki. - Przecież widzę, że ci się podoba. - Dodał chichocząc, na co Pansy przymrużyła oczy, od razu odwracając się.
- Nawet tu nie spojrzałeś. - Odrzekła nachmurzona.
- Zadowolona? - Zapytał, odwracając się w jej kierunku, aby jego czekoladowe z domieszką miodu, oczy natarły na pełne wyrazu szmaragdowe tęczówki, Pansy, która uśmiechnęła się wdzięcznie, gdy rozbawiony Nott uczynił to samo.
- Myślałem, że to Potter jest mistrzem Czarnej Magii w tej szkole. - Rzekł, prostując się.
Ślizgonka natychmiastowo zmyła piękny uśmiech z twarzy i zdecydowanie za szybko zaczęła mrugać. Gorączkowo zaczęła przekładać zwoje pergaminu, próbując przyswoić informacje o Boginach, które po jej głębszych przemyśleniach nie miały sensu...Albo to jej przemyślenia były bezpodstawne.
Nott zdając sobie sprawę, że musiał nadepnąć na wyjątkowo uciążliwy odcisk Pansy, przyglądając się nieudolnym próbom zrozumienia czegoś, co kompletnie jej nie wchodzi, po pewnej niekomfortowej ciszy, zreflektował się.
- Dobra, posuń się. - Rzucił szybko, ręką pokazując, że ma się przesunąć. Uśmiechnął się niesamowicie magnetycznie, gdy Ślizgonka podniosła głowę.
- Ale... - Zaczęła zakłopotana.
- Damy radę. - Uciął obojętnie, siadając półdupkiem na jednym krześle z ogromnie ucieszoną, choć nie dała po sobie tego poznać, Pansy. - Boginów nie kumasz? No to lecimy. - Zawołał ochoczo, niczym trener sportowy zachęcający drużynę do stu pompek, kiedy dziewczyna kątem oka na niego spojrzała, delikatnie uśmiechając się.
- Proszę, proszę... - Zacmokał cicho, choć dumnie, siedzący na kanapie wraz z Draco, Blaise, wydłużając szyję, niczym żyrafa, by lepiej móc obserwować dwójkę swych przyjaciół uczących się razem, przy jednym stoliku.



***

Chwila, w której siódmoklasiści  po raz ostatni mieli zasiąść w ławkach, by napisać szkolne egzaminy, nadchodziła nieuchronnie, a i tak większość uczniów siedziała na słonecznych błoniach, delektując się niesamowitą pogodą, oczekując dzwonka symbolizującego rozpoczęcie Owutemów.
  Hermiona siedziała właśnie pod wierzbą, blisko brzegu ogromnego jeziora, trzęsącymi się z nerwów rękoma ostatni raz przerzucając stronice książki od Obrony przed Czarną Magią. Ginny nie mogła jej towarzyszyć, gdyż po raz ostatni tłumaczyła swemu starszemu bratu różnice pomiędzy wilkołakiem a animagiem wilka. Ale nie przeszkadzało jej to zbytnio... I bez tego nerwy mogły wyżerać ją od środka, a panika obezwładnić ciało bez żadnych przeszkód. Oddychała płytko, powtarzając regułki, a gdy pomyliła się jednym słowem z definicją w podręczniku, była bliska histerycznego płaczu.
- Uczysz się, Granger? A to ci heca. - Zza pnia wierzby wyłonił się Draco, oddalający się od Blaise'a i Nott'a.
- Ty też powinieneś. - Odrzekła sucho, nie patrząc w jego stronę. Szukała czegoś gorączkowo w spisie treści.
Malfoy widząc stan dziewczyny, niemal przeżegnał się; jej oczy były nienagannie podkrążone i zmęczone, twarz blada, a włosy dziwnie oklapnięte.
Usiadł obok niej, opierając się o pień.
- Jesteś w zmowie z Lambrenem? On też nie wie co ze sobą zrobić w nocy. - Mruknął ironicznie, wyciągając małą paczuszkę z kieszeni swego idealnego, granatowego garnituru.
- Bądź cicho! - Sarknęła drżącym głosem, odwracając się. Jej ręce trzęsły się potwornie. - Nie mogę znaleźć jakichś dłuższych notatek o dementorach, a przecież to jest esencja Czarnej Magii, na pewno to będzie, a jak nie mam ich tu, tylko na górze, stracę piętnaście minut na dojście do wieży, kiedy w tym czasie nauczyłabym się sposobów unieszkodliwienia klanów trolli zamieszkujących Pireneje!... - Lamentowała, przytrzymując czoło spoconymi dłońmi.
Draco podjechał brwiami do góry, wpakowując do ust Hermiony, cienkiego papierosa.
- Masz, przyda ci się. - Rzekł, uśmiechając się dobrodusznie, kiedy dziewczyna zrobiła zdziwioną i jednocześnie przerażoną minę. - Spokojnie, nic ci nie będzie. - Dodał, chichocząc drwiąco, gdy Granger sprawiała wrażenie jakby trzymała w ustach tykającą bombę. 
   Myślał, że Gryfonka wie co trzeba zrobić, bo przecież kto nie wie? Lecz ona tylko nerwowo zaciskała wargi na powoli palącym się papierosie, choć po chwili chwyciła go dwoma palcami, wyciągając z ust.
- Ty palisz?! - Ryknęła, jeszcze bardziej rozjuszona, wymachując rękami.
Draco spojrzał na nią jak na niedorozwinięte dziecko.
- Oh, nie! Ukradłem garnitur Blaise'owi!... - Odparł sarkastycznym tonem. - ...No zaciągnij się, Granger, zaciągnij. - Nakazał, pokazując, że ma wciągnąć powietrze.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie, biorąc dech tak mocno, na ile jej płuca jej pozwoliły. Draco tylko bezradnie zwiesił głowę, uśmiechając się. Sekundę później usłyszał duszący kaszel Granger, jakby zamierzała wypluć  swoje wszystkie wnętrzności. 
Uniósł wzrok i zobaczył jak drżącymi dłońmi rozgarnia dym, a oczy ma mocno zaczerwienione.
- No tak, to się zdarza... - Oznajmił, patrząc oczami okrągłymi jak dwa galeony, próbując opanować śmiech, gdy oglądał nieudolne próby zaciągnięcia się dziewczyny.
- Jabłkowe... - Hermiona zdołała wysapać, nadal krztusząc się. Oddała papierosa właścicielowi.
Malfoy przytaknął, delikatnie wciągając dym do płuc.
- Lepiej, co? - Rzucił dumnie, kiedy ręce Gryfonki przestały trząść się jak na syberyjskim mrozie. - a teraz, Granger - Dodał, biorąc z jej kolan książkę, by następnie ją zatrzasnąć i odłożyć. - uspokój się.- Dokończył, uśmiechając się.
Granger dając sobie spokój z nauką, przykuła swój nieufny wzrok ku oddalonej o kilkanaście metrów parze, śmiejącej się do siebie wniebogłosy. Wciągnęła głośno powietrze, przewracając oczami.
Zaciekawiony Draco także podążył za spojrzeniem dziewczyny, a gdy spostrzegł co jest na rzeczy, prychnął zjadliwie.
- Nie przejmuj się, Granger. - Mruknął, gasząc papierosa o pobliski kamień. - Przecież Abbott to największa idiotka w Hogwarcie. - Dodał, tonem sugerującym, że dwa plus dwa daje cztery.
- Tylko tak mówisz. - Odparła nachmurzona, przeszywając uśmiechniętą Hannę, chlapiącą Rona jeziorną wodą.
- Tak sądzisz? - Spytał tajemniczo, unosząc brwi. - Sprawdźmy, Granger.
Hermiona nie mając pojęcia, jak Dracon chce to udowodnić, przeniosła wzrok z powrotem na Puchonkę.
- Ej, idiotko! - Malfoy wrzasnął z całej siły, natychmiast uśmiechając się tryumfalnie, gdy spośród tłumu dziewczyn siedzących na błoniach, to właśnie Hanna Abbott odwróciła głowę, w poszukiwaniu źródła wołania.
Ślizgon dumnie poprawił marynarkę garnituru, gdy Granger zaczęła pokładać się melodyjnym śmiechem, trzymając się za brzuch, oparłszy się o pień.
- Nie ładnie tak wyśmiewać się z głupszych, Granger.- Rzucił karcąco, grożąc palcem, a Hermiona od razu ucichła.
Teraz zarechotał Draco.
- Też jej nie lubię.
W tej chwili po błoniach potoczył się donośny i tubalny odgłos ogromnego dzwonu.
Wszyscy uczniowie zwrócili swe zaniepokojone głowy w kierunku wieży, z której dochodził dźwięk.
- No cóż, Granger... - Ślizgon pomógł Hermionie wstać. - Napisz ten egzamin pięćdziesiąt tysięcy razy lepiej od niej, żeby wszystkich utwierdzić w wierze, że Abbott to idiotka do kwadratu.
A Gryfonka wiedząc, że nie powinna, uśmiechnęła się pod nosem, gotowa, by ten ostatni raz zasiąść przed arkuszem egzaminacyjnym.
  


------------------------------
No dzień dobry!
Po dwóch tygodniach widzimy się z powrotem i jak zauważyliście rozdział został podzielony na części. Niestety przez koniec roku, czyli pracowanie nad średnią i naciskanie przez nauczycieli, zdołałam napisać tylko jedną część. Mam nadzieję, że notka choć trochę Wam się podobała. Ja muszę przyznać, że wywołała u mnie uśmiech, a szczególnie rzeczy dziejące się w dormitorium Ślizgonów:D
Oczywiście rozdział nie obfituje w fajerwerki i tak dalej, jest lekki i przyjemny.

I  to tyle na dziś. Domyślam się, że Wy także teraz macie rzeź w szkole;-; ale na pocieszenie mogę Wam powiedzieć, że druga część tego rozdziału będzie zawierać dwa wątki par, a koniec nie będzie dawał Wam spać, gdyż zdradza praktycznie całą fabułę kolejnego rozdziału!

Następna notka jak zawsze - co dwa tygodnie (13.06.2014) a i na prawdę ogromnie Was proszę, zostawcie tu po sobie ślad, nawet najmniejszy! Wiecie, że pisze mi się miliard razy lepiej, po przeczytaniu obiektywnych komentarzy.

Do następnego razu - Wasza wykończona MoonSeer c:

piątek, 16 maja 2014

23. MESSY DAYS

- Nie sądzę, że był zadowolony....... - Ktoś mruknął posępnie, wzdychając.
- Bo nie był. - Zza mgły można było dosłyszeć damski pomruk rozgoryczenia.
Strzęp zjadliwej, ledwo słyszalnej rozmowy przerwał głos pełen gracji i troski.
- Przestańcie. Budzi się.
Hermiona nawet w śpiączce wiedziała do kogo należy ten ton.
Uśmiechnęła się lekko, rozchylając powieki powoli na wskutek rażącego w oczy, porannego światła.
- No dzień dobry. - Zamruczał Josh uśmiechając się krzywo na widok wypoczętej już twarzy Gryfonki.
Nie sądzę, by istniały słowa, które oddałyby obecne uczucia Ślizgona. To co zagwarantowała mu owa brązowowłosa dziewczyna była skarbem cenniejszym od złota.
Hermiona promieniejąc z każdą sekundą, swawolnie zmieniła pozycję do siadu, rozglądając się za pewną blond czupryną, której nie potrafiła nigdzie dostrzec. Brakowało także Harry'ego i Rona.
Uśmiech powoli spełzł z jej ust.
- Zanim zapytam o Harry'ego i resztę.... - Gryfonka rzekła ochrypłym tonem, natychmiast próbując odchrząknąć. - ....Jak się tu dostałam? - Zapytała, bardziej Ślizgona niż dwie koleżanki z jej domu.
Lambren sprawiał wrażenie jakby od chwili przebudzenia dziewczyny czekał aż padnie to istotne pytanie.
- Może sama zobaczysz? - Odparł pytaniem na pytanie, uśmiechając się tajemniczo. Gdy spostrzegł zdziwiony i niepewny wyraz twarzy swojej wybawczyni, delikatnie pochwycił leżącą na nocnym stoliku różdżkę a następnie przyłożył ją do swej skroni. Za drewienkiem podążyła dziwaczna nitka, otoczona srebrzystobłękitną poświatą, unosząca się w powietrzu niczym latawiec.
Ginny spojrzała na chłopaka z politowaniem, wyciągając swój magiczny atrybut by przywołać lewitującą w rogu sali, miniaturową myślodsiewnię.
- Panie przodem. - Gestem zaprosił Hermionę do zanurkowania w leistą substancję, która tym samym nie byłą wodą, czy też inną cieczą, 
 
Gryfonka leżała bezwładnie na zimnej, zakurzonej posadzce, z kaskadami włosów opadającymi jej na twarz i ramiona.
Po raz pierwszy korzystała z myślodsiewni i obiecała sobie, że to nie będzie ostatni. To niesamowicie cudowne uczucie, widzieć siebie w całkiem innym wymiarze.
Kiedy ona z wyraźnym podekscytowaniem obserwowała cały przebieg sytuacji, wyprostowany Josh stał tuż za nią trzymając ręce w kieszeniach.
Nagle, jakby z oddali, zdawało się, że słyszy jakieś kroki. To Josh z wspomnienia niepewnie pchając metalowe drzwi, ujrzał nieprzytomną Gryfonkę.
Na widok stanu dziewczyny, natychmiast zreflektował się, przyjmując rzeczowy wyraz twarzy, a następnie rzucił się na kolana. Nie czekając na nic, uchwycił Hermionę za zgięcie w nogach i plecy, tak że jej burza włosów zwisała ku dołowi i od razu ruszył kolejnym tajnym przejściem, jakby ciężar osiemnastoletniej dziewczyny nie miał żadnego znaczenia - głowę miał pewnie uniesioną, a nogi same zaczęły go prowadzić.
Scena się zmieniła.
Kroczył z niekontaktującą dziewczyną uwieszoną na jego rękach, korytarzem, którzy prowadził do Skrzydła Szpitalnego.
Jednym kopniakem rozwierając ogromne wrota, wmaszerował do środka, gdzie nie było kompletnie nikogo. Rozglądając się za najbardziej odpowiednim łóżkiem, chwilę później ckliwe ułożył Hermionę na zimną pościel, jednak dalej stał nachylony, nie ruszając się.
Gryfonka podeszła krok bliżej, bo chłopak we wspomnieniu zaczął cichutko szeptać. 
- Dziękuję, Hermiono. - Josh patrzył w twardo zamknięte oczy dziewczyny, mając nadzieję, że zaraz i ona spojrzy w głębię jego tęczówek. Jednak nic takiego się nie wydarzyło, a odrobinę zawiedziony Joshua, powoli, jakby nie był pewien czy jeszcze potrafi to zrobić, czy też powinien, pochylił się niżej by odgarnąć nadal pachnące soczystym jabłkiem włosy Gryfonki, a następnie złożyć na jej odsłoniętym czole delikatny, łagodny i jednocześnie niezdarny pocałunek. - Dziękuję. - Szepnął ponownie, prostując się.
W następnej chwili opuścił salę szpitalną, wiedząc, że jak w zwyczaju pani Pomfrey, zaraz wyjrzy zza swojego gabinetu by skontrolować stan pomieszczenia, a wtedy Hermiona już będzie pod dobrą opieką.

Dziewczyna odwróciła się do Joshua'y, który stał nonszalancko oparty o jedno ze szpitalnych łóżek. W jej oczach pojawiły się słone łzy szczęścia. 
- To ja dziękuję! - Krzyknęła uradowana.
Wszystko poszło niemal zgodnie z planem. Josh był pośród nich, żywy!
Nie mogąc opanować emocji, nie próbując powstrzymać łez, podbiegła do Lambrena by mocno go uściskać, że razem dali radę, udało się.
Jednak w momencie, gdy ich ciała dzieliły marne, małe centymetry, szare, zamglone Skrzydło Szpitalne zaczęło się rozpływać, a owa dwójka wylądowała z powrotem na swych miejscach w prawdziwej sali szpitalnej, nadal uśmiechając się do siebie, udając, że nic, kompletnie nic nie zaszło.

Po opowiedzeniu historii, która miała miejsce gdy Hermiona leżała nieprzytomna, ta jeszcze bardziej poczuła się rozradowana; Josh w te pędy ruszył do dyrektor McGonagall, która jak sądził, od razu twierdziła, że już kiedyś spotkała jego wizerunek. Zmieniła swój stosunek, kiedy się przedstawił i poprosił o sprawdzenie kartoteki Ślizgonów z 1898r. Wtedy Minerwa przeżegnała się, wyciągając różdżkę w razie obrony, jednak Josh opowiedział o całej klątwie i o tym jak Hermiona zdołała uratować jego życie. Dyrektorka niechętnie uwierzyła w ową bajeczkę, jednak zmieniła zdanie zobaczywszy nieprzytomną od kilku godzin Gryfonkę z niespadającą gorączką.
Po późniejszych rozmowach z Lambrenem, McGonagall całkowicie zaufała Ślizgonowi (jego wdzięk widocznie działał nie tylko na młode dziewczęta) i konwersację zakończyła zdaniem, które Josh zdublował, udając mądry, nauczycielski ton, co jeszcze bardziej ucieszyło Hermionę: " No panie Lambren, cóż mogę więcej powiedzieć, od poniedziałku zaczyna pan chodzić na zajęcia."
   Ginny i Emma też zdawały się cieszyć z poznania nowego ucznia, jednak to Granger nie posiadała się z emocji.

Pacjentka mogła opuścić szkolną klinikę dopiero następnego dnia, czyli w niedzielę, a że dziś był dzień wolny, czwórka uczniów zaniosła się luźną, przyziemną rozmową, opowiadając nowemu, jak Hogwart się zmienił, a ten w zamian opowiadał jak było w jego czasach.
Było około godziny jedenastej przed południem, kiedy Hermiona zreflektowała się, że nie zapytała o to, co tak naprawdę od początku ją dręczyło.
-...Gdzie są Harry, Ron...i Malfoy? - Odczekała aż przyjaciele zakończą wątek, by bez sensu nie przerywać, a wtedy Ginny i Emma mimowolnie zwiesiły głowy, natomiast Josh wyglądał jakby bez większego powodu dostał mocne uderzenie w twarz, z wolnej ręki.
Pierwsza odezwała się Ruda.
- Harry i Ron musieli iść na jakieś spotkanie odnośnie nowych mioteł u pani Hooch....a Malfoy..... - Urwała kłopocząc się ze słowami.
- Malfoy trochę........ - Zaczęła szybko Emma.
TRZASK!
Ogromne, mosiężne wrota otwarły się z impetem, uderzając o mury pomieszczenia, w nich stanął strzepujący z rękawa garnituru kurz, Draco Malfoy.
- GRANGER! - Krzyknął zdruzgotany oraz oburzony, zły, wściekły, a tym samym zatroskany i uspokojony, że Gryfonka jest cała i zdrowa. Wszystkie te sprzeczne sobie emocje były zawarte w tym jednym wrzasku. 
Sprawiał wrażenie, jakby to nie był koniec jego wypowiedzi, ale przez urzędujące tu zgromadzenie, był zmuszony zakryć swoje uczucia pod ciężkim płaszczem obojętności.
A więc zrobiła to. - Przestraszył się w myślach. - Ten kretyn jest tu...żywy. - Jęknął w duchu, kiedy wszystkie twarze zwróciły się ku niemu, oprócz tej jednej; Josh nie odwrócił się, nadal spoglądając na wyraźnie ucieszoną na widok blondyna dziewczynę.
- Lambren, daj Granger oddychać. - Rzucił jadowicie i na pozór niedbale, sięgając po dodatkowe krzesło, na którym od razu usiadł, gromiąc zdecydowanie rozeźlonego, lecz odsuwającego się od Hermiony, Ślizgona.

***

Informacja o tym, że w Hogwarcie pojawił się całkiem nowy uczeń, rozpierzchła się zdumiewająco szybko. Niektórzy byli głębiej wtajemniczeni w życiorys chłopaka i wiedzieli o jego okrutnym losie i wybawieniu słynnej Hermiony Granger, zdecydowanie więcej, jednak nadal większość parszywych historii o klątwie Ślizgona mijała się z prawdą, a chęć poznania nowego wzrastała tym bardziej.
Na szczęście dyrektor McGonagall jak zwykle miała dość oleju w głowie i na jej prośbę, Josh resztę soboty i południe niedzieli spędził w jej specjalnie przygotowanym dla niego gabinecie, gdzie powoli powracał do tradycyjnych czynności człowieka, jak pożywienie, korzystanie z toalety, potrzeba snu... " Po stu latach odchodzi od nawyku." - Zażartował, kiedy o drugiej w nocy siedział na swym polowym łóżku wpatrując się w Fawkes'a, gdy nadeszła zmęczona, choć roześmiana McGonagall.
   Przed niedzielnym południem, Ślizgonów z siódmego roku spotkała niemiła niespodzianka; Draco, Blaise i Nott otrzymali specjalne listy od dyrektorki głoszące, że mają stawić się w jej gabinecie dokładnie o jedenastej. Każdemu żołądek odwrócił się do góry nogami.
- Co ona chce...........- Warknął w powietrze Nott.

- To ten nowy? - Spytał Teodor ledwo poruszając ustami, stojąc pomiędzy Smokiem a Diabłem.
Draco odchrząknął, co miało znaczyć coś w rodzaju ironicznego " we własnej osobie", przeszywając Joshua'ę nadmiernie życzliwym spojrzeniem, które pomimo, że na pierwszy rzut oka wyglądało na przyjazne, na prawdę kipiało jadem.
- Chłopcy, spokojnie. - Rzekła łagodnie Minerwa. - To nie kara.
Ślizgoni chyba mieli spokojnie odetchnąć, jednak czuli, że kara za cokolwiek w porównaniu z tym co dyrektorka zamierzała oznajmić, to pestka.
- Jak już pewnie wiecie, Joshua od jutra zaczyna naukę w Hogwarcie, a są mu do tego potrzebne konkretne sprzęty, o których on nie ma pojęcia - wy tak.
Dracon już widział w głowie, jak jeszcze dziś kiwa ręką zamkowi na do widzenia, odjeżdżając jak najdalej i najszybciej od tego zgrywusa...
- Więc zwracam się do was z prośbą..........
- Nott!
- Blaise!
- Nott!
Wszyscy trzej chłopcy zapiali jednocześnie, nie potrzebując już końca prośby dyrektorki, która skierowała swój wzrok i uśmiech w stronę Josh'a.
- Panie Lambren, to Teodor Nott, który pomoże ci w niezbędnych zakupach na ulicy Pokątnej.... I bez dyskusji, Nott. - Podniosła rękę, gdy tylko usta Ślizgona otwarły się by wyrazić swe niezadowolenie i sprzeciw. Tymczasem Draco i Blaise podle brechtali się ze " szczęścia " kolegi.


***

- Może tutaj? - Zapytała nieśmiało Hermiona, wskazując na trzy małe schodki, prowadzące na podwyższenie. Jej twarz była oświetlana przez ostatnie promyki zachodzącego już, bordowo-pomarańczowego słońca.
Draco na razie ukrywając swe utrapienie i ciążące na sercu uczucia niczym ogromny kamlot, uśmiechnął się sztucznie, siadając w wyznaczonym miejscu.
Trwali w niekomfortowej ciszy wpatrując się w swoje "niezmiernie" interesujące kolana.
Obydwoje czekali na reprymendę od drugiej osoby, a szczególnie Hermiona wyczekiwała wyrzutów i fochów Ślizgona, za to co zrobiła za jego plecami.
Jednak dziś Draco nie miał najmniejszej ochoty ubliżać Joshua'le i obwiniać Gryfonki. Dziś chciał skupić się na czym stokroć ważniejszym, na czymś co dręczyło go już od dłuższego czasu, a nikomu nie mógł się o tym wygadać prócz tej jednej, gryfońskiej dziewczynie.
Odpychając rozgoryczenie i złość z powodu Lambrena, zdał sobie sprawę, że miejsce opasłego kamienia na sercu, zastąpiła niewyobrażalna ulga na wieść, że Granger jest cała i zdrowa. Od początku było wiadome, że ta sprawa z pseudo-duchem jest podejrzana i niebezpieczna, a tylko jeden Merlin mógł znać konsekwencje wypowiedzenia czarnoksięskiego zaklęcia. Dziewczynę mógł spotkać los o wiele gorszy niż kilkugodzinna śpiączka i pierwotny, przeszywający ból głowy, a wtedy Draco na zawsze obwiniałby się, że nie wpadł na to, iż uparciucha ukończy rytuał na własną rękę, a Hermiona już nigdy nie dowiedziałaby się tego co Malfoy ma jej do powiedzenia, stawiając wszystko na jedną kartę, nie zważając na jej uczucia.
Ale Gryfonce się udało i siedziała tu teraz z nim, przygryzając z niepewności dolną wargę, czekając na eksplozję. Jednak jedyną eksplozją jaką Draco chciał poczuć, to tą przy magicznym zetknięciu się ich ust, w pełnym pasji pocałunku. Dlatego też uśmiechając się delikatnie i lekko, wyciągnął swą rękę by dosięgnąć nią odwróconej do boku twarzy dziewczyny.
Gdy Hermiona ujrzała swymi dużymi i smutnymi oczami łagodny wyraz chłopaka, także ozdobiła usta uśmiechem i szybko położyła swą lewą dłoń na dotykającej jej policzka ręce Dracona, którego przeszedł gorący dreszcz na wskutek ich bliskiego kontaktu.
Malfoy nieznacznie nachylił się, a od razu oświetlił go promyk chowającego się za horyzontem słońca. Przeszywał ją swym stalowym spojrzeniem, które pod wpływem ciepła tęczówek dziewczyny, zaczęło błyskawicznie topnieć.
Niemalże stykali się czołami, będąc spokojni, że w tak zapyziałym miejscu nikogo nie napotkają, bo wszyscy objadali się właśnie wytworną kolacją w Wielkiej Sali
Wymieniali się już oddechami, a Hermiona uśmiechnęła się wyraźnie uspokojona.

Jednak sprawa jeszcze nie doszła do sedna.

- Nie wiem, na prawdę nie mam pojęcia, kiedy...jak...gdzie... ale stało się... - Draco zaczął, szepcząc. - .. I nie istnieją żadne słowa, by to dostatecznie dobrze opisać, dlatego spróbuję, ale tymi najprostszymi. - Zamruczał czule, centymetr od jej drżących z podniecenia ust. - Granger.............
Urwał, rozszerzając oczy i z przestrachem spoglądając na Gryfonkę, która podzielała jego przerażenie.
Zza rogu zaczął dochodzić dźwięk szybkich kroków i toczących się po posadzce kółek, nadchodzących coraz bliżej skrętu w kącik dwójki niepewnych uczniów. 
Wpatrywali się w siebie w grobowej ciszy, mając nadzieję, że przybysz ominie ich z daleka.
- Cześć. - Powitał się przeciągając samogłoskę, Josh taszczący za sobą nowiutki, ogromny kufer. - Gdzie jest dormitorium?
Draco szybko wciągnął powietrze, gryząc się za dolną wargę by nie wybuchnąć oraz przewrócił teatralnie oczami. Będąc niesamowicie rozwścieczonym, już podnosił się, by niekoniecznie uściskać Ślizgona, gdy Granger złapała go za rękaw, ciągnąc ku dołowi, by się uspokoił, a sama wstała pierwsza, uśmiechając się promiennie.
- Zakupy skończone, ha? Mam nadzieję, że Nott spisał się należycie. - Dodała tonem, który sugerował, że dziewczyna nie darzy Nott'a zaufaniem.
- W miarę możliwości. - Odpowiedział Josh, rozglądając się wokół własnej osi, jakby poszukiwał wzrokiem tabliczki z napisem ŚLIZGOŃSKIE DORMITORIUM. - Nie wiesz czasem.....
- Granger, chodź, odprowadzę cię. - Draco ożywił się, łapiąc Hermionę w talii. Miał nadzieję, że dzięki temu Ślizgon sam zakończy swoje poszukiwania, skoro nie był w stanie zapytać o nie Malfoy'a....W sumie i tak by go podpuścił.
- Wspaniale!Hermiono, zgodzisz się, że także będę ci towarzyszył?-Zapytał dostojnie, gdy Draco zaczął się gotować:
- Znamy drogę, dzięki.
Hermiona zgromiła groźnym spojrzeniem blondyna, a następnie zaprosiła Lambrena:
- Jasne, Josh. Chodź.

Spotkanie Dracona z Gryfonką nie mogło należeć do jego ulubionych, a sprawcą był pewien Ślizgon, napataczający się w najmniej odpowiednich momentach. 
  Szli ku górze, przez liczne zbiorowiska schodów, które widocznie nie stanowiły dla Josh'a problemu, gdyż hardo unosił ciężki kufer ze swym dobytkiem nad każdą przeszkodą.
Kiedy cała trójka doszła do Wieży Gryffindoru, nadszedł czas pożegnania. A Malfoy myślał, że jego ' do widzenia ' będzie wyglądało zdecydowanie inaczej; czyż nie jest dla Granger kimś więcej  niż obojętnym, nowo poznanym znajomym? Chyba tak...
Jednak gdy nachylał się ku bramom niebios, którymi były usta Hermiony, ta zamiast wspiąć się na palcach i zatopić się w jego wargach, lekko i sztucznie, jakby mechanicznie uściskała go, nie pozwalając na żadne zetknięcie się ich ust.
Wtedy ponownie w jej głowie pojawiła się myśl, że obecność Joshua'y ingeruje tu tylko minimalnie, a znaczną cześć niedostępności odgrywa gorzka prawda słynnego zakładu Dracona.
Nowy Ślizgon starał się robić dobrą minę do złej gry, udając, że nie rani go perspektywa Hermiony zlepionej z Draco.
    Po chwili, dziewczyna zniknęła za portretem Grubej Damy, a dwaj Ślizgoni pozostali na korytarzu nie odzywając się słowem, gdy ciszę pierwszy przerwał Lambren, który pomyślał, że pomimo szczenięcego zachowania blondyna i tego co łączyło go z Hermioną, nie może go od razu skreślać. A dormitorium nadal było nie odnalezione, gdyż nie wiedział czy nie zmieniła się jego lokalizacja, a i tak nic mu po tym skoro nie zna hasła.
- Malfoy, słuchaj.... - Zaczął łagodnie.
- Nie idę w tym kierunku. - Draco warknął, robiąc biednemu Joshua'le na złość. Był już zdecydowanie na krańcu wytrzymałości i wystarczyło już tylko jedno małe potknięcie, a wybuchłby niekontrolowanym gniewem.
Chciał iść do Pokoju Wspólnego, jednak nie wyobrażał sobie tak długiej podróży z wieży do lochów w towarzystwie tego maniaka damskich kiecek. Dlatego wolał już bez sensu krążyć po korytarzu zamku, szukając spokoju. 
 Tak też uczynił, mając szczerze w nosie, czy Lambren znajdzie pokój, czy nie. Miał nadzieję, że nie i najbliższą, a za nią kolejną i kolejną noc spędzi w zimnym schowku na miotły

***

Draco schodząc po schodach do pokoju ślizgońskich chłopaków z siódmego roku, nie musiał długo czekać żeby dowiedzieć się co się święci; drzwi były otwarte i przeklinając cały świat chciał wejść do środka, ale osoba, która przed sekundą znalazła się w środku, nie zauważyła go i niemal zatrzasnęła przejście. Malfoy'a przed złamaniem nosa uchroniła jego ręka, która z prędkością światła zatrzymała prędkość zamykających się drzwi, a następnie odrzuciła je z ogromną siłą w tym samym kierunku, z którego przywędrowały. 
Jego najgorsze obawy zostały potwierdzone; pośrodku ogromnego syfu zostawionego przez trójkę kolegów, stał chudy Josh mocno trzymający kufer jakby ktoś zamierzał mu go odebrać.
Dwójka pozostałych chłopaków prawie tak samo spodziewała się Lambrena jak otępiały Draco; szczupły Nott odziany tylko w szare dresy, ćwicząc swój już wyrobiony kaloryfer, zastygnął w najcięższym etapie "brzuszka" z niezadowoleniem wpatrując się w nowego, a Blaise w butach leżał na swym łóżku, czytając książkę " Quidditch przez wieki ", w ogóle nie przejmując się dalszymi poczynaniami Josha, jakby go tam wcale nie było. Jednak obydwaj, zaciekawieni przenieśli wzrok, czekając na reakcję Dracona, który skamieniał w swej pozycji, stojąc w drzwiach, tępo patrząc na Lambrena.
Jego knykcie posiniały za sprawą mocnego zaciskania pięści, usta drżały przytrzymując silące się na nie obelgi, a oddech stał się powolny, głośny i głęboki jakby starał się opanować, patrząc na nowiuteńkie łóżko w rogu pokoju, burzące całą harmonię, panującą tu od prawie siedmiu lat.
Złość na Granger, że sprawiła obecność tego chłopaka, powróciła ze zdwojoną siłą.

Nie mógł, nie wytrzymał.

- WYPIERDALAJ! - Zaryczał prosząco, choć nadal stanowczo i groźnie, po czym Nott zagwizdał z aprobatą, następnie wracając do brzuszków.
Każdy wiedział co oznacza owe słowo, a już szczególnie w ustach Dracona, jednak nie osoba sprzed jednego wieku. Dla Josh'a był to neologizm nie do rozgryzienia, dlatego nieurażony, nie mając pojęcia do powinien uczynić, odparł łagodnie, pytaniem na pytanie, nie mając pojęcia czy to wystarczy.
- E...okej?
Dopiero wtedy Blaise podniósł głos, obrzucając całe pomieszczenie dość głośnym i pełnym drwiny śmiechem, przewróciwszy stronicę książki, a Nott ponownie trwając w fazie najbardziej napiętego brzucha, nagle opadł z głuchym puknięciem na wykładzinę oraz jęknął, nie mogąc uciągnąć zachowania Josh'a:
- No nie daję rady, no.......
Malfoy zobaczywszy aprobatę w poczynaniach kolegów, zdecydowanie ochłonął. Widocznie wykrzyczenie się było mu niewiarygodnie potrzebne, a odpowiedź biednego, niezorientowanego w tych czasach, Lambrena na paskudny wulgaryzm kierowany pod jego adresem, przyprawiła go nawet o mocny, kpiący uśmiech. 
Zatrzasnął drzwi i walnął się z całej siły na swoje łóżko, zostawiając Joshua'ę samemu sobie.

Ale tej nocy, żaden Ślizgon z siódmego roku się nie wyspał. Z początku każdy starał się to zbywać, twardo zacisnąć powieki i odpłynąć do krainy Morfeusza, jednak Josh pod żadnym pozorem na to nie pozwolił. Nadal nie przyzwyczajony do spania, przez całą noc nie zmrużył oka i choć nie robił tego umyślnie, niemiłosiernie uniemożliwiał pozostałym zapadnięcie w mocny sen.
Nie mając pojęcia co z sobą począć, uznał, że zacznie powtarzać materiał, który wkrótce będzie go obowiązywał, co równało się z zapalonym w całym pokoju światłem. Na wskutek pełnych gróźb pomruków kolegów, wkrótce wyłączył światło i już wtedy zdawało się, że nastanie błoga cisza. Lecz kilka minut przed godziną pierwszą, zorientował się, że jeszcze nie zdążył się umyć. Draco spojrzał swoimi podkrążonymi oczami na kolegów, którzy także nie zmrużyli oka, tylko mając twarz w poduszce, jęczeli pod nosem. Co z tego, że było ciemno, skoro kilka metrów dalej woda skapywała z pluskiem na posadzkę?
Josh nie miał złych zamiarów i myśląc, że reszta spokojnie śpi, owinięty ręcznikiem w pasie, ruszył po ciemku do swojego kufra w poszukiwaniu piżam. Kilka marnych kroków w nieprzeniknionej ciemności i nieopisany bałagan panujący w pokoju zagwarantował mu dość bolesne potknięcie, które zaakcentował głośnym sykiem. 
- Nieogłeśteozobićcześniej?....... - Jęknął niezrozumiale Nott, ukrywając głowę pod poduszką.
Po jakimś czasie chłopcy dali spokój, w końcu ile czasu można nie spać? W końcu chyba odpuści.
Jednak Lambren nie chciał zasnąć. Za bardzo się cieszył i jednocześnie bał, że gdy tylko zamknie oczy, na zawsze przeoczy coś nowego, co czeka na jego odkrycie. Około godziny trzeciej nad ranem, czyli kilka minut po tym jak już był stuprocentowo gotowy do pójścia spać, usiadł na skraju łóżka i wpatrywał się w jego nowy dom. Wiedział, że osoby mu towarzyszące nie lubią go ani trochę, ale nie przejmował się tym. Uczniów w Slytherinie jest na pęczki, a kto to wie, może już dziś pozna swych nowych przyjaciół? Układając w głowie wspaniałe scenariusze zleciało mu dobre pół godziny, więc pomyślał, że zmieni pozycję; ześlizgnął się z materaca i boso podreptał przez ciemny pokój by wyglądnąć przez okrągłe okno ukazujące podwodną toń jeziora.Wtedy  zdawało się, że te kilka marnych godzin minie w olimpijskim spokoju, lecz po chwili, jedno z łóżek skrzypnęło przeraźliwe. Josh nie przejął się tym zanadto; pewnie któryś z chłopaków przerzucił się na bok......Nie.
To
ledwo przytomny Blaise, ruszył z posłania w kierunku łazienki, przecierając oczy. A gdy tylko mógł w pełni zobaczyć wnętrze pokoju, całe pomieszczenie przedarł jego przeraźliwy krzyk, który od razu postawił na nogi Dracona i Nott'a. 
- Do cholery, nie wiesz co się robi w nocy?! - Zaryczał Draco w stronę Lambrena, wstając z łóżka, by do niego podejść. Nawet nie wiedział w jakim celu to uczynił.
- Po co wstajesz..... - Zachrypiał Teodor w kierunku Blaise'a.
- Wyobraź sobie, że chciałem się wy-si-kać.
- Ale zamiast tego, prawie się ze-sra-łeś. - Zadrwił Nott, w ten sam sposób akcentując każdą sylabę. - Ze strachu oczywiście. 
- Mam dość, odejmuję Slytherinowi dziesięć punktów, za to, że nie mogę się wyspać. - Draco warknął w powietrze, mając nadzieję, że uzyska skruchę Lambrena.
Diabeł zaśmiał się drwiąco.
- Poczuj tą karę, Lambren, poczuj te pejcze, smagające twe gołe plecy....Poczuj utratę dziesięciu punktów! - Załkał teatralnie.
     Takie słowne potyczki, kłótnie i nieporozumienia trwały jeszcze sporo czasu. Już nikt nie miał ochoty pogrążać się w słodkim śnie. Wtedy wydawało się, że marne pół godziny odpoczynku będzie wystarczające. 
Gdy nastąpiła nerwowa ' cisza na morzu ' było kilka minut po godzinie czwartej. A zanim nadeszła godzina piąta, każdy chłopak (oprócz Josha) już zdążył popaść w przyjemną, przedsenną agonię, jednak i to nie miało trwać wiecznie; Kiedy wybiła godzina piąta, a pierwsze promyki słoneczne zaczęły załamywać się dzięki jeziorze, Lambren zerwał się na nogi, by zacząć nowy dzień. Cała szopka zaczęła odbywać się od nowa; zza drzwi ponownie zaczął dochodzić dźwięk wody, a następnie Joshua zaczął pakować swój dobytek na dzisiejsze lekcje. Gdy wszyscy chłopcy przygryzali z nerwów wargi chowając się pod kołdrami, było kilka minut po szóstej.
Starając się nie robić większych problemu, po cichu otworzył drzwi by wymknąć się z dormitorium. Napawając się panującym dookoła milczeniem, usiadł wygodnie na czarnej, skórzanej kanapie, zagłębiając się w podręczniku od transmutacji. Jednak spokój nie trwał wiecznie, nie trwał pół godziny; Już po krótkim czasie, z przeciwległego korytarza dobiegł go głos drepczących stóp. Z zaciekawieniem wpatrywał się, czekając kto będzie owym Ślizgonem. A gdy tylko zza rogu wybiegła uczesana, wymalowana i wypoczęta Pansy zaparło mu dech piersiach. Dziewczyna była piękna jak anioł, który upadł na Ziemię. Uśmiechała się tak delikatnie, a jednak cudownie kojąco.
Ślizgonka tak samo zareagowała na widok nowego kolegi; przystanęła gwałtownie w pół kroku, tak że jej włosy się cofnęły.
Josh powolnie wstał, tak jak na dżentelmena przystało kiedy dama zawita do pomieszczenia, penetrując ją szczerze zadziwionym wzrokiem.
- Jestem Josh, Pansy. 
Obydwoje odezwali się w tym samym czasie, co spowodowało wdzięczny chichot obydwojga.
- Jest jakiś powód dlaczego o godzinie w pół do siódmej jesteś na dole? - Spytała Pansy po niekomfortowej ciszy, zakładając włosy za ucho.
- Mógłbym zapytać cię o to samo, Pansy. - Odparł Josh, uśmiechając się ciepło.
- Obowiązki prefekta... - Ślizgonka odpowiedziała zrzędliwie, stukając palcem w swą odznakę.
Lambren przymrużył nerwowo oczy. 
- A Dracon...........
- O nie, nie! Wymieniamy się regularnie, spoko.
Joshua zrobił minę, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał, następnie powtórzył poprzedni gest dziewczyny i zamruczał:
- Ja także jestem prefektem i jeżeli pozwolisz, z największą ochotą ci pomogę.
Pansy pisnęła, klaszcząc w dłonie.
- Byłoby miło. - Dodała, rumieniąc się.

***

Transmutacja z McGonagall to z pewnością nie żadna sielanka. Przysparza miliony problemów najświetniejszym uczniom, nie mówiąc o tym, jaką katorgą może być dla trójki chłopaków, którzy nie zmrużyli oka przez calutką noc.
Jak w każdy poniedziałek rano, Draco siedział w jednej ławce z Hermioną. Zazwyczaj próbował zamienić z nią kilka słów, czy dziecinnie zaczepić, jednak dziś nie miał najmniejszej ochoty; siedział przytrzymując głowę lewą ręką, walcząc z pokusą uśnięcia. Oczy miał mocno podkrążone, a cerę niewyobrażalnie bladą. Co chwilę wzdrygał się z zimna.
Nic z tych rzeczy nie mogło umknąć uwadze Hermiony, która przerywając transmutację tukana w bukiet kwiatów, zdecydowała zapytać Malfoy'a co jest na rzeczy. Zaraz po tym pożałowała, że w ogóle się odezwała.
- Malfoy, co się dzieje? - Spytała troskliwie, szczerze się martwiąc.
Draco w tej samej chwili przeniósł wzrok swych przekrwionych oczu na Gryfonkę oraz wykonał zamaszysty ruch rękoma ku górze, prychając głośno i opryskliwie:
- Może zapytasz kolegi! - Wskazał dłonią na Josh'a, jakby był nic nie wartym robakiem.
Hermiona zerknęła na Lambrena, który także na nią spojrzał przepraszająco.
- Nie możesz mu odpuścić? - Syknęła przez zęby, korzystając z okazji, iż McGonagall objaśniała Neville'owi, że wciąż nieprawidłowo wymawia formułę zaklęcia.
- Granger, twój tukan zesrał się ze śmiechu, na to co właśnie powiedziałaś. - Odpowiedział, gładząc kolorowe pióra ptaka, by zakamuflować ponownie wypełniającą go doszczętnie furię.

- Dobranoc, panie Nott. - Przerwała lekcję nauczycielka, wpatrując się w Teodora odwróconego do boku na kilku książkach.
- Chyba nie słyszał. - Dodał filozoficznie Blaise, patrząc na klapnięte powieki kolegi.
- Słyszał. - Mruknął pod nosem Nott, powolnie podnosząc głowę.
Pansy cichutko zachichotała, a chłopak słysząc ten głos, szelmowsko podniósł kąciki ust.
- To dziś o dwudziestej widzimy się w moim gabinecie, Nott.-Rzuciła dyrektorka, jakby to była banalna rutyna.
Teodor wywrócił teatralnie oczami, z powrotem opadając na twardą okładkę.
- Odprowadźcie ptaki do klatek, proszę i sprzątnijcie to co po nich zostało, a potem usiądźcie na minutę. Mam dla was komunikat.
Uczniowie prędko (z wyjątkiem Ślizgonów) wykonali polecenie nauczycielki, a następnie zasiedli w ławkach, czekając na puentę.
McGonagall odkaszlnęła i poprawiła okulary.
- Słuchajcie, za godzinę, oczywiście jak wszystko pójdzie zgodnie z planem - Westchnęła cicho - do Hogwartu zawita jeden z przedstawicieli Ministerstwa, który pomoże wam obrać dalsze kierunki nauki, czyli w świecie czarodziejów Kursy, które po określonym czasie pozwolą wam zająć się wybraną pracą. Uczniowie, którzy nie są pewnie swojej przyszłości nie muszą się niczym martwić, Celeana Mirande zrobi wszystko co w jej mocy, by znaleźć wasze powołanie... - Urwała, jakby o czymś zapomniała. - Więc nie zachowujcie się jak małpy......Tak, Panno Weasley? Gdzie? W Wielkiej Sali, oczywiście.
McGonagall przewierciła każdego swym piorunującym spojrzeniem.
- Potter, powciągaj tą koszulę, jak ty wyglądasz...Smith, pozapinaj te guziki jak się należy...Panno Patil, proszę coś zrobić z tymi włosami, to nie jest czerwony dywan...Panie Malfoy, zdaje się, że nie wie pan jak wiąże się krawat...Pod szyję. - Dyrektorka zaakcentowała wypowiedź ruchem rąk, tak jakby prawidłowo wiązała niewidzialny krawat, pod szyję. - O tak, niżej te spodnie, Zabini, jeszcze nie wszyscy widzieli twoją dzisiejszą bieliznę. - Patrząc na całą zgraję uczniów, sprawiała wrażenie jakby zaraz miała się rozpłakać.
   Na szczęście w chwilę później, zadzwonił dzwonek i wszyscy opuścili salę, kierując się ku zielarni numer jeden.

Pomimo tego, jak ciężko musieli harować, przesadzając jakieś rośliny, niczym sprowadzone z kosmosu i niemalże tonąc w najwspanialszym nawozie - smoczym łajnie, o godzinie jedenastej, wszyscy siódmoklasiści stawili się pod wrotami Wielkiej Sali, czyści, pachnący i porządnie ubrani. McGonagall miała swoje odchyły, jednak nadal każdy ją szanował i bardzo cenił, podkreślając to takimi akcentami jak te; gdy przychodzi co do czego, potrafią się zgrać i sprawić by dyrektorka nie była zawiedziona, ale dumna. 
Po chwili, pojawiła się Minerwa, z kroczącą koło niej  sześćdziesięcioletnią kobietą, wyglądającą na szalenie miłą.
Radość, wzruszenie, duma i wszystkie uczucia podobne do poprzednich, powodowane przez nieskazitelną poprawność siódmoklasistów, kotłowały się w ciepłym sercu dyrektorki, ogrzewając każdy zakamarek jej ciała.
- Możemy zaczynać, pani Dyrektor? - Zapiszczała Celeana, podnosząc swą opasłą aktówkę oraz poprawiając okulary połówki.
- Ależ tak. - Machnęła lekko różdżką, a drzwi rozwarły się z hukiem, czekając na gości. - Zapraszamy do środka.

- Nazywam się Celeana Mirande i moim dzisiejszym celem jest zagwarantowanie wam, młodym, mądrym czarodziejom, dobrze płatnej pracy, w każdej z możliwych dziedzin. - Poprawianie małych okularków stało się uzależnieniem pani Mirande, robiła to średnio co trzy minuty. - Pewnie większość z was, ma już w głowie swą własną przyszłość, więc pojedziemy sobie sznureczkiem - wskazała ręką na siedzącą z przodu Padmę Patil. - gdzie każdy opowie mi pokrótce co zamierza robić wraz z ukończeniem Hogwartu. Proszę zacznij, młoda damo.
I zaczęło się. A w głowie większości siódmoklasistów pojawiło się pytanie: Czy tak na prawdę wiem, co z moją przyszłością? Teraz siedzieli w bezpiecznych murach Hogwartu, odżywiani do syta każdego dnia, spali w ciepłych łóżkach, a ich jedynym zmartwieniami były prace domowe. Owutemy za pasem, a co po rozdaniu dyplomów?
Opcji i marzeń było wiele. Jedne zdawały się być nierealne i śmieszne, choć inne mogłyby zapewnić interesujące praktyki oraz dobrobyt.

     Nikogo nie zdziwiło to, że Neville chciał zostać nauczycielem zielarstwa, a Potter i Weasley pragnęli oczyszczać świat ze zła, które po śmierci Voldemorta prawie nie istniało, będąc aurorami. Draco był bardzo ciekaw, jakie kierunki niektórzy zamierzają obrać, jednak nie był pewien, czy swój własny chce głośno obwieszczać.
- A pani rozmawiająca z tym uroczym chłopcem - Josh zarumienił się, a Malfoy przewrócił oczami. - kim chciałaby zostać?
Pansy odparła głosem pełnym wyższości, bez odrobiny skruchy:
- Chciałabym pracować w specjalnym magicznym laboratorium, tworzącym najlepsze mikstury do upiększania włosów, ujędrniania ciała - Nott wraz z kilkoma kolegami zagwizdał, ale Parkinson zdawała się nie zwracać na to uwagi. - i poprawiania sztywności paznokci, w Anglii. Chciałabym, żeby na Antysiwiaczu, który pani będzie stosować widniało moje nazwisko. - Dodała pewnie, uśmiechając się sztucznie.

- Ciekawe kim chce zostać Lambren, rok 1898..... Może rycerzem?- Zapytał Blaise Dracona, brechtając się podle. Wszak odpowiedź uzyskał niemal od razu.
- Ja nie dbam o pieniądze - Draco prychnął ironicznie, udając, że wypowiedź Josh'a jest poezją. - one nie są najważniejsze.
- Och, to prawda. - Dodał szeptem Nott, symulując stuprocentową zgodność.
- Marzę - Kontynuował dostojnie Joshua. - aby zostać wspaniałym mężem i przykładnym ojcem.
Po sali rozległo się zgodne, przeciągłe i rozmarzone, dziewczyńskie ' ohhh '. Niektóre z uczennic zaczęły wachlować się rękami. Która by nie chciała mieć takiego partnera?
Pansy szczerze uśmiechnęła się do Josh'a, który nie miał najmniejszego pojęcia, że powiedział coś nietuzinkowego. Hermiona uczyniła to samo co czarnowłosa.
   Trójka naburmuszonych Ślizgonów wydęła zrzędliwie usta i osunęła się na krzesłach. Kolejka zbliżała się do nich, jednak przed tym, głos został udzielony Granger.
- Myślę, że najodpowiedniejszą pracą dla mnie, byłaby posada sekretarki samego ministra. - Rzekła wyrafinowanym tonem.
Przez całej auli potoczyły się szepty. Każdy wiedział, że to nie byle jaka fucha; odpowiedzialność ciągnąca się za tymi obowiązkami była niewiarygodnie wielka.
- panna Hermiona Granger, czy tak? - Celeana zapytała, znając odpowiedź.
Hermiona przytaknęła.

- Mhm. - Kobieta zapisała coś na papierze i kazała kontynuować.
- Nott. - Blaise syknął, szturchając kolegę łokciem.
- A tak... - Nott ożywił się. - My się z Longbottom'em spotkamy, bo zamierzam być najlepszym nauczycielem obrony przed czarną magią jakiego miała ta szkoła.  
Wszyscy wychowankowie Węża zaczęli klaskać i gwizdać, a Teodor wskazał dłońmi na siebie, zachęcając do wysławiania go.
Kiedy wrzawa opadła, Blaise podzielił się swoimi planami na przyszłość, które leżały w tej samej branży, co wymarzona praca zawodowego gracza Quidditch'a, którym chciała być Ginny, tylko że chłopak zamierzał być trenerem takowej drużyny.
- A Ty, młody człowieku? - Staruszka spytała nalegająco.
Draco przełknął głośno ślinę, a na sali zaległa głucha cisza. Kto nie chciałby wiedzieć, kim chce zostać słynny Malfoy?
- Chciałbym zostać uzdrowicielem.

***


- Nie powinieneś się uczyć, Draco? Medycyna to poważny kierunek. - Blaise drażnił się z przyjacielem, siedząc na kanapie z nogami w górze.
Ale Draco tylko uśmiechnął się pogardliwie.
- Muffinka? - Spytał, na pozór uprzejmie, rzucając w Diabła babeczką ze stołu. - Pomoże ci w utrzymaniu kondycji trenera.
Zabini wydął usta i zmrużył oczy.
- Wygrałeś. - Przyznał obojętnie, wzruszając ramionami. Rozwinął papierek okrywający ciasteczko. - A swoją drogą...... - Zaczął Blaise z pełną buzią.
- Słuchaj Blaise, mam tu sprawę do załatwienia dopóki nikogo nie ma. - Przerwał łagodnie Draco, rzucając się na kanapę obok Diabła, który obrzucił go badawczym spojrzeniem, głośno przeżuwając ciasto. - Muszę z kimś pogadać, nie mam sił dłużej tego tłumić. Muszę to wyznać, zanim będzie za późno, Blasie. - Dodał wyrafinowanym tonem, symulując opanowanie, udając że czyta książkę. Zdecydowanie udawał - okładka była do góry nogami.
 Po chwili kontemplowania, zabrawszy pod uwagę, nienaturalny spokój Dracona, i jego poddenerwowanie, Zabini wstał i poklepał go plecach.
- Przypilnuję Lambrena, żeby tu nie przylazł. - Mruknął pokrzepiająco.  


----------------

No i jestem!
Pomimo kary i tak dalej i tak dalej, udało się!
Co do rozdziału: muszę powiedzieć, że go lubię. Pewnie zastanawiacie się, cóż takiego Draco chce wyznać Hermionie (hihi) 
Muszę przyznać, że z początku nie przykuwałam swojej uwagi do postaci Nott'a, jednak od niedawna stał się jednym z moich ulubionych bohaterów w tym opowiadaniu:3
A Wy co sądzicie o rozdziale? Wywołał uśmiech na Waszych twarzach? Bo taki był zamiar.
Sądzę, że wielu z Was nienawidzi Josh'a, czyż nie? Jednak muszę powiedzieć, że Josh jest w mojej paczce ulubionych postaci, choć do teraz sprawia wrażenie upierdliwej muchy:)

UWAGA! WAŻNE:

Nigdy nie popuszczę z komentarzami, bo wiecie o tym, iż stać Was na więcej, dlatego można powiedzieć, że ściągnęłam pomysł od jednej z blogerek Venetti i od teraz osoby, które chcą otrzymać w przyszłości fragment pdf mówiący o scenie łóżkowej Dramione (tak, tak, ona nadejdzie;)) oprócz klasycznego komentarza zawierającego opinię, umieszczają tam swój adres mailowy, na który wyślę ową część. ( Data będzie taka sama jak dzień publikacji rozdziału)

A TAKŻE:

Moja genialna przyjaciółka wpadła na ciekawy pomysł: Nieważne ile rzekomo jest wejść na rozdział, bo one mogą być no wiecie, puste i ludzie mogą nawet tej notki nie przeczytać, dlatego gdybyście mogli nawet Wy, moi anonimowy czytelnicy, po przeczytaniu rozdziału napisać chociaż " przeczytałam/em, byłam/em tu, podobało mi się/nie podobało mi się" czy coś, żebym wiedziała ilu Was jest tak na prawdę! To nie musi być długie i rozbudowane.
Myślę, że to nie jest dla Was wiele, a dla mnie to ogromny uśmiech od ucha do ucha, więc nieważne czy pragniesz pdf, czy też nie, proszę zostaw po sobie chociaż ten najkrótszy ślad, wspomniany wcześniej!:)

*Następny rozdział najpewniej 30.05.2014 godzina 19:00. W razie pytań zapraszam na Aska.

Mam nadzieję, że daliście radę to wszystko przeczytać i do zobaczenia, kochani - Wasza MoonSeer c: