piątek, 7 marca 2014

18. ODROBINA PRZECIWNEGO ŚWIATA

I znowu kilka słów na początku: tak jak w rozdziale piętnastym, gdy zobaczycie ♫, kliknijcie w to proszę a gdy muzyka poleci, czytać zacznijcie gdy DOPIERO ZACZNIE SIĘ ŚPIEW ( to ważne ) i słuchajcie uważnie tekstu! A teraz do czytania:)

Kłótnia trwała długie minuty.
 Nie, raczej wrzaski Ginny, które Harry cały czas próbował stonować trwały długie minuty.
- Dość. Nie zrobiłem nic co mogłoby zagrozić temu związkowi Ginny. - Oznajmił siląc się na spokojny ton, jednak sam zaczynał być podminowany. 
Powoli podniósł rękę by pogładzić jej rude włosy, ale ta w mgnieniu oka odchyliła się.
- Ślepy jesteś? Zdradziłeś! Tylko zdradziłeś, nic więcej! - Ryknęła z sarkazmem, gestykulując przy tym żywo. 
Harry przymrużył oczy, a wtedy już cały Pokój Wspólny Gryffindoru zwrócił się w stronę warczącej na siebie pary, pozostawiając niedokończone wypracowania i lektury, dla kreującej się szopki.
- Przeprosiłem ją z honorem, który nie u wszystkich występuje.
- Oho! Sugerujesz, że to ja nie mam honoru?! 
Ginny poczerwieniała ze złości rzucając swe piorunujące spojrzenie okrągłym szkiełkom stojącego na przeciw jej chłopaka.
- Nie, nie to miałem na myśli... W ogóle od kiedy słuchasz jakiś bezsensownych plotek na mój temat, które krążą po tym zamku od mojego pierwszego pobytu? - Harry spojrzał na nią z konsternacją, mając w tej chwili głęboko w nosie siedzących wokół nich Gryfonów.
Czy Ruda na prawdę musiała mówić dlaczego przejmuje się każdym słowem o Potterze? Przez tyle czasu nie zajarzył, że kocha go na zabój?
- Muszę mówić...?
- Wystarczy! Nie zniosę tego dłużej! - Pomiędzy nimi stanął ożywiony Ron. - Przestańcie sobie skakać do gardeł, nic dobrego z tego nie będzie. Odpuść, siostra. - Zwrócił się do młodszej Gryfonki, gdy za nimi rozległ się cichy pomruk:
- Kocham cię, ale nie potrafisz dać mi swobody, o której marzę każdej nocy. Nie mogę tak tego ciągnąć, Ginny.


* * *

 Draco siedział wraz z Blaise'm na płytkach korytarza na piątym piętrze, opierając się o mur i brzdąkając przy tym jakąś wymyśloną melodię na gitarze.
Blondyn uwielbiał muzykę, ale prawie nigdy nie miał na nią czasu. Instrument głównie spędzał czas w swoim futerale pod łóżkiem, osiadając kurzem.
Ale teraz siedział tu i wydobywał dźwięki, czując jak się odpręża. Cisza na korytarzach podczas kolacji była niezwykle kojąca, a dwaj Ślizgoni siedząc z wyciągniętymi nogami, przez chwilę delektowali się milczeniem i utworem Malfoy'a roznoszącym się po całym piętrze.
Ale ta chwila nie miała trwać wiecznie, w końcu Blaise się odezwał:
- To chyba nie poszło w tym kierunku co miało, co nie?
- To zależy o co ci chodzi. - Odparł swobodnie Malfoy, dociskając palcami gryf, nie zaszczycając przyjaciela spojrzeniem.
- Ten cały zakład... - Odpowiedział niepewnie, jakby się bał reakcji chłopaka, jednak utrzymywał luźny ton, wpatrzywszy się w krańce swych butów.
Draco uśmiechnął się pod nosem nie przerywając serenady.
- Biedna Emma... Dowie się, że została zdobyta przez pomoc poradnika... - Zadrwił, udając rozczulający ton po czym mocniej uderzył w struny.

Hermiona będąc w bibliotece w porze kolacji, dostała Patronusa wraz z wiadomością. W pierwszej chwili myślała, że to Harry ma do niej sprawę, ale gdy Jeleń podreptał bliżej i odezwał się, od razu poznała głos Emmy.
Ze słów zwierzęcia dowiedziała się, że McGonagall z Wielkiej Sali prosi ją by zawitała w jej gabinecie na czwartym piętrze za kilkanaście minut. Biorąc pod uwagę, jak daleko dziewczyna znajdowała się od wyznaczonego miejsca, szybko zerwała się na nogi i popędziła przez bibliotekę robiąc niemały huk, który natychmiast rozwścieczył Panią Pince.
Leciała najszybciej jak mogła, próbując obrać najszybszą drogę a ważąca sto ton torba, podskakiwała jak na trampolinie przez co ręka Gryfonki sprawiała wrażenie jakby miała zaraz odpaść z bólu. Ale ona się nie poddawała. Punktualność u Dyrektorki była ważniejsza. 
Włosy latały na wszystkie strony przysłaniając jej widok, a gdy w końcu nie mogła znieść jednego niesfornego loka, odgarnęła go szybkim ruchem palców i stanęła jak wryta.
Nic nie mogło być po jej myśli.
- Irytku, proszę przepuść mnie! Mam ważną sprawę u Dyrektor McGonagall! - Zagrzmiała Hermiona stukając w swoją odznakę Prefekta.
- Ten korytarz jest dziś niedostępny, mała Ząbolicho! - Zaćwierkał Poltergeist kręcąc w powietrzu akrobacje, pokazując przy tym język.
Hermiona przymrużyła oczy, widząc za duchem pełno, ale na prawdę pełno kryształków soli. Przeniosła niepewnie wzrok na toalety.
Irytek od razu zauważył domysł Gryfonki.
- Dobrze kombinujesz, zaraz będziemy mieli tutaj Morze Martwe!*
Oczy Hermiony nie miały wyrazu.
 Spojrzała na schody prowadzące na piąte piętro. To była jedyna droga, aczkolwiek o wiele dłuższa.
- Niech cię diabli, Irycie! - Warknęła, gdy drzwi wyleciały z zawiasów a za nimi fala zimnej wody spłukującej ogromną ilość soli rozrzuconej na posadzce. Następnie z cichym piskiem poleciała schodami w dół ku piętru numer pięć, będąc goniona przez strumień, którym dowodził uparty duch.
Po kilku chwilach biegu, wodospad dosięgnął butów Gryfonki, następnie zalewając je do kostek. Małe korki u podeszwy stukały nerwowo o płytki walcząc by nie zagwarantować właścicielce mocnego upadku. 
Hermiona już miała wchodzić za róg piątego pietra ze spokojem, ponieważ Irytek widocznie dał sobie spokój, gdy właśnie usłyszała delikatne dźwięki gitary klasycznej. Wychyliła powolnie głowę by zobaczyć kto uderza w struny, ale gdy tylko ujrzała platynowy nieład na głowie, cofnęła się z hukiem uderzając plecami o zimną ścianę oddychając przy tym nierówno. 
Wiedziała, że to nie w jej stylu podsłuchiwać, ale teraz czuła że musi to zrobić, jakby coś ją do tego zmuszało. 
Zatem stanęła  za zaczarowaną zbroją nasłuchując uważnie.

- Czujesz coś? - Draco zaciągnął powoli nosem. - To zapach twojej nędznej porażki, Diable. - Odparł złośliwie widząc jak przyjaciel z całej siły próbuje poczuć jakiś zapach. Nie czekając na odpowiedź Blaise'a zagrał kilka chwytów jeden po drugim uśmiechając się przy tym i zamykając oczy z muzycznej rozkoszy.
Hermiona w tej chwili uczyniła to samo, wyobrażając sobie długie, zimne palce Ślizgona pomiędzy strunami.
- Nie żartuj se. Jakoś nie zauważyłem wielkiego bukietu róż w Wielkiej Sali, Granger bujającej w obłokach...
- Granger twardo stąpa po ziemi. - Przerwał zdziwiony Malfoy.
- ... Siedzenia razem przy stole oraz czegokolwiek co mogłoby wskazywać na moją przegraną!

- O co tu do cholery chodzi! - Mruknęła cicho Hermiona zza srebrnej zbroi.
Blondyn uśmiechnął się sztucznie.
- Pocałowałeś ją chociaż raz? - Diabeł nie ustępował.
- To co ja zrobiłem, pozostawię sobie. - Odparł szorstko.
Draco już od dłuższej chwili miał wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Ktoś, kogo nie powinno tutaj być.

Blaise dokładnie wiedział kiedy jego przyjaciel coś ukrywał, dlatego też wystarczyło jedno spojrzenie w stronę gitarzysty, by połapać się w tym co go trapi. Diabeł nie sądził że kiedykolwiek coś takiego powie, ale i tak się uśmiechnął:
- Dracoś zakochał się w małej Hermionie Granger!
Ślizgon szarpnął energicznie za struny przez co zamiast wspaniałego melancholijnego akordu, wydobył się potworny zgrzyt. Jego głowa była zwrócona w bok, a na twarzy malował się grymas.
Hermionę chłostały dreszcze. Nie była pewna czy z powodu zimnej wody, czy ze słów wypowiedzianych przez Blaise'a.
Oddychając płytko, poczuła jak jej dłonie zwilża ciepły pot, a stopy mimowolnie przeskakują z jednej na drugą.
I w końcu, w tej samej chwili co Draco otworzył usta by potwierdzić, czy też definitywnie zaprzeczyć, rozległ się huk, który zwiastował powracającego do zabawy Irytka, wyprowadzającego wodę z toalety dziewcząt, która w mgnieniu oka pełzła w stronę Hermiony.
Ta nim się obejrzała, fala na nowo zalała jej kostki, a próbując jakkolwiek zareagować, byle tylko usłyszeć małą cząstkę wyznania Dracona, podeszła krok bliżej, ale jej mały korek napotkał śliską przeszkodę w postaci dolnej części zbroi, a zdezorientowana Gryfonka runęła z echem do tyłu w kolejny strumień lodowatej wody. Plask Hermiony rozniósł się po korytarzu błyskawicznie, ale ona dalej na wpół leżała w powoli zalewającej ją fali, trawiąc jeszcze raz ostatnie usłyszane słowa.
Dla zakładu.
Powiedział Dla zakładu.
Serce dziewczyny zostało przebite tępym ostrzem dającym dwa razy więcej cierpienia niż te nowo naostrzone, które nie tylko zostawiło jedną głęboką ranę, ale nacinało kolejne, mniejsze z każdym wypowiedzianym w myślach słowem Zakład.
A ostrze trzymał nie kto inny tylko Draco Malfoy.
Chłopak, któremu zaufała bardziej niż komukolwiek innemu.
Chłopak, któremu oddała swe serce by biło dla niego.
Chłopak, którego pokochała takim jakim był.
Chłopak, który złamał serce niewinnej dziewczynie.

Z jej włosów skapywały zimne strużki wody, a z oczu potoczyły się wyścigi łez. I tych z żalu połączonego z nadchodzącą tęsknotą, i razem z tymi ze złości na samą siebie.
Po otarciu potoku łez, zorientowała się że musi już tak leżeć z trzy sekundy, a to szmat czasu, biorąc pod uwagę że lada moment zza rogu może ujrzeć zdradliwego blondyna.
Wstała czym prędzej, brodząc ostrożnie w powodzi by następnie pobiec do Ginny. Wtedy nie obchodziło ją już wezwanie McGonagall.
Zarzuciła swymi mokrymi lokami i przeciwstawiając się żywiołowi, popędziła tracąc wiarę w całe swoje uczucia. 

- Dracoś zakochał się w małej Hermionie Granger!
Ślizgon szarpnął energicznie za struny przez co zamiast wspaniałego melancholijnego akordu, wydobył się potworny zgrzyt. Jego głowa była zwrócona w bok, a na twarzy malował się grymas.
- Cholernie się tego boję. Cały czas staram się od tego czmychnąć, a moją jedyną pieprzoną wymówką w głowie jest to, że robię to wszystko dla zakładu! - Przerwał mu głośny plusk, jakby kamień wrzucony z impetem do jeziora.
Błyskawicznie skierował swój wzrok w kierunku zdarzenia, świdrując oczami.
- Co to było? - Zapytał ciekawy Blaise, ale w odpowiedzi uzyskał tylko szybki gest ręki przyjaciela by za nim podążał, oraz ewidentny dźwięk stuku korków o posadzkę oddalający się z każdym krokiem.
Draco trzymając w jednej ręce gitarę podbiegł wychylając się za róg gdzie od razu powitała go fala zimnej wody, która teraz ruszyła ku reszcie piątego piętra.
Sekundę później dołączył do niego Blaise. Stali w niepewnej ciszy wpatrując się w cały czas napływającą wodę, gdy nagle na dnie utworzonego strumienia coś błysnęło.
Malfoy brodził w tym radosnym wodospadzie czując jak woda zalewa mu nogawki spodni, a następnie ukląkł przed znaleziskiem oraz wsunął palce pod taflę strumyka.
- Ja pierdole. - Burknął wyciągając ociekającą wodą, lwią spinkę Hermiony.



* * *

Dni szkolne i weekendy mijały kreując prawdziwą wiosenną pogodę.
Hermiona codziennie wstawała z tym samym, godnym pożałowania wyrazem twarzy. Ale na szczęście po wyjściu z łazienki, zawsze wyglądała o stokroć lepiej niż przed wejściem. Jednakże, jej serce cały czas biło wraz z wbitym w nie sztyletem, które szczególnie piekło gdy widziała Malfoy'a.
Siedziała właśnie na łóżku z Ginny, słuchając ciągłych obelg kierowanych pod adresem Ślizgona.
- Nie cierpię mieć racji, Miona. - Zamruczała pod nosem Ruda wstając z pościeli. Podeszła do planu zajęć by zobaczyć czy będzie miała czas na swój prywatny trening Quidditcha z Ronem, gdy do okna zapukała poczta.
Brązowowłosa niechętnie sturlała się z łóżka, a następnie poczłapała w kierunku szyby. Ale gdy tylko ujrzała co stoi na parapecie po drugiej stronie, stanęła w pół kroku wpatrując się z nienawiścią w Bovema.
Ginny zaczęła tracić cierpliwość do ciągłego stukania o szkło, w sumie wszystko ją denerwowało po zerwaniu, zatem rzuciła plan lekcji na stół i odwróciła się z prędkością światła.
- Co te cholerne ptaszysko... - Urwała widząc dobrze jej znane plamy na piórach. - Nie wpuszczaj go tu! - Ryknęła podbiegając, ale Hermiona nie posłuchała i powolnie uchyliła drzwiczki.
Po podaniu sowie wody i przysmaków, wzięła od niej paczuszkę, a Ginny dalej krzyczała, że ten ptak jedyne co mógłby dostać do przekąszenia to badyl.

Nie minęło kilka chwila, a Bovem leniwie wyleciał, natomiast Miona usiadła na stołku niechętnie otwierając pakunek.
Po odsunięciu wieczka zapłakała rzewnie chowając twarz w dłoniach.
Jej spinka, która najwyraźniej musiała spaść na piątym piętrze podczas powodzi.
Nagle, dosłownie momentalnie poczuła do niej obrzydzenie. Podniosła zaczerwienione oczy i bąknęła do siebie wyprostowawszy się:
- Nigdy więcej.
Po czym wrzuciła drogocenną biżuterię do śmietnika i wyszła z dormitorium bez żadnego pożegnania, nadal pociągając nosem.
Ginny ujrzawszy, zdobycz w koszu zrobiła wielkie oczy.
 Wiedziała, że Hermiona będzie tego żałować dlatego uznała, że wyciągnie spinkę z buchty papierów i schowa do jednej z półek przyjaciółki, ale to wieczorem.
Gdy nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi sypialni.
A tylko jedna osoba jaką Ruda znała, zawsze dobijała się do drzwi bez używania dzwonka.


- Panno Granger cieszę się że znalazła pani czas na spotkanie ze mną jeszcze przed lekcjami... - Hermiona wdzięcznie skinęła głową. - A teraz do rzeczy; Nasz nowy nauczyciel od mugoloznawstwa zaproponował, byśmy urządzili tu w Hogwarcie, Stumetek. - Oznajmiła dumnie, a Gryfonka uśmiechnęła się słabo.
- Studniówkę, pani Profesor. - Poprawiła.
- Tak, tak. Tyle że ja aktualnie nie mam czasu na wywieszanie w każdym pokoju Wspólnym informacji. Czy byłaby pani w stanie to skonstruować gdy podam pani najważniejsze punkty? Chodzi o próby poloneza i tak dalej...
Hermiona znów skinęła głową.
- dziękuję panno Granger, ale teraz powiedz mi moje dziecko, czy coś cię trapi? - jej przenikliwe spojrzenie przypominało teraz jedno z tych charakterystycznych spojrzeń Dumbledore'a.
- Nic. - Odparła na wymuszonym uśmiechu po czym wymaszerowała z gabinetu.

***

- Gdzie Granger? - Zapytał ostro Draco Malfoy wchodząc do dormitorium dziewczyn bez pozwolenia.
Ginny stała osłupiała, zatrzasnąwszy drzwi. Nie jego się spodziewała.
- Jakim cudem się tu dostałeś, bydlaku?- Warknęła mierząc go wzrokiem, na co Draco uśmiechnął się pod nosem rozkładając ręce na boki.
- Spójrz na mnie i sobie odpowiedz. - Jedna z rąk powędrowała w kierunku jego włosów, a z drugą dłonią w kieszeni spodni odwrócił się na pięcie a następnie zajrzał do łazienki.
- Gdzie Granger? - Ponownie postawił pytanie wyściubiając nos z toalety.
Ruda nie ruszała się z miejsca tylko ujęła klamkę i rozwarła drzwi na oścież, sycząc:
- Wyjdź.
- Zamknij te drzwi bo zimno leci i powiedz mi gdzie jest Granger!... Jeszcze raz będę musiał to powiedzieć a wyjdę z siebie. - Burknął chcąc zatrzasnąć wejście, ale Gryfonka złapała je obydwiema rękoma.
- To już lepiej wyjdź stąd, niż z siebie.
Draco przewrócił teatralnie oczyma dając za wygraną, niespodziewanie puściwszy drzwi.
- Czy byłabyś taka uprzejma i powiedziałabyś mi, gdzie aktualnie znajduje się Granger? - Spytał natarczywie.
Ginny zaśmiała się tryumfująco.
- Nie wiem. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą widząc jak chłopak już gotuje się do opuszczenia dormitorium.
Pruł przez cały pokój, lecz przy końcu się zatrzymał.
Ruda po raz pierwszy w życiu zobaczyła taki wyraz twarzy u Malfoya. Aż na moment zmiękło jej serce.
Draco zwiesił głowę i wśród sterty pergaminów w koszu ujrzał jego złoty podarunek.
Serce mu się ścisnęło. Miał ochotę stać i patrzeć na to jak bardzo zranił Gryfonkę, że aż wyrzuciła jego prezent który podobał jej się niewiarygodnie. Twarz Ślizgona przybrała wyraz zbitego psa zmieszanego z obojętnością ale w środku toczył się harmider.
Nie pytając już o nic ruszył ku spiralnym schodom nie patrząc w stronę dziewczyny, która wręcz przeciwnie; odprowadzała go wzrokiem podziwu.
Ruda widząc jaj Draco zareagował na spinkę w śmietniku, uznała że coś w tym wszystkim nie gra. Nie zastanowiwszy się nad niczym, podbiegła do kosza by wygrzebać spośród sterty papierów drogocenny drobiazg.
- Malfoy, czekaj! - Krzyknęła za nim, a jego twarz powoli wynurzyła się zza skrętu.
- Masz, spróbuj jeszcze raz. - Uśmiechnęła się łobuzersko, po raz pierwszy w jego stronę, a on to odwzajemnił chwyciwszy biżuterię.
Ginny znała się na chłopakach, i to na ocenę bardzo dobrą, a widząc zachowanie Ślizgona, które dla innych mogłoby się wydawać zagadkowe, uznała że coś związanego z jej przyjaciółką niemiłosiernie ciąży mu na sercu; ewidentnie chce to zmienić. Widziała to w jego spojrzeniu, więc dlaczego nie mogła na chwilę zmienić swoich relacji ze Ślizgonami dla dobra Hermiony?
Taką miała nadzieję, że dla dobra.

***

Równo z wywieszeniem informacji o studniówce, Hogwart jakby odzyskał werwę.
Zaczął się kolejny sezon na zapraszanie osób na nadchodzący bal co mogło gwarantować nowe kreujące się pary.

Pansy nie była zadowolona z powodu zerwania Harry'ego. Jednakże, obydwoje uznali że lepiej będzie jak nie będą się spieszyć ze swoją nowo naprawioną znajomością, a na bal pójdą albo sami albo z przyjaciółmi.
A tak na prawdę to był to pomysł Pansy, którego Potter nie uznawał w swojej głowie, ale by uszczęśliwić tym Ślizgonkę zgodził się na taką propozycję.
Pansy widząc jego minę dezaprobaty, podeszła bliżej i ucałowała go w policzek szepcząc:
- Przetańczymy razem całą noc.
A Harry od razu się uśmiechnął, aczkolwiek nie mógł zrozumieć jej idei.
- Dziewczyny..... - Jęknął odprowadzając wzrokiem odchodzącą dziewczynę.


- Oczywiście, że pójdę z tobą na ten bal, moja mała Pansy.-Odpowiedział Draco uśmiechając się słabo w stronę swojej najlepszej przyjaciółki, ciesząc się odrobinę, że choć jednej kobiecie w swym życiu może dostarczyć odrobinę szczęścia.
Z całego serca chciał zaprosić na studniówkę Granger, ale nie musiał być Einsteinem, by zakumać że skoro Hermiona nie chce zaszczycić go nawet przelotnym spojrzeniem, by zobaczyć jak on cierpi, nie pozwoli na chociażby krótką wymianę zdań. A nawet gdy Draco już opuszczał swe towarzystwo by powiedzieć coś do niej, a najlepiej to co nie pozwala mu zasnąć każdej nocy, ta znikała w chwili jednego mrugnięcia oka jakby rozpływała się w powietrzu. Jeżeli Gryfonka nie chciała mieć z kimś jakiejkolwiek styczności, wtapiała się w otoczenie jak kameleon.

                                                                                         ***

I w końcu nadszedł piątek, ostatni dzień przed wyczekiwaną studniówką. Ciągle próby poloneza miały się opłacić, a ci najbardziej sprytni uczniowie już obmyślali jak niepostrzeżenie wnieść na salę alkohol by pomóc reszcie się zabawić. A pomysł podsunęli siódmoklasiści z mugolskich rodzin, którzy o takich przekrętach nastolatków wiedzieli od małego, co reszta młodych czarodziei zamierzała wykorzystać w stu procentach. Kilka dziewcząt z młodszych lat, w tym Emma, skakały z radości przez zaproszenie od starszych chłopaków.
Pewnie zastanawiacie się jakim cudem kapryśna Gryfonka została zaproszona na czarodziejską studniówkę, skoro niedawno była skłócona z jedynym chłopakiem który mógłby to jej zaproponować z uzyskując szybkie potwierdzenie.
Nie sposób pominąć cechy Emmy McKiney, którą jest brak możliwości długiego czasu złości. Zwłaszcza teraz, gdy osądziła Diabła o coś czego wcale nie zrobił.
Kiedy tylko prawda wyszła na jaw, pobiegła ze szlochem do Ślizgona przepraszając go z całego serca.
Na prawdę nie chciała go stracić.
A bezgranicznie zauroczony Blaise, powitał ją rozpiętymi ramionami chichocząc.
On nawet przez chwilę nie był zdenerwowany czy obrażony - nie miał o co.
Więc nie minęło popołudnie, a Diabeł miał już swoją wymarzoną partnerkę na parkiet.


Kończyła się właśnie ostatnia popołudniowa lekcja Gryfonów i Ślizgonów - eliksiry.  Ale oprócz tego, dziś o pół nocy czekała na nich Wieża Astronomiczna wraz z Krukonami oraz obserwacja wszelkich ciał niebieskich o pełni księżyca. 

Wiele osób uznało że niezłym pomysłem byłoby przespanie się przed nocną lekcją , ale po dotknięciu głową miękkiej poduszki każdy wyśmiał swój pierwotny pomysł;  nie da się iść spokojnie spać wiedząc że za mniej więcej 24 godziny będą mieli ostatnią zabawę w Hogwarcie. 
Ta informacja napawała radością i podnieceniem ale jednocześnie przynosiła ból i smutek każdemu tegorocznemu absolwentowi z myślą że to ostatnia taka noc w tym miejscu. W miejscu zwanym przez nich domem, w którym każdy zawarł szczerą przyjaźń a niektórzy nawet miłość.  Za kilka miesięcy ich drogi się rozejdą a oni wkroczą w prawdziwy świat gotowi zakładać rodziny.  U wrażliwszych wywoływało to łezkę po grubszym przemyśleniu siedząc na łóżku próbując zasnąć choć ma godzinkę przed zajęciami z panią Sinistrą.

Był późny wieczór.
Hermiona siedziała właśnie na wytartym fotelu w pokoju wspólnym Gryffindoru rozmawiając z Ginny. 
- Herm, nie masz jeszcze partnera na jutro!  Jak ty chcesz się tam pokazać!? - Zapiała Ruda łapiąc się za głowę po prostym dodaniu dwa do dwóch. 
Nie chcę.  Hermiona odpowiedziała w głowie postawiwszy sobie w głowie wizerunek Draco.  Jednakże widząc pytający wzrok Ginny, oznajmiła od niechcenia:
- Obojętne mi to, Ginny. 
Jeszcze nigdy nie sądziła że jej ostatni bal w tej szkole jest obojętny, ale co tu ukrywać;  bez uśmiechu Malfoy'a u boku nie chciała się tam pokazywać.  Tak samo samo jak nie chciała i nie pozwalała zamienić z nim słowa. 
Przecież to wszystko się wyklucza! - Jęknęła w myślach gdy Neville zawołał, że jest już pół do dwunastej, na co wszyscy wstali z siedzeń i zaczęli się przygotowywać.
Kilkanaście pięter niżej Ślizgoni także szykowali się do wyjścia.

                                                                                     ***

Po długich wstępach Pani Sinistry, uczniowie w końcu mogli zająć się astronomiczną pracą.
          Nauczycielka chodziła między uczniami, naprawiając usterki w teleskopach oraz pomagając w kreśleniu różnych okręgów i znaków na mapach nieba.
Na dzisiejszej lekcji uczniowie musieli biegać po całej wieży, ponieważ powierzono zadanie dla ciał niebieskich, które znajdują się po każdej stronie świata, więc czasami wyglądało to jak przebiegające stado bizonów.
Draco jako jeden z nielicznych obijał się na lekcji; nie miał głowy to takich bzdetów. A gdy przechodziła koło niego Sinistra która uznała, że chce sprawdzić jego mapę, ten obojętnie chwyciwszy swą kartkę i podawszy nauczycielce, która po chwili mu ją oddała wypowiedziawszy z podziwem formułkę dodającą Slytherinowi dziesięć punktów. Zdziwiony przejął kartę, przyglądając się wszystkim dopracowanym szczegółom.
Uzupełniona praca, bez żadnego błędu, jakiegokolwiek.
Malfoy zmarszczył lekko brwi, gdy pomyślał nad jedynym rozwiązaniem zagadki tajemniczo uzupełnionego zadania którego w ogóle nie dotknął.
♫ Niepewnie podniósł wzrok na drugi koniec wieży, gdzie stała wyprostowana Hermiona... Trzymająca w jednej dłoni opuszczoną ku dołowi różdżkę, a w drugiej jej własną mapę niebios.
 Draco wpatrywał się w nią starając jak najrzadziej mrugać, a Hermiona to teraz odwzajemniała. To było ich pierwsze spojrzenie od czasów powodzi na piątym piętrze, od tego czasu już go tym nie zaszczycała.
Ale teraz ich spojrzenia krzyżowały się przez długie sekundy przedzierając się przez ciągły ruch uczniów. To było jakby Ziemia wraz z całym Układem Słonecznym kręciła się teraz wokół tej dwójki.
Żadne z nich się nie uśmiechało, Draco czuł ogromną gulę w gardle oraz jak jego serce ponownie krwawi, a w jego pełnych wyrazu oczach było widać okropny żal i przygnębienie. Jakby tym spojrzeniem chciał odpokutować swoje winy. Natomiast Hermiona stojąc wydawała się niezwykle krucha i delikatna. Jej oczy już od dłuższego czasu przybierały wyraz rozpaczy, którą teraz dzięki temu spojrzeniu przekazywała chłopakowi z drugiego końca wieży.
Ich przyjaciele kręcili się cały czas, ale oni byli skupieni tylko na sobie. Jakby po tak długim czasie wzajemnej izolacji, po jednym zetknięciu się wzrokiem nie mogli go w żaden sposób oderwać, przelewając wszystkie gromadzące się w środku uczucia, w jednym skrzyżowaniu źrenic.
Ich twarze oświetlał księżyc nadając włosom Ślizgona jeszcze większego blasku niż dotychczas, a kolor skóry Hermiony przestał być matowy, ale przybrał żywszy odcień jakby nawet przy jednym spojrzeniu mieli odżyć swe pierwotne cierpienie.
Nie wiem czy to trwało pół minuty, czy tych minut trzy, ale dla nich to była wieczność.
Nagle Draco postawił wszystko na jedną kartę chcąc podejść do Gryfonki teraz, w tej chwili. Nie mógł znieść już dłużej tego cholernego ukłucia w klatce piersiowej na widok jej zbolałych oczu. Chciał znowu zobaczyć na jej ustach uśmiech. Chciał by wtuliła się w jego ciepłe ramiona i nigdy nie puszczała. Chciał znowu poczuć smak jej słodkich ust na swoich.
Nie spuszczając wzroku z Gryfonki, odłożył mapę niebios obok teleskopu Blaise'a, co ten skwitował przedziwnym spojrzeniem ujrzawszy uzupełniony w każdym miejscu schemat nocnego nieba, oraz pośpiesznie ruszył w kierunku przeciwległego końca, ale w pół kroku przebiegła przed nim grupka wymieszanych ze sobą Gryfonów, Ślizgonów i Krukonów uniemożliwiając mu na cenną sekundę przejście. Gdy tylko zniknęli z zasięgu wzroku, Draco chciał pójść dalej, ale stanowisko Hermiony było puste.
Jęknął bezradnie przejeżdżając dłonią po twarzy.
Chwila nieuwagi i zniknęła mu z oczu, a poszukiwanie jej w stadzie uczniów z trzech domów, to jak szukanie igły w stogu siana.
Popatrzył jeszcze na tłum ludzi, po czum powolnie i cicho westchnął odwróciwszy się by niechętnie powrócić do swego stanowiska.
* * *

Hermiona  całą sobą próbowała uwierzyć, że coś musi nie grać w tym całym zakładzie, w zachowaniu Draco... Całym sercem w to chciała wierzyć ale wszystkie dane na to wskazywały.
Z kolei w jego smutnych, przejmujących ale nadal urzekających oczach ujrzała coś więcej niż smutek. Nie umiała tylko na razie tego określić odpowiednim słowem. Jednak głowiła się nad nim całą drogę do Wieży Gryffindoru.        Ale w dzień Studniówki dalej nie miała partnera, a krocząca obok niej Ruda jakby czytała w jej myślach:
- Zaproś kogoś, ja zaprosiłam Dean'a i z chęcią się zgodził... Pora obalić te stereotypy że chłopacy zapraszają na zabawy, bo jak wiadomo przychodzą w ostatniej chwili jak jakieś... Ups, wybacz Miona. - Dodała widząc minę przyjaciółki.
Wchodziły właśnie do Pokoju Wspólnego gdy Ginny szepnęła optymistycznie przechodząc przez dziurę w portrecie:
- A może spróbuj zaprosić Rona? Chciał raz z tobą pójść, może teraz też chce. Na pewno... Spójrz na niego.
Hermiona nie wiedziała o co chodzi przyjaciółce; jej brat wyglądał normalnie, a nawet dobrze.

Zastanowiwszy się moment, podjęła decyzję.
Jeżeli chcą zacieśnić więzy z Rudzielcem, to jest jedyna możliwość.
Wiedziała, że towarzyszący Ron nie jest w żadnym stopniu towarzyszącym Malfoyem, który także wybiera się z przyjaciółką (co zdecydowanie ją uspokoiło), ale nadal był kimś ważnym w jej życiu. Nie bacząc na to jak ją zranił.
Nie patrząc w stronę Ginny, odparła uśmiechając się wymuszenie:
- Chyba masz rację. - Po czym ruszyła dość powoli i niechętnie w kierunku byłego chłopaka.

- Ron...? - Zaczęła by zwrócić  uwagę Rudzielca przekładającego stos ksiąg.
- Hmm? - Odpowiedział wesoło.
Gryfonka na chwilę się zawahała, ale po spojrzeniu na radość chłopaka której tak dawno u niego nie widziała, przezwyciężyła swą niepewność kończąc chwiejnie:
- Ja wiem, że... To znaczy gdybyś tylko chciał, ale czy może chciałbyś wybrać się ze mną na tę studniówkę?- Nie uśmiechała się. Z jej twarzy nic nie można było wyczytać.
Ron jeszcze przed sekundą uśmiechał się swym promiennym uśmiechem, ale teraz owa ozdoba spełzła mu z twarzy oddając miejsce kamiennej minie. 
Następnie prychnął okrążając biurko by usiąść za nim i skończyć przed spaniem mapę niebios. Usiadłszy na trzeszczące krzesło, podniósł wzrok na Hermionę oraz fuknął próbując udawać jędzowaty ton dziewczyny w okresie dojrzewania:
- Przed następnym balem znajdź trochę odwagi i zaproś mnie nim zrobi to ktoś inny! I nie w ostatniej chwili!


                                                 ----------------------------------
I znowu się spotykamy!
Udało Wam się, i to ogromnie szybko, na prawdę byłam w ciężkim szoku. Cieszę się że, mam takich oddanych czytelników, jednak myślę, że biorąc pod uwagę ilość osób widzących rozdział, komentarzy może się zebrać jeszcze więcej. Oczywiście że najlepiej czyta się komcie które są długie i rozbudowane, ale dwa zdania też jest miło zobaczyć!:)
A co do rozdziału.... Tyle się ma dziać, Studniówka itd. A mnie opuszcza wena, co chyba już widać po tej notce.
Wychodzi na to, że będę musiała sobie zrobić krótką, tygodniową przerwę:(
Wołajcie wenę, żeby powróciła!
A gdyby nadeszły jakieś zmiany, typy jakieś niespodzianki dla Was, którymi MÓGŁBY okazać kolejny rozdział w piątek, ukażą się na moim asku, jeżeli będzie Wam na tym zależało i poprosicie, zachęcicie, lub po prostu zapytacie się o cokolwiek:) 
Serio pilnujcie Aska, do którego link znajdziecie w zakładce STRONY.
Ogromnie miło by było zobaczyć jakieś pytania dotyczące bloga których jest bardzo mało.
No ale takie miłe niespodzianki tylko zagwarantuje liczba komci: 55

I dziękuję za spełnienie mojego marzenia! 
Jesteście wspaniali ♥
Ale jak wiadomo, komci nigdy dosyć, a to one najbardziej motywują mnie do pisania, więc do roboty!:) kto wie, może kiedyś przekroczymy 100? - Wasza MoonSeer c:

piątek, 28 lutego 2014

17. PODMUCH WIOSNY



 Tak jak zaczął się marzec, gdzie wiosna powinna dawać się we znaki, pogoda zepsuła się doszczętnie. Często wiał porywisty wiatr, a towarzyszył mu prawie zawsze śnieg z deszczem. Hogwart wydawał się być uśpiony, na popołudniowych  uczniowie chodzili po korytarzach śnięci niczym w jakimś bezbożnym transie. 
Panujące za oknami warunki ani trochę nie poprawiały humorów skłóconych Gryfonów i Ślizgonów. Tak wiele może zdziałać niewinna plotka złożona z kilku przypadkowo odjętych czy dodanych słów przez każdego przekaziciela, ale i tak w najbardziej paskudnym nastroju byli Krukoni i Puchoni, jako że pojutrze miał się odbyć pomiędzy nimi mecz Quidditcha, a nieustępliwe chmury nie zwiastowały chociażby najmniejszego rozchmurzenia.
   Nadchodzący pojedynek dwóch drużyn, miał komentować zawsze chętny do pomocy Harry, ale po ostatnich przeżyciach stracił zapał. Nie utracił wiary w siebie ale zagubił gdzieś cały sens. Miał ochotę zaszyć się w dormitorium, dopóki nie napatoczy się jakaś odpowiednia sytuacja by z całego serca przeprosić Pansy. Harry miał swój honor, to że miał dziewczynę nie oznaczało że nie przysługuje mu możliwość znajomości z jakąś inną, a po ostatnich wydarzeniach musiał do tego naprawić to wszystko tak dobrze jak tylko umiał. Zależało mu na niej. Nie wiedział czy od kilku lat, czy od niedawna. Teraz mu zależało, i zamierzał sprawić by na ustach dziewczyny którą paskudnie zranił, ponownie zawitał uśmiech.
Tak więc zdając sobie sprawę, że nie może okryć hańbą swojej gryfońskiej dumy, dźwignął się by iść do gabinetu McGonagall  z intencją zatwierdzenia swojego prowadzenia meczu.


* * *

- Idziesz na mecz? - Draco złapał Hermionę na korytarzu, na co ta spojrzała z czułym politowaniem, odpowiadając:
- Przez siedem lat nie zdążyłeś zauważyć że nie kręcą mnie te tematy?
- A czy jest coś, cokolwiek, co lubisz robić z wyjątkiem rycia nosem w książkach? Chętnie bym to wykorzystał. - Odparł wzdychając oraz wsuwając ręce do przednich kieszeni spodni.
- Lubię rysować, to mnie odpręża...
- Granger, idźmy już lepiej na ostatnią lekcję. - Przerwał jej nim na dobre zaczęła wykład o wypływającej głębi z jej szkicownika czy coś w ten deseń. Czy ta dziewczyna nie może lubić jakiś zajęć ruchowych oprócz przewracania palcami kartek starych pergaminów? Nie zniesie dłużej niepotrzebnego mu siedzenia w bibliotece. Niedługo zapamięta gdzie jest dział poświęcony najstarszym księgom, sięgającym czasów samego Merlina.

Na kilka minut przed meczem Ravelcaw vs. Hufflepuff, na niebie pojawiły się jaskrawe błyskawice i basowe grzmoty, ale i to nie przeszkadzało w tym, by na stadionie oprócz wszystkich, bez wyjątku uczniów z obu drużyn, zawitała  także chmara Gryfonów i garstka Ślizgonów mających nadzieję na akcje typu ' ręka, noga, mózg na ścianie. ' 
Równo z gwizdkiem pani Hooch i wypuszczeniem czterech magicznych piłek, gdzieś niedaleko uderzył ogromny bladożółty piorun, wydający w chwili przyłożenia, przeraźliwie głośny odgłos i wrażenie jakby na chwilę grunt pod nogami miał się rozstąpić, a z ciemnych granatowych chmur, zaczął się sączyć delikatny deszcz, który w ciągu kilku sekund przerodził się w prawdziwą ulewę.
To było jak kolejny sygnał do zaczęcia sportowego starcia, który dostarczył czternastu miotłom w powietrzu jeszcze więcej adrenaliny.

- Rzut wolny dla Krukonów! - Takie i podobne komentarze Harry'ego dało się słyszeć przez jakiś czas, przerywane raz po raz gwizdkiem sędziny.
  Gdy już dom Roweny osiągnął niemałą przewagę nad swoimi przeciwnikami, prowadzący mecz Harry, nie zważając jak duże upomnienie a nawet szlaban zgarnie w najbliższym czasie, zadziałał instynktownie, wstając i unosząc mikrofon bliżej ust po czym wziął ostatni wdech i wodząc wzrokiem po całym obiekcie zaczął:
- Przepraszam wszystkich, a szczególnie was. - Wskazał głową na toczących grę dalej zawodników, którzy jednak spojrzeli na niego dziwnie. - Ale muszę coś powiedzieć i wydaje mi się, że teraz będzie najlepszy moment... - Przerwał na chwili gdy McGonagall w pierwszej  chwili wyprowadziła rękę w stronę szyjki mikrofonu, ale gdy tylko Wybraniec postanowił kontynuować, niepewnie cofnęła ją, choć na twarzy miała wymalowaną grozę.
  - Wiem, że tu jesteś Pansy. - Spojrzał w stronę niedalekiego sektora Ślizgonów, w którym pewna osóbka poruszyła się niemrawo chcąc wydostać się z tłumu ale jej koleżanki i koledzy skutecznie to udaremnili. - Nawet stąd widzę twoje lśniące włosy, które nie potrzebują promyków słońca by uzyskać ten efekt, a lejący deszcz im w tym nie przeszkadza. - Dziewczyna zwróciła swój wzrok w ziemię nie chcąc spojrzeć nikomu w oczy, a szczególnie osobie która nosiła ten sam odcień tęczówek co ona. - Wtedy, na korytarzu, zachowałem się jak idiota bez serca wypowiadając najgorsze obelgi z tobą związane, o których nigdy mi się nie śniło... Widząc twoje zmartwione oczy, w gardle wyrosła mi wielka gula nie do przełknięcia, dzięki której z ogromnym cierpieniem musiałem zakończyć to co zacząłem bez względu na to co czułem. A czułem rodzącą się przyjaźń i rosnące zaufanie, które zaprzepaściłem swoim dążeniem do bycia najlepszym spośród wszystkich, oraz moją bezmyślnością.
Raz byłem powodem twojego śnieżnobiałego uśmiechu i miałem nadzieję, że będę mógł go ujrzeć ponownie, na wspólnym śniadaniu czy kolacji przy wszystkich przyjaciołach... - Ślizgonka czując jednocześnie roztargnienie i skruchę, ułożyła swoje długie ociekające deszczem, proste włosy za ucho będąc obserwowana przez ponad trzy czwarte zgromadzonych uczniów, a nawet nauczycieli. - Pansy jesteś piękną, wspaniałą młodą czarownicą, a gdybym tylko mógł cofnąć czas.. Zapewnić cię, że te słowa obrazy mówiłem tylko po to by jak zawsze próbuję, wyjść na tego lepszego, mocniejszego, wiedz że bez honoru jaki powinienem mieć jako Gryfon, przeprosiłbym cię za mój nieludzki występek spowodowany cholerną plotką, która zraniła dwie ważne osoby w moim życiu, i która zrujnowała możliwość zburzenia tego odwiecznego muru wrogości, naszych domów! - Ostatnie słowa wykrzyczał.
Pansy ukryła twarz w zwilżonych od wody dłoniach, ale nie ze smutku, żadna łza nie wypłynęła na powierzchnię. Po prostu nie przywykła do czegoś takiego, a Potter przy tych wszystkich uczniach obnaża retrospekcję jej rozpaczy, którą sam wywołał. Jednak była mu okropnie  wdzięczna za to, że wziął się na odwagę by to wszystko z siebie wydusić, nie pomijając także swoich kluczowych wad. Czuła się jak kociołek do którego są dodawane ogromnie różniące się od siebie składniki, które w połączeniu gwarantują eksplozję. 
Chcąc na chwilę pobyć sama, tylko po to by ochłonąć i oswoić się z tym co właśnie zaszło, zaczęła twardo przepychać się w stronę wyjścia, przelotnie krzyżując wzrok z Harry'm. Ale to już nie był ten sam rodzaj spojrzenia jakie miało miejsce na pierwszym piętrze. Te oczy mówiły, że jeszcze nie wszystko jest stracone. - Przepraszam cię, Pansy. - Zakończył cicho, niemalże szepcząc do mikrofonu tak jakby tylko ona miała to usłyszeć, co oczywiście było niewykonalne, a po odprowadzeniu wzrokiem przez zaparowane szkiełka okularów oraz spływające z nich kropelki deszczu, znikającej Ślizgonki nie zważając na oszołomionych widzów, mimowolnie otwierających usta ze zdziwienia, oraz nauczycieli którzy nie byli do końca pewni co uczynić, zamilkł. Gdy nagle sektor Puchonów wyrzucając z głowy temat emocjonalnych problemów Potter'a zaryczał, gwizdał i klaskał ile sił.
- Justyn Finch-Fletchey zdobywa znicza. - Oznajmił entuzjastycznie jak gdyby nigdy nic wracając do gry. - 180 do 160 dla Puchonów.

                                                                               ***

W kilka dni po jakimś wrednym wirusie, Hagrid powrócił w pełni sił by ponownie pełnić swoje szkolne obowiązki. Na to był już przygotowany.
Pierwszą lekcję po jego powrocie, siódmoklasiści mieli zapamiętać do końca świata i jeszcze dłużej.

Pomimo tego, że nadchodzącym Gryfonom towarzyszyli Ślizgoni, uśmiechnął się spod bujnej brody zapraszając ich bliżej gestem. Wiedział że Dyrektor McGonagall chce zatrzeć ich odwieczne ślady nienawiści, próbując zintegrować dwa wrogie sobie domy. Dlatego nie przejmował się dochodzącymi do jego uszu zgryźliwymi obelgami kierowanymi pod jego adresem.
- Dziś przygotowałem coś odjazdowego, zobaczycie! Oczy szeroko otwarte, pióra w dłoniach gotowe do notowania... - Urwał wodząc wzrokiem po przygotowujących narzędzia uczniach, oraz ochoczo klaszcząc w dłonie. - Powitajcie, ze skruchą Króla Niekończącego się Błękitu, Croddona! - Wrzasnąwszy, zaczął przenikliwie gwizdać przez jakąś beznadziejną piszczałkę wyglądającą jakby stworzoną z kurzych kości.
Po kilku wolnych sekundach, zgodnie z poleceniem Hagrida, wpatrywania się w zachmurzone niebo, rozległ się jednocześnie basowy i skrzekliwy ryk dochodzący niczym z otchłani. Gdy nagle z głośnym odgłosem przypominającym Ciebie gdy opadasz na zimną puszystą pościel po ciężkim dniu, tyle że miliard razy głośniejsze które spowodowało jedno uderzenie metalicznie świecących, długich na kilkanaście metrów skrzydeł stwora budzącego na pierwszy rzut oka strach i grozę, jednak w swawolnym locie zachowywał się z taką gracją i majestatem, jak władca.
Zupełnie jak Malfoy. Pomyślała Hermiona chichocząc spojrzawszy w stronę wpatrującego się w Croddona z cząstką podziwu oraz jednocześnie znudzenia, blondwłosego Ślizgona.
- Croddony to niesamowite stworzenia - Ciągnął Hagrid obserwując leniwie okalającą gromadę w powietrzu kreaturę przysłaniającą słońce które przed chwilą z łatwością ukazała. - Nie różnią się wiele od smoków, to ich inaczej wyewoluowani potomkowie. Krew jest tak dobrze neutralizująca jak beozar, ale w roztworze stężonym z wodą jest żrąca jak diabli. Zębiska są prawie tak ostre jak dopiero co naostrzone tasaki, a ugryzienie piekielnie szczypie. Nie skrywają w sobie jadu, ale cholibka współczuję gościowi który zbliży się zanadto wraz ze złymi intencjami... - Przerwał słysząc jakieś chichoty dochodzące z tyłu polanki, a odwróciwszy swą zarośniętą twarz zgromił Blaise'a swym przenikliwym spojrzeniem a następnie wrócił do charakterystyki zwierzęcia. - Mięśnie twarde jak stal a szpony równie ostre co kły, po mocnych obrażeniach, można sobie zafundować kilkutygodniowe wakacje w skrzydle Szpitalnym...
- Profesor zaprzestał by nabrać powietrza do płuc - Zabawa jest z ich umaszczeniem, mianowicie każdy kolor ciała oznacza cząstkę ich charakteru... Metaliczne, ciemne barwy oraz odcienie czerwieni oznaczają zwierzę zwinne, żądne przygód, a jednocześnie wyrafinowane i na swój sposób aroganckie. Właśnie taka jest nasza Sorex, prawda? - Spytał klepiąc swoją ogromną dłonią stwora, który właśnie wylądował wywołując wiatr i poruszające się na nim korony drzew, latające liście i rozwiane na wszystkie strony włosy uczniów.

Hagrid ujrzawszy głównie zniechęcenie i przerażenie malejące się na twarzach swych podopiecznych, sam odniósł w duchu rozpacz, ale uznał że jeszcze jest w stanie zapewnić im rozrywkę podczas nauki.
- Jakieś pytania nim zacznę najciekawszą część? - Zwrócił się dość chwiejnie, od razu udzielając zgody na przemówienie Neville'a
- Hagridzie czym one się żywią? 
- Na pewno nie mózgami Longbottom. Zanim znalazłyby go u ciebie minęłaby druga Podróż Do Wnętrza Ziemi. - Z niedaleka dało się usłyszeć radosny krzyk Malfoy'a i towarzyszący mu śmiech nie małej liczby osób.
 Hagrid puścił to mimo uszu.
- Są wszystkożerne, aczkolwiek z chęcią lubią sobie skubnąć jakiegoś lecącego ptaszka.

 Po zakończeniu nawałnicy pytań, które pomogły uczniom nigdy w życiu nie spotkać się z tak kreaturą, Sorex zaryczała głośno rozkładając swoje ogromne skrzydła połączone z przednimi kończynami, oraz patrząc przenikliwe żółtymi ślepiami w stronę Ślizgonów, co uczniowie skwitowali nieświadomie wydobytym ' oooh ' a Hagrid czując że sukces niedługo zapuka do jego drzwi, odkaszlnął i znowu zaczął:
- No i ten tego, najlepsze w tym wszystkim jest to że Croddony mogą służyć tak jak wierzchowce - do jazdy, tyle że w tym wypadku w locie. Założyłem jej dziś rano specjalną uzdę, która umożliwi taki lot. Ale ten lot nie jest ino dla kitrachów... - Powoli zaczął wodzić wzrokiem po uczniach, szukając tego najbardziej odpowiedniego - Bo widzicie, tutaj na jej piersi widnieje takie piętno, które pozwala utworzyć więź z jeźdźcem który dotknie końcem swojej różdżki tego miejsca. Pomiędzy obydwojgiem wytworzy się wtedy Annexus czyli tak zwane przywiązanie. Po tym fakcie Croddon ma swojego jeźdźca do końca życia.  A gdy jeździec ginie, Croddon razem z nim... To ogromna odpowiedzialność. Czy ktoś jest gotów  podjąć się tego wyzwania dla Sorex?
 Nastała głucha cisza, przerywana cichym dreptaniem polnej myszy pośród  trawy i świszczącym wiatrem przeczesującym kosmyki wszystkich uczniów. Ci non stop patrzyli się na siebie szukając tego jedynego śmiałka, naciągając w międzyczasie swych przyjaciół do wyjścia przed nos Hagrida w pełnej gotowości.
- Harry co ci szkodzi, chodź no, zapoznaj się z małą Sorex!
 W tym momencie każdy zastanowił się nad  dokładną definicją słowa ' małe '.
Potter spojrzał na Hagrida gdy wszystkie płyny odpłynęły z jego twarzy. Po dźwiganiu przez tyle lat tak ciężkich brzemion, obawiał się takiej odpowiedzialności wobec siejącego grozę zwierzęcia.
 Nagle grupka skulonych Gryfonów rozpierzchła się pod wpływem mocnego odepchnięcia.
- Ja to zrobię. - Oznajmił Draco Malfoy odgarniając swe niesforne płowe włosy jednym pewnym, szybkim ruchem głowy.
 Hagrid spojrzał na chłopaka z pogardą, a następnie zrezygnowanie przyciągnął go bliżej siebie.
- To nie będzie tak łatwe jak ci się wydaje, Malfoy. - Warknął w stronę pewnego siebie ucznia. - Będziesz musiał stoczyć z nią walkę, w której ona będzie starać bronić siebie i jej piętna, gotowa by zabić. Masz różdżkę? - Spytał ostatecznie z nadzieją że nie. Ale chłopak spojrzał z politowaniem w stronę brodacza odpowiadając z wyrzutem:
- Oczywiście.
 Hagrid westchnął i dał mu ostatnie porady, których blondyn po raz pierwszy w życiu słuchał.
- Kiedy uda ci się zawrzeć Annexusa, pierwszy lot przypieczętowuje więź. Kierunek lotu i cokolwiek co chcesz by wiedziała, powiedz to w swych myślach a ona usłyszy i odpowie. Jak przyjaciółka, dlatego masz o nią dbać tak jak jej się należy, Malfoy. - Syknął po raz ostatni w stronę ochotnika, dając mu wolną rękę.

- Odsuńcie się! - Hagrid zawył,  a Sorex mu zawtórowała gotowa do pojedynku  obnażając dwa rzędy swych błyszczących kłów, a reszta uczniów, a w szczególności ci ze Slytherinu wstrzymali oddech. Natomiast Hermiona poczuła na rękach wodospad Niagarę spowodowaną lękiem, oraz przyspieszone tętno gdy ujrzała pierwsze mocne uderzenie i Malfoy'a który gruchnął o ziemię po raz pierwszy.

- Po co go do tego namawiałeś! - Fuknęła po kilkunastu długich minutach Pansy stojąc nadąsana z rękami założonymi na piersiach podczas przyglądania się jak na razie bezowocnym próbom przyjaciela.
 Blaise odpowiedział nie patrząc w jej stronę:
- Nie musiałem, sam wyleciał. - Przerwał uśmiechając się dumnie - Z resztą sama zobacz. - Dodał wskazując palcem na siedzącego po wielu nieudanych próbach, na grzbiecie Croddona z tryumfującym uśmiechem na twarzy, zgarniającego laury w postaci oklasków i gwizdów pomimo zakurzonej i obdartej gdzieniegdzie szaty i jednej niewielkiej szramie na twarzy.

- Brawo Smoku. - Szepnęła do siebie  leniwie klaskająca Hermiona uśmiechając się czule w stronę Dracona, który przelotnie puścił jej ledwo zauważalne oczko i nie czekając na pozwolenie nauczyciela, wzbił się z hukiem w powietrze.



                                                  * * *

- Przestań kłębić w sobie tyle myśli, bo nie mogę usłyszeć swoich. - Warknęła w myślach Dracona, Sorex.
- Nie wtykaj nosa w moje sprawy. - Odparował czując się jak idiota gadając w myślach ze zwierzęciem podczas lotu nad granatowym jeziorem. Zupełnie jakby zażył coś konkretnego.
- Udźwignę jeszcze jedną osobę, wystarczyło mnie po prostu o to zapytać. - Ponownie zajrzała w umysł Ślizgona, gdy temu źrenice się rozszerzyły a na ustach zagościł wspaniałomyślny uśmieszek.
- Myślę że stworzymy razem świetny duet, Korks, Serum? Jak to było?
- SOREX. - Zazgrzytała wściekle w głowie blondyna jednocześnie rycząc groźnie podrzucając go tułowiem w górę by przez chwilę poczuł odrobinę strachu.
A po niewielkiej sprzeczce pomiędzy Związanymi, Sorex zniżyła swój lot ku uczniom Hagrida.
- Postaraj się zrobić coś by się wystraszyła, dobrze? - Zapytał bezgłośnie na co samica odwróciła swój wielki łeb na tyle ile jej szyja pozwalała, odpowiadając zgryźliwie:
- Jesteś takim wspaniałym romantykiem.
- Oh zamknij się i pozwól mi dosięgnąć.
-  Ta jest, kapitanie. - Mruknęła gdy niektórzy uczniowie ujrzawszy jej pojawiający się zza najwyższego drzewa łeb, rozproszyli się z wrzaskiem ustępując miejsca stworowi i jej nowemu właścicielowi, który dzięki idealnie wymierzonej odległości Croddona wyciągnął właśnie rękę by wciągnąć ' na pokład ' stojącą do niego tyłem, skrobającą notatki Hermionę. 
Zgarniając ją jednym ruchem bez zatrzymywania lotu, ta upuściła całe wyposażenie na nadal porośniętą rosą trawę.
- Moje notatki! - Pisnęła gdy wzbili się nieco wyżej. - Co ty robisz, odstaw mnie na ziemię!
- Jak sobie życzysz. - Odparł niechlujnie uśmiechając się Draco, gdy Croddon gwałtownie zakręcił piruet.
Gryfonka krzyknęła ze strachu, następnie dając za wygraną.
- Czy... To... Nie będzie.. jakieś? - Spytała niezręcznie, pokazując mu nie dotknąwszy jego tułowia jak go o obejmuje, by nie zlecieć przy pierwszym lepszym zakręcie 
- Myślę, że to będzie nawet konieczne. - Odparł tajemniczo gdy w tym samym momencie Sorex zaczęła kręcić najróżniejsze młynki i akrobacje, a Hermiona nie zastanawiając się nad niczym, przylgła z całej siły do Dracona, kurczowo trzymając się jego umięśnionego brzucha, który czuła nawet przez materiał szaty, oraz opierając swój zimny policzek o tylną część ramienia ' kierowcy ' powoli delektując się oglądaniem wszystkiego z takiej perspektywy obejmując przy tym Dracona Malfoy'a a także zastanawiając się o czym ten myśli. A myślał o tym jak bardzo działają na niego delikatne ciepłe dłonie Gryfonki.
Chcąc jeszcze bardziej poczuć jej bliskość, tym razem poprosił, nie nakazał Sorex, by podgrzała atmosferę. 
Następnie czuł już mocniejszy choć nadal niezwykle przyjemny uścisk Hermiony.

                                                                          * * *

Siedzieli właśnie na niewielkim pomoście przy jeziorze ciesząc się ' odkopanym przez Croddona słońcem. Promienie odbijały się od tafli wody a ogromna kałamarnica wypłynęła na powierzchnię by przyjrzeć się jej gościom. 
Dwójka uczniów z przeciwnych sobie domów siedziała w głuchej ciszy przyglądając się swym kolanom gdy lekki wiatr muskał ich policzki i drążył maleńkie korytarze pomiędzy ich kosmykami włosów. 

Spotykali się bardzo często. Do pewnego czasu. 

W końcu dziewczyna  otworzyła swe pomalowane usta by przerwać panujące milczenie: 
- Nie chodziło ci o łamanie murów wrogości i ratowanie przyjaźni, prawda Harry? - Spytała cicho Pansy łapiąc powiewające na wietrze czarne włosy oraz zakładając je za ucho. 
- Nie. - Uciął kręcąc powolnie głową nie spojrzawszy w stronę dziewczyny.  - Nie o to mi chodziło. 
- Zatem o co? Zaczynam się gubić. - Naciskała dalej by wyciągnąć cokolwiek od siedzącego obok Gryfona. Na próżno. Rozmowa z chłopakiem to prawie jak mówienie do ściany.
- Nie umiem tego określić, wybacz. - Odparł patrząc na przeciwległy brzeg jeziora.
Pansy wstała.
Gryfon ruszył jej śladami gdy dosłyszał słowa pożegnania.
Stanąwszy na nogach przez co pomost zaskrzypiał cicho, uchwycił od tyłu łokieć dziewczyny. Ta odwróciła się rozwijając wachlarz kruczoczarnych włosów, których końcówki delikatnie musnęły twarz chłopaka a następnie opadły ukazując bladą twarzyczkę na której malowało się zdziwienie spowodowane dość mocnym uściskiem.
Ślizgonka zwróciła swój wzrok na trzymany łokieć po czym znów na sprawcę, ale ten nie ustępował.
Ich twarze dzieliły milimetry, nosy niemalże się stykały a powolne ciężkie wydechy Harry'ego wprawiały w ruch najbliższe kosmyki Pansy. Obydwoje zaczęli tonąć w swych tęczówkach koloru wiosennej trawy, z przerwami na krótkie przysłonięcie ich lasem czarnych rzęs.
Wybraniec nadal trzymając łokieć niższej od siebie Pansy, nieznacznie się nachylił.
Dziewczyna od razu pojęła co ma zamiar uczynić.
Zaprowadził w jej głowie bałagan, znaczył dla niej teraz zdecydowanie więcej niż w poprzednich latach, ale ona nadal była lojalna wobec innych dziewczyn nawet tych znienawidzonych. Postawiła się na miejscu tej Rudej cofając swe czerwone usta by oznajmić:
- Harry, masz dziewczynę. - Wyrwała łokieć z uścisku by następnie w ciszy odejść z powrotem do zamku.

                                                                             * * *

Hermiona posyłała Draconowi unikalne spojrzenia spod kolejnego grubego woluminu siedząc w poniszczonym fotelu w ogromnej szkolnej bibliotece.
Chłopak wydawał się jakby gnił tam dla niej.
Bo tak było. Siedział znudzony bawiąc się różdżką pomiędzy palcami. W bibliotece nie interesowało go nic, z wyjątkiem małej Gryfonki przesiadującej tu całymi dniami. Biorąc pod uwagę jego zainteresowania, poświęcał się dla niej niemiłosiernie.
Chociaż wtedy miał dużo czasu na przemyślenia, które jak zauważyła Sorex kłębią się w nim jak wzburzona woda.
Gdy ledwo zatracił się w swych myślach,Hermiona niepewnie jakby się obawiała reakcji,  spytała wiedząc że w czymś przeszkodzi, ale nie miała siły tłumić dłużej tego co zamieszkuje jej głowę już od jakiegoś czasu:
- Pamiętasz co się wydarzyło w pierwszą środę po naszym przyjeździe?
Draco momentalnie ocknął się, w pierwszej chwili nic nie mówiąc. Po odcedzeniu swoich wspomnień z pierwszego tygodnia na siódmym roku, odparł czując że jego niewiedza nie wyjdzie na dobre:
- Nie, a powinienem?
W Hermionie coś pękło. Poczuła się dokładnie tak samo gdy Ron pomylił datę jej urodzin z urodzinami Ginny.
Czyżby nie pamiętał tego jak nad jeziorem szepnął do jej ucha, że mu się podoba? Co za...
- Siedzieliśmy razem oglądając wielką kałamarnicę...
Draco przybrał zdziwiony wyraz twarzy.
Teraz takie wyjście z Granger byłoby nawet nazwane w jego ustach sukcesem, ale w pierwszym tygodniu wyśmiałby taką propozycję.
- Nachyliłeś mi się do ucha, próbując ująć moją dłoń....? Nic ci nie świta?
- Nic a nic.
Hermiona miała ochotę zapłakać. Czyżby sobie z niej podle żartował? Próbując powstrzymać szloch, zdobyła się na ostatnią podpowiedź gdy niechciana łza zakołysała się na dolnej powiece a następnie zaczęła się zsuwać:
- Powiedziałeś że ci się podobam. - Oznajmiła płaczliwie czując jak jej wargi powoli zaczynają drżeć.
Draco usłyszawszy wypowiedź Gryfonki, pośpiesznie zdjął nogi ze stołka oraz odwrócił się bardziej w jej stronę.
Nie wyglądała jakby zmyślała.
Tyle, że on nie pamiętał.
Ukląkł przed jej fotelem ujrzawszy jej walczącą z płaczem twarz.
- Tak mi przykro.. - Wyszeptał odgarniając jej włosy, gdy nagle źrenice blondyna się rozszerzyły.

Pierwszy i ostatni przegrany zakład z Blasie'm i zapłata za porażkę. 
Cholerny Blaise!

- Granger, mogę wyjaśnić...- Zaczął.
Hermiona wydawała się ani nie zgadzać ani zgadzać, zatem postawił na swoim kontynuując. - Gdy po raz pierwszy i jedyny, przegrałem zakład z Diabłem, ten kazał mi wypić jakiś dziwny eliksir który najprawdopodobniej sam uwarzył... Podejrzewam, że mogłem robić różne... - Urwał szukając odpowiedniego słowa. - Niecodzienne rzeczy, których do teraz nie pamiętam... Wybacz, proszę.
Otarł kolejną małą łzę patrząc w jej oczy, które uparcie chciała zwrócić w inną stronę ale po kilku próbach i ona spojrzała w jego przecudowne tęczówki.
W takim razie powiedz to teraz. Powiedz, że coś czujesz teraz! - Krzyczała w myślach, ale żadne z tych słów nie wypłynęło z ust Dracona.

Po chwili odprowadzał ją w ciszy do Wieży Gryffindoru po raz kolejny przeklinając w myślach te ich zakłady, które stały się już pomiędzy chłopakami normalką.
  Hermiona po chwili marszu ochłonęła.
Przestała go winić za niepamięć i brak uczuć. To nie jego wina.

Jeszcze wtedy myślała, że nie ma nic złego w zwykłych przyjacielskich zakładach.


---------------------------------------------------------------

Nareszcie rozdział się pojawił!
Uważam, że jest na 3+. Musiałam w końcu skupić się na lekcjach. W końcu po coś przyjechali do tego Hogwartu!:D
Ale udało się Wam uzbierać komcie (ledwo ledwo) więc dotrzymuję słowa!
Ta część raczej bez famfarów, ale następny rozdział myślę, że będzie miał lepsze, bardziej emocjonujące wydarzenia! Zainteresowanych zapraszam na Aska, tam chętnie opowiem kilka spoilerów! I byłoby mi ogromnie miło zobaczyć jakiekolwiek pytania związane z HP czy Dramione:3 Link znajdziecie w zakładce  STRONY.
A Wy jak oceniacie całokształt? W końcu wyjaśniła się sytuacja z tym dziwnym wyznaniem Dracona na początku opowieści:D
Ale czy uda się uzbierać moje marzenie, którym jest 50 komci? Jeżeli tak, to rozdział osiemnasty w przyszłym tygodniu!
Ściskam i całuję - MoonSeer c: 

piątek, 21 lutego 2014

16. TO NIE KONIEC POCZĄTKU


Walentynkowy pocałunek dwójki, można byłoby nazwać ich najbardziej epickimi wrogami Hogwartu od czasów samego Godryka Gryffindora i Salazara Slytherina, zgotował obydwojgu kilka nieprzespanych nocy, jednak w tym samym czasie gwarantował permanentny uśmiech na ich twarzach oraz nieopuszczający, cudowny humor. Nie przeszkadzały im nawet krążące plotki na temat ich krótkiego pocałunku na stadionie Quidditcha.
- " To była pierwsza pomoc. " - Odpowiadali przelotnie uśmiechając się.
Jednak w walentynkowych tematach nie wdawali się w szczegóły. Nie czas był na zaprzątywanie głów przyjaciół jakimiś pocałunkami. Zaraz... Jakimiś? To był najbardziej emocjonujący, dostarczający przyjemnego dreszczyku, pocałunek którego dwójka uczniów nie mogła opisać słowami.
  Czy to wszystko oznaczałoby, że Draco Malfoy i Hermiona Granger są parą? Taki pocałunek to nie byle co, a dla Gryfonki nawet najmniejszy miał ogromne znaczenie. Ale nadal bała się jego reakcji, dla niego to pewnie była normalka. 
Przerażała ją wizja tego jak oznajmia co czuje a on w zamian pluje jej w twarz skrzekliwym śmiechem. A może ta przeklęta wróżka miała rację? Na pewno nie jest jej dany ktoś taki jak Malfoy.
- Boże!...- Jęknęła Hermiona łapiąc się za głowę przed lustrem łazienki. Dlaczego musi mieć nieskończoną listę wątpliwości? Pocałunek powinien postawiać każdą sprawę jasno, a nie ją komplikować. Dlaczego teraz Malfoy był na jej afiszu stawiając tyle pytań bez odpowiedzi?

* * *

Draco właśnie schodził schodami w stronę Wielkiej Sali na poniedziałkowe śniadanie napawając się sobotnimi wspomnieniami.
Zawsze w pierwszej chwili było mu nieopisanie ciepło na sercu, a po kilku krótkich momentach wnętrzności skręcały mu się  na myśl co zrobi Hermiona gdy dowie się o tym całym głupkowatym zakładzie.
Chłopak może myśleć że zmienił siebie i uczucia do niej, ale w oczach Gryfonki na zawsze pozostanie kłamliwym, bezuczuciowym dupkiem.
W każdym razie musi być sobą i nie pozwolić zmienić się doszczętnie.
Wchodził właśnie do sali, gdy Hermiona ją opuszczała nie wiedząc o Bożym Świecie podczas rozmowy z Wiewiórą. Westchnął z niedowierzaniem widząc dziewczynę z którą się niedawno całował. To już nie była Hermiona z poprzednich lat, to było coś jakby przebrzydła gąsienica wykluła się z kokonu, opuszczając go jako majestatyczny motyl. Uśmiechnął się do siebie wrednie na wizję Granger-gąsienicy po czym ruszył w stronę dziewczyn.
Gryfonka wydawała się nie zdawać sobie sprawy co zaraz nastąpi ale Ginny nic nie mówiąc, odsunęła się od niechcenia.
Draco złapał Hermionę w pasie, tak że zdezorientowana  zgięła się delikatnie w pasie uwieszając się na wyciągniętej w jej kierunku ręce.
- Dzień dobry. - Zamruczał Ślizgon uśmiechając się czarująco. - Mogę wiedzieć czemu unikałaś mnie przez prawie cały weekend? - Spytał wyrafinowanie bez ogródek, odchylając dziewczynę z powrotem do pionu.
- Miałam sporo nauki... - Skłamała szybko Hermiona. Pomimo, że cieszyła się z tego co się wydarzyło w sobotę po prostu przerastała ją obecność chłopaka po tym wszystkim. Jednak całą swoją uwagę przy mówieniu skupiła na jego słodkich wargach.
- Jeśli chcesz mnie pocałować, po prostu to zrób a nie gapisz się na te usta... - Zaśmiał się Draco mierzwiąc jej rozpuszczone loki. 
Hermiona spłonęła malinowym rumieńcem, po czym popukała się w czoło ukrywając chichot, zdjęła delikatnie jego dłoń z talii oraz ruszyła z uśmiechem na lekcje.
Draco odprowadzając ją wzrokiem do drzwi szepnął po części do siebie a po części do niej:
- Do zobaczenia na obronie.

* * *

Gryfonka wlokła się po korytarzach brnąc do sali obrony przed czarną magią. Po drodze wpadła na uśmiechniętego Harry'ego i razem podreptali na lekcję ze Ślizgonami. Dziewczynie nie przeszkadzała już ich obecność, ale czuła że robi się jej gorąco i że jest zdenerwowana.
Gdy już mieli zamiar skręcać w poprawny korytarz usłyszeli podniecone głosy uczniów, to było podejrzane. Lekcje za moment  miały się zacząć a Gryfoni i Ślizgoni nie robili nigdy takiego rumoru.
Wychodząc zza rogu ujrzeli około czterdziestu czarnych szat. Byli tam ich znajomi z domu oraz ze Slytherinu, a pomiędzy siódmoklasistami przepychali się rozmawiając z ożywieniem Puchoni i jak poznała Hermiona po klekoczącej Emmie, Gryfoni z szóstego roku.
Dwójka przyjaciół popatrzyła po sobie z wielkim znakiem zapytania i ruszyła w kierunku stada uczniów.
Gdy tylko chcieli otworzyć usta by zapytać się młodszych kolegów co się dzieje, na korytarzu pojawiła się niewiele starsza od siódmoklasistów pani Cartney. Przyłożyła swoją jasną różdżkę do brody i zaczęła oznajmiać tak by wszyscy ją usłyszeli:
- Szóstoklasiści zostali tutaj poproszeni z powodu niedyspozycji profesora Hagrida, dzięki której dziś będziecie mieli łączoną lekcję ze swoimi starszymi kolegami. - Tu wskazała swoją bladą dłonią na naburmuszonych Ślizgonów i zobojętniałych Gryfonów. - Jako że dziś na zajęciach będzie spore grono, powiększyłam naszą salę i oporządziłam tak, by pozwoliła nam w środku przeprowadzić niewinne praktyki z pojedynków. - Przerwała jej burza oklasków, gwizdów i okrzyków aprobaty, na co uśmiechnęła się słodko przepchawszy przez tłum, gestem zaprosiła wszystkich do środka.
Gdy już każdy znalazł swoje miejsce, Hermiona uznała że na lekcji jest definitywnie za cicho. Rozejrzała się po głowach uczniów od razu rozpoznając kogo brakuje.
Jakoś nie chciało jej się wierzyć, że dwaj wiadomo którzy Ślizgoni poszli na wagary...

Pani Cartney zaczęła wybierać pojedynkowe pary, bu uznała że żadna samowolka nie będzie miała tutaj miejsca. 
I tak w ekspresowym tempie wykreowało się prawie dwadzieścia par, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wleciał wepchnięty przez Blaise'a, rechoczący Draco. Obydwaj zachowywali się jakby nie byli świadomi swojego spóźnienia na lekcję. Gdy tylko zobaczyli zamieszanie i ilość osób skupionych na ich wizerunkach, wyprostowali się przestając rechotać.
- Chłopcy... - Zaczęła patrząc na zegarek. - Jesteście świadomi tego że tak ogromne spóźnienie musi zostać ukarane jednodniowym szlabanem? - Zapytała jakby chciała zachęcić do tego dwóch chłopaków, oraz uśmiechając się flirciarsko w stronę Blondyna, który także czarująco wygiął usta po czym błyskawicznie zmieniając wyraz twarzy na nonszalancki, odparł nie patrząc w jej stronę:
- Jeżeli pani przez to ulży... - A następnie ruszył z przyjacielem w stronę reszty nieprzydzielonych uczniów.
Po niedługiej chwili, nauczycielka złapała Hermionę i zaprowadziła w stronę Ślizgonów. Draco puścił oczko do Gryfonki i zrobił kilka kroków w jej stronę wyciągając rękę do swojej przyszłej przeciwniczki, ale pani profesor wdzięcznie szarpnęła dziewczynę odsuwając ją i pchając dalej zostawiając zdezorientowanego Dracona z wystawioną dłonią.
- Znacie się chyba, prawda? - Spytała słodko w stronę schowanego za uczniami Slytherinu, Rona jakby znała ich teraźniejsze relacje i chciała zrobić im na złość. Zostawiając ich samym sobie, ruszyła z powrotem delikatnie ocierając się o Dracona.
- Parkinson Pansy i Potter Harry, do mnie! - Krzyknęła swoim aksamitnym głosem, na co para od razu się przy niej wstawiła.
- Hmm...- Cartney rozejrzała się po nieprzydzielonych uczniach, a jej wzrok utkwił w zaczerwienionej ze złości Ginny. - Zabini Blaise, popisz się proszę swoim prostackim poczuciem humoru by podczas pojedynku panna Weasley zmieniła swój żałosny wyraz twarzy.
  Hermiona cicho prychnęła.
Pani Cartney już pokazała swoje prawdziwe ja wcześniej pomimo tego, że na pierwszej lekcji była taka urocza. Zapewne chciała zrobić dobre pierwsze wrażenie i dobrze poznać swoich uczniów, albo po prostu ma jeszcze bardziej zmienny charakter niż tuzin Emm razem wziętych.

Zaraz... Boże! Hermona w duchu się przeżegnała.
Nadchodziła wojna...
- Malfoy Draco i McKiney Emma jako ostatnia pojedynkowa para!


* * * 

Zaklęcia latały po całej sali, a przez pewien czas było tylko słychać trzaski rzucanych i odbijanych promieni.
Profesorka chodziła cały czas wzdłuż klasy oceniając oraz poprawiając uczniów. Nikt specjalnie nie brał sobie do serca jej porad pomimo tego że była dobrą nauczycielką, wszyscy gardzili jej sugestiami.
Hermiona skupiała się cała sobą na pojedynku jednak nie było to potrzebne. Bez trudu pokonywała Rona, który z całych sił próbował ją w końcu rozbroić i zabłysnąć w tych miodowobrązowych oczach.

Eowin Cartney czepiała się zupełnie bezcelowo Ginny stojącej zaraz obok Emmy, która wpatrywała się w nauczycielkę wyobrażając sobie jak sprawia jej natychmiastowe wyrzucenie z Hogwartu.
Blaise zacmokał na Dracona, a gdy ten odwrócił się w jego stronę, Diabeł posłał mu znaczące spojrzenie w stronę Gryfonki, po czym znowu na przyjaciela.
Blondyn w trybie natychmiastowym pojął aluzję i uśmiechnął się wrednie w stronę swojej bujającej w obłokach, przeciwniczki.
Nie mieli oficjalnej przerwy w pojedynku, po prostu zaprzestali gdy podeszłą do nich ta wiedźma.
Blaise widząc po tańczących iskierkach w oczach przyjaciela, że ten zrozumiał, uśmiechnął się łobuzersko wraz z nim po czym przyglądał się dalszemu ciągowi ich pojedynku.
- Calvitia!* - Krzyknął Draco już się śmiejąc z bladożółtego promienia który po sekundzie ugodził głowę Gryfonki.
Na wrzask Ślizgona wszyscy umilkli chcąc zobaczyć kto dostał owym paskudnym zaklęciem.

Emmę od przemyśleń oderwało lekkie łaskotanie w okolicach potylicy. Złapała się kurczowo za głowę będąc pewna że uchwyci swoje ciepłe, puszyste loki, ale jej palce napotkały tylko gołą, aksamitną skórę.
Nerwowo dołączyła druga ręka poszukując choć jednego kosmyka, ale na próżno. Dostała zaklęciem łysiny.
Gryfonka podniosła swój wypełniony złością wzrok ku swojemu przeciwnikowi, który uśmiechnął się znacząco poruszając w górę i w dół brwiami oraz bawiąc się pomiędzy palcami swoją różdżką, jakby zachęcał ją do kontrataku.
Blaise nie mógł powstrzymać śmiechu ale twardo starał się zakryć to  trzęsącymi się z zaciśniętego chichotu,  ustami.
Jędza Cartney wraz z resztą osób także tłumiła swój podły rechot. Po kilku słodkich lekcjach poczuła, że w końcu może być sobą chcąc z całej siły roześmiać  się z krzywdy jej uczennicy. 
Jedni okazali się tak uprzejmi , że ukrywali swoje rozbawienie, a inni po chwili pokładali się śmiechem. Ale Emmie nie było do śmiechu,  wręcz przeciwnie.  Miała ochotę zmieść Draco oraz tę całą Cartney z powierzchni Ziemi. 
Nie chce rozejmu? To go nie dostanie. Pomyślała chcąc dumnie odgarnąć włosy szybkim ruchem głowy, ale zapomniała, że oprócz bladej skóry nic tam nie zostało.
W jednej sekundzie wykrzyczała zaklęcie robiąc zawiły ruch różdżką pragnąc jak najbardziej zawstydzić Ślizgona, ale ten zdawał się tym nie przejmować. Na uśmiechu robił nonszalanckie uniki, denerwująco zachęcając przeciwniczkę by bardziej się postarała 
Wciągając powietrze zasyczała gniewnie, tracąc pomysły na zaklęcia które byłyby w stanie upokorzyć zarozumiałego arystokratę.
Próbując go zaskoczyć niewerbalną magią, której nie opanowała jeszcze do perfekcji ale z całej siły starając się mrucząc w głowie 'Crassus Arantem*' oraz błyskawicznie wypuszczając granatowo-biały promień prujący w kierunku chłopaka z prędkością światła.
Ten w ostatniej sekundzie zdążył wyczarować grubą, szklaną barierę, ale gdy zaklęcie ją ugodziło, siła była tak wielka że odepchnęła Malfoya przez co boleśnie upadł na podłogę, a odbity promień z tą samą prędkością poszybował zmieniając swój kierunek.
Następne co usłyszeli to tylko przeraźliwy krzyk osoby, która okazała się być także z dużą siłą odepchnięta tyle że tym razem spowodowało to przyjęcie zaklęcia, Eowin Cartney.
W chwili gdy z hukiem gruchnęła o ziemię, jej chuda twarzyczka rozlazła się tworząc pod jej spodem tak zwaną drugą brodę. Jej barki rozrosły się dając miejsce potwornie powiększonym piersiom, które okropnie rozciągały jej cienką bluzkę, a niegdyś zgrabna figura osy, traciła swój kształt przez wylewające się spod ściśniętych spodni, sadło. Szczupłe nogi szybko się skróciły i także  przybrały, dzięki czemu jej mocno przylegające jeansy zaczęły się niemiłosiernie opinać.
Profesor zwróciła swój wzrok ku palcom przypominającym teraz dziesięć grubiutkich serdelków.
Na sekundę ukryła twarz w dłoniach, by potem ukazać swe przekrwione oczy i wrzasnąć przełknąwszy łzy:
- Stop! Wszystkie pojedynki stop! - Wstała z trudem na swoje krótkie nóżki przypominając jedną małą toczącą się kulkę. Wbiła wzrok w znudzonej Emmie która marzyła o parsknięciu jej w twarz podłym śmiechem oraz o jakieś niemiłej docince na temat jej aktualnego wyglądu, ale powstrzymała się kątem oka patrząc na Dracona który sprawiał wrażenie jakby zaraz przez tłumiony gromki śmiech miał wybuchnąć i zgiąć się w pasie, ale trzymał się hardo jak Blaise ściągając drżące z rechotu usta w cienką linię, co chwilę cichutko parskał, ale od razu się hamując.
Jego protekcyjna szklana bariera powoli zaczęła rozpływać się w powietrzu wystawiąc Malfoy'a na ogromne niebezpieczeństwo ze strony Gryfonki.
Cartney nerwowo, zupełnie nie jak ona, rozejrzała się po całej klasie szukając osoby która chciałaby się sprzeciwić i jeszcze rzucić jakieś zaklęcie. Widząc jakiegoś rudego Puchona, nieopstrzenie wyciągającego różdżkę krzyknęła żałośnie ale głośno, podnosząc ręce:
- Różdżki w dół! - Jej głos zachrypiał od wysiłku, a na grubej szyi pojawiły się żyły. - Jeszcze jedno zaklęcie, nawet najmniejsze, a sprawca spędzi swoje dzisiejsze popołudnie i każde następne do niedzieli  na szorowaniu kibli własnymi rękami! - Skończyła jakby jej oczy miały zaraz wyskoczyć z orbit.
Wszyscy patrzyli na nią i z rozbawieniem i ze strachem wyczekując końca tej furii.
Cartney gromiła każdego swoim śmiercionośnym spojrzeniem, ale najdłużej wpatrywała się w niestrudzoną Gryfonkę - główną sprawczynię jej ujmy, oczekując aż zmięknie i zwróci wzrok pod wpływem długotrwałego stalowego spojrzenia nauczycielki.
Emma spojrzała na nią z politowaniem wzruszając niedbale ramionami, a po sekundzie już była zwrócona do profesorki bokiem, na przekór jej mówiąc głośno i delikatnie z gracją w stronę nieuzbrojonego, zatraconego w śmiechu Dracona:
- Nigros Eraldaketa*' 
 Ślizgon zdążył zobaczyć tylko mściwy uśmieszek dziewczyny nim poczuł jak zaklęcie którego do końca nie znał, zaczyna wypełniać każdy zakamarek jego ciała. Potem usłyszał tylko niekontrolowany skrzekliwy śmiech Blaise'a.
- W końcu wyglądasz należycie. Jak ja.
Draco nie rozumiał o co chodzi, ale szybko pojął odwracając dłonie zobaczywszy ich zewnętrzną stronę.
Jego skóra przybrała kolor przeciętnego Nigeryjczyka; była ciemniejsza niż Diabła, niemal czarna. Myśląc jak wygląda ze swoimi jasnymi oczami i platynowymi włosami zaklął pod  nosem czując jak wypełnia go złość i wstyd.
- Masz, przejrzyj się w lustereczku. - Mruknęła do niego Emma wyciągnąwszy swoją podręczną puderniczkę z małym lustrem i rzuciwszy nią w nadąsanego chłopaka który od niechcenia ją złapał i zobaczył swój wizerunek.
- Zabiję cię. - Syknął zgrzytając zębami.
- Aha. - Odparła nonszalancko, niedbale drapiąc swoją łysą głowę.
Eowin patrząc to na Dracona to na Emmę, wrzasnęła nie móc już sobie poradzić z tymi rozwydrzonymi nastolatkami:
- Odejmuję 20 pkt Slytherinowi i Gryffindorowi...
- Ciekawe za co. - Przerwał jej Draco zwracając szybko puderniczkę właścicielce.
- Oraz z panną McKiney widzę się popołudniu pod moim gabinetem, a potowarzyszy jej przez ten cały tydzień pan Malfoy. W łazience będzie miał dużo czasu na podziwianie swej buziulki. A teraz idźcie do Pani Pomfrey, niech doprowadzi was do porządku. Koniec lekcji. - Dodała płaczliwie, tocząc się przez salę w kierunku swego gabinetu, ale wszyscy stali jak wryci wpatrując się w kulkę Cartney, która widząc że jej pierwotny ton nie skutkuje, wydarła się:
- Jeżeli za trzy sekundy nie opuścicie sali, odejmę każdemu z osobna pięć punktów!

                                                                         * * * 

Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, jakim sznurkiem tworzą się wszystkie plotki i nieporozumienia, to zaraz się z tym zapoznacie.
 Ginny wraz z Harrym właśnie szła w kierunku Wielkiej Sali na kolację będąc w niesamowicie paskudnym humorze. Cartney nie musiałaby poprawiać Gryfonki, gdyby ta tego sobie nie życzyła. Dzięki zawiłym nędznym poradom nauczycielki, miała czas na świdrowanie wzrokiem pary kilkanaście metrów przed nią.
Harry wydawał się być taki wesoły i uradowany próbując rozbroić Pansy oraz zdawał się ją podrywać oczarowując swoim patronusem.
Ślizgonka nie była gorsza; szczerzyła te swoje śnieżnobiałe zęby w jego stronę bawiąc się kruczoczarnymi włosami przewiercając Pottera szmaragdowymi oczami. A kiedy spłonęła rumieńcem i wdzięcznie zatrzepotała rzęsami, była pewna że Wybraniec jej żałośnie komplementował. Nie wiedziała czy on był świadom tego że nadal ma dziewczynę.
- Widziałam jak patrzysz na tą Parkinson - fuknęła zakładając ręce na piersi oraz odwracając wzrok.
- Co mówiłaś? - Spytał wyrwany z kontekstu. 
Ginny spojrzała na niego z podziwem takiej arogancji, czując jak jej ręce opadają. 
- Umyj uszy w końcu bo nie można z tobą w ogóle rozmawiać!  - Warknęła gromiąc go wzrokiem.
- A już wiem. - Przerwał na chwilę. - Ja nie wspomnę o tym, jak Ty pożerałaś wzrokiem tego zarozumiałego murzyna.
Ginny spojrzała w stronę chłopaka z pogardą.
- Jak możesz mnie tak osądzać!? Nie umiesz wymyślić lepszych argumentów, niż te wyssane z palca?! - Nie móc znieść zachowania i obecności Gryfona krzyknęła już go nie słuchając oraz postanowiwszy że kolację zje z kimś innym. 

Harry przyglądał się z konsternacją dwóm jedzącym dziewczynom.  Pochłaniającej tosta Ginny i dziubającej sałatkę Pansy.
Odkąd byli razem w drużynie, zdecydowanie przełamali swoją odwieczną wrogość ale pozostawali zwykłymi kumplami. 
Czy Ginny jest tak bardzo przewrażliwiona na jego punkcie czy na Obronie on wraz z Pansy wyglądali jakby flirtowali? 
Uważając że jedyną osobą u której może znaleźć szczerą pomoc, udał się prosto w kierunku siedzącej nieopodal Hermiony.  Ron już miał wystarczająco dużo własnych  problemów. Nie chciał obarczać go dodatkowo swoimi. 

- No i z tego by wychodziło, że ja uwodzę Pansy... Ginny też zachowuje się jakby była święta. Widziałaś jak wpatrywała się w Zabiniego i on także? Myślałem że gdyby nie przerwała im Cartney to...
- Harry stop. - Hermiona podniosła rękę na znak że nie pojmuje ani słowa. - Mów wolniej i bardziej wyraźnie bo nic nie mogę zrozumieć.
Potter wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać kolejny raz, równie pogmatwanie i szybko, a Gryfonka wyłapując tylko pojedyncze słowa z niemożliwie szybko poruszających się ust chłopaka, otworzyła swoje ze zdziwienia i spojrzała w stronę stołu Ślizgonów.
- Harry ty masz dziewczynę! Ty się dobrze czujesz? Nie możesz uwodzić kogoś innego będąc w związku! - Wybraniec już tracił cierpliwość.
- Wiem co powinienem robić, i wiem kiedy uwodzę Pansy a kiedy nie! Czy wyglądam na trzyletnie dziecko?! - Po czym opuścił przyjaciółkę tym samym opuszczając Wielką Salę.
Hermiona popatrzyła tylko w stronę siedzącej niedaleko Emmy, czując że i ją nie zadowoli wiadomość o niewerbalnych flirtach Blaise'a i Ginny.

                                                      * * *

- Stój ty paskudny babiarzu!
Taki zwrot usłyszał Diabeł idący korytarzem na pierwszym piętrze. Wszystkie portrety na które chłopak spojrzał pytająco, wzruszyły bezgłośnie ramionami
Ten głos... Znał go doskonale.
Odwróciwszy się powoli i niepewnie, powitało go mocne, płaskie uderzenie w policzek które w chwili zetknięcia się, zapiekło paskudnie.
Jego głowa aż zwróciła się w bok a ręka szybko powędrowała na liczko chcąc jakoś zatuszować ból.
- Ała. - Zaczął udając rozbawienie. - Zasłużyłem chociaż?
- Jeszcze się pytasz?! - Emmą świgały emocje, co podczas krzyku akcentowała żywym gestykulowaniem. - Najpierw uwodzisz Ginny a ona jak każda nie może ci się oprzeć i ulega, a teraz pytasz się jak gdyby nigdy nic, czy zasłużyłeś?! - Urwała na chwilę, czując chwilę miękkości gdy zobaczyła kurczowo zaciśniętą rękę chłopaka na policzku. - ... Myślałam, że kimś dla ciebie jestem...
Diabeł spojrzał na nią jakby chciał w niej znaleźć odpowiedź takiego zachowania. Jednak dalej próbował rozładować napięcie - wiedział że jest czysty.
- Ty też ulegasz...?
Emma otworzyła usta by po chwili je zamknąć i skulić się w sobie, na co Blaise zareagował zalotnym uśmieszkiem nachylając się ku niej.
- Nie musisz odpowiadać... O co chodzi Emma, kiedy uwodziłem tę pożeraczkę orzechów? Nie rozumiem.
Ale dziewczynę nie przekonało zachowanie niewiniątka, maślane oczy i opanowane do perfekcji udawanie że się  martwi.
Ślizgoni to niezmienny typ.
Ponownie chciała otworzyć usta by coś oznajmić, ale znowu musiała je zamknąć bo za nimi rozniósł się niedawno poznany jej głos.
- Zabini! Widzę że jedna dziewczyna to za mało. Potrzebujesz kolejnej? Naprawdę tak bardzo chcesz kopać pode mną dołki że próbujesz okraść mnie ze związku? Puknij się w łeb idioto. - Harry  ruszył na Diabła z pięściami wbijając swoje pełne wyrazu źrenice w miejsca gdzie gotował się uderzyć.


Blaise spojrzał z politowaniem opierając się jednym barkiem o mur czekając aż ' wielki ' Wybraniec ośmieli się go dotknąć.
-  No spoko. - Mruknął z rozbawieniem żałując że Draco nie może być tu teraz z nim i wyśmiewać w duchu Gryfona. Jeszcze nie wiedział jakim cudem, ale blondynowi udało się wyciągnąć Hermionę na szybką przechadzkę. 
 Ale Diabeł także mógł go zaskoczyć. Interesujących ploteczek dowiedział się tuż przed wyjściem tak jak on to mówił Dramione.
- Co powie Pansy na to, że z premedytacją przywaliłeś jej najlepszemu przyjacielowi?
Ręka Harry'ego natychmiastowo znieruchomiała kilkanaście centymetrów przed twarzą niestrudzonego Ślizgona.  - Co wtedy by o tobie pomyślała Potter? 
Odpowiedziała mu denna cisza, w której Emma stała nienaruszona, nawet nie myśląc o rozdzieleniu dwóch chłopaków tylko w myślach rozmyślając że widocznie Harry był w podobnej sytuacji co ona.
- Co ty wiesz! Mam dziewczynę, mam szczęście! Nie potrzebna mi jakaś ciemna żmija, która jest taka sama jak ty i ten tleniony kretyn. Z resztą podejrzewam, że nie dogadalibyśmy się z powodu jej braku rozumu, który powoduje tą waszą świętą... 
- Przyjaźń, naszą przyjaźń. - Przerwała mu blada jak papier Pansy która właśnie opuściła pobliską toaletę, wpatrując się boleśnie swoimi pięknymi zielonymi tęczówkami w tego samego koloru oczy chłopaka.
Harry poczuł ukłucie w sercu. Miał wrażenie że skrzyżowanie ich spojrzeń trwało wieki a wszystkie ruchy były spowolnione.
Nie chciał powiedzieć tego co już zrobił. Pragnął jedynie zagiąć Ślizgona. Z nim nie uścisnął sobie oficjalnie ręki, nie łączyło go z nim nic oprócz wrogości.
Teraz musiał dokończyć to co zaczął i wtykać dalej pięknej dziewczynie z którą dopiero co odbudował relacje, na jej oczach.
- Powiedz to jeszcze raz Potter, a wyciągniemy swoje różdżki. - Syknął gniewnie Diabeł, patrząc na stojącą kilka kroków od niej, Pansy ze zaszklonymi oczami.
Emma lubiła swoją nową poznaną ślizgońską koleżankę, ale teraz górę wziął dom Gryffindoru i jego solidarność.
Jakby dopiero co ocknęła się z transu, podeszła do napiętej trójki łapiąc Harry'ego za łokieć oraz przez chwilę patrząc niepostrzeżenie na drżące usta Pansy która z całej siły chciała pokazać swoją silną osobowość ukrywając napływające do jej oczu gorzkie łzy. Nie miała pojęcia, że ktoś taki jak czarnowłosy Gryfon mógł tyle jej namieszać w głowie jak pewien czarnowłosy Ślizgon Emmie.
- Potter ma rację. Wszyscy Ślizgoni są tacy sami. - Warknęła patrząc z pogardą na obejmującego Pansy, Blaise'a w duchu przepraszając koleżankę ale ta wyglądała jakby ją to nie ruszało.
Harry rzucił ostatnie spojrzenie odrazy w stronę dwójki Ślizgonów i ruszył wraz z Emmą w przeciwnym kierunku w niespokojnej ciszy i już z innym wyrazem twarzy.

Gdy tylko dwójka Gryfonów znikła za rogiem korytarza, Pansy zaniosła się bolesnym dla Diabła szlochem wtulając się w jego ciepłą klatę, na co chłopak objął ją mocniej czując jak jej szczere łzy przemaczają mu szatę oraz delikatnie pogładził jej włosy ręką.
- Blaise dlaczego zawsze musimy być przez wszystkich skreślani?! Dlaczego nigdy nie możemy mieć z górki...  - Zaczęła przerywając co chwilę potok słów przez płacz.
- Cii... Pansy spokojnie... - Wtrącił opierając swą brodę na głowie dziewczyny. Czuł że teraz to on jest odpowiedzialny za przyjaciółkę, nie odwrotnie jak to zawsze bywa.
- Dlaczego nie możemy mieć nikogo z innych domów?!  Czy na prawdę wyglądam jak chodzący potwór?! Czy każdy widząc na krawacie zieleń musi się do nas zrażać?!
Widząc cierpienie Ślizgonki, Diabeł poczuł ogromną gulę w gardle, tak bardzo chciał jej jakoś pomóc, ale nie był w tym dobry. Specjalizował się w wyśmiewaniu i zawstydzaniu innych a nie w przeciwnych emocjach.
Odsunął się delikatnie by ująć delikatną, bladą twarz dziewczyny z czerwonymi oczami i z pojedynczymi przyklejonymi kosmykami czarnych włosów do skóry przez zaschnięte łzy. Ale to nie przeszkadzało w tym by dalej jej uroda zbijała z nóg.
- Pansy, jesteś piękna. Tyle razy ratowałaś mi życie swoją obecnością, postawą, więc i ja cię teraz nie zostawię. - Urwał przecierając kolejną napataczającą się łzę oraz zakładając jej kosmyki za ucho. - Nie pozwól by ranił cię ktoś bardziej niż nie układające się rano włosy i złamany paznokieć.
Mając nadzieję, że choć trochę pomógł jednej z najważniejszych kobiet w jego życiu, uśmiechnął się z otuchą pozwalając by z powrotem mogła się w niego wtulić.
- Wszystko będzie dobrze... - Powiedział cicho, nie będąc tego stuprocentowo pewien. On był w takim samym położeniu co Pansy tyle że nie płakał. Słowa Gryfonów o Ślizgonach za każdym razem wycinały potworne piętno we wszystkich głowach wychowanków Węża.
- Kocham cię, Blaise. Na prawdę. - Szepnęła ledwo słyszalnie jakby nie była pewna czy powinna to teraz mówić, ale Diabeł uśmiechnął się pogodnie czując że znalazła się w tym wszystkim odrobina optymizmu i wreszcie obydwoje mogli okazać swoje uczucia względem swojej ogromnej przyjaźni.
- Ja ciebie też. - Przerwał na moment. - Przecież obydwoje wiemy to od dawna. - Dokończył śmiejąc się. Taka była prawda. Nie mogliby bez siebie żyć. Oni i Draco byli jak nierozłączne rodzeństwo ale nigdy się do tego nie przyznawali tylko okazywali to właśnie w takich rodzajach sytuacji.
Na twarzy Pansy pojawił się nikły uśmiech, który zasymbolizował nadchodzący powrót do ślizgońskiego dormitorium w lochach.
                                                                          * * * 

- Na dwór?- Jęknęła Hermiona zobaczywszy gdzie prowadzi ją Draco. Chłopak spojrzał na nią z zapytaniem, nie wiedząc co jest złego w wyjściu na zewnątrz wczesnego wieczora. - Nie mam kurtki. - Dokończyła pośpiesznie widząc jego konsternację. 
Ślizgon przewróciwszy oczami uśmiechnął się szelmowsko wyciągając różdżkę po czym mruknął ' Accio marynarka ' i w przeciągu kilku sekund przyleciała do nich zdobycz.
- Proszę. - Rzekł promiennie podając ciepłą, czarną marynarkę Gryfonce która od razu ją przejęła jednak nie mogła oprzeć się swoim zapędom.
- Nie mogłeś przywołać mojej?
- To nie byłoby w moim stylu. - Odparł zachęcając ją ruchem głowy do wyjścia na dziedziniec zamku.
Hermiona myślała że już tutaj zostaną, ale chłopak prowadził ją dalej w kierunku boiska do Quidditcha. Na widok tego miejsca uśmiechnęła się delikatnie pod nosem wiedząc że specjalnie wybrał to miejsce.
Malfoy pomagając Gryfonce wspiąć się na najwyższe miejsce dostępne na trybunach, spytał jakby to było coś oczywistego:
- Wiesz, że nie musiałaś wtedy tego robić prawda?
- Zrobiłam to co uznałam za stosowne. - Odparła beznamiętnie, ręką zachęcając chłopaka do zajęcia miejsca obok niej. - ... Podobało ci się chociaż? - dopytała z odrobiną skruchy w głosie nie wiedząc dlaczego.
Draco zaskoczyło to pytanie, ale będąc we wspaniałym humorze odparł jakby coś oceniał:
-... Trzy plus. - Odpowiedziało mu zimne spojrzenie Hermiony. - No co, nie postarałaś się zbytnio. - Zaśmiał się bo brzmiało to jakby rozmawiali o jakimś ważnym teście.
- Taka ocena mnie nie satysfakcjonuje. - Hermionie bardzo podobała się panująca pomiędzy nimi atmosfera, czuli się tak bardzo swobodnie.
- Cóż... - Blondyn nachylił się ku jej twarzy szepcząc prosto do ucha. - Na szczęście przysługuje pani jeszcze poprawka.
Gryfonka uśmiechnęła się lubieżnie zakładają włosy za ucho.
- mam dwa tygodnie na takie rzeczy. - Oznajmiła z ogromnym trudem opierając się jego zagrywkom. Chłopak dając za wygraną odsunął się wbijając wzrok w niedaleki śliwkowopomararańczowy zachód słońca.

Siedzieli przez chwilę w ciszy słysząc dochodzące z zamku krzyki i śmiechy uczniów wracających z kolacji do pokoi wspólnych, po czym Hermiona otworzyła usta by coś powiedzieć gdy Draco chciał uczynić ten sam gest ale ustąpił dziewczynie.
- Nigdy nie widziałam Twojego Patronusa... - Oznajmiła zagadkowo, posyłając niepewne spojrzenie w stronę rozłożonego na ławce chłopaka, który pokazał zastanawiający wyraz twarzy po czym odparł:
- A chcesz? - Łobuzerski uśmiech ozdobił jego idealnie wykrojone usta, na co ta pokiwała głową z aprobatą klaskając w dłonie. Ślizgon rzucił tylko niedbałe ' No to patrz ' i wyjął swój magiczny atrybut.
Po sekundzie z końca różdżki uwolniła się blado niebieska stróżka która przeobraziła się w ogromnej wielkości smoka z wielkimi zębiskami i szponami oraz długimi majestatycznymi skrzydłami, dzięki którym poleciał dostojnie kilka metrów by potem okrążyć dwójkę uczniów i rozpłynąć się w powietrzu.
Draco patrząc na Hermionę wpatrzoną w Patronusa oznajmił dumnie:
- Nie bez powodu mówią na mnie Smok.
Ale Hermiona nie odpowiedziała na tę wypowiedź, tylko sama zapytała odrywając wzrok od zjawiska:
- O czym myślałeś?
Draco zrobił minę jakby zastanawiał się na odpowiedzią, ale po chwili bicia się z myślami uznał że nie ma sensu kłamać. Dodał tylko jedno zdanie o którym tak na prawdę nie myślał: - O tym jak cię przytrzymałem w deszczu przed upadkiem... Mina Łasicowatego była moim największym życiowym osiągnięciem.
Gryfonka przewróciła oczami wracając do swojego pierwotnego ułożenia, czując już jak ciepłe promyki słońca kończą swoją dzienną służbę. 

Draco zobaczywszy jak dziewczyna delikatnie wzdrygnęła się z zimna, objął ją szybko jedną ręką dodając ciepła po czym mruknął oglądając palące się w zamku światła:
- Chyba już pora wracać.  Nic nie mówisz a niemalże szczekasz zębami.  - A następnie podał dziewczynie rękę pomagając zejść z trybun. 
Zanim doszli do swoich dormitoriów,  upłynęło sporo czasu.   Rozmawiali po drodze starannie omijając temat walentynek. To chyba nie było odpowiednie miejsce i czas na tę  konwersację.
Przy dojściu do portretu Grubej Damy przystanęli z intencją pożegnania. 
Obydwoje nie byli pewni co do końca uczynić. Przytulić się?   Ucałować w policzek, podać rękę czy po prostu rzucić szybkie ' do zobaczenia ' i zniknąć?  
W końcu po jakiś niezdarnych słowach pożegnania, Draco chwycił się ostatniej deski ratunku, wyciągając w stronę Gryfonki prawą rękę.  Hermiona widząc wędrującą w jej kierunku dłoń oraz niezręczną minę  chłopaka roześmiała się promiennie po czym rzuciła się w jego ciepłe ramiona, rękami obejmując ciepłą szyję a następnie swobodnym krokiem ruszyła w stronę obrazu. 


Draco szedł w kierunku ślizgońskiego dormitorium będąc w niesamowitym humorze
Dzisiejszy wieczór był niesamowity.  Granger była niesamowita.  - Pomyślał otwierając wymówionym hasłem drzwi do pokoju gdzie od razu  dosłyszał rzewny szloch. Jeżeli ktoś ze Slytherinu reaguje w ten sposób nie dzieje się byle co.
Niepewnie zaglądając do środka ujrzał Blaise'a który nadal obejmował i  próbował pocieszyć rozchwianą przyjaciółkę, Malfoy widząc pojedynczą spływającą łzę po jej twarzy poczuł jak jego wnętrzności skręcają się ze złości na powód jej rozpaczy.
- Pansy?  Co się dzieje?  - Spytał na pozór groźnie bardziej do Diabła  niż do niej oraz szybko siadając obok dwójki swoich najlepszych przyjaciół.

Hermiona mając nadzieję że reszta Gryffindoru spędziła tak cudowny wieczór jak ona, otworzyła dziurę w portrecie zdając sobie sprawę że nie oddała Malfoyowi marynarki. Jednakże temat ubrania szybko opuścił jej głowę gdy zobaczyła niesamowicie naburmuszonego Harry'ego siedzącego na pobliskim krześle, ewidentnie wkurzoną do granic możliwości Emmę która opierała się o mur siedząc na biurku i wbijając swój gromiący wzrok w obrażoną Ginny, która wtapiała się w oparcie zniszczonego czerwonego fotela z założonymi na piersiach rękami wpatrującą się w ciemność panującą za oknem.
Następnie ujrzała Neville'a także zdenerwowanego, za stosem różnych ksiąg i pergaminów  a zaraz obok niego Ron właśnie cisnął jakimś podręcznikiem ze wstrętem siedząc po turecku na dużej pufie.
Nie mogąc powstrzymać swoich napływających emocji, z twarzy Hermiony spełzł uśmiech a poczuwszy jak unosząca się w powietrzu złość zaczyna działać i na nią wrzasnęła żywo, gestykulując rękami w za dużej marynarce Dracona:
- Co się tutaj dzieje do cholery!?

* Wszystkie zaklęcia zostały przeze mnie wymyślone z pomocą Google Tłumacza:D

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Strasznie opornie poszły Wam komcie, ale i tak Was witam!
Co tu dużo mówić... Średnio jestem zadowolona z rozdziału,  ale w końcu muszą być i takie w których nie ma za dużo akcji by potem dać wolną rękę nadchodzącym wydarzeniom!:) 
Jednakże! Opisując kłótnię, smutek i chwilę Blaise'a i Pansy łezka mi się w oku zakręciłaXD
Czy ktoś jeszcze tak miło zareagował?:c

Moim marzeniem jest osiągnięcie 50 komci, ale szczerze nie jestem przekonana czy uda się to z łatwością uzyskać. No ale raz się żyje i mam nadzieję że się w końcu uda.
Dużo dialogów, to fakt. Jednak mogę Wam powiedzieć, że rozdział siedemnasty będzie emanował opisami!B| 

Czy uda się uzyskać 45 komci by zagwarantować następny rozdział w następnym tygodniu? c:
Zobaczymy!
Zapraszam do czytania i obiektywnego komentowania! - MoonSeer.