czwartek, 9 stycznia 2014

10. NIESPODZIANKA






   Gdyby nie to, że grupa Hermiony przegrała pierwsze zadanie, Gryfonkę zastanawiałyby ciągłe spojrzenia Draco kierowane w jej stronę, ale nie przejmowała się tym specjalnie. Jeżeli Ślizgon nie może zaakceptować tego jaka jest gdy zachowuje się jak prawdziwa Hermiona, niech zerwie ich kontakt, którego praktycznie nie mają.
    Ale Draco złość minęła prawie tak szybko jak się pojawiła, ledwo gdy doszedł do zamku po przegranej, od razu zaczęło do niego docierać jaka jest naprawdę Granger - całkowicie inna niż on.
 Pomimo tego, że jeszcze tydzień temu był święcie przekonany że chociażby w paru drobnych kwestiach nawet w takich jak pragnienie zgniecenia przeciwnika jak mrówki mogliby być do siebie podobni, teraz wiedział, że ona nawet taką drobnostkę odgrywa inaczej. On mógłby bez problemu oszukiwać i użyć swojej wiedzy, byleby tylko WYGRAĆ, a Hermiona nie zepsuła wszystkim całego wydarzenia wiedzą.
  Do Dracona dotarło także, że nie ważne ile będą się starać, ich cała znajomość czy tego chcą czy nie, będzie opierała się na kłótniach i wojnach, których on nie zamierza przegrać.
Dlatego też z czystej ciekawości Draco wpatrywał się w Gryfonkę kiedy tylko miał okazję. Uwielbiał wpatrywać się, we wręcz emanujące od niej cechy prawdziwego lwa.
Chrzanić układ z Blaise'm - Pomyślał na razie.
Oczywiście przepraszać jej nie zamierzał, niespecjalnie ślizgońska duma mu na to pozwalała, ale sprawę postara się jakoś załagodzić, nawet nie w ramach zakładu, tak zwyczajnie. W końcu sojusz pomiędzy nimi będzie konieczny w następnych zadaniach.


Kilka dni po wygranej grupy Harry'ego Potter'a, na tablicy ogłoszeń w każdym domu pojawiły się aż trzy nowe informacje!
Hermiona wchodząc przez dziurę w Portrecie Grubej Damy do Pokoju Wspólnego bardzo się zniechęciła widząc ogólne podniecenie panujące przy tablicy korkowej. 
Uważała, że to na ogromną niekorzyść nauczycieli, teraz uczniowie nie będą mieli w głowie niczego innego niż informacje tam zamieszczone.
Nagle jakaś dziewczynka, chyba pierwszoklasistka pisnęła:
- Wstęp dla wszystkich, nawet dla najmłodszych uczniów! - Tu Hermiona zmarszczyła brwi, podniosła wzrok z nad jakieś grubej księgi i podeszła do tablicy nie ukrywając zaciekawienia. Powoli przesuwała wzrokiem po wszystkich nagłówkach i po kilku chwilach znalazła notki wzbudzające emocje. Mianowicie w przyszłym tygodniu odbędzie się wypad do Hogsmeade, o i pojawiła się informacja o drugim zadaniu, które odbędzie się szóstego grudnia i zawodnicy mają się stawić u Dyrektor McGonagall dzień wcześniej. Dziwne, że nie będą mieli w ogóle czasu na naukę. No i ostatnia notatka.... Zaraz co?!
Hermiona wyrecytowała w myślach szybko:

Dnia 24 listopada o godzinie 18:00 w Wielkiej Sali, odbędzie się bal dla wszystkich uczniów Hogwartu, mający na celu uczczenie pierwszego, zorganizowanego Turnieju w zamku.

Hermionę wbiło. Jej ostatni bal nie był szczególnie zadowalający, jako że pokłóciła się z Ronem. Dlatego też nie była pewna czy pojawi się na zabawie, o ile ktoś ją w ogóle zaprosi. Boże nawet nie ma się w co ubrać. - Zmartwiła się, gdy nagle znikąd pojawiła się przed nią Ginny, mówiąc do niej wesoło:
- Nie martw się Hermi! W przyszły weekend teleportujemy się do Madame Malkin po kiecki!
- Tyle że ja nie jestem pewna czy chcę tam iść.- Odparła cicho Hermiona.
- Błagam cię, nie masz pojęcia jak będzie wspaniale! - Egzaltowała się Ginny, na co jej przyjaciółka uśmiechnęła się słabo, dając zaciągnąć się do dormitorium by pogadać o krojach, kolorach, ozdobach oraz innych rzeczach związanych z kreacjami.

Draco wchodząc do Pokoju Wspólnego od razu zauważył wszystkich Ślizgonów skupionych w jednej kupie przy tablicy ogłoszeń, rozmawiających o czymś z ożywieniem.
Chwilę później dogonił go Blaise, klnąc na fałszywe stopnie ,ale widząc panujący zgiełk od razu się uciszył i ruszył za wołającym go Draco.
Blondyn tylko rzucił okiem na kartkę dotyczącą drugiego zadania, ale nad Hogsmeade się zatrzymał od razu mając w głowie obraz Granger. Teraz musi poważnie zabrać się za ten cholerny zakład, bo inaczej zamieni się na oczach Gryfonki w białą fretkę, a takiego poniżenia by nie zniósł.
No i na koniec zostawił informację, która według podnieconej Pansy była najciekawsza.
 Wraz z Blaise'm, na jednym wdechu przeczytał pod nosem całą treść, po czym spojrzeli po sobie uśmiechając się porozumiewawczo. W obydwóch parach oczu było widać wyraźny, mocny błysk. Gdy nagle Blaise oświadczył:
- Cho na górę, poznałem kogoś. - Draco od razu zadowolony z kumpla, ruszył za nim w stronę dormitorium chłopców.
Kiedy Diabeł skończył dokładny opis wyglądu i okoliczności poznania pięknej Emmy, Draco był okropnie dumny z Blaise'a, teraz obydwaj będą musieli uporać się z nieugiętymi Gryfonkami.
- Tak, tylko że jemu na niej cholernie zależy. - Odezwał się cichutki głosik w jego głowie, na co wzdrygnął się dziwnie bo coś w środku go ukuło, ale starał się to szybko wyrzucić. Przecież nie jest  maszyną bez żadnych uczuć!
- A jednak. -  Pisnęła jego podświadomość.
Draco udając, że nic go nie trapi, poklepał przyjaciela po ramieniu, gratulując tak wspaniałej - wnioskując po opisie - dziewczyny, po czym udał się do łazienki a potem do łóżka życząc Blaise'owi dobranoc.
Wskakując pod kołdrę w podłym nastroju, przez jego podświadomość, nagle poczuł zbierającą się pod oczami wilgoć. Podniósł szybko rękę ocierając mozolnie małą łzę i nie mogąc oderwać wzroku, zaczął obserwować  pojedynczą kropelkę spływającą nieśpiesznie po nadgarstku.
- Taki bez uczuć. - Odezwał się głosik. Dracon nie mogąc tego dalej słuchać, wytarł łzę w prześcieradło czując do siebie odrazę, że jest taki słaby. Odwrócił się na plecy patrząc tępo w sufit.
Przecież nie jest robotem bez jakiegokolwiek serca, czy tak? 

* * *

Hermiona właśnie siedziała na eliksirach wraz z Harry'm i Ronem próbując uwarzyć Eliksir Rozdymający oraz Wywar Dekompresyjny, gdy nagle Ron zaczął:
- Hermiono, mam pytanie...
- Jasne, mów. - Tu Harry udawał, że jest czymś strasznie zajęty i ich nie słucha, dlatego Hermiona zaczęła mieć pewne podejrzenia, ale dalej słuchała uważnie.
- Może zechciałabyś wybrać się ze mną na bal? - Spytał niepewnie, widząc jej minę dodał szybko. - Jako przyjaciele oczywiście. - Gryfonka miała ochotę ukryć twarz w dłoniach i nic nie odpowiadać. Co prawda nikt jej jeszcze nie zaprosił, ale nie chciała by towarzyszył jej Ron, nawet jako przyjaciel. 
Wtem przypomniała sobie swoje własne słowa z czwartej klasy kierowane do Rudzielca na balu.. " (..) Przed następnym balem, znajdź trochę odwagi i zaproś mnie zanim zrobi to ktoś inny i nie w ostatniej chwili! ". 
- Ron z przyjemnością bym z tobą poszła... - Tu urwała na chwilę - Gdyby nikt mnie wcześniej nie zaprosił. - Dodała szybko nie wiedząc czemu go kłamie. Ron uśmiechnął się słabo i tylko odparł grzecznie:
- Jasne rozumiem, o eliksir już zmienił barwę zajmijmy się tym.
Hermiona czuła ogromne wyrzuty sumienia, ale po chwili wróciła do dodawania składników.
Draco przyglądał się tej scenie bardzo uważnie, czując jak krew go zalewa. Był prawie pewny że Rudzielec właśnie poprosił Granger o wyjście z nim na bal, a to była JEGO przyszła towarzyszka na zabawie. Jeszcze nie miał pojęcia jak się do tego zabrać, tak żeby nie miała żadnych wątpliwości, ale wiedział że się zgodzi. Myśląc nad Zaproszeniem nie zauważył, że źle pododawał ingrediencje, przez co jego wywar uzyskał barwę zgniłego jabłka zamiast czystej żółci. Zaklął cicho widząc wnętrze swojego kociołka i minę Blaise'a, więc machnął niedbale różdżką i oczyścił naczynie, zgłosił to wszystko Profesorowi Horacemu oraz spojrzał na Granger z łobuzerskim uśmiechem na co ona także niepewnie podniosła kąciki ust.

Draco bawił się z Blaise'm obrzucając go ukradkiem różnymi obrzydliwymi składnikami eliksirów, ukrywając śmiech, gdy nagle drzwi lochów powoli otworzyły się i stanęła w nich brązowowłosa dziewczyna, którą Diabeł poznał od razu. Wskazując na nią palcem tak żeby nic nie zauważyła powiedział coś Draconowi na ucho, na co ten rozwarł oczy i szybko spojrzał w jej stronę i z powrotem na przyjaciela pokazując swoją mimiką twarzy Niezła jest .
- Przepraszam profesorze, nie została tu jakaś książka od eliksirów?- Spytała z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, dziecko kochane. Blaise podaj dziewczynie jej własność, położyłem ją na półce koło ciebie. - Odparł szybko Profesor Slughorn. Blaise w ułamku sekundy ściągnął książkę, podszedł do Emmy i powoli podał jej podręcznik. Gdy dziewczyna również go chwyciła, Ślizgon pociągnął ją trochę mocniej w swoją stronę, przez co zdezorientowana dziewczyna dała zaciągnąć się bliżej w stronę chłopaka.
- Jutro w południe będę czekał pod portretem Grubej Damy, tak? - Spytał szeptem z łobuzerskim uśmiechem, na co Emma zaśmiała się cichutko nie przejmując się uczniami dookoła:
- Oczywiście. - Puściła do niego oczko, po czym szybko podziękowała profesorowi i wyszła z lochu. Blaise usiadł w ławce cały w skowronkach, a gdy dzwonek ogłosił koniec piątkowych lekcji, pierwszy wyleciał z sali nie czekając na Draco. Ale ten się nie przejął, musiał coś załatwić. Poczekał aż wszyscy opuszczą salę udając, że sprząta swój pusty kociołek, a gdy zostali sami, cicho podszedł do Gryfonki sprzątającej cały bałagan sama, i spytał delikatnie:
- Pomóc ci w czymś? - Hermiona nie miała pojęcia, że ktoś jeszcze jest z nią w sali dlatego nie na żarty przestraszyła się głosu Ślizgona i nie patrząc co robi, zepchnęła ręką swój opróżniony kociołek, który Draco natychmiast złapał i oddał go właścicielce oraz dodał przeczesując palcami swoje niesforne włosy:
- Zgaduję, że tak. - Na co Hermiona uśmiechnęła się, delikatnie pokazując zęby, ale szybko odwróciła się w drugą stronę, udając że chowa coś do ledwo trzymającej ciężar torby. 
Draco czuł się tak swobodnie przy tej dziewczynie, uwielbiał patrzeć na jej zagadkowe zachowanie.
Wbijając wzrok w głębokie czekoladowe oczy i usta koloru dojrzałej maliny, głęboko zastanawiał się, czy nie zostawić tak delikatnej dziewczyny w spokoju..Realizując zakład z Blaise'm będzie zmuszony złamać jej serce, a widząc ją teraz, ledwo radzącą sobie z tym całym szkolnym ekwipunkiem nie był do końca pewny czy to właściwe wyjście. A do tego chce ją zaprosić na bal...
Czuł jak jego ręce w kieszeniach zaczynają się pocić, gdy nagle Hermiona odezwała się patrząc w jego zimne oczy:
- Wydawało mi się, że jesteś nam nie okropnie obrażony.
- Po prostu myślałem, że wygrana jest dla ciebie najważniejsza, nie ważne w jaki sposób uzyskana. - Odparł nie tracąc głowy, ale gdy zobaczył przymrużone oczy Gryfonki, mówiące że właśnie została paskudnie obrażona, dodał szybko, przysuwając się do niej niepewnie:
- Nie, nie nie obrażaj się, przepraszam, nie to miałem na myśli. - Hermiona od razu zmieniła wyraz twarzy.
- Co ty powiedziałeś? - Draco poczuł uścisk w gardle, przeprosił ją... jakim cudem.
- Że nie to miałem na myśli. - Rzekł z ogromną gulą w okolicach przełyku.
- Wcześniej. - Naciskała z irytującym uśmieszkiem Hermiona. Ślizgon nie mógł już tak dłużej, wciągnął głęboko powietrze i odrzekł czując, że nagle na sercu robi mu się lżej:
- Przeprosiłem cię, jasne? Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić znowu. - Syknął.
Hermiona zachichotała, i zaczęła iść wolno w kierunku wyjścia, kiedy po chwili obróciła się i spytała:
- Czyli mamy oficjalnie rozejm, tak? - Draco tylko potaknął, a gdy zobaczył Gryfonkę zmierzającą w kierunku drzwi, powiedział sobie że drugiej szansy może nie mieć, dlatego podbiegł do niej i zatrzymał łapiąc za prawy nadgarstek jednocześnie odwracając w jego stronę, po czym spojrzał w zwężone źrenice i spytał z czarującym uśmiechem:
- Może wybrałabyś się ze mną jutro do Hogsmeade? - Hermiona w duchu cieszyła się, że Malfoy ją zaprosił na wyjście. Co prawda wiedziała, że może tego dobrze nie wspominać, ale stwierdziła że drugiej szansy może nie mieć. Już wciągała powietrze by odpowiedzieć, gdy nagle przypomniała sobie, że jutro wybiera się z Ginny na ulicę Pokątną po sukienkę. To było jak bolesny strzał w serce, dlatego ze szczerym zawodem odparła:
- Jutro Ginny zabiera mnie do Madame Malkin po suknię na bal. - Widząc wyraz twarzy Ślizgona dodała: - Naprawdę szkoda Malfoy- Hmmm.. A więc Granger wybiera się na bal... Nie sądził żeby ktoś ją już zaprosił oprócz Weasley'a, ale widział że odmówiła tak więc miał duże szanse. Ale teraz gdy nie mógł zaprosić jej w Hogsmeade, będzie musiał wymyślić jakiś inny sposób.
Po chwili odrzekł jakby prawie się tym nie przejął:
- Jasne, rozumiem.
Hermiona zostawiła Ślizgona sam na sam w sali, ale gdy ledwo opuściła loch, odwróciła się z prędkością światła nie wiedząc co wyprawia i zaproponowała głośno:
- Ale myślę, że możesz nam towarzyszyć na Pokątnej! - Nie miała pojęcia w jakim celu to właśnie powiedziała, ale odwrotu nie było a ona nie żałowała.
Draco słysząc propozycję, od razu podniósł zwieszoną lekko głowę, a oczy mu rozbłysły.
- No to widzimy się jutro. -  Odparł puszczając do niej oczko i już namawiał Hermionę do odprowadzenia pod Pokój Wspólny Gryfonów.


* * *

Dwie Gryfonki właśnie szły próbując przedostać się przez lawinę czarodziei kotłujących się na ulicy Pokątnej.
Ginny była okropnie zadowolona z przyjaciółki, że w końcu spędza czas z kimś innym niż książki, jednak nie mogła uwierzyć, że tą osobą był Malfoy, osoba która nie toleruje nieczystej krwi. Dlatego miała ogromną nadzieję że Ślizgon w końcu używa własnego mózgu, bo jeżeli on skrzywdzi Hermionę, to pożałuje swojego marnego istnienia.
Gdy dobijała godzina na którą umówiły się z Draconem pod Madame Malkin, rzuciły na stół kilka drobnych płacąc za desery lodowe i zaczęły iść w kierunku sklepu. Hermionę co jakiś czas przechodziły dziwne dreszcze i niechciane motylki w brzuchu. Przecież nie mógł tak na nią działać, jeszcze nie teraz.
Kiedy doszły na miejsce, Draco już tam stał, po czym przywitał się z Ginny a Hermionę ucałował w knykcie uśmiechając sie uwodzicielsko. Tą przeszedł kolejny dreszcz, ale uśmiechnęła się i przewróciła oczami, po czym weszła pewnym krokiem do pomieszczenia, a za nią Dracon.

- Myślę, że w tej wyglądasz wspaniale. - Rzekł Draco wkładając ręce do kieszeni swojego idealnie dopasowanego garnituru.
Ginny od razu mu przytaknęła.
- Nieźle się znasz na tego typu kreacjach. - Ślizgon tylko posłał Rudej mały uśmiech i znowu wbił wzrok w przeglądającą się w lustrze i rozmawiającą z Panią Malkin Hermionę. Wyglądała na prawdę przecudnie. Sukienka idealnie do niej pasowała, uwydatniała jej biust, oraz optycznie wyszczuplała.
 Nie żeby Hermiona była gruba, nic z tych rzeczy broń Boże!

Gryfonka także uważała, że kreacja jest niesamowita, ale była prawie pewna, że ją na nią nie stać, ale i tak cichutko spytała pulchnej kobiety gładząc materiał: 
- Proszę pani, ile ta sukienka w ogóle kosztuje? Jest zdumiewająco piękna, wręcz idealna! - Tu urwała na moment, ale po chwili ciągnęła dalej - jestem zmuszona myśleć, że w życiu nie będzie mnie na nią stać! - Ale Madame Malkin tylko uśmiechnęła się ciepło do Hermiony i odrzekła ze spokojem:
- Dla takiej uroczej bohaterki, dzięki której mamy teraz pokój na świecie, będzie ona prezentem ode mnie.
Dziewczyna osłupiała, teraz odczuła ogromną chęć pojawieniu się na balu. Uścisnęła mocno Panią Malkin i już po chwili wychodziła wraz z przyjaciółką i Malfoy'em ze sklepu wysłuchując ich niedorzecznej kłótni na temat sukienek wieczorowych. Logiczne, że Draco się na tym znał, pochodząc z takiej rodziny jak jego, wytworne przyjęcia i damskie kreacje na każdym kroku to normalka.

Blaise i Emma właśnie przechadzali się po ulicach Hogsmeade, wyśmiewając się z Dracona który teraz towarzyszy Hermionie i Ginny w wybieraniu sukienek.
Kiedy powolnym krokiem i okrężnymi drogami doszli w końcu do wrót zamku, obydwoje czuli, że spędzili wspaniały dzień. Byli pokrewnymi duszami, nie było co ukrywać, rozumieli się bez słów.
Obydwoje powinni się czuć dość niekomfortowo jak na razie, przecież dopiero co się poznali, jednak tak nie było. Blaise był maksymalnie wyluzowany a Emma nie była spięta.
Stojąc u stóp Hogwartu, rozmawiali właśnie o nadchodzącym balu. Wtedy dopiero zaczęli czuć dyskomfort. Emma była przekonana, że Blaise zaprosi ją podczas ich spotkania, a Ślizgon był myśli, że nowo poznana Gryfonka w życiu nie zgodzi się na pójście na bal z chłopakiem, którego kilka dni temu poznała.
Dlatego też po chwili urwali ten temat, a dziewczyna oznajmiła niepewnie, że będzie się zbierać. 
Już szła podbuzowana korytarzem, że Blaise nie ma odwagi zaprosić dziewczyny na głupi bal, gdy za sobą usłyszała wrzask z drugiego końca korytarza:
- W takim razie może poszłabyś ze mną na bal? - Emma od razu się rozpromieniła. Odetchnęła z ulgą i także krzyknęła:
- Myślałam, że już nie spytasz! - Po czym pobiegła wzdłuż korytarza i rzuciła się w objęcia Ślizgona.

* * *

Minęło kolejne pięć dni nauki, a 24 listopad zbliżał się z każdym dniem wielkimi krokami. Hermiona pomimo pięknej sukienki, znowu przestała chcieć iść na bal. Nikt jej nie zaprosił, został zaledwie tydzień, a ona nie ma partnera! Już wolałaby zostać w dormitorium, niż iść sama - taki wstyd. 
Swoją drogą zastanawiała się z kim idzie Draco. Nie chciała tego głośno mówić, ale miała cichą nadzieję, że podczas wybierania sukienki zaprosi ją, lecz szybko wyrzuciła z głowy tę możliwość karcąc się w myślach. Przecież to niedorzeczne. Jak Draco Malfoy mógłby zaprosić ją, Hermionę Granger, Królową Szlam na bal. Boże na co ona liczyła!
No ale trzeba być dobrej myśli, na razie musi się skupić na uzyskaniu kilku punktów dla swojego domu. Z resztą co ma być to będzie. Dlatego też wkładała całe swoje serce w przygotowania eliksiru na dzisiejszych zajęciach, nie zwracając uwagi na opary, które powodowały jeszcze większe loki i podniesienie się jej włosów. Jej mikstura musiała być najlepsza.
Dodawała właśnie sproszkowaną korę Nocnego Dębu, gdy do sali weszła Emma. Znowu.
- Mam deja vu. - Mruknęła beznamiętnie.

- Dyrektor McGonagall prosi na chwilę do siebie Hermionę Granger. Najlepiej niech już weźmie swój dobytek. - Klasa popatrzyła na Hermionę ze zdziwieniem, szczególnie Draco, ale szybko spojrzał na ciągnącą dalej Gryfonkę. - Ktoś cię oczekuje Hermiono. - Dodała posyłając jej szczery uśmiech.
Ta z podniesioną głową, przeprosiła Profesora Slughorna, spakowała się i ruszyła za Emmą w stronę sali od Transmutacji.
Przez całą drogę myślała, kto też może na nią czekać w środku roku szkolnego, zaczęła się poważnie obawiać.
- Nie spinaj się tak. - Rzekła Emma klepiąc ją delikatnie po ramieniu, na co Herm odpowiedziała tylko niepewnym uśmiechem.
Po chwili dotarły do sali. Młodsza Gryfonka otworzyła z hukiem drzwi, a Hermiona z zaskoczenia upuściła torbę przez chwilę nie wiedząc jak zareagować, po czym krzyknęła zdziwiona i jednocześnie ogromnie uradowana: 
- Wiktor!
-----------------------------------------------------------------------------------

Witajcie!:) 10 komentarzy udało się uzbierać, tak więc zgodnie z obietnicą udostępniam jeszcze w tym tygodniu rozdział gotowy do czytania i komentowania.
A Wam jak się wydaje, Draco ma jakieś serce, chociaż najmniejsze, czy w ogóle go nie posiada? Czy Wiktor Krum tutaj namiesza? co z ciągłym uczuciem Rona?
Jak potoczą się dalsze losy Blaise'a i Emmy?
I w ogóle jak oceniacie ten rozdział? 
Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii, dlatego baaaardzo proszę o zostawienie swojego komentarza!
(Czy uda się znowu uzbierać 10, a może nawet więcej?)
Pozdrawiam Was ciepło - MoonSeer c:


poniedziałek, 6 stycznia 2014

9. LWICA


------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie! Wena niby dopisuje dlatego publikuję kolejny rozdział, który miał się ukazać we wtorek bądź środę, ale po co Was przetrzymywać!:D Ta część jest szczególnie ważna dla pewnego Ślizgona, którym nie jest Draco, a więc dla kogo?:) Zapraszam ciepło do czytania i komentowania, a gdyby udało się uzbierać ponad 10 komentarzy obiecuję, że następna część pojawi się jeszcze w tym tygodniu, a więc do czytania! c:
Pozdrawiam Was słonecznie - MoonSeer 



- Witamy w drużynie Granger. 
Hermionie chciało się wymiotować, dlaczego co chwilę musi być w towarzystwie tego Ślizgona? Już nie chodzi o siedzenie razem, czy wspólne lekcje, ale los co chwilę każe im się spotykać i wymaga od obydwu stron poświęcenia. Tym razem będą musieli połączyć swoje siły by pokonać drugą drużynę, w tym swoich najlepszych przyjaciół. Hermiona pragnęła końca zabawy zanim na dobre się zacznie tylko przez to, że została wybrana. 
W myślach szybko spoliczkowała się za to, zachowuje się jak egoistka bez honoru. Przyjaciele wybrali ją do tego zadania, więc musi im pokazać, że była tego warta, dlatego wygra ten turniej dla Gryffindoru, nawet jeśli oznacza to współpracę ze Ślizgonem.
  Uniosła dumnie głowę i zaczęła kroczyć przez komnatę w stronę Puchonki, będąc odprowadza wzrokiem przez Draco.
- Hej, tu jestem! - Odezwała się Pansy machając dłonią przed nosem przyjaciela. Chłopak z trudem oderwał wzrok od Hermiony rozmawiającej z Hanną Abbott.
- Przepraszam, zamyśliłem się. - Mruknął beznamiętnie. Pansy podniosła brwi ze zdziwienia i uśmiechnęła się delikatnie.
- Oh na pewno. Cieszysz  się, że masz ją u siebie co nie?
Draco wzruszył ramionami.
- Jej inteligencja z pewnością się tu przyda.
 Dostał kuksańca w bark.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi! - Powiedziała z irytacją, na co chłopak tylko zmarszczył niepewnie brwi bo do komnaty właśnie weszła p. McGonagall z pozostałymi opiekunami domów.

- Dobra, szybko zwięźle i na temat. Zostaliście wybrani do Turnieju, będą cztery rundy, w każdej trzeba będzie wybrać coś jakby lidera.
 - Przerwała na moment. - Nie patrzcie na mnie jakbyście oczekiwali jakiegoś Rogogona Węgierskiego - Tu uśmiechnęła się w stronę Harry'ego. - To tylko szkolna zabawa. Tak więc pierwszym zadaniem, które odbędzie się za tydzień o godzinie jedenastej, będzie wypracowanie, ale nie byle jakie. Tutaj przyda się odrobina inteligencji i szczypta dedukcji, sprowadzimy do szkoły dwoje zwierząt tego samego gatunku, dla każdej grupy po jednym. Postaramy się wybrać takie, o których wcześniej nie mieliście pojęcia, chociaż wiem że to będzie nie lada problem. - Tu spojrzała wesoło w stronę Hermiony, która spłonęła rumieńcem.
Draco widząc tą scenę delikatnie podniósł kąciki ust. Lubił taką postawę u dziewczyny. Ale McGonagall ciągnęła:
- Gdy będziecie mieli przed sobą zwierzę, waszym zadaniem będzie: dostrzec po jego częściach ciała albo czymś innym, gdzie zamieszkuje czy może jakieś inne dane i sporządzić wypracowanie.. Powiedziałam wam wystarczająco, a nawet za dużo.
 Jest przed przed godziną osiemnastą, już teraz proponuję wam iść do biblioteki i zacząć przyswajać sobie różne gatunki. A teraz niech los wam sprzyja! - Zakończyła z uśmiechem.
Dwie drużyny od razu zaniosły się rozmową:
- Chodźmy do pokoi i przestań się tym przejmować, mamy na to tydzień. - Zasugerował Draco, na co Hanna i Terry mu zawtórowali, ale Hermiona tylko prychnęła niedbale:
- Ja pójdę do biblioteki w tej właśnie chwili, bo nie wiem jak wy ale ja chcę zgnieść ich w proch i wygrać. - Oczy Draco na te słowa rozbłysły. W niektórych kwestiach są tacy podobni do siebie.
Zobaczył jak Puchonka i Krukon stoją jak wryci, jakby czekali na rozkaz Draco, co go bardzo rozśmieszyło ale wspaniale to ukrył:
- To na co tu jeszcze czekacie? - Spytał przymrużając oczy, na co dójka od razu wymaszerowała z komnaty. Nim się obejrzał w komnacie został sam na sam z Granger.
Dziewczyna odsunęła się od niego by być w bezpiecznej odległości i trochę zmieszana zaczęła mówić nie mogąc się oprzeć tym grafitowym, zimnym oczom:
- Pójdziesz ze mną do biblioteki? - Wyrecytowała szybko jakby całe spotkanie uczyła się jak to powiedzieć gdy szybko zasłoniła usta rękami, niestety kilka chwil za późno, wyczekując szybkiej odmowy.
- Nie sądzę... - Zaczął niedbale Draco. Nie chciał nigdzie iść, szczególnie z osobą która w życiu mu się nie podporządkuje, gdy nagle przypomniał sobie o zakładzie Blaise'm. - Nie sądzę, by były jakiekolwiek przeszkody.- Odparł z szarmanckim uśmiechem.
Na twarzy Hermiony uśmiech także się pojawił nie wiadomo skąd, i już Draco wyprowadzał ją przodem przez drzwi w kierunku Wielkiej Sali, a potem biblioteki.
Idąc korytarzami rozmawiali o wszystkim i o niczym. Draco chwycił Hermionę w pasie, mówiąc by nie przerywała swojego potoku słów, na co ona niewzruszenie ściągnęła dłoń i mówiła dalej.
Po krótkiej chwili chłopak oznajmił, że musi zawiązać buta i że nie ma na niego czekać, ale gdy tylko się zatrzymał zaczął wyczarowywać ogromną białą różę, a gdy już był za nią i chciał ją wręczyć, oznajmiła oschle nie patrząc w jego stronę:
- Jedna różę już mam, Daruj sobie Malfoy.
Draco już czuł się w ciele fretki, jest tak cholernie trudno czymkolwiek ją zainteresować, Boże. Ale gdy doszli do biblioteki od razu go olśniło, musi jej zaimponować wiedzą, przynajmniej. Nie żeby był głupi i tępy, ale uczyć się zbytnio nie musiał, dzięki swojemu nazwisku miał nawet zapewnione dobre oceny z egzaminów.

Po dwóch godzinach w bibliotece, po raz pierwszy mógł powiedzieć, że świetnie się bawił i do tego z Granger. Nie tylko miło spędził czas, ale także wykonywał zadanie powierzone mu przez Blaise'a.
Jego plan skutkował, książki - to był klucz do serca Gryfonki ale nie mógł ograniczać się tylko do ksiąg, w końcu musi się złamać. - pomyślał w drodze do dormitorium.

Hermiona miała wspaniały wieczór. Była całkowicie zaskoczona zachowaniem Malfoya, kolejny raz. Nie chciała się tym zbytnio absorbować, bo dawała się jego urokowi zdecydowanie za szybko, ale przychodziło jej to z wielkim trudem. Jego szare oczy, niesforne blond włosy i usta przyprawiały ją o niechciane dreszcze.
Boże o czym ona myśli, przecież to cały Malfoy, wszystko na zewnątrz a pustka w środku.
Powoli zaczęła go wyrzucać z głowy, teraz musiała się skupić na magicznych istotach.
Kiedy weszła do dormitorium, Ginny już tam była i od razu zaczęła gratulować przyjaciółce wybrania na zawodnika. Na kolejnych rozmowach zleciały dwie godziny, kiedy dołączyła się Parvati.
   Gdy Hermiona zobaczyła swojego Krzywołapa układającego się do snu, oznajmiła że ona także idzie spać, więc po chwili każda Gryfonka była pod kołdrą usiłując zasnąć.

Tydzień poprzedzający pierwsze zadanie leciał tak szybko, że nim uczniowie się obejrzeli był szósty listopad.
Hermiona spędzała każdy wieczór w bibliotece poznając nowe gatunki, więc kiedy się obudziła, była pewna że mają szansę na wygraną.
Ubrała się nieśpiesznie i zeszła krętymi schodami do Pokoju Wspólnego by potem ruszyć dziarskim krokiem w kierunku Wielkiej Sali, gdzie aż huczało z podniecenia.


* * *

Pierwsza runda miała się odbyć na boisku Quidditcha, cała szkoła zbierała się właśnie na trybunach oczekując nie wiadomo czego jak to Draco nazwał rozbawiony tym całym podnieceniem, które obserwował z szatni. Troszkę się zdziwią gdy okaże się że będą przyglądać się jakże dostarczającemu emocji, pisaniu wypracowań.
Po chwili podeszła Pansy życząc mu szczęścia i całując w policzek, Hermiona obserwowała dwójkę Ślizgonów z przymrużonymi oczami, gdy Draco delikatnie odepchnął Pansy i ruszył w stronę Gryfonki.
- No to powodzenia Granger, stresujesz się? - Spytał grzecznie całując ją w policzek. Hermionę przeszły okropne dreszcze ale głowy nie zamierzała stracić, przynajmniej nie teraz. - Po Twojej postawie widzę, że tak. - Rzekł, żartując z jej dreszczy.
- Co ty robisz, mogę wiedzieć? - Odparła odpychając go delikatnie płonąc czerwonym rumieńcem.
Draco mimowolnie się uśmiechnął, nawet nie znał powodu dla którego to uczynił, ale po chwili roześmiał się krótko:
- Miałaś wypisane na twarzy, że chcesz zamordować Pansy za to co zrobiła. - Odrzekł, dotykając znacząco swojego ucałowanego przed chwilą policzka, czujnie obserwując reakcję dziewczyny.
- Jesteś taki głupi. - Hermiona zamknęła swoją szafkę i ruszyła w stronę boiska.
- Głupi? Czemu? - Spytał sam siebie, ale McGonagall kazała już wychodzić na murawę, dlatego też przewrócił tylko oczyma i pobiegł za resztą uczniów.
      Na trawie stały dwa okrągłe stoły na których leżały dwie rolki pergaminu oraz przy każdym po cztery krzesła.
Meble były od siebie oddalone na kilka dobrych metrów, by zawodnicy nie mieli możliwości przeszkadzania sobie.
Kiedy ośmioro uczniów zajęło swoje miejsca, trybuny zaniosły się brawami i okrzykami radości. Draco nadal rozbawiony nadchodzącym rozczarowaniem z powodu gwarantowanych emocji, zajął miejsce przy jednym ze stołów wraz ze swoją ekipą i czekał w ciszy na przyprowadzenie zwierząt.
Po pewnym czasie McGonagall oficjalnie zaczęła objaśniać zadanie, widzowie gwałtownie zamilkli. 
Ślizgoński blondyn okazał oznaki rozbawienia na co Terry Bott mruknął:
- Śmieszy cię coś? - Automatycznie został zgromiony wzrokiem bezlitosnych oczu Malfoya.
- Nic co by mogło cię interesować. - Wycedził przez zęby, gdy Hagrid wprowadzał właśnie dwa, z pozoru zwyczajne psy, a McGonagall ogłosiła czas jaki przysługiwał uczniom na sporządzenie pracy pisemnej, i w mgnieniu oka ośmioro nastolatków zaczęło debatować nad wyglądem zwierząt i wyborem  osoby przewodzącej.
- Proponuję Granger na lidera. - Zaczął Draco z uśmieszkiem, ale dziewczyna tylko przewierciła go pełnym nieufności wzrokiem. Po chwili spierania się ustalili, że liderem w tej rundzie zostanie Terry jak że jest Krukonem i jego zdolność wyciągania szybkich wniosków najbardziej się tu przyda, i już zaczęli pracować.

Blaise rozglądał się nerwowo po trybunach szukając kogoś ze Slytherinu, z kim mógłby usiąść ale gdy w końcu znalazł znajomych, załamał się. Dojście tam zajęłoby mu pół dnia, a nie mógł przecież sam dopingować dwójki swoich najlepszych przyjaciół.
W końcu usiadł zrezygnowany przyglądając się nerwowo murawie tupiąc stopą w podłoże.
Nie minęło kilka minut i wstał ruszając w stronę Ślizgonów. Nie ważne ile to zajmie, nie będzie tu osiwał w towarzystwie jakiś drewniaków. Ruszył pewnym krokiem, nie dostrzegając pewnej stopy i nadepnął na nią całym swoim ciężarem.
- Ała! Patrz jak łazisz. - Syknęła przez zęby jakaś dziewczyna.
- Sorry bardzo. - Odpowiedział kierując wzrok w stronę właścicielki stopy, ale szybko odwrócił głowę w przeciwnym kierunku chcąc dalej iść, lecz gdy tylko w myślach odtworzył sobie wygląd dziewczyny, z powrotem się odwrócił. Cała ta sytuacja działa się w przeciągu sekundy.
- Blaise jestem. - Powiedział Ślizgon wyciągając z promiennym uśmiechem swoją ciepłą dłoń wpatrując się w piękne, lazurowe, pełne głębi tęczówki, przykrywane co chwilę długimi, gęstymi rzęsami. Z trudem łapał oddech na widok twarzy dziewczyny. Wokół małego zadartego nosa widniało kilka jasnych piegów, które dodawały niewinnego uroku.
Jej uśmiech był zniewalający: Dołeczek po lewej stronie twarzy i usta aktualnie koloru pudrowego różu, które były idealne, nie grube jak u ryby ani cienkie jak nitka, obnażały proste, białe zęby z małą, ledwo widoczną szparką pomiędzy jedynkami. Usteczka aż się prosiły o złożenie na nim pocałunku, przez co Diabeł z trudem się powstrzymywał, wciąż ściskając jej rękę.
   Tym razem wpatrywał się w gęste, jasno czekoladowe loki, zgrabnie opadające trochę dalej niż ramię po lewej stronie. Zjechał niżej wzrokiem, wbijając wzrok w wystające obojczyki, nadające właścicielce atrakcyjności.
  Dziewczyna była bardzo szczupła, niska, około 165 cm wzrostu i krucha. Nogi miała smukłe i długie, jakby sięgały nieba.
Ręce i palce były takiej samej budowy, chodź jej dłoń z pozoru wydawała się bardzo mała.
Diabeł patrząc na tą kruszynę przez chwilę się zląkł, że swoim nadepnięciem mógł stratować jej drobną stopę.

Dla Blaise'a ta chwila trwała wieczność, coś jakby czas na chwilę przestał lecieć, ale w rzeczywistości minęła krótka chwila i dziewczyna w mgnieniu oka odpowiedziała próbując się uśmiechnąć, ale ból stopy to utrudniał. 
- Tak tak, wiem kim jesteś. Ja nazywam się Emma.
- Poznaliśmy się już wcześniej? - Spytał absorbując się.
- Wydaje mi się, że chodzimy do tej samej szkoły. - Odpowiedziała udając jakby się czegoś głęboko domyślała, po czym roześmiała się cicho. 
Blaise był urzeczony tą dziewczyną, jeszcze żadna tak na niego nie zadziałała. Musiał pokazać się z jak najlepszej strony.
- Hmm.. Odważna Gryfonka, czy tak? - Rzekł wskazując na przyszytą naszywkę lwa przy jej narzucie.
- Jak lwica. - Odparła tajemniczo chwilę później śmiejąc się sama z siebie. - Wybacz, nie mam pojęcia co gadam.
Blaise szybko zapomniał o swoich kolegach ze Slytherinu, usiadł z powrotem na stare miejsce i przez całą rundę rozmawiał z nowo poznaną, młodszą o rok Gryfonką.
  Była taka sama jak on, humorzasta. bardzo szybko denerwowała się o byle co, by po chwili o tym zapomnieć.
Często śmiała się z żartów Blaise'a a on z jej, potrafiła się doskonale bawić w każdej chwili.
   Może to nieodpowiednia cecha dla Gryfonki, bardziej podpadająca pod Slytherin ( Dlatego Blaise był pewny, że Tiara Przydziału miała dylemat gdzie ją przydzielić ) ale lubiła robić kabaret z innych ludzi, choć zawsze miała umiar. Do wszystkiego podchodziła z dystansem, szczególnie do siebie wyśmiewając swoje wady, których chłopak nie był w stanie zauważyć, na przykład za bardzo wystająca kość przy nadgarstku, czy za duże ' siano ' na głowie.
  
 Ślizgon w duchu dziękował, że miał szczęście spotkać tak wspaniałą osóbkę. Obiecał sobie, że Emma w najbliższym czasie spokoju nie zazna.
  Gdy McGonagall ogłaszała zwycięzcę rundy, a wszyscy podnosili się z miejsc, Blaise szybko spytał małej Gryfonki.
- Czy dostojna lwica zechciałaby wybrać się ze mną w najbliższym czasie do Hogsmeade? - Spytał wyrafinowanie, łapiąc Emmę za rękę i kłaniając się w pasie jak paź.
- Tylko jeżeli Spryt Węża zapewni mi wtedy rozrywkę. - Odparła zachowując się jak wytworna księżniczka, na co Blaise ucałował delikatnie jej knykcie po czym rzekł:
- Nie mogę się zatem doczekać. - Mrugnął do niej porozumiewawczo i oboje zanieśli się śmiechem, oraz zaczęli wracać, Blaise w kierunku szatni do Dracona, a Emma tłumaczyć się swojej przyjaciółce z rzadką prostą grzywką, jakim cudem udało się jej rozmawiać z jednym z najbardziej atrakcyjnych chłopaków w Hogwarcie, do tego Ślizgonem starszym od niej, i przyjacielem Dracona Malfoya.

- Miał dwa ogony. - Rzekł z dumą Terry wskazując palcem na psa, na co Draco go wyśmiał:
- No i pięć łap.
- Spójrz uważniej na ogon, nie jest centralnie na środku, ana boku jest mała wypustka pokryta mniejszą ilością sierści, co oznacza że pod spodem jest blizna, a co mogłoby się tam znajdować jak nie ogon? - Nieugięcie brnął dalej - Biorąc pod uwagę jego ostre zęby, - Tu podniósł delikatnie wargę psa - i kawałek czegoś co wygląda jak skrawek opony, oraz jego długie i ostre pazury, podejrzewam że zjadł to nie dlatego że jest bezdomny i je wszystko co napotka, bo nauczyciele by do tego nie dopuścili, ale dlatego że jest to jego nieodłączny składnik jadłospisu, to jest poszlaka.
- Powiedz mi, dlaczego dopiero teraz się obudziłeś? - Warknął Dracon gdy Hermiona pośpiesznie zaczęła tworzyć wypracowanie.
- Bo czekałem aż przestaniesz się kłócić z Hermioną na temat jakieś bzdurnej strategii. - Syknął podkreślając przedostatnie słowo. Tu Draco prędko otworzył usta, by po chwili je zamknąć. 
- Terry, proszę mów dalej. - Poprosiła Gryfonka.

Około minuty przed końcem, skończyli wyszukiwanie potrzebnych wskazówek, tym samym kończąc wypracowanie, gdy Hermiona się odezwała:
- To był Psidwak. - Mruknęła cicho, na co Draco od razu się zerwał.
- Od początku to wiedziałaś i siedziałaś cicho nic nie mówiąc? Mogliśmy mieć pewność uzyskania maksymalnej liczby punktów i objęcia prowadzenia!
- Nie chciałam psuć zabawy, ja w przeciwieństwie do Ciebie mam jakiś honor i chcę wygrać zawody uczciwie. - Warknęła, powoli tracąc nerwy.
- Oh, odnalazła się prawdziwa Gryfonka,w tym Turnieju już nigdy ci nie zaufam Granger . - Wycedził.
- To chyba raczej cechy Ślizgona. - Odpowiedziała z nutką ironii, jej słowa były pełne jadu, dlatego Draco już nic nie odpowiedział bo zbliżała się profesor McGonagall z przeczytanymi i poprawionymi wypracowaniami.
Po krótkiej chwili wyczekiwania na tę przeklętą liczbę punktów, Dyrektorka oznajmiła donośnym tonem:
-  Wypracowania dużo się od siebie nie różniły, fakty były bardzo starannie dobrane i prawie wszystkie były zgodne z prawdą, jednak z przewagą trzech punktów - Tu lekko zawiesiła głos - Wygrała drużyna o numerze JEDEN, tym samym obejmując prowadzenie: DZIEWIĘĆ DO SZEŚCIU.
Hermiona, Terry i Hanna przyjęli przegraną z uniesioną głową, ale Draco zgromił Gryfonkę swoim pełnym urazy wzorkiem, oraz syknął sam do siebie:
- Nienawidzę jej.

sobota, 4 stycznia 2014

8. WITAMY W DRUŻYNIE




    Hermiona odwinęła zwitek i zaczęła czytać z zaciekawieniem.
Przewróciła oczami i zaczęła rozpakowywać paczuszkę. Na chwilę przed całkowitym otworzeniem rozejrzała się po pokoju i już się domyślała co znajduje się w pudełku, i nie myliła się. Na dnie pudełka leżała wspaniała róża od Malfoya, jej zapach od razy rozniósł się po sypialni, zwabiając Ginny.
Po kilku chwilach wpatrywania się w kwiat, Ruda spoglądnęła dziwnie na Hermionę.
- No nie odpiszesz mu nic?
- Nie. - Odparła krótko. Wyjęła różę, wsadziła do wyczarowanego wazonu a resztę wywaliła do stojącego nieopodal śmietnika. Ginny patrzyła na to wszystko z niedowierzaniem, ale nic nie powiedziała.
Hermiona także nie była do końca pewna czy dobrze robi, ale nie chciała dawać Ślizgonowi satysfakcji, że absorbuje się wszystkim z nim związanym.
     Po pewnym czasie do dormitorium wróciła Parvati i wszystkie zaniosły się głębokim, choć Hermiona trochę niespokojnym, snem.


Draco ruszył korytarzem ściskając w kieszeni różę. Właśnie, różę. Zapomniał oddać ją Hermionie po tym jak zostawiła to w kafejce.
Idąc ciemnymi korytarzami klął na siebie w duchu za swoje poprzednie myśli. Zmienić się? dla kogo, dla szlamy Granger? Nie może, zszargałby wtedy swoje imię i powszechną opinię.
A jednak ona nie daje się tak łatwo uwieść jak reszta prostych dziewczyn, opiera się jego wszystkim wdziękom, a to dla niego nowość.
E tam - Pomyślał wzruszając ramionami. Stwierdził, że powinien szybko przestać się nią przejmować bo ona zwyczajnie na to nie zasługuje, z resztą po co ma zgrywać kogoś kim nie jest?
Po kilku minutach bicia się z myślami doszedł do ślizgońskiego dormitorium, gdzie powitały go jakże ciepłe słowa Blaise'a zagłębionego w lekturze.
- Po twojej paszczy i kwiatuszku widzę, że wszystko poszło jak po maśle. - Rzekł z nutką sarkazmu i rozbawienia.
- Zamknij się Blaise. - Syknął Draco i rzucił się na swoje łóżko poluźniając krawat.
- Tym razem garnitur nie podziałał? - Blaise wybuchł śmiechem i poszedł w stronę łazienki.
Ale Draco nie odpowiedział, tylko w czasie kąpieli przyjaciela wyczarował paczuszkę do której włożył delikatnie różę, oraz zgarnął kawałek pergaminu, na którym napisał zgrabnym, pochyłym pismem:

Przyczepił paczkę do nóżki swojej krówkowo-białej sowy oznajmiając:
- Nieś ostrożnie, to nie dla byle k.. - Gdy nagle urwał gryząc się w język, właśnie dochodziło do niego co miał zamiar powiedzieć. - Nie ważne, po prostu jej to zanieś. - Puścił niedbale puchacza, który z gracją poleciał do magicznego kominka.

Blaise po paru chwilach wyszedł z łazienki, wpuszczając do pokoju ciepłe powietrze, gdy zobaczył swojego przyjaciela, pogrążonego w jakieś lekturze, Zaraz jakiej?!
- Świetna książeczka Romeo. - Zaczął Draco, mówiąc słodkim głosikiem, trzepocząc rzęsami ledwo powstrzymując śmiech.
- Dawaj to Malfoy! - Krzyknął Blaise z rządzą mordu w oczach.
Dracon uśmiechnął się złośliwie i rzucił przyjacielowi książkę, dodając:
- Nie za stary jesteś na uczenie się jak zdobywać laski?
- Ty nawet głupiej Granger, nie umiesz uwieść. - Warknął.
Na te słowa w Draco coś się zagotowało, jeszcze mu udowodni!
- Zakład? - Odparł po chwili z uśmieszkiem.
- Zakład. - Dwaj Ślizgoni uścisnęli sobie ręce jakby chcieli je sobie połamać.
- Kiedy ja wygram, powiesz każdej dziewczynie za którą się weźmiesz, że czytałeś o tym poradnik.- Roześmiał się Draco patrząc w kominek wypatrując swojego puchacza. Niby nie zależało mi na tej szlamie a jednak...
- A jak ja wygram to pozwolisz mi cię zamienić w fikuśną tchórzofretkę na lekcji z Gryfonami. - Odparł Zabini z mściwym uśmieszkiem.
- Załatwione przyjacielu. - Blondyn udawał, że nic sobie z tego nie robi, jednak dużo go kosztowało by to ukryć.
- Zrobisz wszystko, by wygrać każdy zakład nawet jeżeli w grę wchodzą uczucia jakieś osoby co nie Draco? - Powiedział kręcąc głową i wzdychając.
- Tak mi się wydaje. - Odparł niewzruszony i już po chwili dwaj ślizgońscy przyjaciele zaczęli normalnie rozmawiać, gdy nagle Daco usłyszał znajome pohukiwanie.
- Bovem! - Krzyknął uradowany i natychmiast zerwał się z łóżka, potykając się o kufer Blaise'a, a kiedy sowa wleciała prosto w ramiona właściciela, ten szybko spojrzał na nóżki ptaka, ale nic tam nie zobaczył.
Zrezygnowany włożył zwierzaka do klatki, nalał wody, nasypał trochę sowich przysmaków i wrócił z powrotem pod kołdrę. Spojrzał na przyjaciela uśmiechającego się perfidnie i warknął:
- Co się szczerzysz.
- Napisałeś do niej, nie wierzę!. - Odparł wciąż się uśmiechając.
Po wyrazie twarzy Dracona szybko dodał:
- Do żadnej jeszcze nie pisałeś! Biedny Dracuś, Gryfonka nie odwzajemnia jego uczuć. - Tu pogłaskał go ' czule ' po policzkach walcząc z pokusą wybuchnięcia śmiechem.
Blondyn szybko strzepnął dłoń kolegi i syknął przez zęby:
- nie obchodzi mnie ona. - Odwrócił się i zaczął zasypiać gdy jeszcze usłyszał jakby z daleka głos kumpla:
- Właśnie widzę Draco. - Ale już się tym nie przejął, odpłynął w głęboki, pełen spokoju sen.


* * *

Dni i tygodnie leciały jak szalone, nauczyciele byli jeszcze bardziej wymagający ale Hermiona całkowicie dawała temu radę. Malfoy trochę się uspokoił, jednak co jakiś czas znowu zaczynał jakoś ją zagadywać na lekcjach, czy dokuczać, ale temu także dawała radę. Czasami była nawet skłonna powiedzieć, że zachują się jak normalni przyjaciele, jednak Gryfonka zbytnio nie zamierzała pielęgnować tej znajomości. 
   Od niezapowiedzianego spotkania z platynowym Ślizgonem minęła już prawie dwa miesiące, dziś wypadał 31 października, dzień losowania ośmiu siódmoklasistów do owego Turnieju, o którym aż w huczało ostatnimi czasy w zamku.
Hermiona nie mogła pojąć dlaczego wszyscy tak się tym absorbują, to ma być przede wszystkim zabawa. Nienawidziła   konkurowania z innymi uczniami,no jedynie tymi ze Slytherinu.

Draco obudził się i rozejrzał po pokoju. Blaise jeszcze spał. Nie budząc przyjaciela udał się szybko do łazienki.
Po kilku minutach wyszedł w swojej szacie Slytherinu, upchnął ręce do kieszeni , podszedł do ' okna ' i zaczął wpatrywać się w ogromną kałamarnicę, która właśnie się wynurzyła. Patrząc na toń wodną pomyślał o dzisiejszym rozpoczęciu Turnieju. Na to poczuł motylki w brzuchu, musi zostać wybrany. musi wygrać. Wiedział, że wygra jeżeli będzie zawodnikiem, był tego pewien.
Ze swoich wyobrażeń, gdzie ściska dłoń Profesorowi Slughornowi za wspaniałą wygraną wyrwało go chrapnięcie Blaise'a. Nie zastanawiając się ani trochę, chwycił poduszkę i cisnął nią w przyjaciela.
- Wstawaj, zaraz się spóźnimy jeżeli się nie ruszysz.
- Dobrze mamo... - Odrzekł chłopak zwlekając się z łóżka i już szedł w kierunku łazienki odprowadzany przez wzrok kumpla.

- Myślisz, że zostaniesz wybrany dziś wieczorem? - Zagadnął Blaise, ale odpowiedzi nie uzyskał. Spojrzał na Dracona wpatrującego się ciągle w jakiś punkt więc spojrzał w tym samym kierunku i roześmiał się cicho. Jego przyjaciel nie gapił się na nikogo innego niż na słodką Granger.
- Rozmyślasz nad naszym wspaniałym zakładem? - Spytał akcentując nienaturalnie przedostatnie słowo.
- Żebyś wiedział mój przyjacielu, ale nic nie przychodzi mi do głowy. - Odpowiedział, nie patrząc w jego stronę.
-  Bo jesteś cienki. - Odparł zadowolony z siebie Blaise.
- Chodźmy już lepiej na lekcje. - Draco uśmiechnął się ironicznie, odsunął od stołu wraz z kolegą i wyszli w kierunku wieży, na której za moment odbędą się zajęcia z wróżbiarstwa, w pełni szczęśliwi, że będą mogli robić swój własny kabaret na całej lekcji.

Zajęcia dłużyły się niemiłosiernie każdemu siódmoklasiście jak i nauczycielom. Nie mogli normalnie prowadzić zajęć przez ciągłe podniecone szepty ciągnące się po klasie, co irytowało Hermionę którą w przeciwieństwie do większości osób - tematy interesowały.
Gdy rozbrzmiał dzwonek oznajmiający koniec dzisiejszych lekcji, wszyscy wybiegli z klas jak stada bizonów, pędząc do dormitoriów by przygotować się na wykwintną ucztę w Noc Duchów.

* * *

   Wielka Sala rzucała swoim wyglądem na kolana, soczyście pomarańczowe dynie Hagrida z wyrzeźbionymi twarzami, które mroziły krew w żyłach, najprawdziwsze nietoperze wzbudzające odrazę zwisały głową w dół przy jakiejkolwiek nadającej się do tego rzeczy. Wszędzie unosiły się duchy poszczególnych domów, a z sufitu zwisały atrapy - Przynajmniej taką nadzieję miała Hermiona - kościotrupów.
Wszystkie cztery długie stoły miały na sobie krwistoczerwony obrus, którego opadający na ziemię materiał wyglądał jak cieknąca krew. Gryfonkę przeszły dreszcze, w tym roku szczególnie postarali się z wystrojem Wielkiej Sali.
Po chwili dołączyła do niej Ginny i obie zajęły miejsca przy stole Gryfonów.

Gdy szczęk sztućców i talerzy ucichł, a trwało to nad wyraz długo, bo potrawy były nieziemskie, Dyrektor McGonagall stuknęła kilka razy łyżeczką o kielich prosząc o ciszę, a gdy ją uzyskała zaczęła oznajmiać:
- Minęło już sporo czasu i mam nadzieję, że każdy wrzucił karteczkę z nazwiskiem osoby, którą najbardziej widzi w roli reprezentanta swojego domu. A teraz - tu wskazała na cztery ogromne kryształowe kule - wylosuję członków pierwszej drużyny.
Większość uczniów wstrzymało oddech, ale Hermiona była tylko zaciekawiona. Głosowała na Harry'ego, jak pewnie większość Gryfonów.
McGonagall machnęła delikatnie różdżką, zwitek pergaminu wpadł jej do ręki i powiedziała donośnie:
- Reprezentantem Hufflepuffu zostaje Zachariasz Smith! - Stół Puchonów zaniósł się brawami, a Zachariasz pełen szczęścia ruszył w stronę stołu nauczycielskiego i po chwili szedł w kierunki bocznej komnaty.
Dyrektora powtórzyła swój gest wyłaniając reprezentanta Ravenclaw, którym okazał się  Marcus Belby.
Teraz został już tylko Slytherin i Gryffindor. W tej chwili Hermiona jednak zaczęła się denerwować.
- Reprezentantką Ślizgonów zostaje Pansy Parkinson! - Stół Slytherina wiwatował i gratulował Pansy, która wyglądała na bardzo zmieszaną ale uśmiechnęła się słabo i wkrótce zniknęła za Marcusem.
W tej chwili było widać, że p. McGonagall także się denerwuje. Chwyciła delikatnie nadlatującą karteczkę, spojrzała na nią chwilę po czym spokojnie odetchnęła i wrzasnęła:
- Harry Potter zostaje reprezentantem Gryffindoru! - Gryfoni ogłupieli najbardziej ze wszystkich uczniów odprowadzając Wybrańca wzrokiem do drzwi.
- Teraz proszę ochłońmy i zjedzmy deser. - oznajmiła Dyrektorka, jakby ją też sporo stresu kosztowało losowanie uczniów, ci jednak burzyli się ale widząc desery szybko zapomnieli, i szczęk sztućców powrócił na nowo.

* * *

- Jeszcze mam szansę. - Oznajmił Draco bez emocji kończąc deser lodowy.
- Trzymam kciuki Smoku jeżeli ci przez to ulży. - Odparł Blaise zajadając się słodkościami.
Draco z niecierpliwością wpatrywał się w stół nauczycieli, a gdy odwrócił głowę, ujrzał Granger przyglądającą mu się sztywnie, ale gdy tylko spostrzegła że on także wlepia w nią oczy zwróciła głowę w stronę Rudej. Ślizgon uśmiechnął się pod nosem, gdy nagle McGonagall zaczęła cały prces od nowa. Zaczynało mu się nudzić, czekał tylko na swój dom i Gryffindor.
W drugiej drużynie reprezentantem Puchonów została Hanna Abbott, a Krukonów Terry Bott.
I wtedy, czekając na swój kluczowy moment, zacisnął ręce pod stołem wyczekując nazwiska.
- Ślizgonem reprezentującym swój domu w drugiej grupie zostaje Dracon Malfoy. - Mięsnie mu się rozluźniły, oddech zelżał a na twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia. Gdy wstawał od stołu, Blaise powiedział cicho:
- Mógłbyś się wreszcie zabrać za realizację naszego zakładu, Smoku. - Ale ten tylko uśmiechnął się zawadiacko, pościskał kilka dłoni i ruszył w kierunki komnaty.

Draco rozmawiał właśnie z Pansy o Turnieju i o zadaniach. Obydwoje byli z siebie cholernie zadowoleni, że zostali wybrani przez swoich kolegów i koleżanki.
Właśnie obgadywali swoje drużyny, Kiedy zagłuszył ich ryk i oklaski Gryfonów. Chłopak z zaciekawieniem odwrócił się w stronę sali, gdy nagle w drzwiach stanęła blada jak papier Gryfonka. Pansy zmarszczyła brwi, a Draco tylko zacmokał cicho, uśmiechnął się irytująco i rzekł:
- Witamy w drużynie Granger.
-------------------------------------------------------------------------------------
Witam c: Jestem strasznie zaskoczona swoją postawą, bo zazwyczaj piszę dość rzadko jak widzicie a teraz w tak krótkim odstępie czasu udało mi się coś wypocić.
Mi osobiście rozdział się podoba, ale jedyne co mnie obchodzi to Wasza opinia, dlatego zachęcam do komentowania.
Jeżeli chodzi o jakieś informacje czy pytania zapraszam na aska: 
http://ask.fm/AvadaKedavrabicz
Pozdrawiam Was słonecznie:----))

piątek, 27 grudnia 2013

7. RÓŻA, WINO I CO JESZCZE?





            Hermiona osłupiała.
Wpatrywała się tępo w swojego byłego chłopaka, jakby widziała go pierwszy raz na oczy.
- Zaprosiłem cię tutaj, więc się zjawiam. - I zaczął swój monolog na temat tego jak się cieszy, że Hermiona  pojawiła się na jego zaproszenie. Ale ona  nie słuchała, myślała tylko o tym co zrobi kiedy lada moment Draco pojawi się, z myślą, że spędzi sobotę jedynie z nią, a tymczasem zobaczy jak stoi ze swoim byłym chłopakiem, który na nowo wyznaje jej swoje uczucia.
- ... No i oczywiście chciałem cię z całego serca przep..- Skończył Ron, kiedy zobaczył że dziewczyna jego marzeń odwraca i spogląda na nadchodzącego z krwistoczerwoną różą, Malfoya.

Hermionie coś podskoczyło w gardle na jego widok i uśmiechnęła się słabo,czekając na reakcję obydwóch chłopaków.
- Przyszłaś tu dla niego...nie mogę uwierzyć. - Oznajmił Rudzielec chwiejnym głosem.
- Gotowa? - Tu Draco posłał słoneczny uśmiech Hermionie. - On też będzie nam towarzyszył? - Ciągnął dalej, śląc Ronowi wzrok pełen pogardy. Za wszelką cenę starał się nie pokazywać wściekłości, że Gryfonka sterczy tu z tym kretynem. Ale zaraz niby czemu, z jakiej racji? ona nic do niego nie czuje, idzie z nim tylko jako przyjaciółka. Pora ochłonąć . Pomyślał i od razu sztucznie się uśmiechnął.
- Em, to znaczy to trochę skomplikowane, bo ja, wtedy wczoraj.. - Zaczęła Hermiona.
- Ona jest tu ze mną Malfoy. - Przerwał śpiesznie Ron, unosząc głowę dumnie jak paw.
Na te słowa Draco poczuł się jakby ktoś wylał na niego wiadro lodowatej wody, jak to z nim. Natychmiast odpowiedział nie tracąc głowy:
- Jednak myślę, że przejdzie się ze mną. - Tu przyciągnął Hermionę trzymając dłoń na jej talii, uśmiechając się złowieszczo. Ta nie protestowała na ten gest, ale także nie była nim zachwycona, coś jednak tknęło ją gdy zobaczyła Rona. Taki bezbronny, jakby nie dawał sobie rady w życiu bez Hermiony u swojego boku.

Z jej twarzy nie można było nic wyczytać, siedziała cicho jakby czekała kiedy tylko to się skończy, nie kontaktowała. W oddali, jakby przez mgłę słyszała jak chłopcy się kłócą,ale ona jakby była w transie, kiedy powoli zaczęły do niej dochodzić słowa.
- Hermiono! cholera Hermiona! - Ktoś krzyczał mocnym barytonowym głosem potrząsając ją jak szmacianą lalką. Na to szybko wyplątała się z objęć mężczyzny, wspięła się na palcach, nie do końca wiedząc co robi i złożyła delikatny ale pełen uczuć pocałunek na gorących ustach Ślizgona. Gdy otworzyła oczy i zajrzała w pełne wyrazu źrenice Draco od razu się uśmiechnęła, gdy nagle przypomniało jej się, że za nimi stoi wściekły Ron. Na tą myśl coś ją w środku ukuło. Wiedziała, że to było niepoprawne, nie chciała tego uczynić, jedyne co chciała to, to żeby kłótnia się zakończyła. I podziałało, Ron jakby skulił się w sobie, spuścił głowę, na co Draco uśmiechnął się tryumfalnie, gdy nagle odwrócił się, podbiegł do Hermiony, ujął jej twarz w swoich dłoniach i szepnął jej do ucha:
- kocham cię, i nie pozwól by ten kretyn skrzywdził cię bardziej niż ja to zrobiłem. Zamierzam naprawić to co zepsułem, i nie spocznę dopóki ty i ja nie będziemy znowu razem. A teraz zostawiam cię z nim. - I odszedł. Hermionie od razu naszły słone łzy do oczu, jak mogła stracić tak wspaniałego chłopaka, dla tego - Tu spojrzała na Malfoya - podłego zmiecha. Ale zaraz, co on jej ostatnio takiego zrobił, że tak go w myśli nazywała? Od początku roku zmienił się i to nie tylko wizualnie. Szybko wymazała Dracona z głowy, teraz liczył się tylko Ron, wyplątała się z jego ręki na jej pasie i już miała biec za Rudzielcem i krzyczeć żeby na nią zaczekał, gdy wtedy Draco chwycił ją mocno za nadgarstki i obrócił w jego stronę.
- Chociaż raz..... - Oznajmił z westchnieniem.
Hermiona spojrzała tęsknie w stronę Zamku, ale nie zaprotestowała.


***

- Jest cudowna. - Powiedziała rozmarzonym głosem Hermiona, zaciągając się po raz setny zapachem róży. - Ale nadal jesteś okropny, zadufany w sobie, podły i do tego zrujnowałeś moją szansę na odnowienie relacji z Ronem. - Dodała, bawiąc się liśćmi.
- Ja również cieszę się, że cię widzę, Granger. Ładnie wyglądasz - Odparł rozbawiony. 
Hermiona przymrużyła oczy na tę wieść,gdy nagle wypaliła, przykuwając wzrok do jego ubioru:
- Gdzie kupujesz garnitury? - Tu Malfoy uśmiechnął się figlarnie, podchodząc bliżej do Hermiony odpowiedział:
- Podoba ci się?
Dzieliło ich kilka centymetrów, Gryfonka czuła się jakby cały grunt się pod nią rozstąpił.
- Nie najgorszy. - Odparła chwiejnym głosem, unikając wzroku Ślizgona.
Draco widząc jej postawę, natychmiast się cofnął.
- Matka sprowadza jakiegoś Włocha, który szyje mi je na miarę. - Dodał szybko odwracając wzrok i gładząc swój grafitowy rękaw. Na tę informację Hermiona prychnęła z pogardą.
- No jesteśmy.
Dziewczynę wbiło. Stała na przeciwko Herbaciarni u pani Puddifoot. Herbaciarni powszechnie prowadzonej dla zakochanych par, gdzie unosił się zawsze jakiś dziwny, duszący zapach, gdzie przeważnie nikogo nie było, gdzie latały wszędzie te przeklęte kupidy. Hermionę przeszedł dreszcz, ona z Malfoyem tutaj.. błe..
Stała cały czas jak spetryfikowana, wpatrując się w szyld.
Kiedy Draco patrzył to na Hermionę, to na szyld, odezwał się:
- Litości, przecież nie wezmę cię na kufel kremowego piwa.- To rzekłszy, objął dziewczynę i wprowadził do środka. Zajęli ostatni widoczny stolik, tak żeby żaden uczeń z Hogwartu ich nie zobaczył i od razu zajęli się rozmową. Z początku Hermiona była nadal zła, że zatrzymał ją przed rozmową z jej byłym, ale potem zaczęła co raz mniej tego żałować, potok słów nie miał końca, co skończyli jakiś wątek, automatycznie pojawiał się następny.
Po kilkunastu minutach Madame Puddifoot przyniosła im po kieliszku grzańca z odrobiną soku pomarańczowego, jako że w świecie czarodziejów, obydwoje byli już dorośli i mogli pić co im się podoba. Po odrobinie wina ich konwersacja była jeszcze bardziej biegła. Śmiali się nawzajem, żartowali.
Draco bardzo się zdziwił taką postawą najlepszej uczennicy w szkole, wydawała się normalną dziewczyną. Nie mówiła prawie nic o uczeniu się, czy też o tym, że denerwuje się już przed egzaminami, które są pod koniec roku. Była normalna. 

Hermionę także zaskoczyło zachowanie Malfoya. Jego uśmiech był zniewalający, a każde jego słowo było jak muzyka dla uszu. Miał tak wspaniały głos, że nie można było mu się oprzeć.
Cały czas wpatrywała się w jego usta, były również cudowne, idealnie pasowały do jej.
Nagle Draco zaczął:
- Słuchaj,chciałem cię przeprosić za to co wydarzyło się wtedy przy jeziorze. Posunąłem się za daleko i do tego za szybko. Nie powinienem się tak egzaltować. Dlatego - Tu westchnął z niepewnym uśmiechem - obiecuję, że dotknę cię wtedy, i tylko wtedy, kiedy mnie o to poprosisz. - Skończył dopijając wino.
Hermiona podniosła ze zdziwienia brwi. Zatkało ją. Co jak co, ale jest to akt uszanowania dla kobiety.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha, dopiła swoje wino i powiedziała wstając:
- Gdybyś to nie był ty, powiedziałabym że to bardzo urocze z twojej strony. - Powiedziała uśmiechając się w stronę szarych oczu.
- Wyobraź sobie, że to nie ja. - Odparł z błyskiem w oku.
- ... To było urocze. - Odpowiedziała niepewnie,oblewając się rumieńcem.
 Wyszli z lokalu pozostawiając spory napiwek.

Uśmiech nie schodził z jej twarzy do końca drogi do zamku, przed wejściem oznajmiła, kryjąc uśmiech:
- Muszę przyznać, że naprawdę miło spędziłam popołudnie, pomimo że byłam tam z tobą.
- Mi się bardzo podobała ta pierwsza część. - Odrzekł nonszalancko, puszczając jej oczko.
Hermiona powróciła myślami do początku spotkania, i nagle jej oczy szeroko się otworzyły.
- Malfoy, to nie miało mieć miejsca. I nie miało tak? - Naciskała Hermiona, poruszając znacząco rękami.
Chłopak wzruszył ramionami, trzymając ręce w kieszeni, jakby go to w ogóle nie obchodziło, bo pewnie tak było. On, najprzystojniejszy czarodziej w Hogwarcie, pewnie ma takie pocałunki codziennie z dziewczynami których nie zna nawet imion. 
Draco nigdy nie chciał się ustatkować, mieć trwałego związku, nie chciał małżeństwa, to go obrzydzało. Miał pełno dziewczyn, które rzucał po krótkim czasie, nie obchodziły go uczucia innych. Był egoistą. Ale patrząc na dziewczynę przed nim, ukuło go coś w środku na myśl, że robi z nią to samo co z resztą, takie rzeczy jak róże, słodkie obietnice, to klasyk, musi się zmienić. Musi pokazać sam sobie, że jest w stanie zmienić swoje podejście, dla tej kruchej Gryfonki, ale nie może także stracić swojej godności. To chyba będzie najtrudniejsza rzecz w jego życiu.
Kończąc rozmyślania, odrzekł:
- Jak sobie życzysz. - Uśmiechnął się wyniośle, i zniknął za wrotami Hogwartu pozostawiając Hermionę przy drzwiach.
Nie ukrywając, dziewczynę zatkało, zachowuje się jakby był popiepszony na 50 różnych sposobów*.
Czuła się trochę przybita tym 'pożegnaniem', ale szybko uśmiechnęła się, w końcu i tak spędziła dość miło ten dzień. Ale wtedy w jej głowie pojawił się wizerunek rudego Gryfona, jak ona mu teraz spojrzy w oczy po tym co się wydarzyło kilka godzin wcześniej?
Pomyślała, że jedyną osobą, którą może poprosić o radę jest Ginny, więc ruszyła biegiem po schodach do Wieży Gryffindoru, z hukiem wpadła do Pokoju Wspólnego i szybko poszła nie oglądając się do dormitorium dziewcząt, czekając za przyjaciółką.
Ron widząc Hermionę prującą przez pokój szybko wstał z ochotą podbiegnięcia do niej, ale Harry szybko go przytrzymał, mówiąc cicho, że ta pewnie sobie tego nie życzy. Ron także zdołał już podzielić się ze swoim przyjacielem relacjami z jakże 'udanego' spotkania.
Potter także spostrzegł już dawno, że coś się dzieje pomiędzy jego przyjaciółką, a tym cynicznym Ślizgonem, ale nie miał serca mówić tego ani Hermionie ani Ronowi.

***

Hermiona siedziała na swoim łóżku, czytając książkę od numerologii, gdy nagle drzwi od sypialni otworzyły się z hukiem, i do środka wpadła Ginny z błyskiem w oczach.
- Połowę już wiem, teraz ty możesz poopowiadać. - Krzyknęła, siadając na rogu łóżka.
Mionie po części spadł kamień z serca, gdy opowiadała o tym wszystkim swojej jedynej przyjaciółce.
Ginny słuchała z otwartą buzią, a kiedy historia się skończyła, od razu zaczęła świergotać.
- Zachował się wspaniale, nie powinnaś się denerwować, ma pewnie pełno wątpliwości. Człowiek nie może się zmienić całkowicie pod wpływem jednych wakacji, ale i tak uważam, że jak na takiego dupka jakim był, to jest naprawdę wysoki poziom. Nie mówmy już nawet o jego wyglądzie, Hermiono ocknij się! - Tu szturchnęła lekko przyjaciółkę w ramię i zaczęła dalej - Chociaż w sumie jeżeli by się tak zastanowić, to jest Ślizgon i do tego Malfoy więc także musisz być uważna. Bo przecież.. - Ale Hermiona jej nie słuchała, myślała jedynie nad tym, że ominęła najważniejszą część, to że go pocałowała, i w duchu dziękowała Ronowi, który jej o tym powiedział, że on także przemilczał ten akt. Powiem jej ale jeszcze nie teraz, nie dałaby mi dziś w nocy spać pomyślała.
Gdy Ginny skończyła swój wykład, zaczęły rozmawiać normalnie, o nadchodzącym Turnieju, o innych dziewczynach, gdy nagle usłyszały donośne pukanie w szybę. Hermiona szybko podbiegła, i zobaczyła wspaniałą, majestatyczną sowę puchacza. Jej maść była nad wyraz dziwna, jej pióra były koloru toffi z białymi plamkami, jak jeden z gatunków krów.
Hermiona natychmiast wzięła paczkę i karteczkę przyczepioną do nóżki sowy, odłożyła na stolik nocny i nalała wody do miseczki dla ' listonosza '.
Ginny przyglądała się temu wszystkiemu z zaciekawieniem Otwórz to szybko do cholery Hermiona! - Klęła w myślach.
Dziewczyna chwyciła w swoje zgrabne ręce przesyłkę, podniosła wyżej zwitek papieru i powiedziała wesoło:
- O nie, żadnych karteczek.. - I obie zaniosły się śmiechem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

* To odniesienie do książki 50 twarzy Grey'a jeżeli ktoś by pytał c: . Nie jestem specjalnie zadowolona z tego rozdziału, opuszcza mnie z lekka wena a kiedy mam ochotę pisać nie mam do końca pomysłu, nie mówiąc już o tym że prawie wcale nie mam czasu przez szkołę.
No ale udało się, kolejny rozdział na blogu, mam ogromną nadzieję, że po przeczytaniu, zostawicie swój komentarz, nawet ten negatywny. Najbardziej zależy mi na obiektywnych opiniach.
Może trzeba coś zmienić? Piszcie! c: Gdyby były jakiekolwiek pytania na temat treści czy czegokolwiek innego związanego z blogiem, zapraszam na mojego aska: http://ask.fm/AvadaKedavrabicz
Miłego czytania!:----))

niedziela, 10 listopada 2013

6. SPOTKAJMY SIĘ W HOGSMEADE




      - Hermiono, obudź się w końcu, jeśli zaraz nie wstaniesz to spóźnisz się na zajęcia. Żebym to ja pamiętała o twoich starożytnych runach. - Mamrotała pod nosem Parvati.
Hermiona nie wiedząc co się się dzieje zerwała się z łóżka i popędziła uskutecznić poranną toaletę.
Po niespełna dziesięciu minutach już była gotowa na ostatni dzień nauki w tym tygodniu.
       Gdy biegła co sił do klasy starożytnych run, uświadomiła sobie, że nic nie powtórzyła. 
Po kilku chwilach wpadła z hukiem do klasy, na co grupka uczniów spojrzała na nią jak na dziwadło, jako że do rozpoczęcia lekcji zostało jeszcze pięć minut.
Hermiona udając, że wszystko jest w porządku rozsiadła się w swojej ławce, po czym poczuła że siedzi na pewnej nierówności. Podniosła się i ujrzała pod sobą zgiętą karteczkę. Zastanawiając się, czy na pewno chce znać jej zawartość, powoli zaczęła odginać papier.
Na zwykłym urywku szkolnego pergaminu było napisane niechlujnym pismem:


                                " Spotkajmy się w Hogsmeade, jutro o trzynastej pod Miodowym                 
                               Królestwem. Bądź sama, myślę że powinniśmy pogadać. Do jutra! "

Co do..? - Pomyślała Hermiona, chowając szybko karteczkę do torby bo właśnie do sali wleciał  p.Vector.
- Witajcie na pierwszej w tym roku lekcji starożytnych run. Dziś jako przypomnienie, chciałbym abyście przetłumaczyli osiem zdań, napisanych starożytnymi runami. Z lekcji na lekcję będzie coraz więcej zdań, by dostatecznie was przygotować do egzaminu do którego przystąpicie w tym roku. Gdy ktoś skończy, proszę położyć mi pracę na biurku. Pamiętajcie o dokładności i estetyce pracy, powodzenia!
      Gdy profesor rozdawał zadania, myśli Hermiony cały czas błądziły po zawartości znalezionego papieru...
- Ktoś wie gdzie siedzę,  to co najmniej dziwne. - Pomyślała.
Z rozważań wyrwał ją głos profesora:
- Hermiono, mam ci wysłać specjalne zaproszenie do zaczęcia pracy tak jak reszta uczniów?
- Em..nie trzeba. - Odpowiedziała wyrwana z kontekstu i już zajęła się tłumaczenim, uczyszczając umysł z zawartości pergaminu.
       Po niespełna półtorej godziny, Hermiona oddała swoją pracę do sprawdzenia i czekała w swojej ławce na koniec lekcji.
Gdy usłyszała dzwonek symbolizujący koniec lekcji, pierwsza wyszła z klasy i od razu zadała sobie pytanie:
No a co z Draco?
- Przecież chciałabym teraz zobaczyć go w jego szacie Slytherinu i te jego potargane platynowe włosy..
Gdy nagle uderzyła w kogoś tak mocno, że gdyby ta osoba jej nie przytrzymała, pewnie leżałaby teraz na ziemi.
- Hermiona, mam nadzieję, że nic ci nie jest. - Powiedział do niej czule głos, który w tej chwili właśnie miała ochotę usłyszeć. 
Podniosła głowę, i ujrzała go. O to on, Draco Malfoy przytrzymujący Hermionę Granger przed upadkiem.
- Chyba po raz pierwszy raz, cieszę się że cię widzę. - Odpowiedziała speszona dziewczyna.
Na to Draco delikatnie podniósł brwi na znak zdziwienia, i zaczął podnosić kąciki ust próbując się uśmiechnąć.
- Chciałem cię przeprosić za ostatni raz, ja...nie wiem co sobie wyobrażałem naprawdę... więcej nie przekroczę naszej granicy, to znaczy. no, w końcu nie chciałbym cię przecież stracić. - Powiedział patrząc Hermionie w oczy, nie wiedząc jak poskładać zdania.
Hermiona eksplodowała, czuła się jak w Sylwestra, wszędzie wokół niej wybuchały fajerwerki.
Wiedziała przecież, że nie jest pewna swoich uczuć, ale na tą chwilę wiedziała czego chce.
- Właściwie, to chyba nie szkodzi... - I już stawała na palcach, patrzyła w te pełne wyrazu szare oczy, a Draco w żadnym wypadku się nie cofał, tylko na nią czekał.
Nie mogła oderwać od niego wzroku, dzieliło ich już tylko kilka milimetrów, gdy...
- Cześć Hermiono,  przepraszam, ale zaraz zaczyna się transmutacja a ja dalej nie mogę pojąć zaklęcia. Mój opos nadal ma pozostałość wazonu zamiast głowy, mogłabyś mi pomóc szybko przed lekcją?
Hermiona od raz otrząsnęła się z transu, będąc po raz pierwszy zła na Neville'a. Tak bardzo pragnęła tego pocałunku.
Gdy spojrzała na Draco, ten wydawał się być zawiedziony, lecz po chwili, patrząc na Neville'a z trudem opanowywał śmiech. W tej samej chwili Hermionę olśniło, to była kartka od Malfoya!
- To jutro się widzimy przy Miodowym Królestwie o trzynastej tak? - Szepnęła mu zachęcająco do ucha, na co Draco odpowiedział:
- .. Nie mogę się doczekać. - Uśmiechnął się tajemniczo i odszedł w przeciwną stronę korytarza.
- Co.... - Zaczął Neville.
- Ja też chciałabym wiedzieć. - Skończyła Hermiona.
Po chwili już byli pod salą i Gryfonka zaczęła tłumaczyć koledze, ale myślami była zupełnie gdzie indziej, rozczulając się nad chwilą czułości, podczas której w całym życiu nie towarzyszyło jej tyle emocji.


* * *

       Podczas sprawdzania umiejętności z zaklęcia zmieniającego wazon w oposa, Neville zmienił wazon w oposa z głową wazonu, Opos Harry'ego, a raczej wazon Harry'ego miał łapki oposa, a Ron, zaraz, Ron? Tak, Ron. 
Ron zamienił swój wazon w stuprocentowego oposa. To zjawisko zainteresowało Hermionę. Ale gdy rudzielec podniósł wzrok i ich spojrzenia skrzyżowały się, Hermiona szybko zaczęła udawać, że obserwuje wysiłki Ernie'ego Macmilan'a.
Pod koniec lekcji p. McGonagall oznajmiła, że ma dla wszystkich komunikat:
- Proszę o ciszę. Wraz z nauczycielami, doszliśmy do wniosku, że w Hogwarcie mamy za mało rozrywek dla uczniów, dlatego też zorganizowaliśmy coś na kształt Turnieju, tylko dla siódmoklasistów. Szczegóły ogłoszę na kolacji, więc proszę byście wszyscy zaszczycili nas swoją obecnością. Tak, Krukonom i Ślizgonom także powiem. A teraz przerwa.
Wtem klasa zaniosła się szumem. Hermiona również myślała, że to wspaniały pomysł, by sprawić aby ich ostatni rok w Hogwarcie był najlepszy.
Po transmutacji udała się wraz z Harry'm do Chatki Hagrida na Opiekę nad magicznymi stworzeniami, rozmawiając o nadchodzącym turnieju:
- Myślisz, że będziesz wybrany na zawodnika? - Zapytała przyjaciela.
- No wiesz.. Jak to zwykle bywa ze słynnym Harry'm Potter'em. - Odpowiedział Harry, żartobliwie wypinając pierś.
- W ogóle Hermiono co się dzieje, bardzo rzadko rozmawiamy, nie trzymamy się razem...
- Harry, ja nie wiem czy chciałabym wszędzie być z Ronem, może za jakiś czas, ale na pewno jeszcze nie teraz.
- Wiesz co, nie czas na smęty, nie wyszło wam, szkoda,ale musicie iść naprzód, nie chcę byście ostatni rok w tej szkole mieli zmarnowany. - Przytulił Hermionę i poszli wzdłuż błoni do Chatki Hagrida.

Na lekcję Hagrid przyprowadził trzy jednorożce, jako że często pojawiają się na Owutemach.
Po zrobieniu wszelkich notatek, Hermiona podeszła do jednorożców i zaczęła je klepać po szyi, a kiedy dzwonek oznajmił koniec tej lekcji, podeszła wraz z Harry'm do Hagrida i spytała cicho:
- Hagridzie, czy mógłbyś nam powiedzieć co nieco o tym całym turnieju?
- Przez chwilę chciałem powiedzieć dzieciaki ... Ah. Wytrzymajcie ostatnią lekcję i się dowiecie wszystkiego oficjalnie. - Para przyjaciół po jego tonie poznała, że już niczego więcej się nie dowiedzą, więc powoli ruszyli w stronę cieplarni nr 2.
Na zielarstwie nie robili praktycznie nic, bo Neville wypożyczył jakąś książkę o roślinach stepowych, i rozmawiał na ten temat z profesor Sprout przez całą lekcję. Ale nikomu to nie przeszkadzało, nawet Hermionie, która do nauki z każdego przedmiotu, zawsze była bardzo chętna. Usiadła na ostatnim miejscu w cieplarni, otworzyła zgnieciony pergamin i zaczęła się w niego wpatrywać.
W końcu to słodkie, próbował zostać anonimowym i zrobić niespodziankę. 
Po czym otworzyła swój podręcznik od zielarstwa i zaczęła używać owego pergaminu jako zakładki.
* * *

Gdy każdy, a raczej większość skończyła już kolację, prof. McGonagall zastukała łyżeczką o kieliszek, pragnąć wywołać ciszę, by zakomunikować to, o czym siódme klasy marzyły od rana.
- A więc pierwszy tydzień nauki za nami, mam nadzieję, że wasze wyniki są zadowalające, bo wraz z gronem pedagogicznym dokonaliśmy pewnych reform związanymi z rozrywkami w Hogwarcie.
Jedyny bal jaki dotąd mieliśmy, był cztery lata temu podczas Turnieju Trójmagicznego.Uznaliśmy, że w tym roku będą dwa bale dla wszystkich uczniów o mniej ostrych zasadach.
To jeżeli chodzi o tańce.
A teraz coś dla siódmych klas. - Najstarsi uczniowie zaczęli kręcić się na swoich miejscach, ale profesor McGonagll ciągnęła:
- W tym roku, jak i w każdym następnym będziemy organizowali Turniej, tylko i wyłącznie dla ostatnich klas, by umilić  im ostatni rok w Hogwarcie. A więc, Turniej nie będzie polegał na zwyciężeniu przeciwko smokom, czy też nurkowaniu przez godzinę, tylko będą to przyziemne zadania, tylko dla zabawy.
Stworzymy dwie grupy czteroosobowe i w każdej grupie będzie po jednej osobie z każdego domu, by także zawęzić kontakty pomiędzy domami.
Każdy z siódmoklasistów ma wrzucić kartkę z imieniem i nazwiskiem osoby ze swojego domu, którą uważa za najlepszą do reprezentowania. Nagrodą będzie specjalny puchar z miejscem w Sali Trofeów i specjalny prezent dla każdego członka zespołu.
Wygra ta drużyna która uzyska największą liczbę punktów.
Kartki z nazwiskami proszę wrzucać do szklanej kuli, która będzie od poniedziałku tutaj wystawiona. Wybory reprezentantów i bliższe wytłumaczenie zasad odbędzie się 31 października, więc macie sporo czasu do namysłu. A teraz życzę wam wszystkim dobrej nocy i mam nadzieję, że przyprawiłam wam odrobinę dobrego humoru. - Wtem rozległy się ogłuszające oklaski i już uczniowi zaczęli pchać się do drzwi rozmawiając wyłącznie o balach i Turnieju.
Hermiona była zdania, że wspaniale będzie popatrzeć na takie przedsięwzięcie.
Gdy doszły z Parvati do pokoju wspólnego Gryffindoru, Parvati zasypywała Hermionę swoimi poglądami na temat balów, które w tym roku się odbędą. Po milionach pomysłów na ułożenie fryzury, Hermiona grzecznie powiedziała, że jest zmęczona i idzie się położyć.
Prędko przebrała się w piżamę, umyła się i wleciała pod kołdrę, myśląc o jutrzejszym spotkaniu w Hogsmeade. Na tą myśl przeszły ją ciarki po plecach, lecz po krótkim czasie odpłynęła w głęboki sen.

* * *

Gdy Hermiona obudziła się, było w pół do jedenastej,  w sam raz . - Pomyślała.
Spojrzała na Parvati, która jeszcze spała, uśmiechnęła się na myśli co zaczęłaby wyprawiać gdyby wiedziała, że Hermiona idzie na randkę z Draconem, po czym  zaczęła się przygotowywać. 
Po niespełna godzinie, poszła ze spokojem na śniadanie, po czym wróciła do pokoju wspólnego, wzięła żakiet i w spokoju zaczęła udawać się w stronę Hogsmeade, zadowolona, że w końcu nigdzie nie jest spóźniona i w dodatku ma trochę czasu by sobie pospacerować.
Kiedy obejrzała już wszystkie sklepowe wystawy dochodziła godzina pierwsza, więc ruszyła w stronę Miodowego Królestwa wraz z miliardem motylków w brzuchu.
Gdy czekała pod sklepem, patrząc na setki uczniów wlewających się do środka, ktoś za nią odezwał się zdziwionym głosem:
- Nie sądziłem że przyjdziesz...- Hermiona szybko się odwróciła.
- ......Ron? Co ty tu robisz!?