piątek, 7 lutego 2014

14. LIKE A CANNONBALL





  Ciemne, murowane cele Azkabanu przyprawiały o mdłości.
Zgrzybiałe, metalowe kraty wzbudzały obrzydzenie. 
Snujący się na każdym kroku dementorzy wysysający ostatnie, nędzne resztki jakiegokolwiek szczęścia, emanowali wrogością a  siedzący w przebrzydłych, zapuszczonych klatkach jakby dla zwierząt ludzie, a raczej ich imitacje bo osób za kartkami już nie można było nazwać ludźmi, wywoływali odrazę i jednocześnie współczucie. Ich pełne przygnębienia, ochrypłe wrzaski gwarantowały okropne dreszcze oraz gęsią skórkę której towarzyszyły zjeżone włosy na karku.
  Draco przemierzał właśnie śmierdzący stęchlizną korytarz rozglądając się na prawo i lewo czując wstręt do resztek - bo tylko tak to można ująć - ludzi, którzy kompletnie stracili zmysły dzięki czemu rozmawiali z lamentem ze spleśniałą ścianą, albo którzy nieuchronnie się do tego zbliżali - czyli jak siedzą w bezruchu z głową zwieszoną ku dołowi, co wbrew pozorom w tym miejscu wydawało się równie podejrzane.
Chłopak czując jak jego wszelkie szczęśliwe wspomnienia żegnają się z nim na widok nadlatującego ku niemu dementorowi wywołującemu przeraźliwe zimno, wkładając w to całe swoje serce rzucił zaklęcie Patronusa by potem kroczyć dalej przez Azkaban z gęsią skórką na karku.
 Dochodząc do końca korytarza zobaczył jak jakaś odporna no to całe okropieństwo osoba wyciąga z jednej z cel jakieś truchło. Nie, zaraz. Konającego człowieka - Poznał Ślizgon po unoszącej się klatce piersiowej mężczyzny. Miał szare, potwornie zaniedbane, opadające w nieładzie na ramiona włosy oraz kończyny skute ciężkimi łańcuchami.
Gdy więzień znalazł się poza zasięgiem celi rozwarł szeroko oczy po czym wrzasnął porażająco wybałuszając, zakrwione gałki oczne na co serce Draco zaczęło bić szybciej niż powinno, oddech stał się płytszy a w ustach zaschło.
- Tato! - Krzyknął chwiejnie widząc sunącego w stronę Lucjusza, dementora ale nie minęło kilka krótkich sekund nerwowego biegu chłopaka, a na jakiego drodze pojawiła się niewidzialna, niezniszczalna ściana niepozwalająca Ślizgonowi za żadną cenę przedostać się na drugą stronę.
- Tato...- Szepnął pożegnalnie, uderzając pięścią ostatni raz
w przezroczystą barierę w chwili gdy zobaczył mrocznego dementora składającego swój pocałunek na twarzy Lucjusza Malfoy'a...
- Paniczu Malfoy! " Pora wstawać " przekazuje pani tego domu. - Pisnął skrzat szturchając delikatnie Dracona na co ten od razu usiadł wyprostowany rozcierając oczy będąc bardziej zmęczonym niż przed położeniem się ale uradowany że wybudził się z powtarzającego się prawie co noc, snu.

* * *

- Mamo muszę coś załatwić, mogę wrócić za kilka godzin. - Mruknął beznamiętnie Ślizgon. Musiał się komuś wygadać a matce na razie nie mógł pokazać że zna całą prawdę związaną z ich krwią, dlatego uznał że jedyną osobą która na swój sposób doda mu otuchy będzie Granger.
Narcyza spojrzała na niego podejrzliwie.
- Draco jest święto, na pewno ta sprawa może zaczekać. - Odparła dostojnie
- Mamo...- Powtórzył. - Wychodzę. - Dokończył podchodząc do drzwi ale gdy złapał klamkę, Narcyza rzuciła bezgłośne zaklęcie przez co gałka okropnie zapiekła, oraz odezwała się za nim:
- Czy chociaż mogę wiedzieć do kogo się kierujesz? - Spytała surowo, zakładając ręce na piersi.
Draco uśmiechnął perfidnie po czym odwrócił się w stronę matki mówiąc:
- Do koleżanki. - Narcyza od razu zmieniła wyraz twarzy na łagodniejszy po czym żartobliwie popchnęło go w stronę drzwi.
- Baw się dobrze. - Odparła uśmiechając się czule a Draco teleportował się z cichym pyknięciem.

* * *

Jakim cudem ta rudera jeszcze stoi... Mruknął z niedowierzaniem sam do siebie patrząc na ledwie stojącą przed nim Norę.
Wyczarowując duży bukiet żółtych róż dla matki Weasley'a, zapukał do drzwi domu.
Miał tak ogromną nadzieję, że otworzy Hermiona i nikt poza nią nie będzie wiedział o jego przybyciu ale oczekiwania legły w gruzach.
W sumie mogło być gorzej. Pomyślał widząc odsłaniającą się rudą czuprynę Ginny.
A nie. Jednak mogło. - Po kompletnym otworzeniu w drzwiach ukazał się Ron Weasley. Draco pomylił część jego płomienistych włosów ze spiętymi kosmykami Wiewióry.
- Wspaniale. - Jęknął na dzień dobry widząc Rudzielca.
Ten patrząc otępiało na blondyna trzymającego bukiet kwiatów warknął:
- Czego tu szukasz Malfoy?
- Na pewno nie schronienia... - Urwał wręczając róże Ronowi. - Daj to matce... Jest Granger? - Spytał podejrzanie zaglądając we wnętrze domu na co Gryfon zareagował szybkim przymknięciem drzwi, ale po sekundzie przyszedł mu wspaniały pomysł.
Dlaczego by nie pobawić się kosztem tego dupka? - Zapytał się w myślach po czym z powrotem otworzył szeroko drzwi mówiąc promiennie:
- Jest jest. Poczekaj tylko pójdę do mojej sypialni.
Draco przymrużył oczy. Postanowił oszczędzić sobie docinek odnośnie miejsca w tym domu ale po co mówi o jego sypialni kiedy chodzi o Hermionę.
- Po co do twojej sypialni? - Syknął akcentując przedostatnie słowo.
Ron zrobił minę niewiniątka po czym odrzekł jakby to było bardzo gorszące:
-...Hermiona właśnie wstała... Rozumiesz jak to jest. Dziewczyna, chłopak, dwuosobowe łóżko na poddaszu...- Ale Draco uciszył go szybkim ruchem ręki czując wściekłość, ale przy tym przygnębienie.
- Po prostu ją zawołaj. - Odparł próbując zabrzmieć heroicznie, ale czy mu się udało zgadnijcie sami.

Widząc nadbiegającą z uśmiechem Hermionę zrobiło mu się ciepło na duszy ale gdy odtworzył w głowie słowa Rudzielca natychmiast odepchnął od siebie z odrobiną ukrywanego obrzydzenia do tego co robili tej nocy, Gryfonkę.
- Chciałeś porozmawiać, czy tak? - Zagadnęła w końcu Hermiona nie móc pojąć panującej ciszy.
Draco będąc dalej zatracony w wypowiedzeniu Weasley'a, nic nie odpowiedział.
Nie miał prawa być zazdrosny bo nic ich nie łączyło, rzekomo byli przyjaciółmi ale przyjaciele się sobie zwierzają z rzeczy takich jak ta, a o nich tego nie można powiedzieć więc kim oni są dla siebie do cholery!?
 Hermiona nie mogąc zdzierżyć zachowania chłopaka, zagrodziła mu drogę wpatrując się w jego stalowe tęczówki. Tak się cieszyła że go widzi.
Draco widząc ciepłe oczy Gryfonki rozwiał wszelkie wątpliwości. Nic ich nie łączy? Okej, ale był zazdrosny i odrobinę zatroskany na myśl o zeszłej nocy dwójki Gryfonów. 
- Mów. - Powiedziała kojąco Hermiona, a gdy Draco wysłuchawszy jej polecania zaczął opowiadać swoją denną sytuację z krwią.
Wylewając swoje żale od razu poczuł się lepiej, a jej obecność i swego rodzaju pocieszenia sprawiły, że drugiego stycznia pakując się do Hogwartu był w o niebo lepszym nastroju.


* * *

  Draco stał na parterze czekając aż Narcyza przyjdzie się z nim pożegnać i życzyć powodzenia w nowym semestrze, trzymając kartę z informacjami o Cygnusie. Od czasu jej znalezienia nie odstępował karty na krok.
Wpatrywał się po raz setny w status krwi mężczyzny gdy nagle matka zeszła pośpiesznie ze schodów krocząc ku niemu.
  Nie może cały czas tego tłumić, musi w końcu usłyszeć to z ust rodzicielki.
Podnosząc wzrok znad karty poruszał nią znacząco i zapytał udając sarkastycznie, że odkrył coś nowego:
- O! A co to takiego?
Narcyza przyjrzawszy się lepiej rzeczy trzymanej w rękach syna, rozwarła oczy powiększając niewielkie zmarszczki wokół oczu.
- Draco, wyjaśnię ci to... - Rzekła cicho, wyciągając delikatnie dłoń by przejąć kartkę, jakby to było coś niebezpiecznego dla syna ale chłopak szybko cofnął rękę gromiąc matkę wzrokiem.
- Dlaczego nie mogłaś powiedzieć mi tego wcześniej?! Dlaczego tyle lat żyłem w przekłamaniu dzięki moim rodzicom?! - Wiedząc, że nie powinien tak reagować na własną matkę, podniósł głos rzucając kartkę pod nogi Narcyzy która jakby ze strachem spojrzała na fotografię uśmiechającego się tajemniczo Cygnusa Black'a.
- Daj mi wyjaśnić. - Powtórzyła trochę spokojniej, łagodnie chwytając rękaw chłopaka patrząc przy tym w jego oczy oraz delikatnie, przepraszająco się uśmiechając.
- Nic mi nie wytłumaczysz mamo bo zaraz mam pociąg. - Odparł cofając rękę by ując kufer i zniknąć z tego przeklętego domu.
Uczyniwszy to, rzucił tylko beznamiętne ' do zobaczenia ' i teleportował się wraz z bagażem i klatką Bovema na dworzec King's Cross.

 Draco nie odzywał się dużo w podróży do szkoły. Praktycznie wcale, pomimo tego że w przedziale był tylko z Blaise'm.
Diabeł był wkurzony na przyjaciela bo co próbował nawiązać z nim jakikolwiek kontakt, ten od razu go zbywał.
Blondyn bił się z myślami. Zastanawiał się czy to odpowiedni czas i miejsce na wiadomość o krwi Ślizgona. Wbijając wzrok w zmieniający się co chwilę krajobraz za oknem, usłyszał jak Blaise mówi że zaraz spóźni się na spotkanie z Emmą. Otwierał już drzwi przedziału wpuszczając zimne powietrze i hałas dochodzący z zewnątrz, gdy Draco szybko zwrócił głowę i oznajmił za przyjacielem bojąc się że ktoś go usłyszy:
- Jestem półkrwi. - Blaise momentalnie zatrzasnął drzwi i odwrócił się badając wzrokiem Dracona.
- Co ty pieprzysz. - Rzucił marszcząc brwi. Coś musiało nie grać. Malfoy nigdy nie żartuje z czegoś takiego jak krew.
- Usiądź... - Rzekł nienaturalnie spokojnie Draco na co Blaise błyskawicznie znalazł się na siedzeniu przed nim zapominając na moment o dziewczynie czekającej na niego w bufecie.

* * *

 - Emmo, ale to było okropnie ważne! - Krzyczał błagalnie Blaise na co Gryfonka irytująco przewróciła oczami po czym fuknęła:
- Dlatego nie mogłeś doczłapać się na koniec pociągu by powiedzieć, że masz coś teraz do załatwienia? Na prawdę tak ciężko było ruszyć dupę w troki żebym nie musiała siedzieć tam przez dwie godziny czekając jak idiotka aż łaskawie się zjawisz?
Blaise patrzył na nią z miną małego kociaka, w środku czując że dziewczyna ma rację.
- Emma proszę, tylko się nie denerwuj... -Szepnął chwiejnie, wiedząc że to nie pomoże na ciężki charakter Gryfonki. 
Ta tylko przymrużyła gniewnie oczy pytając z wyrzutem:
- Sądzisz że uniosłabym się gdyby to było bezcelowe?
Blaise miał ochotę pokiwać głową ale nie chciał jej bardziej rozwścieczać. Nie odpowiadając nic złapał rękę odchodzącej już Emmy po czym rzekł powoli:
- Słuchaj, to wszystko...
- Zostaw mnie! - Wrzasnęła dziewczyna wyrywając szybko rękę z uścisku oraz popędziła wtapiając się w tłum przelewających się po korytarzu zamku, uczniów.
Ślizgon dał jej ze spokojem odejść ale dalej wpatrywał się w punkt gdzie ostatni raz zobaczył szatę Emmy. 
Szukając sposobu na przeprosiny, a wiedział że to nie będzie łatwe, wydymał zrzędliwie usta poszukując natchnienia. Po kilku chwilach opierania się o ścianę i mierzenia wzrokiem wszystkich uczniów, wiedział co robić.
Odrywając się od muru krzyknął:
- Ej, Potter!


                                                  * * *

 Hermiona właśnie siedziała z Ginny na śniadaniu rozmawiając o jej świątecznym spotkaniu z Draconem ale wraz z pominięciem problemu ze statusem krwi. Wiedziała że według Draco im mniej osób będzie wiedziało, tym lepiej. Brązowowłosa Gryfonka przerwała swój monolog by zaczerpnąć łyka wody gdy nagle podbiegł do nich Harry. Chciał przywitać Ginny pocałunkiem w usta ale ona tak wykrzywiła twarz że usta wargi chłopaka spoczęły na policzku. Nie zwracając uwagi na zachowanie Rudej, spytał bez ogródek:
- Znacie może jakąś Emmę McKiney? Mam z nią coś do obgadania.
Dziewczyny poszukały wzrokiem koleżanki, po czym równocześnie pokazały palcem miejsce gdzie właśnie siedziała na co Harry rzucił szybkie ' dzięki ' i pobiegł w jej kierunku.
Gdy zostawił je same Hermiona ze zdziwieniem spojrzała na Ginny będąc pewna że on jest w temacie, po czym spytała:
- O co cho...
- Nie wiem. - Przerwała jej oschle Ruda kończąc posiłek.

- Emma? Harry Potter. - Rzekł wyciągając rękę w kierunku Gryfonki na co ta uśmiechnęła się lekko, podając rękę.
- Harry Potter? Pierwsze słyszę. - Odparła sarkastycznie po czym oboje zachichotali.
Po krótkiej chwili ciszy chłopak zaczął:
- A więc... Wiem że się praktycznie nie znamy ale doszły mnie słuchy że dobrze grasz a Quidditcha, a jeden z naszych pałkarzy wylądował z jakąś infekcją u Pani Pomfrey... - Urwał, myśląc czy nie ma zamiaru prosić o za dużą przysługę od nowo poznanej osoby. - Może zechciałabyś zastąpić Adriana na sobotnim meczu ze Ślizgonami? - Skończył czekając na reakcję Emmy.
Ta na propozycję Wybrańca wybałuszyła swoje ogromne oczy po czym zdała sobie sprawę kto za tym stoi. O jej marzeniach sportowych mówiła tylko jednej osobie.
Spojrzała nie ukrywając szczęścia w stronę stołu Slytherinu gdzie siedział kiwając do niej, wyginając przy tym usta w łobuzerskim uśmiechu, Blaise.
- Nie masz pojęcia jak się cieszę, że będę miała taką okazję. - Odezwała się w końcu, powracając wzrokiem do czarnowłosego Gryfona na co ten odetchnął z ulgą.
- To widzimy się w piątek po lekcjach na treningu. Może w końcu komuś uda się przywalić Malfoy'owi tłuczkiem...- Odparł z rozbawieniem udając rozmarzenie na co Emma zakrztusiła się ze śmiechu sokiem.
Ledwo Harry opuścił koleżankę, ta udała się w stronę Blaise'a co prawie wszyscy Ślizgoni skwitowali podłymi spojrzeniami ale Gryfonka zerknęła z nonszalancją na te najbardziej nachalne osoby i usiadła pewnie pomiędzy piłującą paznokcie Pansy a śmiejącym się Blaisem.
- Przeprosiny przyjęte jeżeli o to ci chodziło. - Powiedziała radośnie Emma szturchając Ślizgona w ramię, na co ten uśmiechnął się szarmancko po czym objął szybko ale mocno Gryfonkę i zabrał czarodziejski pilniczek Pansy.
- Hej! Nie skończyłam jeszcze ty bydlaku. - Warknęła Ślizgonka z błyskiem w oku nie móc dosięgnąć pilnika. Blaise uśmiechnął się jadowicie i oznajmił:
- Emmo, poznaj moją najlepszą przyjaciółkę Pansy. - Dziewczyna o długich, prostych, czarnych włosach i jasnozielonych oczach od razu się opamiętała, wyprostowała oraz podała dłoń Gryfonce uśmiechając się przy tym słonecznie do przyjaciela i odgarniając opadające na twarz kosmyki.
- Wybacz, my tak zawsze... Przyjaźń z Blaise'm to jedno wielkie bagno.
Diabeł także się uśmiechnął i udając słodki ton głosu dokończył:
- Ale i tak nie potrafimy bez siebie żyć. - Pansy rozczulająco przytaknęła. To wszystko było prawdą ale żadne z nich nie potrafiło wyznać tego na poważnie jak bardzo ich prześmieszna przyjaźń jest dla obydwojga ważna.
Nagle w całej sali zaroiło się od wszelakiej maści sów. Jedna z nich; cała czarna z neonowymi, żółtymi ślepiami szybowała właśnie w kierunku trójki Ślizgonów i Gryfonki. 
- Do ciebie. - Mruknął Blaise. - Rozchmurz się w końcu do cholery. - Walnął Dracona w głowę na co ten leniwie ją podniósł i odebrał list który był tak długi że po rozwinięciu opadł aż na kolana chłopaka. Nie zważając na zdziwione miny przyjaciół zaczął czytać:

" Drogi Draco,

  Znalezienie identyfikacyjnej karty Twojego Świętej pamięci dziadka Cygnusa Black'a wraz ze statusem krwi, musiała być dla Ciebie ogromnym szokiem. Nie jestem zdziwiona - to dowodziłoby że Ty i ja jesteśmy czarodziejami półkrwi.
Na pewno zdajesz sobie sprawę jaka jest sytuacja w starych rodach. ' Ma być syn i tyle. ' Tak byli jakby to powiedzieć...Zastraszani Twoi dziadkowie przez ojca Cygnusa.
Na nieszczęście, dziadek wraz z babcią po naprawdę wielu, bezowocnych próbach nie mogli doprowadzić do kolejnej ciąży Druelli. Będąc całkowicie zdesperowani, chcąc zapewnić pokój w rodzinie i błogosławieństwo ojca dziadka, zdecydowali się na okropną rzecz.
  Zaczęli szukać niemającego nic do stracenia, nieudacznika podobnego do potomków rodu Black'ów, który zechciałby zapłodnić Druellę Black, nawet za jakąś opłatą. Pieniądze nie grały roli - Cygnus chciał tylko dobra i bezpieczeństwa żony i swoich dwóch wcześniejszych córek.
  Tak jak się spodziewali po pierwszym, bezuczuciowym stosunku, w Druelli Black poczęło się nowe życie którym okazałam się być ja, mówiąc wszystkim że nosi w sobie syna.
Owy mężczyzna po zapłodnieniu i otrzymaniu jednej czwartej skarbca Blacków zniknął na zawsze. Nie przedstawił się prawdziwym nazwiskiem by nikt go nigdy nie szukał po tym incydencie. Jedyna jego informacja to było to że jest w pełni czystej krwi i nie cierpi na żadne choroby weneryczne.
Cygnus po zawiadomieniu krewnych o ciąży z synem, dostał jeszcze większy majątek oraz wyczekiwane błogosławieństwo ojca.
  Po pierwszych czterech miesiącach, zawiadomiono męża Druelli o śmierci jego ojca. Przeżywał żałobę całym sobą ale z drugiej strony cieszył się, że ' jego trzecia córka ' będzie bezpieczna. Według babci, jej mąż opiekował się ostatnią ciążą jakby to on ją zapłodnił. Mówił ' Nie ważne kto to zrobił. Narcyza będzie zawsze potomkinią rodu Blacków. '
  W ostatnich dniach przed moim narodzeniem, dziadek nie odstępował Druelii na krok oraz był przy narodzinach dodając matce otuchy.
Udało się. Żadnych problemów nie było. 
Rosłam jak na drożdżach przy moich dwóch dostojnych siostrach na wspaniałe dziecko. Gdy miałam kilka miesięcy i nauczyłam się niezdarnie wymawiać słowo ' tata ', była wojna z Voldemortem i jego poplecznikami oraz z resztą czarodziei i mugoli ze swoją nędzną bronią palną, a w niej poległ Cygnus Black, mężczyzna który ponad życie kochał swoją rodzinę i był gotowy poświęcić dla niej nawet biologiczne pochodzenie.
  Taką historię opowiedziała mi Twoja babcia na łożu śmierci. Możesz być przekonany że byłam tak samo zdziwiona, jak Ty po ujrzeniu tej karty. Wyciągając wnioski, Ty i ja jesteśmy stuprocentowo czystej krwi bez żadnej domieszki mugolstwa.
Mam nadzieję, że będziesz wyrozumiały względem tego i uśmiechniesz się w końcu po poznaniu czystości Twojej krwi.

Całuję.
Mama

PS. Jeżeli mówię że coś chcę Ci powiedzieć, to siedzisz i merdasz ogonem dopóki nie skończę. "

  Draco zwinął list z podłym uśmiechem po czym schował go do torby i odsunął się od stołu będąc w wyśmienitym nastroju jak nigdy, czując jak jego pewność siebie wraca do niego z prędkością kuli armatniej.
- Miło cię widzieć Emmo. - Powitał Gryfonkę po czym mrugnął porozumiewawczo do Blaise'a i Pansy oraz wyszedł kierując się już na pierwszą lekcję.

* * *

- Zgnieciemy was jutro. - Oznajmiła krótko i pewnie po zakończeniu tematu ze statusem tej cholernej krwi, Hermiona na co Draco parsknął chamskim śmiechem.
- Chyba zapomniałaś kto gra w drużynie Ślizgonów. - Gryfonka zaniemówiła na chwilę udając że się nad czymś zastanawia po czym odrzekła uśmiechając się jadowicie:
- Nie wydaje mi się. 
Dracon nie mógł uwierzyć że siedzą tu na schodach i przekomarzają się jak stare małżeństwo, kiedy Granger ewidentnie znowu coś ma do Rudzielca. A po jego słowach - ma dużo.
Musiał jakoś dotrzeć do tego obrzydliwego tematu.
- Błagam cię. Z tym cienkim, rudym pożeraczem orzechów na obronie? - Hermiona przestała się uśmiechać, zgromiła go wzrokiem pełnym pogardy i syknęła:
- Nie możesz w końcu przestać na niego najeżdżać?!
A więc to prawda. Kto normalny po zerwaniu broni byłego?
 Teraz Draco zaczynał się denerwować.
- Jedna super noc spędzona z nim i już go tak bronisz? - Warknął, po czym od razu tego pożałował widząc wyraz twarzy Hermiony.

Gryfonka stała jak wryta skanując jeszcze raz to co jej właśnie zarzucono. Jeżeli dobrze zrozumiała, to oskarżono ją o pójście do łóżka z RONEM. Czując jak w ustach jej zaschło, spytała:
- Możesz powtórzyć?
 Ale Draco nie odpowiedział widząc jak w myślach rozszarpuje Weasley'a na kawałki. Przez jego bawienie się kosztem Ślizgona, ten zarzucił dziewczynie to co najgorsze.
Nie mógł spojrzeć jej w oczy dlatego stojąc dno niej tyłem z rękami w kieszeniach, mruknął:
- Weasley...- Urwał. - To Weasley.
 Hermiona poniosła brwi ze zdziwienia.
- Ron powiedział ci...
- Że się z nim przespałaś. - Widząc jak Hermiona się zastanawia, dokończył:
- Wtedy jak przyjechałem.
Gryfonka przejechała dłońmi po twarzy czując jak straciła przyjaciela-rudzielca na zawsze. Albo przynajmniej na długi czas.
Ale Herm otaczała przecież teraz stokrotnie lepsza osoba od Rona, która pomimo tego że nic do niej nie czuje, ewidentnie była zazdrosna. Na tę myśl od razu zrobiło się jej ciepło oraz na twarzy wystąpił mały uśmiech.
Draco widząc co Hermiona wyprawia, spytał zdezorientowany:
- Cieszy cię ta informacja...?
- Jesteś zazdrosny! - Powiedziała gdy na jej twarzy pojawił się rumieniec. Ślizgon poczuł jak robi mu się gorąco.
- No błagam...- Przeciągał słowa, ale gdy spojrzał na stojącą obok Gryfonkę szybko dokończył przewracając oczami. - Odrobinę.
Hermiona w duchu sobie klaskała. - Co nie znaczy że jutro nie przegracie. - Wtrącił uśmiechając się łobuzersko.
- Myślałam, że skończyliśmy już ten temat - Harry złapie jutro znicza. - Odpowiedziała z przekąsem na co Ślizgon ujął jej niesforne włosy i ułożył za uchem oraz nachylił się nad nią mrucząc powoli jak kot:
- Nie. - Po czym podniósł się błyskawicznie, celowo psując klimat ale Gryfonka nie dawała za wygraną.
- Zakład o to kto złapie znicza.
Draco prychnął pogardliwie a następnie ujął ciepłą dłoń dziewczyny.
- Zgoda. Tyle że kiedy już go złapię, oczekuję nagrody. -Hermiona dała mu znak że słucha. 
- Hmm... Jak złapię jutro znicza, a złapię to mnie delikatnie pocałujesz. - Oznajmił stanowczo, nie gorsząc się ani wcale.
Gryfonce w głębi duszy się to spodobało ale kryła to przed samą sobą. Ona także czegoś oczekuje.
- Jak już Harry będzie trzymał w ręku tą przeklętą piłkę to powiesz mi dlaczego zmieniłeś ze mną relacje. Bo nie uwierzę jeżeli powiesz że nie uległy zmianie.
Draco wciągnął głośno powietrze po czym na jednym wydechu odparł:
- Da się zrobić.

* * *

  Rozległ się głośny gwizdek pani Hooch i czternaście mioteł wzniosło się w powietrze z ogromnym impetem a widzowie na trybunach zanieśli się dopingującymi okrzykami. Justyn Finch-Fletchley zaczął emocjonująco komentować przebieg gry a Hermiona obserwowała mecz z otwartej szatni mieszczącej się w rogu ogromnego boiska, jako że Ginny zasugerowała że będzie mieć najlepszy widok stamtąd na wyczyny Gryfonów.
Dziewczyna patrzyła jak jej przyjaciółka zdobywa znakomite gole a Emma celnie atakuje Ślizgonów tłuczkiem. Harry wraz z Draco unosili się powoli nad całą grą, wypatrując znicza.
Oh, Ron właśnie wpuścił bramkę co publiczność skwitowała głośnym, przygnębiającym buczeniem. Draco widząc wspaniałą bramkę Blaise'a, zniżył swój lot by pogratulować przyjacielowi dobrej passy.
Można powiedzieć że obydwaj zrobili sobie na chwilę przerwę w grze, bo wisieli na miotłach rozmawiając pośpiesznie, przyglądając się przebiegowi meczu gdy nagle przed nosem blondyna mignęło złotawe światełko, którego nie spuszczał z oka do końca pościgu.
Nic nie mówiąc zostawił Blaise'a samemu sobie i poleciał jak najprędzej za zniczem.
Nie zważając na nic, pruł przez cały czas za prawie nieosiągalną piłeczką wielkości orzecha włoskiego robiąc co chwilę jakieś ostre zwroty czy obroty z Potter'em siedzącym mu na ogonie
Przed oczami miał tylko wygraną.

Emmie gra szła śpiewająco; z gracją uderzała w śmiertelne tłuczki chroniąc przy tym swoich graczy przed utratą punktów. Miała właśnie chwilę spokoju, gdy zobaczyła Harry'ego zawzięcie goniącego Malfoy'a. Była przekonana, że obydwaj widzą znicza. Musiała szybko coś wykombinować. Rozejrzała się nerwowo po boisku szukając swoich piłek i w końcu ujrzała jedną w pościgu za Ginny. Ruszyła z prędkością światła w kierunku Rudej i nagle przecięła sobą odległość dzielącą tłuczek od ścigającej Gryffindoru, oraz uderzając w niego z całej siły, próbując nakierować go na kapitana Ślizgonów.
Draco był dosłownie o krok od sukcesu.
Przerwa dzieląca jego wystawioną rękę i niesforną piłkę była praktycznie znikoma. Odwrócił się by zobaczyć czy Potter dalej go ściga i nie zdziwił się.
Spróbował przyśpieszyć jeszcze odrobinę i już jego opuszki palców dotykały zimnej, metalowej nawierzchni znicza, gdy nagle poczuł ogromnie mocne uderzenie w bok tłuczkiem, które zaczęło pozbawiać go tchu. Spojrzał tylko by dowiedzieć się kto w niego wycelował, a tą osobą okazała się być piękna narzeczona Blaise'a. Przekrzywił się z miotły, złapał ręką za brzuch i zsunął się bezszelestnie spadając ku murawie boiska z prędkością światła.
 Hermiona widząc całą sytuację z drzwi szatni, zatkała usta dłonią.
Wybiegłszy z pomieszczenia na trawę, wyciągnęła różdżkę wykrzykując formułę zaklęcia ' Arresto Momentum ', dzięki czemu Draco nie gruchnął o ziemię tak mocno jakby to zrobił bez pomocy Gryfonki.
Podbiegła szybko do ledwo żywego Ślizgona by sprawdzić jak bardzo źle z nim jest.
Gdy Draco poczuł, że dziewczyna nad nim klęczy uśmiechnął się słabo ale nadal czarująco oraz podniósł drżącą prawą rękę pokazując trzepoczącą nerwowo skrzydełkami złotą piłkę w środku jego dłoni.
- Mam go Granger, złapałem go... - Oznajmił powoli, zwijając się z bólu nie do wytrzymania ale starając się nie okazywać cierpienia.
Hermiona pokręciła karcąco głową i zrobiła to. 
Zrobiła to, choć nie musiała teraz. 
Zrobiła to - zamknęła mu usta pocałunkiem na oczach całego Hogwartu.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jestem!
Muszę powiedzieć, że z opisu Azkabanu jestem potwornie zadowolona a Wy co o nim myślicie? W ogóle jak oceniacie całokształt?
Myśleliście że Dracon pozostanie półkrwi? W życiu bym na to nie pozwoliła:D
Pocałunek także myślę że jest nawet nawet, no ale oceny pozostawiam Wam, oczekując 35 komci.
Szczerze mówiąc nie jestem z siebie zadowolona że wymuszam od czytelników te komentarze, ale widzę że to jedyny sposób żeby uzyskać obiektywne opinie i by jakoś rozsławić bloga:(
Zatem 35 komci i widzimy się w Walentynki!:3

Całuję - MoonSeer.
 

piątek, 31 stycznia 2014

13. TRUE BLOOD




 Nim Hogwart się obejrzał, grudzień zmierzał ku swojemu końcowi a co za tym idzie święta, święta i jeszcze raz święta.
Hagrid właśnie targał za sobą ogromne iglaki w kierunku Wielkiej Sali by następnie profesor Flitwick zaczął je ozdabiać magicznymi ozdobami choinkowymi jak każdego bitego roku.
Przydałyby się jakieś innowacje. - Taka myśl krążyła po głowach wielu uczniów w tym oczywiście naszej Hermiony.
Gryfonka zawsze posiadała głowę pełną pomysłów, więc teraz nie miała wielkich problemów z koncepcją na jakiekolwiek świąteczne zmiany. Była Prefekt Naczelną więc była prawie pewna, że jej plan się powiedzie, trzeba tylko przedstawić plan działania Dyrektorce... Przydałby się także ktoś do poparcia sprawy. Hermiona od razu pomyślała o Ginny ale ona nie jest Prefektem, McGonagall mogłaby pomyśleć że dziewczyny to ukartowały.

- No witaj. - Przywitał ktoś Gryfonkę stojącą w zadumie na korytarzu. Odwróciła się tak szybko, że poczuła skurcz w szyi ale i tak się uśmiechnęła. I szczerze, i z innym zamiarem.
Draco na reakcję Hermiony włożył ręce do tylnych kieszeni spodni i ciągnął dalej. - Czego się szczerzysz Granger? Jak mi wiadomo częściej powoduję twój grymas niż uśmiech...- Urwał na moment robiąc krok bliżej. - Aczkolwiek coś się ostatnio zmieniło, czyż nie? Tak tyci tyci, nie uważasz? - Powiedział przedłużając co drugie słowo i pokazując palcami malutką odległość chcąc pokazać swoje ' tyci tyci ' .
Hermiona przewróciła oczami i odepchnęła go delikatnie na co ten uśmiechnął się pod nosem ale nie protestował. Gdy dzielił ich już metr z hakiem, Draco spojrzał z niedowierzaniem na dziewczynę.
- Mogłabyś w końcu przestać? Nie zjem cię, z resztą przy naszym ostatnim hmm... jakby to ująć... SPOTKANIU nie przeszkadzała ci odległość. - Był szczerze zdziwiony.
Hermiona uśmiechnęła się wrednie i odparła wyniośle:
- Może teraz nie mam ochoty?
Draco perfidnie parsknął śmiechem i z powrotem zrobił duży krok w stronę Gryfonki.
- Będę stał tam gdzie mi się podoba... Teraz możesz mówić. - Dodał uśmiechając się słodko.
Dziewczyna w myślach przewróciła oczami.
- W drodze ci opowiem. - Złapała go za rękaw i już ruszyli w stronę gabinetu p. McGonagall.

- Niesamowity pomysł Granger, moje uznanie. - Draco zaklaskał żartobliwie kroczącej obok Gryfonce, która od razu go zbeształa, że to jest poważna sprawa i sarkazmy są tutaj nie na miejscu.
- A teraz nic nie mówi proszę, bo myślę nad nadającymi się argumentami.
Ślizgon otwierał usta by oznajmić coś jeszcze ale Hermiona zamknęła mu je jednym, szybkim ruchem dłoni w celu zakazu i dalej towarzyszył w drodze do Dyrektorki, tym razem w ciszy.


 * * *

- Hermiono bardzo się cieszę, że wychodzisz z różnymi inicjatywami. Wszyscy wiedzą że potrzebujemy innowacji a twoja koncepcja darowania wylosowanym uczniom prezentów świątecznych jest niesamowita, ale muszę brać pod uwagę to że mamy sporo uczniów których nie będzie stać na jakiekolwiek podarunki a szkoła nie posiada wystarczającej ilość galeonów by to zasponsorować... Przykro mi panno Granger, ale to jest niewykonalne, wróć wraz z panem Malfoy'em na obiad proszę. - Profesor McGonagall skończyła swoją dość oziębłą wypowiedź na temat darowania prezentów i wróciła do jakieś papierkowej roboty pozostawiając Hermionę i Draco wpatrujących się w siebie tępo przed jej biurkiem.
Gryfonce pod oczami zaczęły się zbierać ciężkie łzy pchające się na zewnątrz. Chciała jakoś ubarwić ten rok szkolny a właśnie jej pomysł został chłodno odrzucony.
Spojrzała błagalnie zaszklonymi oczami na Dracona bezgłośnie mówiąc ' zrób coś! ', ale w duchu wiedziała że przegrali.
  Malfoy rzucił wzrokiem na McGonagall wypisującą jakieś papiery, kompletnie nie przejmującą się ich obecnością po czym znowu spojrzał na zdołowaną, odtrąconą przez nauczycielkę Hermionę. Nie mógł pozwolić na przegraną dziewczyny - obiecał jej, ale nie miał pojęcia jak przekonać Dyrektorkę.
W końcu tu chodzi o pieniądze... Właśnie! O pieniądze!
Oczy Dracona momentalnie rozbłysły. Uśmiechnął się pewnie w stronę Hermiony i odwrócił wzrok w kierunku McGonagall, która w tym samym czasie podniosła głowę z zamiarem kolejnego wyproszenia uczniów z gabinetu.
Otwierała już usta ale chłopak był szybszy i na jednym tchu oznajmił donośnie i stanowczo:
- Ja opłacę całe to przedsięwzięcie dla potrzebujących uczniów. - Od razu spojrzał na reakcję stojącej obok niego Gryfonki. Po policzku poleciała jej mała łezka ale miał nadzieję że to ze szczęścia bo na jej twarzy powoli zaczął gościć wdzięczny uśmiech. On także go odwzajemnił i wrócił wzrokiem do osłupiałej Dyrektorki.
- Pan sobie zdaje sprawę, że nie mogę przystać na tę propozycję. - Odparła dość skrępowana.
Draco przewrócił niedbale oczami i odrzekł udając swoje zatroskanie:
- Pani Profesor tu chodzi o święta! Ten czas musi być wyjątkowy więc uczyńmy go takim jeżeli mamy takową możliwość i jednocześnie - Urwał na chwilę podchodząc szybko do Gryfonki,
uśmiechnął się w jej stronę oraz objął w pasie i ciągnął dalej. - Sprawmy by Hermiona poczuła że miała pozytywny wpływ na życie Hogwartu w jej ostatnim roku spędzonym tutaj.
Dziewczyna natychmiast pokiwała głową z aprobatą w stronę siedzącej naprzeciwko Profesorki. 
Jak grać to na całość. - Pomyślała.
Obydwoje wpatrywali się z nadzieją w nauczycielkę oczekując ostatecznej odpowiedzi. McGonagall przymrużyła delikatnie oczy na widok splecionych razem uczniów co jeszcze bardziej pogłębiło jej zmarszczki i delikatnie spytała:
- Czy wy moi drodzy...? - Hermiona wybałuszyła oczy i w tej samej sekundzie mocno odepchnęła od siebie Malfoya.
- NIE! - Krzyknęła. - Jesteśmy tylko... - Urwała szukając odpowiedniego słowa wpatrując się przy tym w podłogę. 
- Przyjaciółmi. - Dokończył odepchnięty na prawie dwa metry Draco.
McGonagall mimowolnie wygięła usta w kojącym uśmiechu odpowiadając:
- Chodziło mi bardziej o to czy jesteście stuprocentowo pewni swojej decyzji, a szczególnie pan, panie Malfoy.
Na tę informację dwójka uczniów spojrzała po sobie zbolałym wzrokiem i spłonęła rumieńcem.
- Pod koniec tygodnia skontaktuję się z Gringottem pani Dyrektor. - Draco ponownie mruknął nonszalancko.
- Cieszę się panie Malfoy że jest pan skłonny pomóc w przygotowaniach akcji, a tobie panno Granger dziękuję za wyjście z inicjatywą.
- Do usług. - Równocześnie odpowiedziała wraz ze Ślizgonem dumna z siebie Hermiona.
Wychodząc z gabinetu Dyrektorki, ta pisnęła za nimi cicho:
- Tworzycie wspaniały duet moi drodzy. - Draco w podzięce uśmiechnął się łobuzersko a Gryfonka skwitowała to tylko zbolałym westchnięciem.

* * *

Przygotowania do bożonarodzeniowej akcji szły jak po maśle; Draco podarował Hogwartowi cztery tysiące galeonów, McGonagall oznajmiła w liście widniejącym w każdym Pokoju Wspólnym o nadchodzącym przedsięwzięciu którego przebieg  nadzorują Prefekci Hermiona Granger wraz z  Draconem Malfoy'em, oraz jego szczytne cele. Można było także przeczytać, że w kuli pod tablicą ogłoszeń na karteczkach widnieją nazwiska uczniów tylko z jednego domu i że każda osoba ma obowiązek wziąć jedną karteczkę i podarować danemu uczniowi świąteczny prezent do 21 grudnia jako że w późniejszym czasie duża ilość osób wyjeżdża na Boże Narodzenie w rodzinne strony.

Hermiona była zachwycona entuzjazmem jej kolegów i koleżanek odnośnie całej sytuacji, ale uznała w końcu że i ona musi kogoś wylosować. Pewnego wieczoru podeszła wraz z Ginny i wyciągnęła pierwszy lepszy kawałek pergaminu.
Rozwijając kartkę, na jej powierzchni pojawiło się nazwisko:


- To tamta. - Mruknęła Ruda wskazując głową na siedzącą nieopodal Emmę zajętą rozmową z jakimś chłopakiem.
- Tak, tak wiem która to ale nie mam bladego pojęcia co jej dać.-Nie znam jej.
Odparła zmartwiona Hermiona.
Dziewczyny stały non stop wpatrując się w zachowanie młodszej koleżanki aktualnie zajadającej się fasolkami Bertiego Botta.
- Wiem! - Krzyknęła uradowana Ginny. Hermiona spojrzała wyczekująco w jej stronę. - Kup jej mnóstwo słodyczy w Miodowym Królestwie i zaczaruj opakowanie tak by przypominało jakąś niesamowicie nudną rzecz typu teleskop czy jakąś denną książkę o historii bitew z goblinami, a gdy odwinie wstążkę wszystko przeobrazi się w ogromną torbę cukierków i innych słodkości.
- Ginny jesteś wspaniała, aczkolwiek ani teleskop ani żadnego rodzaju książki nie są nudne. - Odparła wdzięcznie Hermiona i wróciła wraz z przyjaciółką do dormitorium nadal przekomarzając się co jest ciekawe a co nie.

* * *

 Prezenty stały na swoich miejscach u większości uczniów gotowe do wręczenia.
Hermiona pomyślała, że swój podarunek wręczy Emmie po lekcjach łapiąc ją gdzieś na korytarzu więc wyglądało na to że całe popołudnie spędzi koczując na różnych hallach.

Gryfonka właśnie stała na głównym holu rozmawiając z Harry'm. Od czasu przegranej jego zespołu mało rozmawiali, praktycznie wcale dlatego teraz nadrabiali;
Chłopak właśnie opowiadał Hermionie o tym że on i Ginny mają mały kryzys ale Ruda nieźle to kamufluje co było prawdą, Gryfonka w życiu nie poznałaby że przyjaciółka ma jakieś problemy, przez co na chwilę ją to zabolało że nie mogła wcześniej jej pomóc, ale nagle ten temat wyparował jej z głowy bo ujrzała w przelewającym się tłumie Emmę. Przeprosiła szybko Harry'ego i popędziła za lawiną uczniów.
Kilkanaście metrów dalej, poszukiwana Gryfonka przystanęła na chwilę by zamienić z kimś słowo. Hermiona zdyszana podbiegła do dziewczyny oznajmiając niezbyt ciekawie że ma do niej sprawę.
Z twarzy młodszej Gryfonki można było wyczytać mocne zawahanie się. Czy dostanie od Prefekt Naczelnej naganę rodem z gabinetu Dyrektorki za to, że nazwała na lekcji Bradley'a Moose'a skończonym idiotą krzycząc na całą salę? Zapewne, ale i tak odeszła na kilka kroków dalej za Hermioną.
- A więc..- Zaczęła Prefekt ale Emma szybko jej przerwała wyciągając prawą rękę. - My chyba nie miałyśmy okazji wcześniej się poznać prawda? Emma. - Rzekła ściskając dłoń starszej Gryfonki.
- Hermiona, ale nie o to mi chodzi. Mianowicie - Urwała na momencik uśmiechając się wesoło. - Życzę ci Wesołych Świąt Emmo! Accio prezent.
 W przeciągu trzech sekund do rąk Hermiony przyleciał prowizoryczny teleskop, który od razu wręczyła niekryjącej swoich emocji Emmie. Niezadowolenie i niechęć na jej twarzy aż emanowały.
Nieszczera chęć fałszywego uśmiechu sporo ją kosztowała, a Hermiona w myślał gniotła się ze śmiechu mając wspaniały ubaw.
- O... Teleskop. Miło. - Dziewczyna wydukała niezbyt grzecznie, mając nadzieję że nie zabrzmiało to tak jak powinno..
- No odwiąż go żeby było tak oficjalnie! - Odparła udając podniecenie Hermiona.
Emma ze zrezygnowaniem pociągnęła za czerwoną wstążkę i nagle w jej rękach pojawiła się ogromna na jakieś pół metra, błękitna paczka pełna przeróżnych słodkich smakołyków.
Jej oczy momentalnie rozbłysły a na twarzy wróciły kolory. Po napatrzeniu się na swój prezent rzuciła się na szyję Hermiony ogromnie dziękując.
- Uwielbiam słodycze! Jak mam ich niedobory staję się nie do zniesienia, skąd widziałaś? - Spytała grzebiąc w torbie.
- Intuicja. - Odparła z uśmiechem Hermiona. Może Emma miała trochę trudny charakter ale i trak od razu ją polubiła.
Odchodząc z powrotem w kierunku Harry'ego zostawiając koleżankę sam na sam ze swoim dobytkiem, jeszcze krzyknęła:
- Miło było cię poznać, jeśli będziesz chciała to możemy jeszcze się kiedyś zobaczyć!
- Jasne! Do zobaczenia.- Wrzasnęła z entuzjazmem w jej stronę Emma mając już buzię napchaną słodyczami.

* * *

Członkowie drugiej grupy siedzieli właśnie w bibliotece rozmawiając o następnym zadaniu, którego data i cel jeszcze nie był znany ale Hermiona uparła się że skoro Potter ze swoimi już się przygotowują to oni nie mogą być gorsi. Dlatego wszyscy, ale raczej wszyscy z wyjątkiem Dracona który siedział rozłożony na fotelu z nogami na stole przyglądając się z nonszalancją wysiłkom innych, wertowali różne księgi szukając jakiś przydatnych zaklęć i uroków. Nie wiadomo co będzie potrzebne rudzie numer trzy.
  Po niespełna pół godzinie, przed czwórką nastolatków zmaterializował się błękitnoszary kot.
McGonagall. - Hermiona pomyślała od razu.
" Podążajcie za kocurem. " - Rzekło zwierzę głosem Profesorki. Uczniowie spojrzeli po sobie jak na idiotów ale gdy kot dochodził do drzwi wyjściowych wszyscy, nawet Draco ściągający nogi z blatu, w tym samym czasie poderwali się z miejsc i ruszyli biegiem za patronusem.

- To jest kolejne zadanie. - Szepnęła Gryfonka do ucha Dracona co ten skwitował zdziwionym wzrokiem.
- Co ty, uprzedziliby nas.
Hermiona spojrzała na niego znacząco po czym wskazała palcem na koniec korytarza. Ten wytężył wzrok i zobaczył unoszącą się w powietrzu małą osóbkę na cienkich, jakby przezroczystych, koloru błękitnego skrzydłach. Dziewczyna widząc jego pogardliwy wyraz twarzy odparła karcąco:
- Nie bierz tego pochodnie. Ta wróżka będzie okropnie trudna do minięcia. Będzie się starać zbić nas z tropu byśmy zrobili coś kompletnie na przekór a ona w zamian da nam coś czego pragniemy całym sercem. - Urwała na chwilę. - Tak mi się wydaje.
Lojalność. To słowo pojawiło się w głowie Dracona. Spojrzał na kroczącą obok Hannę i jej ubiór. W chwili gdy zobaczył starannie przyszytego borsuka na żółto-czarnym tle, szare oczy mu rozbłysły.
- Hanna, będziesz teraz naszym liderem jeżeli cię to zainteresuje. - Oznajmił stanowczo patrząc w jej miodowe oczy.
Puchonka na wypowiedź Malfoya spłonęła rumieńcem co Hermiona obdarzyła piorunującym spojrzeniem. Nawet nie wiedziała z jakiego powodu. 

Gdy cała czwórka doszła do końca korytarza, zaczęli cicho i z pozoru spokojnie omijać wróżkę tak jakby unikali groźnego, gotującego się do ataku lamparta, by podążać dalej za patronusem-kotem. Ale gdy tylko ją minęli ta zapiała jednocześnie wesoło i przeraźliwie:
- Kochaneczko poczekaj chwilunię! 
Były dwie dziewczyny ale Hermiona wiedziała, że kobieta wołała właśnie ją. To był jakiś urok, czuła to ale nie mogła temu zaradzić. Odwróciła się niepewnie i zaczęła kroczyć w kierunku zdradliwej istoty, a ta zachęcając ją ręką uśmiechnęła się ciepło a następnie pstryknęła palcami i w ułamku sekundy pojawiły się trzy podobne do pierwszej, wróżki.
Po jednej dla każdego. Wspaniale. - Mruknął Draco ale po chwili już był zatracony w słowach jednej z nich.
Była taka łaskawa, wystarczyło tylko zostawić drużynę i ruszyć za nią a sprawi, że jego okropne wspomnienia za czasów bycia Śmierciożercą znikną, nie będzie postrzegany do końca swoich dni za potwora sprzyjającemu Voldemortowi. Zostanie zwykłym uczniem z ambitnymi planami na przyszłość bez haniebnej przeszłości.
  Bardzo chciał przezwyciężyć wróżkę, pokazać że jest najsilniejszy z całej czwórki, ale nie miał sił. Tak bardzo mogła mu pomóc.

- Będziesz najmądrzejszym czarodziejem w Hogwarcie, albo nawet na całej wyspie. Terry zasługujesz na to chłopcze! - Zaćwierkała jedna z wróżek w stronę kompletnie zauroczonego Krukona. Ten był najsłabszy z całej grupy i przy tym najmniej lojalny przyjaciołom.
Nie kontaktując ani trochę już ruszał wolnym krokiem w stronę lecącej istotki.

- Hermiono ja wiem co czujesz; biedna, zakochana dziewczyna która na razie ma tylko wrażenie że to przelotne zauroczenie, w chłopaku który nigdy nie będzie w stanie odwzajemnić uczuć Mugolaczki.
 A ty moja kochana i tak mu się do tego nie przyznasz bo boisz się jego reakcji.
Ale i tak najbardziej przeraża cię wizja, że wszystko co do teraz osiągnęliście jest jednym, wielkim, uknutym żartem. Co jeżeli to się okaże prawdą? Co jeżeli panicz Malfoy rozkocha cię w sobie tylko po to bo potem zostawić z podłym uśmiechem na ustach? Co zrobisz wtedy moje biedne dziecko? Zaniesiesz się gorzkimi łzami które na nic się nie zdadzą, a on po jakimś czasie znajdzie kobietę jego pokroju z którą założy rodzinę,  i którą prawdziwie pokocha a ty zestarzejesz się i zostaniesz starą panną ze złamanym sercem i gromadą puszystych kociaków koło kominka. 
Taka jest prawda Hermiono, taki jest Pan Malfoy, taka będzie twoja nędzna przyszłość jeżeli teraz gdy jest na to czas nie odpuścisz.
A wystarczy tylko pójść za mną i całe to uczucie, którym darzysz tego chłopca ulotni się i nigdy nie powróci. Taka jest moja propozycja. - Zakończyła swój zachęcający monolog wróżka wyciągając dłoń do onieśmielonej Hermiony. Ta z chęcią rozpłakania się ukryła twarz w dłoniach.
- Moje dziecko takie jest życie. A miłość ssie. - Urwała na moment niecierpliwiąc się. - Wyrzeknij się tego!

- Nie uważasz droga Hanno, że dom Helgi Hufflepuff ma nie za dobrą reputację? Do waszego domu dostają się uczniowie, którzy nie mają żadnych specjalnych zdolności. Nie to co Gryffindor gdzie ceni się męstwo i cnotę, nie to co Slytherin gdzie króluje spryt wraz z przebiegłością, no i nie to co Ravenclaw gdzie korzenie mądrości  rozrastają się. W kręgi Puchonów trafiają odrzutki i nic nie możesz na to poradzić drogie dziewczę. Haufflepuff zawsze będzie tym najgorszym, bez żadnych specjalnych wymogów, domem dla tych zwykłych, niewyróżniających się uczniów. Ale! - Przerwała na sekundę wredna wróżka. - Jeden krok w moją stronę Hanno i zdobędziesz nieśmiertelną chwałę każdemu chodzącemu po tym zamku Puchonowi oraz bezgraniczny szacunek dla tego jakże pospolitego domu.
  Ręka Hanny cały czas zaciskała się na różdżce z tyłu spodni ale teraz uścisk niepewnie zelżał. Przynieść chwałę Heldze Hufflepuff i obalić stereotyp dotyczący normalności jej domu.
Już wystawiała stopę by zrobić krok w stronę wróżki ale na moment zawahała się i cofnęła nogę z powrotem. Przymrużyła gniewnie oczy po czym wrzasnęła oskarżycielsko:
- Jesteśmy lojalni swoim przyjaciołom i na zawsze pozostaniemy! Jestem Puchonką - Tu złapała swoją naszywkę z borsukiem i znacząco nią poruszyła. - I się tego nie wstydzę, tylko szczycę! - Urwała na chwilę by zaczerpnąć oddech. - Nigdy, przenigdy nie mów złego słowa o Puchonach, bo najwspanialsi i najbardziej oddani przyjaciele to właśnie oni. - Hanna syknęła przez zęby przytykając różdżkę do małej, chudej szyi wróżki po czym mruknęła tryumfalnie:
- Drętwota.
  Bohaterka drugiej drużyny odwróciła się heroicznie w stronę kompletnie zatraconej w mowach wróżek grupy po czym kolejno na każdą z nich rzuciła drętwotę uśmiechając się ciepło jak zdziwieni uczniowie wpatrują się w nią z niedowierzaniem jakby dokonała niemożliwego.
   Nagle za nimi rozległy ciche, powolne oklaski McGonagall.
- Spisaliście się znakomicie. Pierwszy zespół kompletnie stracił głowę, jedynie pan Potter próbował się oprzeć ale koniec końców także się poddał. Oficjalnie prowadzicie 13-9 moi kochani, los wam sprzyja widzę... Jeszcze raz wam gratuluję. - Potrząsnęła mocno każdą dłonią. - I do zobaczenia na kolacji gdzie oznajmimy pozostałym uczniom zaistniałą sytuację. - No i zostawiła ich samym sobie tak jakby nic nie zaszło.
- Z wiekiem dziwaczeje jak Dumbi. - Stwierdził Terry na co dziewczyny zachichotały a Dracon pozwolił sobie na wygięcie ust w rozbawionym ale delikatnym, prawie niewidocznym uśmiechu.

* * *

 Kufry stały już na peronie przy swoich właścicielach, którzy szczękali z zimna czekając na czerwony ekspres mający odwieźć uczniów do Londynu na przerwę świąteczną w rodzinne kręgi.
Hermiona wraz z Harry'm została zaproszona na Boże Narodzenie do Nory jednak nie była pewna czy to dobry pomysł spędzić ponad tydzień z Ronem za ścianą ale to i tak lepsze niż pozostanie w Hogwarcie, dlatego przyjęła zaproszenie i właśnie rozmawiała z przyjaciółką, Harry'm i Ronem gdy przed oczami przemknęła jej blond czupryna. Przeprosiła na moment przyjaciół i ruszyła za Malfoy'em szukając czegoś gorączkowo w podręcznej torbie.
- Przyszłaś się pożegnać Granger? Bardzo mi miło. - Oznajmił Ślizgon widząc nadchodzącą Hermionę oraz uśmiechając się promiennie.
Gryfonka jak zwykła, spłonęła rumieńcem koloru dojrzałej truskawki po czym podała chłopakowi bez ogródek małą czerwoną paczuszkę.
- Dla ciebie. - Odezwała się z uroczym uśmiechem. Draco powoli chwycił prezent ale wstążki nie tknął. Wpatrywał się tylko z osłupieniem w paczkę.
Hermiona zaczynając się martwić, że Malfoy'owi nie odpowiada rozmiar prezentu czy może coś jeszcze innego w końcu pisnęła:
- Otwórz.
 Objęła dłoń chłopaka i naprowadziła na końcówkę wstążki po czym delikatnie pociągnęła i ściągnęła wieczko, czekając na reakcję.
  
Chłopak nie mógł uwierzyć, dalej wpatrywał się tępo w ciemno szmaragdowy z delikatnymi,czarnymi pręgami krawat i jakieś srebrne kawałki, coś jakby zapinki do czegoś leżące na dnie pudełeczka.
Nikt nigdy nie dawał mu prezentów oprócz rodziców i Blaise'a, a szczególnie nie spodziewał się tego gestu ze strony Granger.  
On nic dla niej nie miał!
- Ja... Wybacz jeżeli ci się nie podoba. - Oznajmiła Hermiona chwiejnym głosem próbując upozorować obojętność oraz cofając rękę ale Draco nagle podniósł głowę.
- Granger, jest wspaniałe, tyle że... Nikt nigdy nie dawał mi prezentów oprócz starych i ewentualnie poradników na skuteczne wyrwanie trudnych lasek od Blaise'a...- Urwał na chwilę zmieszany. - Ja nic nie mam dla ciebie, w ogóle się nie spodziewałem prezentu od ciebie.
Hermionie spadł kamień z serca, przewróciła zawadiacko oczami i zaśmiała się przeuroczo.
- Malfoy daję ci prezent z własnej woli, nie po to byś dawał mi coś w zamian. - Puknęła go lekko w czoło na co on także uśmiechnął się łobuzersko.
- Do czego to służy? - Spytał z nie dowierzaniem chwytając srebrną spinkę do krawata i przyglądając się jej uważnie. Gryfonka oczekiwała takiej reakcji. 
Nałożyła Ślizgonowi pośpiesznie krawat przez głowę bo z daleka było już słychać nadjeżdżający pociąg.
- To taki wynalazek mugolski służący do tego, żeby krawat nie latał na wszystkie strony. - Powiedziała przypinając spinkę do przerwy pomiędzy guzikami w koszuli chłopaka.
- ...Genialne! - Odrzekł uradowany, na co Hermiona uśmiechnęła się czule i już miała odchodzić, gdy Malfoy podbiegł do niej, wyczarował bukiet czerwonych róż obwiązanych złotym materiałem i zakręconą wstęgą, wręczył go Gryfonce i podziękował za wspaniały podarunek, co dziewczyna skwitowała szybkim ' Nie ma za co ' i ruszyła w stronę swojego kufra by następnie zająć miejsce w Ekspresie Hogwart - Londyn.

* * *

  Była wigilia Bożego Narodzenia.
W Malfoy Manor panowało ogromne zamieszanie. Kręcące się co chwilę pod nogami skrzaty przenoszące wszystko z miejsca na miejsce, Narcyza odchodząca od zmysłów z powodu tabunu krewnych przyjeżdżających na uroczystą kolację, co chwilę wpadała w szał kompletnie bez powodu by za chwilę lamentować, że coś nie jest tak jak być powinno.
- Draco, chodź tu szybko! Pośpiesz się, prędko! - Wrzasnęła okropnie roztargniona i zmartwiona blondynka. Ślizgon będąc przekonany, że coś ważnego stało się na dole, rzucił się po schodach w kierunku parteru.
Gdy dobiegł do stojącej przy oknie matki, ta uśmiechnęła się ciepło.
- Jak uważasz, mam spiąć firanki - Tu chwyciła materiał za jedną część. - Czy mają sobie spokojnie zwisać? - Spytała z nadzieją w oczach momentalnie puszczając ogromną firanę.
Draco z niedowierzania otworzył lekko usta. - Mamo wołasz mnie z dołu by zapytać o firanki? - Postawił pytanie z lekkim oburzeniem.
Całe to zamieszanie ze świętami już go denerwowało. Co to za Boże Narodzenie gdy rodzina i tak już nigdy nie będzie w komplecie? 
Narcyza jakby czytała w myślach synowi, zostawiła firanki i przytuliła do siebie Dracona.
- Wiem, że te święta nie będą tak wspaniale jakby mogłyby być, zwłaszcza że nie będzie z nami taty. - Rzekła tłumiąc łzy oraz czule gładząc włosy syna. - Lucjusz chciałby byśmy jak najlepiej spędzili ten czas. - Dodała po chwili.
- Mamo przestań, nie jestem małym chłopcem by tak mnie pocieszać, z resztą nie ma po co. - Oznajmił Draco uśmiechając się i czując jak jego pierwotna złość przechodzi. - Myślę, że spięte będą wyglądały bardziej wyrafinowanie. - Wtrącił przyglądając się ogromnemu oknu.
Narcyza zbadała wzrokiem firanki po czym uśmiechnęła się z tym samym błyskiem w oku, który często można ujrzeć u jej syna.
- Tak też myślałam, a teraz ubierz się jakoś porządnie i zrób coś z tymi przeklętymi włosami. - Mruknęła próbując ugładzić ręką jego zmierzwione kosmyki.

  Po chwili Ślizgon stał już w swej garderobie wybierając odpowiedni strój. Po niedługiej chwili namysłu postanowił ubrać zwykły ubrać zwykły czarny garnitur a na szyję założyć podarunek od Granger.
 Stał właśnie przed lustrem wiążąc krawat w jeszcze rozpiętej, białej koszuli ukazując swój umięśniony tors, gdy nagle do pokoju niepewnie zajrzała mała skrzatka.
- Paniczu Malfoy,  przygotować panu marynarkę? Przyprasować? Nadać blasku? - Spytała jakby bała się, że chłopak momentalnie wybuchnie ale ten dalej wiązał krawat i rzekł tylko oschle:
- Idź pomóc na dole, tam jest potrzebna każda para rąk. - Skrzatka momentalnie zniknęła.

Draco właśnie schodził na parter gdzie wieczerza stała już gotowa na wielkim, podłużnym stole. Narcyza widząc kroczącego po schodach syna wciągnęła głośno powietrze i szybko podreptała w jego stronę robiąc echo wysokimi obcasami.
- Draco wyglądasz nieziemsko, dlaczego nie możesz w końcu zjawić się z jakąś uroczą dziewczyną? - Zaćwierkała napawając się wyglądem przystojnego syna. Zjechała niżej wzrokiem i błyskawicznie chwyciła szmaragdowy krawat. 
- Przepiękny, ale nie kojarzę żebyś go miał wcześniej na sobie...- Powiedziała z zaciekawieniem miętosząc go w rękach.
- Dostałem. - Mruknął wyrywając go z rąk Narcyzy i pośpiesznie wkładając za pazuchę oraz poprawiając uścisk na szyi bo właśnie rozległ się głośny dzwonek u drzwi oznaczający tabun krewnych, których Draco będzie widział pierwszy raz na oczy i witanie ich przez najbliższe pół godziny.
   
Gwar panujący przy stole w Rezydencji Malfoy'ów miał nie mieć końca, ale gdy szczęk sztućców trochę zelżał, przez chwilę można było usłyszeć błogą ciszę ale nie minęło kilka chwil i goście zajęli się jałową rozmową. Jednym z ulubionych tematów przy rodzinnym stole było wspominanie wczesnego dzieciństwa Dracona, który na wzmiankę o tym chciał jak najszybciej ulotnić się do swojej sypialni i zaszyć tam do końca całego zbiegowiska ale starał się to przetrzymać, dlatego wysłuchiwał ' Oh jakim byłeś słodkim brzdącem! ' albo ' A masz już jakąś partnerkę by przedłużyć szlachetny ród Malfoy'ów? ' w ciszy opierając głowę na ręce.
- A pamiętacie jak pierwszy raz odkrył, że potrafi robić jakieś błahe sztuczki? Byłaś przy tym Mags! - Zapiała Narcyza w kierunku jakieś ciotki klaszcząc w dłonie. - No jak to nie pamiętasz, zaraz ci pokażę. - Wskazała na lewitującą w rogu sali myślodsiewnię. - Tylko Dracon przyniesie mi z sypialni moją różdżkę. - Narcyza delikatnie szturchnęła łokciem siedzącego po jej lewicy syna żeby dać mu do zrozumienia, że mówiła do niego. - Draco... - Syknęła przez zęby.
- Dlaczego nie możesz wysłać tam któregoś ze skrzatów? - Odrzekł znudzony.
Narcyza uśmiechnęła się sztucznie szeroko w stronę ciotki Mags, po czym szybko zwróciła się do swego syna tyle że bez cienia uśmiechu.
- Bo proszę o to ciebie Draco. - Fuknęła tracąc cierpliwość do arogancji syna, ale ten przewrócił oczami, odsunął się od stołu przepraszając wszystkich zgromadzonych jak to na luksusowych spotkaniach jest w zwyczaju i udał się w stronę sypialni rodzi...Matki.

Otwierając drzwi pokoju uderzyła go w oczy czystość i porządek panujący w środku. Bez trudu ujrzał smukłą, jasno hebanową różdżkę matki leżącą na stoliku nocnym zaraz obok ogromnego dwuosobowego łoża pokrytego beżową satynową pościelą. 
Idąc w kierunku stolika przypadkowo kopnął leżący nieopodal kuferek, z którego wysypało się mnóstwo czarodziejskich zdjęć, wycinków Proroka Codziennego i jeszcze kilka innych rzeczy takich jak pożółkłe listy od jego ojca, oraz kwitek zawarcia małżeństwa.
Draco głośno przeklinając i chowając pośpiesznie starocie, natknął się na pewną kartę z widniejącym na niej małym, ruszającym się zdjęciu pewnego mężczyzny w którym rozpoznał swojego dziadka ze strony Black'ów.
Nikt nigdy o nim nie chciał rozmawiać. Umarł dość młodo, około czterdziestki, tyle Draco wiedział. Podobno po kilku miesiącach życia Narcyzy w niewyjaśnionych okolicznościach.
Przyjrzał się uważniej karcie, była dość pożółkła ze starości ale zdołał dostrzec charakterystyczny błysk w oczach mężczyzny i już wiedział po kim on i jego matka to odziedziczyli.
Zobaczył także, że dokument jest charakterystyczny dla czasów poprzedniej świetności Voldemorta.
Podszedł do okna by lepiej przyjrzeć się jakimkolwiek informacjom o jego dziadku i nagle w gardle mu coś stanęło, w ustach zaschło, a każdy mięsień jego ciała spiął się nienaturalnie.
Nie wierząc swoim własnym oczom, przetarł delikatnie powierzchnię kartki chcąc przekonać się czy wzrok go nie omylił, ale na próżno.
Przeczytał po raz kolejny, tym razem na głos:

" Cygnus Black ( ur. 1928r. zm. 1969 )
Mąż Druelli Rosier, ojciec Bellatriks Lestrange, Andromedy Tonks oraz Narcyzy Malfoy.
Status krwi: Półkrwi. "

Na ostatnim punkcie głos mu osłabł a na końcu urwał. Nie wierząc w sens wyczytanych słów, upuścił kartkę na ziemię odwracając się do okna gromiąc wzrokiem całą posiadłość Malfoy'ów ponownie trawiąc znaczenie owego wypowiedzenia.
Po dość długiej ciszy, powoli oparł ręce o marmurowy parapet i mruknął z niedowierzaniem, oraz nutką paniki w głosie nadal patrząc jak za szybą śnieg powoli zasypuje obszerny trawnik:
- Jestem półkrwi...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No i witam Was ponownie!
Jak zwykle stanęliście na wysokości zadania i przy ostatnim rozdziale ukazało się ponad 25 komentarzy dlatego pojawiam się z kolejnym rozdziałem B| 
Nie jestem z niego zadowolona w przeciwieństwie do poprzedniego, ale czekam na Wasze opinie bo jak ktoś ostatnio słusznie zauważył, komentarze mnie ogromnie motywują do pisania.
W ogóle jakie Waszym zdaniem było trzecie zadanie? Co z ' przepowiednią ' kierowaną do Hermiony ze strony wrednej wróżki? Jak dalej potoczy się sprawa z krwią Dracona?
Zatem czy uda się zebrać 30 komentarzy, które zapewnią Wam kolejny rozdział w następnym tygodniu?
Zobaczymy:-')
Pozdrawiam Was - MoonSeer.